sobota, 9 sierpnia 2025

Rich Bitterman July 22, 2025 | Dzień, w którym zmarł Książę Ciemności... Ostateczne spotkanie Ozzy'ego Osbourne'a z wiecznością – 1948–2025



Rich Bitterman, 22 lipca 2025 r. 

Dzień, w którym zmarł Książę Ciemności

Ostateczne spotkanie Ozzy'ego Osbourne'a z wiecznością

– 1948–2025


Miałem 16 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszałem utwór „Mr. Crowley”.

Sposób, w jaki się zaczynał... te upiorne organy, trzaskająca gitara... chwyciły mnie za gardło. Nie wiedziałem, co oznaczają słowa piosenki. Nie obchodziło mnie to. Byłem zły, zaciekawiony, duchowo pusty, a Ozzy Osbourne brzmiał jak ktoś, kto zajrzał za kurtynę. 

Wydawał się być nietykalny.

Nieśmiertelny.

Człowiek, który (drunk from shadows) pił z cieni i śmiał się.

Człowiekiem, który wypijał trucizny (lub czerpał moce z ciemności) i śmiał się. Ale dzisiaj Ozzy umarł. 

I muszę z wami o tym porozmawiać. Nie o muzyce. Nie o kontrowersjach. Nawet nie o samym Ozzym, tak naprawdę. 

Muszę z wami porozmawiać o tym, co się dzieje, gdy ktoś umiera. 

Bo niezależnie od tego, co wierzycie o Ozzym, jedno jest teraz pewne: Człowiek, który nazywał siebie Księciem Ciemności, wkroczył do królestwa, nad którym nie ma żadnej władzy.


--Miałem 42 lata, kiedy w końcu znalazło mnie światło-- 

Podziwiałem Ozzy'ego na długo przed tym, zanim zacząłem bać się Boga. Nie wychowałem się w kościele. Nie byłem też zatwardziałym grzesznikiem. Po prostu... nie ugruntowany, niezakotwiczony. Przez całe nastoletnie i dwudziestokilkuletnie życie dryfowałem, ścigając hałas, jak wielu innych. Muzyka wypełniała pustkę. Metal był przyjacielem, który nigdy nie osądzał.

Kiedy osiągnąłem wiek 40 lat, zbudowałem sobie życie, ale nie miałem duszy. Byłem żonaty. Miałem pracę. Byłem cywilizowany. Potrafiłem uśmiechać się publicznie i przeklinać prywatnie. Wiedziałem, jak ukrywać pustkę. Nie wiedziałem jednak, jak ją uleczyć.

Wtedy znalazł mnie Jezus Chrystus.

Nie ulepszył mnie.

Uratował mnie.

Przyszedł z prawdą o życiu, śmierci i sądzie, a ja byłem na tyle kumaty, dzięki czystej łasce Bożej, aby zgiąć kolana i się pokłonić.

Zrozumcie więc: piszę to nie jako krytyk Ozzy'ego, ale jako człowiek, który kiedyś zmierzał w kierunku tej samej przepaści.


--Co się dzieje, gdy umieramy--

Śmierć Ozzy'ego nie jest symboliczna. Jego dusza oddzieliła się od ciała. Jego krew ostygła. Jego płuca przestały pracować. Ale Ozzy nie zniknął. Poszedł gdzieś.

Ty też tak zrobisz.

Nie jesteś tylko istotą biologiczną. Nie jesteś zbiorem węgla, nerwów i fal mózgowych. Jesteś duszą i ciałem, oddechem i gliną. Śmierć rozdziela te dwie rzeczy, ale nie kończy twojego istnienia. Biblia mówi to jasno: „Raz umiera każdy człowiek, a potem następuje sąd”. Ozzy wypełnił swoje przeznaczenie. Ty też to zrobisz.

Kiedy umrzesz, będziesz przytomny.

Świadomy. Nieomylnie świadomy. Nie w jakiejś unoszącej się mgle, ale w stanie pełnej, przerażającej jasności.

Albo wejdziesz w obecność Chrystusa, albo doświadczysz horroru oddzielenia od Niego.

I nastąpi to natychmiast.

Nie ma czyśćca.

Nie ma tunelu ze światłem.

Nie ma powtórek.

Będziesz stał... duchowo, a pewnego dnia także fizycznie... w miejscu, do którego zaprowadziły cię wybory dokonane w życiu.


--Zmartwychwstanie nie jest mitem--

Zmartwychwstanie nadejdzie. Jedno zmartwychwstanie. Wszyscy powstaną. Niektórzy w radości. Niektórzy w hańbie.

Ozzy powstanie. Ja też. Ty też.

Twoje ciało może zostać pochowane, spalone lub zagubione w morzu. To nie ma znaczenia. Bóg, który ukształtował Adama z prochu, może jednym słowem przywrócić twoje atomy.

Pismo Święte mówi, że nasze zmartwychwstanie będzie jak zasianie nasionka. Ciało, które umieścisz w ziemi, nie jest tym samym, które z niej wyjdzie. Tak jak słonecznik nie jest wierną kopią nasionka, z którego się wyłonił, tak twoje zmartwychwstałe ciało będzie uwielbioną wersją, odpowiednią dla wieczności. Wierzący powstaną z ciałem podobnym do ciała Chrystusa. Nieśmiertelnym. Niepodatnym na zepsucie. Stworzonym do oddawania czci Bogu. Niewierzący również powstaną z ciałem, które nie będzie oglądało chwały, ale doświadczy sądu.

To jest pewne.


--Kiedy muzyka ucichnie: śmierć Ozzy'ego Osbourne'a i sąd wieczności--

Każde wypowiedziane przez ciebie słowo, każda skrywana tajemnica, każda noszona maska zostaną obnażone. Nie przed twoim terapeutą. Przed twoim Stwórcą.

Księgi zostaną otwarte.

I nic nie zostanie pominięte.

Nie będziesz mógł się bronić. Nie będziesz porównywany z kimś gorszym. Nie będziesz mógł kłamać, ukrywać się ani wykręcać się.

Jeśli żyłeś bez Chrystusa, umrzesz bez Chrystusa. A jeśli umrzesz bez Chrystusa, staniesz przed gniewem świętego Boga, który ofiarował ci miłosierdzie, a ty go zignorowałeś.

Ale jeśli jesteś w Chrystusie, jeśli Jego krew zakrywa twoją winę, jeśli Jego imię jest zapisane w twojej historii... wtedy sąd cię nie złamie. Ukoronuje cię.

Nie dlatego, że żyłeś dobrze.

Ale dlatego, że On umarł dobrze.

Ponieważ twoje grzechy zostały pochłonięte przez Jego sprawiedliwość.


--Wieczność będzie twoim wiecznym domem--

Nie wiem, czy Ozzy Osbourne kiedykolwiek okazał skruchę. Modlę się, żeby tak było. Ale nie mogę mówić za niego. Mogę tylko powiedzieć jedno: teksty piosenek, które kiedyś śpiewał, są teraz nieistotne. Żarty, które opowiadał o piekle, symbole, które nosił, mroczne sprawy, którymi się zajmował... to już nie jest tylko gra sceniczna.

To wyrok.

I pewnego dnia będzie to również twój wyrok.

Niebo nie jest wrażeniem. Jest miejscem. Miejscem, gdzie Bóg nie jest tylko czczony, ale gdzie można się nim cieszyć. Piekło nie jest metaforą. Jest więzieniem. Miejscem, gdzie nie ma już miłosierdzia, a każda chwila jest przepełniona żalem.

Niektórzy przeczytają to i przewrócą oczami. Inni przewiną dalej i wrócą do swojego życia. Ale ktoś – może ty – czuje ciężar tych słów. Wiesz, że to prawda.

Odsuwałeś Boga na bok wystarczająco długo. Znieczulałeś się rozrywkami i przekonywałeś siebie, że sąd dotyczy innych ludzi. Nie ciebie.

Ale mylisz się.

Droga się kończy. Każde życie się kończy. I tylko jedno imię zbawia.


--Śmierć Ozzy'ego nie dotyczy Ozzy'ego--

Dotyczy ciebie.

Wiadomość o jego śmierci nie jest sensacyjną wiadomością z tabloidów. Jest to trąbka dla żyjących.

Człowiek, który kiedyś stał na scenie i wył do księżyca, teraz milczy. Tłum zniknął. Światła są wyłączone.

A on stoi twarzą w twarz z wiecznością. Zadaj sobie pytanie: gdyby kurtyna opadła dziś wieczorem, czy byłbyś gotowy? Nie igraj ze swoją duszą. Nie czekaj, aż staniesz się lepszą wersją siebie. Nie udawaj, że Bóg wciąż decyduje, co z tobą zrobić. On już to zrobił. Wysłał swojego Syna. Otworzył drzwi. I obiecał... że jeśli okażesz skruchę i uwierzysz... zostaniesz zbawiony. 

Nie poprawiony.

Nie zreformowany.

Zbawiony.

Nadal umrzesz. Ale śmierć straci swoją moc. Stanie się bramą, a nie wyrokiem. A kiedy zabrzmi trąba i twoje ciało powstanie, ujrzysz Go – Chrystusa – i On nie będzie twoim Sędzią.

Będzie twoją Radością.


--Ostatnia pieśń--

W zaświatach nie ma bisów.

Kiedy muzyka cichnie, przemawia prawda. 

Nie twoja prawda. Prawda Jedyna.

Syn Boży został ukrzyżowany za grzeszników. 

W tym za ciebie. W tym za mnie.

Miałem 42 lata, kiedy uklęknąłem. Czterdzieści dwa lata błąkania się, hałasu i dumy. Czterdzieści dwa lata na skraju piekła, uśmiechając się, jakby to nie było prawdziwe.

Ale teraz jestem pastorem. Mężem. Naśladowcą Jezusa. Żyję, aby głosić ewangelię, którą kiedyś ignorowałem. Więc uwierz mi, kiedy mówię: jedyną pieśnią, którą warto śpiewać, jest ta, która kończy się z Chrystusem na tronie.

A jedyną śmiercią, dla której warto umrzeć, jest ta, po której zmartwychwstajesz do wiecznego życia z Bogiem.


Brak komentarzy: