Rozdział Czwarty
American Idol: Ponowne rozważenie muzyki kościelnej. Wytwornice dymu i światła.
Jakiś czas temu uczestniczyłem w ważnym ogólnokrajowym spotkaniu innej denominacji prezbiteriańskiej. Zgromadziliśmy się w wielkim mega-kościele na Zachodzie, wystarczająco dużym, by ugościć tak istotne zgromadzenie, w którym brały udział tysiące osób. Przybyli delegaci z wielu kościołów prezbiteriańskich z całego kraju, a kościół goszczący bardzo starał się im przypodobać. Kiedy pierwszego wieczoru rozpoczęło się nabożeństwo, byłem oszołomiony widząc, że sanktuarium przypominało bardziej koncert „American Idol” niż miejsce kultu. Dokładnie o godzinie siódmej w pomieszczeniu nagle na chwilę zgasły światła.
Szczerość nakazuje mi przyznać, że robiło to niesamowite wrażenie. I właśnie w momencie, gdy lider uderzył w struny – rozejrzałem się wokół i uświadomiłem sobie, że nikt nie śpiewa. Ani jedna dusza. Było kołysanie się, ruch, ewidentny zachwyt, być może nawet ekstaza. Ale nie było śpiewu. W centrum zespołu stał szanowany i pełen godności lider uwielbienia. Wysoki, opalony i przystojny, wyróżniał się na tle reszty. Uwierzyłbym, gdyby powiedziano mi, że jest modelem Abercrombie and Fitch. W podartych dżinsach i koszulce z grafiką był istnym ucieleśnieniem bycia „cool”. Jego postawa budziła autorytet, a głos, muszę to wyznać, był przejmujący.
Jednocześnie prowadził on zespół uwielbieniowy i tłum, idealnie modelując emocje, które chciał wywołać w danej chwili. „Czy dobrze się bawicie?”. Kiedy nadszedł czas na ofiarę, zespół zszedł ze sceny, a na jej środku pojawił się samotny saksofonista. Wykonał najwspanialszą interpretację utworu „Somewhere Over the Rainbow”. Było to siedmiominutowe solo, doprawdy jedno z najlepszych, jakie kiedykolwiek słyszałem. Pozostawiło mnie ono jednak z kilkoma nurtującymi pytaniami: Dlaczego ta piosenka? Co to ma wspólnego z tematem? Czy ta piosenka jest w ogóle chrześcijańska?. Wiedziałem, że nie znajdę jej w śpiewnikach. Zresztą, nie było tam żadnych śpiewników. Jak zapewne wiecie, w tych rzadkich momentach, gdy pożądany był udział publiczności, ukryty producent wyświetlał nam wszystkie słowa na jumbotronie. Często wracam myślami do tamtego wieczornego nabożeństwa.
Załóżmy, że w jakiś sposób przetransportowalibyście kosmitę i nagle zrzucili go w środek tej pierwszej piosenki: Jak długo zajęłoby mu rozstrzygnięcie, czy znajduje się w kościele chrześcijańskim, czy w finałowych tygodniach konkursu American Idol?. Wszystko było tak podobne. Dokładnie takie samo. Sprzęt, inscenizacja i techniki – wszystko tam było. To daje do myślenia: Czy świat wzoruje się na kościele, czy kościół na świecie?. W moim umyśle nie ma wątpliwości – oczywiście to drugie. Można by się zastanawiać, ile „rozrywki” (ang. tainment) można dodać do naszego „uwielbienia”, zanim całość stanie się skażona i zatruta. Przypuszczam, że dla niektórych jest to kwestia stopnia. Niektórzy mogą trawić światła, ale nie lasery. Inni mogą tolerować ekrany, ale nie podarte dżinsy i wyretuszowanych chórzystów. Prawdopodobnie każdy z nas ma określony poziom tolerancji na dodatki i konserwanty w jedzeniu, zanim zdecyduje się odrzucić cały półmisek. To samo dotyczy naszego uwielbienia.
To, co dla jednych jest obraźliwe i wstrętne, dla innych jest całkowicie dopuszczalne, a nawet pożądane. Dla mnie właściwa odpowiedź brzmi: żadne z powyższych. W ogóle nie chcę rozrywki zmieszanej z uwielbieniem Wszechmogącego Boga. Jeśli jednak szukacie potężnego i dynamicznego występu, który sprawia, że włosy stają dębu, wątpię, czy moglibyście znaleźć coś lepszego niż zespół uwielbieniowy, który król Nabuchodonozor zwołał w trzecim rozdziale Księgi Daniela. Pozwólcie, że przygotuję scenę dla tego najbardziej ekscytującego doświadczenia kultowego.
Zespół uwielbieniowy Nabuchodonozora
Król Nabuchodonozor był jednym z największych czarnych charakterów Starego Testamentu. Oprócz splądrowania Jerozolimy i zagrabienia złota z jej świątyni w serii najazdów (605, 597 i 586 r. przed Chr.), Nabuchodonozor uprowadził wielu wiernych do niewoli znanej jako Wygnanie – prawdopodobnie najniższego punktu w historii Starego Testamentu. Wymordowawszy jej wojowników, schwytawszy piękne kobiety i zabrawszy młodych mężczyzn do swojego kraju w celu reedukacji, król Nabuchodonozor uczynił coś wręcz niewyobrażalnego: zabił synów króla Sedecjasza na jego oczach – być może byli to jeszcze mali chłopcy – a następnie wyłupił królowi oczy, aby obraz i wspomnienie cierpiących dzieci były ostatnią rzeczą, jaką kiedykolwiek zobaczył. Historia ta opisana jest w 2 Księdze Królewskiej 24 i 25. Dwukrotnie, w drugim i czwartym rozdziale Księgi Daniela, ten pogański król miał narcystyczne sny, w których wyobrażał sobie siebie jako kogoś wielkiego.
Po każdym z tych snów Daniel ganił go interpretacją: jego pycha musi zostać ścięta, a dumny król upokorzony (Dn 4,23). W pierwszym przypadku Nabuchodonozor udawał upokorzenie, wygłaszając coś, co wydawało się być ortodoksyjnym wyznaniem wiary (Dn 2,47). Jednak zaraz potem podjął próbę faktycznego zbudowania posągu, który widział we śnie (Dn 3,1). Co więcej, nakazał wszystkim oddawać cześć tej złotej obrzydliwości, grożąc każdemu, kto odmówi, śmiercią w rozpalonym piecu (Dn 3,6). To właśnie tutaj ten zły król zebrał najwspanialszy zespół uwielbieniowy w historii. Przynajmniej najlepiej opisany w Biblii. Tekst mówi: „Gdy usłyszycie dźwięk rogu, fletu, cytry, harfy, lutni, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych, macie upaść i oddać pokłon złotemu posągowi” (Dn 3,5). Trzeci rozdział Księgi Daniela wykorzystuje powtórzenie jako środek literacki, a instrumenty te są wymienione ponownie w wersecie 10 i jeszcze raz, dla podkreślenia, w wersecie 15.
Cóż to musiał być za niesamowity dźwięk! Idealnie nastrojony, by zagłuszyć krzyki tych, których palono żywcem za odrzucenie autorytetu króla. Nie twierdzę, że każda muzyka o wysokim poziomie wykonawczym jest pogańska, ale raczej, że bez względu na to, jak doskonały jest występ, nie może on uświęcić niegodziwego motywu. A „wielbienie-rozrywka” (ang. worshiptainment) – jeśli dąży do uspokojenia serc niewierzących w celu zgromadzenia wielkiego tłumu nieuświęconych ludzi, zamiast podobać się sercu Boga Żywego – ma niegodziwy motyw. Muszę być tutaj bardzo ostrożny. Powinienem postępować z dużą rozwagą. Nie twierdzę, że potrafię przeniknąć serca i motywy innych ludzi. Nie mówię też, że każde nabożeństwo, które osobiście odbieram jako idące za daleko, jest z definicji niegodziwe. Mogę jednak powiedzieć, że biegłość, profesjonalizm, technika, walory estetyczne i sama głośność nie czynią jednego nabożeństwa bardziej „pełnym uwielbienia” niż inne. Żadna z tych rzeczy nie posiada mocy uświęcenia.
Śpiewanie Psalmów: Coś lepszego, coś starożytnego
Jedną z praktyk, którą kościoły mogą wprowadzić, aby znacznie ulepszyć swoje uwielbienie i natychmiast uczynić je bardziej biblijnym, byłoby ponowne wprowadzenie starożytnego elementu śpiewania Psalmów do naszych nabożeństw. Wspólnotowe śpiewanie biblijnych Psalmów niemal natychmiast usunęłoby sporą część performatywnego teatru z naszych nabożeństw i przywróciło zgromadzeniom w Dniu Pańskim godność, piękno i moc. Paweł mówi Efezjanom: „Napełniajcie się Duchem, rozmawiając ze sobą przez psalmy i hymny, i pieśni duchowe, śpiewając i grając Panu w sercu swoim, dziękując zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Efezjan 5,18-20, podkreślenie dodane). Wyraźnie, według Pawła, Psalmy powinny stanowić dużą część naszego wspólnego śpiewu, gdyż wymienia je przed hymnami i pieśniami duchowymi.
Wygląda to tak, jakby Paweł zakładał, że wszystkie kościoły chrześcijańskie śpiewają Psalmy. Śpiewanie biblijnych Psalmów jest w istocie tym, co chrześcijanie czynili podczas wspólnych nabożeństw przez cały okres milenijnego panowania Chrystusa, od Jego Wniebowstąpienia począwszy. Wierni śpiewali Psalmy podczas uwielbienia w Dniu Pańskim, poczynając od wczesnych spotkań nowotestamentowego kościoła, poprzez czasy Ojców Apostolskich, w wiekach i tysiącleciach aż do Reformacji i później. Purytanie śpiewali Psalmy. Teolodzy z Westminsteru śpiewali Psalmy. Pielgrzymi śpiewali Psalmy, gdy przybyli do Ameryki. Koloniści śpiewali Psalmy w środku Wielkiego Przebudzenia. Spurgeon w swoim Metropolitan Tabernacle śpiewał Psalmy w Anglii. Na przykład w czasach Jana Kalwina jego kongregacja miała specjalnie przygotowany nowy Psałterz, w którym szereg biblijnych Psalmów został przetłumaczony i ujęty w metrum, tak aby mogły być śpiewane przez zgromadzony lud.
Oprócz Psalmów, kościół Kalwina śpiewał także niektóre kantyki z innych części Pisma Świętego, takie jak Łk 2,29-32 (Nunc Dimittis), a także Dziesięć Przykazań i Modlitwę Pańską. Inni, w tym wielu surowszych szkockich prezbiterian, nie śpiewają nic poza Psalmami, przedkładając psalmodię nad jakąkolwiek inną formę muzyki, obawiając się, że kompromis w tej kwestii byłby swoistym powrotem do bardziej demonstracyjnego i obrazowego uwielbienia rzymskich katolików. Potomkowie Johna Knoxa nie chcieli mieć nic wspólnego z pozłacanym teatrem papiestwa, preferując proste, czyste, czyste i biblijne formy kultu w przeciwieństwie do czegokolwiek, co mógłby wymyślić ludzki umysł. W rzeczywistości nie jest przesadą stwierdzenie, że każde pokolenie chrześcijan włączało zdrową porcję śpiewu Psalmów do swoich nabożeństw – traktując go wręcz jako centralną część wspólnego śpiewu – aż do niedawnych czasów, gdy „nowoczesne” praktyki uwielbieniowe całkowicie zerwały z tą tradycją.
Sugeruję, abyśmy natychmiast odzyskali tę praktykę, zanim dalej pogrążymy się w otchłani banalnej powierzchowności w naszych nabożeństwach. Pozwólcie na chwilę wyjaśnienia. Kiedy piszę o śpiewaniu Psalmów, nie mam na myśli po prostu nawiązania do wersu, obrazu lub metafory z Psalmu we współczesnej piosence uwielbieniowej. Omawiamy praktykę znacznie bardziej solidną. Śpiewanie Psalmów można zdefiniować następująco:
Śpiewanie Psalmów
Śpiewanie Psalmów to praktyka śpiewania biblijnych Psalmów ze Starego Testamentu – po oddaniu ich tak wiernie, jak to możliwe z oryginalnego języka hebrajskiego – poprzez oprawienie samego języka tekstu w muzykę (często z zachowaniem metrum i rymów), tak aby zjednoczyć się jako jedno ciało we wspólnym śpiewie na chwałę Imienia Bożego. Śpiewanie Psalmów jest całkowicie piękne. Nie wymaga żadnej technologii. Nie potrzebuje ani prądu, ani profesjonalnie wyszkolonych wykonawców na scenie. Nie wymaga wzmacniaczy ani monitorów. Może odbywać się w sanktuarium, szkolnej stołówce, salonie lub w ukryciu na polach i w stodołach w czasach prześladowań. Śpiewanie Psalmów może odbywać się z instrumentami lub bez nich, w zależności od przekonań i preferencji kongregacji. Dla wielu śpiewanie Psalmów jest niemal dokładnie tym samym, co tradycyjne śpiewanie hymnów (inna zanikająca praktyka w kościele) i jest nawet wykonywane do tych samych melodii. Na przykład wiele dostępnych dziś Psałterzy celowo dopasowuje przekłady Psalmów do znanych melodii hymnów, aby były one bliskie i szybko przyswajalne dla tych, którzy dopiero uczą się tej praktyki. Nowi praktykujący mówią: „Aha! Znam tę melodię!” i mogą dołączyć natychmiast, niemal instynktownie. Moim zdaniem najlepsze Psałterze celowo pomagają nowym śpiewakom, używając melodii do tak znanych hymnów jak „Cudowna Boża łaska” (Amazing Grace), „Bądź moim widzeniem” (Be Thou My Vision), „Warownym grodem jest nasz Bóg” (A Mighty Fortress) czy „O, gdybym mógł tysiącem ust” (O For a Thousand Tongues to Sing). W dalszej części tego rozdziału podam trzy powody, dla których praktyka ta powinna zostać przyjęta w kongregacjach pragnących przestrzegać Zasady Regulatywnej, którą zdefiniowaliśmy powyżej. Na razie powiem po prostu, że jednym z pewnych sposobów na uniknięcie „wielbienia-rozrywki” jest upewnienie się, że kongregacja rzeczywiście uczestniczy w nabożeństwie w sposób żywotny, a nie jest zabawiana przez profesjonalną klasę wykonawców, którzy w istocie sprawują kult „za” zgromadzonych, podczas gdy większość siedzi, stoi lub patrzy. W tym sensie śpiewanie Psalmów ma na celu usunięcie wszelkich performatywnych elementów uwielbienia poprzez zaangażowanie całej kongregacji w śpiewanie słów Pisma Świętego, jakby jednym głosem.
Rozważenie sprzeciwu: Potęga preferencji
Niektórzy mogą zgłosić sprzeciw i powiedzieć, że śpiewanie Psalmów to jedynie moja osobista preferencja dotycząca uwielbienia, a moja preferencja jest tak samo dobra jak twoja czy kogokolwiek innego. Argument ten ma pewną wagę i przyznam, że istnieją określone style, piosenki, melodie i formaty, które osobiście wolę od innych. Nawet wśród Psalmów i hymnów, które śpiewa moja kongregacja, istnieje podzbiór pieśni i melodii, które lubię bardziej niż inne. Pod tym względem przyznaję rację.
Moja odpowiedź jest jednak taka, że nasze preferencje nie mogą być ostatecznie rozstrzygające. Pamiętajcie, Zasada Regulatywna głosi, że powinniśmy czynić to, co nakazuje Bóg, a nie to, czego my pragniemy. W tym przypadku jest bardzo jasne, że Słowo Boże nakazuje nam śpiewać Psalmy (Ps 47,7 [w tekście oryg. 47:4]; Ef 5,19; Kol 3,16). Powinno to być bezsporne, niezależnie od tego, jaki styl prezentacji preferujecie.
Przyznam również, że niezbędna jest tutaj pewna dojrzałość chrześcijańska. Dojrzały chrześcijanin – wierzę w to – może wielbić Boga szczerze i z serca, nawet jeśli dzieje się to w kościele o stylu, który nie jest jego ulubionym.
Wolisz współczesne uwielbienie? W porządku. Dojrzały wierzący potrafi wielbić Boga także w tradycyjnej oprawie.
Wolisz tradycyjne uwielbienie? Świetnie. Dojrzały wierzący powinien być w stanie wielbić Boga ramię w ramię z kościołami żyjącymi w głębokim ubóstwie w Ameryce Środkowej. Niektórzy chrześcijanie lubią ten instrument, inni tamten. Jedni wolą organy, inni pianino. I tak dalej.
Na przykład, gdy byłem misjonarzem w Afryce, musieliśmy wielbić Boga w stylu, który z pewnością nie należał do moich ulubionych. Mieliśmy tylko bęben i czasem rozstrojoną gitarę. Cały śpiew był prowadzony przez bębniarza i wykonywany w tonacji, która dla moich amerykańskich uszu brzmiała płasko i nosowo. Gdybym mógł wybierać, pewnie wolałbym coś innego. Jednak dojrzałość chrześcijańska sugeruje, by nagiąć swoje preferencje ze względu na jedność Kościoła.
Podobnie, gdy stałem w sanktuarium podczas nabożeństwa „świateł i laserów”, o którym pisałem wcześniej, próbowałem wielbić Boga, ale ewidentnie mi się to nie udawało, gdyż zmagałem się z krytykanctwem. Moje własne serce było w złym stanie. To moja wina.
Ale same preferencje nie mogą być naszym ostatecznym wyznacznikiem. Zdaję sobie sprawę, że wielu woli stylistykę muzyki Hillsong, Bethel czy Elevation. Nie mogę ich jednak polecić z kilku powodów.
Po pierwsze, ich teksty nie zawsze dobrze przekazują Ewangelię, lecz są zaprojektowane dla pasywnego, emocjonalnego „wibracji” (vibing).
Po drugie, służby tworzące taką muzykę nie mogą być polecane z powodów doktrynalnych. Niektóre z nich budzą wątpliwości, inne są gorsze – stanowią bramę do ruchów o charakterze kultowym. Mógłbym powiedzieć więcej, ale moim zamiarem w tym rozdziale jest raczej pozytywne i konstruktywne zachęcenie do śpiewania Psalmów.
Śpiewanie Psalmów: Trzy rodzaje kościołów
Jeśli chodzi o tych, którzy śpiewają Psalmy, istnieją zasadniczo trzy kategorie. Mogę poprzeć dwie pierwsze, ale będę polemizował z trzecią. Dla celów klasyfikacji możemy podzielić je na następujące grupy:
- Inkluzywne. Kościoły śpiewające Psalmy w sposób inkluzywny używają różnego rodzaju muzyki, w tym Psalmów. Mój obecny kościół zalicza się do tej grupy. Śpiewamy kilka spokojnych i prostych pieśni, odpowiedzialnie wybranych przez starszych, gdy wierni gromadzą się w sanktuarium przed oficjalnym rozpoczęciem nabożeństwa. Gdy ordynowany szafarz wygłosi Wezwanie do Uwielbienia, przechodzimy do hymnów z naszego zaufanego śpiewnika – czcigodnego Trinity Hymnal. Dodatkowo śpiewamy biblijne Psalmy jako część wspólnego uwielbienia, zazwyczaj przed kazaniem. Kościoły o inkluzywnej psalmodii odpowiedzialnie włączają różnorodne gatunki muzyczne do nabożeństwa oddającego chwałę Bogu, bez uciekania się do „wielbienia-rozrywki”.
- Ekskluzywne. Kościoły śpiewające Psalmy w sposób ekskluzywny używają w nabożeństwach wyłącznie biblijnych Psalmów. Niektórym czytelnikom może się to wydać nazbyt konserwatywne, ale praktyka ta chroni kongregację przed śpiewaniem niebiblijnych pieśni o świeckiej konstrukcji, wymyślonych przez ludzi. Większość kościołów stosujących wyłączną psalmodię nie używa również instrumentów, wierząc, że były one częścią starotestamentowego kultu świątynnego i nie są dozwolone w Nowym Testamencie. Potrafią oni uargumentować to lepiej niż ja, choć szanuję to stanowisko. Trzeba jednak przyznać, że kościoły o ekskluzywnej psalmodii są w bardzo niewielkim stopniu narażone na pokusę „wielbienia-rozrywki”.
- Wykluczające. Niestety, niektóre kościoły w ogóle nie używają Psalmów. Celowo i świadomie śpiewają niemal wszystko oprócz Psalmów, bez względu na to, jak słabo śpiewane przez nich słowa przekazują Ewangelię. Dopóki piosenka dobrze „wibruje” w koncertowej oprawie, tworzy odpowiedni „klimat” porywający publiczność i jest stylizowana na gatunki muzyczne popularne w niewierzącym świecie (tj. pop, rock, R&B), będą przedkładać ją nad dawną drogę. Z mojego doświadczenia wynika, że kościoły i liderzy uwielbienia z tej grupy są bardzo oporni na sugestie i mogą czuć się wręcz urażeni samą ideą śpiewania Psalmów. Nie do końca rozumiem tę defensywność, choć podejrzewam, że wynika ona albo z preferencji („lubię to bardziej niż tamto”), albo z pragmatyzmu („niewierzący nie przyjdą tego słuchać”).
Westminsterskie Wyznanie Wiary i Dyrektorium Kultu
Kościoły, które poważnie traktują Standardy Westminsterskie, powinny poważnie podchodzić do włączania Psalmów do swoich nabożeństw, niezależnie od tego, czy należą do zdefiniowanej powyżej kategorii inkluzywnej czy ekskluzywnej. Dzieje się tak dlatego, że Westminsterskie Wyznanie Wiary wyraźnie wymienia tę formę uwielbienia jako godną polecenia.
Rozważcie ten fragment z WCF 21.5:
Czytanie Pisma Świętego z pobożną bojaźnią; rzetelne głoszenie Słowa i sumienne jego słuchanie w posłuszeństwie Bogu, ze zrozumieniem, wiarą i czcią; śpiewanie psalmów z łaską w sercu; jak również należyte sprawowanie i godne przyjmowanie sakramentów ustanowionych przez Chrystusa – wszystko to są części zwyczajnego religijnego uwielbienia Boga; obok religijnych przysiąg, ślubowań, uroczystych postów i dziękczynień przy różnych okazjach, które należy stosować w ich właściwych czasach i porach w sposób święty i religijny (podkreślenie dodane).
Podobnie Westminsterskie Dyrektorium Kultu Publicznego, dokument wydany przez to samo Zgromadzenie Teologów, zaleca śpiewanie Psalmów podczas nabożeństwa, mówiąc:
Ponieważ śpiewanie psalmów jest ze wszystkich innych najwłaściwszym obrzędem dla wyrażania radości i dziękczynienia, niechaj jakiś stosowny psalm lub psalmy zostaną odśpiewane w tym celu przed lub po czytaniu jakiejś części słowa odpowiedniej do obecnej czynności.
Choć mniej znane niż samo Wyznanie i Katechizmy, Dyrektorium Kultu Publicznego jest pomocnym dokumentem dla każdego, kto pragnie kształtować swoje nabożeństwa zgodnie z silną wizją Zasady Regulatywnej. W istocie Dyrektorium wydaje się zakładać, że śpiewanie Psalmów jest podstawowym środkiem i sposobem wspólnego śpiewu w ogóle.
Trzy zastosowania śpiewania Psalmów
Praktyka śpiewania Psalmów w kongregacji przynosi niezliczone korzyści, poza samym faktem, że jest nakazana w Piśmie Świętym. Pozwólcie, że wspomnę tutaj o zaledwie trzech korzyściach, jakie przyniesie ona waszemu kościołowi, obok oczywistego zaniku i ograniczenia „wielbienia-rozrywki” oraz towarzyszących mu błędów.
Zastosowanie pierwsze: Właściwa doktryna.
Ponieważ śpiewanie Psalmów jest bezpośrednim śpiewaniem Pisma Świętego (zakładając, że przekłady metryczne są wierne intencji tekstu), nigdy więcej nie będziecie musieli martwić się o to, czy jako kongregacja śpiewacie coś niewiernego pod względem doktryny. Jeśli ta obawa nigdy wcześniej nie przyszła wam do głowy, tym bardziej cieszę się, że prowadzimy tę rozmowę. To, co śpiewamy w kościele, powinno absolutnie przynosić chwałę Bogu, a tym, co przynosi największą chwałę, jest prawda właściwej doktryny.
Kongregacja nigdy nie powinna świadomie lub nieświadomie śpiewać pieśni, bez względu na to, jak potężna lub poruszająca ona jest, która zawiera fałszywą doktrynę lub naukę. Wiele pieśni wychodzących z kompleksu przemysłowego muzyki „Big Eva”, pompowanych przez radia samochodowe i zespoły uwielbieniowe bezpośrednio do umysłów naszych ludzi, ma niewiele wspólnego z istotnymi doktrynami wiary chrześcijańskiej. Skupiają się one całkowicie na poruszaniu uczuć słuchaczy. Są zaprojektowane do publicznego występu, a nie do wspólnego uczestnictwa kongregacji. To ogromna różnica. Są one „skoncentrowane na mnie”, a nie na Bogu. Jest to godne ubolewania.
Psalmy natomiast są całkowicie godne zaufania pod każdym możliwym względem. Wyrażają one chwałę Bożą w najwznioślejszych terminach. Przekazują prawdziwe „uczucia religijne” (jak nazywał je Jonathan Edwards), obnażając radość, wesołość, bojaźń Pańską, poczucie winy, nadzieję, troskę, miłość, a nawet nienawiść do grzechu u czcicieli. Kiedy pastor lokalnego kościoła lub starszyzna rozważa nową pieśń lub hymn napisany przez ludzi, powinny one zostać surowo sprawdzone przez mądre umysły teologiczne. Pieśni uwielbieniowe powinny być wybierane bardzo starannie, a nie tylko dlatego, że „rytm wpada w ucho”. Dzięki Psalmom możemy mieć pewność, że śpiewamy Panu z powrotem Jego własne słowa.
Zastosowanie drugie: Śpiew skoncentrowany na Chrystusie.
Niektórzy sprzeciwiają się śpiewaniu Psalmów, ponieważ rzekomo nie mówią one o Chrystusie. Pytają: jak to możliwe, aby kościół chrześcijański śpiewał pieśni, które nie przywołują osoby i dzieła Chrystusa? Czyż nie On jest powodem, dla którego w ogóle śpiewamy z radością i łaską?. Na to odpowiadam: prawdopodobnie nadszedł czas, abyście ponownie rozważyli znaczenie Psalmów.
Psalmy są całkowicie i wyraźnie o Jezusie. W całej swej treści zapowiadają Jego narodziny, życie, cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie. Opisują Jego wniebowstąpienie i chwałę. Kilka Psalmów jest wyraźnie mesjańskich. Psalm 2 mówi nam o sądzie powracającego Syna nad narodami. Psalm 8 mówi o chwale, na którą Chrystus zasłużył podczas triumfalnego wjazdu. Psalm 22 mówi nam o cierpieniu i ukrzyżowaniu Mesjasza. Psalm 23 mówi o tym, jak Pan jest naszym wielkim Pasterzem. Psalm 45 to mesjański motyw koronacji i ślubu. Psalm 110 mówi o Panu, potomku i większym Synu Dawida. Trudno znaleźć znaczące wydarzenie w życiu Mesjasza, które nie byłoby zapowiedziane w Psalmach.
W istocie, podczas najwspanialszego studium biblijnego, jakie kiedykolwiek miało miejsce – kiedy Jezus po swoim zmartwychwstaniu omawiał z uczniami całe Pismo Starego Testamentu – pokazał im, jak nieustannie Psalmy wskazywały na Niego:
Potem rzekł do nich: „To są moje słowa, które mówiłem do was, będąc jeszcze z wami, że musi się wypełnić wszystko, co jest napisane o mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”. Wtedy otworzył im umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: „Tak jest napisane, że Chrystus miał cierpieć i trzeciego dnia zmartwychwstać, i że w imię jego ma być głoszone upamiętanie dla odpuszczenia grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tych rzeczy” (Łk 24,44-48, podkreślenie dodane).
Zastosowanie trzecie: Zapamiętywanie Biblii.
Co więcej, wszyscy wiemy, że łatwo zapamiętujemy to, co śpiewamy. Większość z nas ma w głowach więcej przypadkowych tekstów piosenek pop z lat 90., niż chciałaby przyznać. Jednak gdy śpiewamy Psalmy z pewną regularnością, uczymy się ich na głębokim poziomie. Czytamy je w dosłownym tłumaczeniu w naszych Bibliach, a następnie śpiewamy w metrycznym przekładzie z naszych Psałterzy. Zapadają one głęboko. Kiedy śpiewamy Psalmy, rozważamy ich znaczenie w nowy sposób. Słyszymy obrazy i metafory, które uderzają w nas w melodii i harmonii w sposób, którego nie do końca rozumieliśmy, gdy jedynie czytaliśmy je na czarno-białej stronie. Co więcej, Psalmy faktycznie miały być śpiewane, biorąc pod uwagę, że wiele z nich zawiera wskazówki dotyczące śpiewu w podtytułach (Uwaga: podtytuły te znajdują się w oryginalnym tekście hebrajskim i dlatego są częścią Pisma Świętego).
Jeśli spędzicie trochę czasu we wspólnocie śpiewającej Psalmy, tak jak ja z moimi przyjaciółmi z RPCNA, zauważycie jedną rzecz, która jest wręcz szokująca: mają oni niezwykłą znajomość całej Księgi Psalmów. Znają je na wylot. I co więcej – ich dzieci i młodzież również znają Psałterz na głębokim poziomie. Oczywiście, że tak, skoro śpiewają go przez całe życie. Niemal nie sposób przecenić duchowego dobra, jakie przyniosłoby chrześcijaninowi dorastanie w kongregacji śpiewającej Psalmy – rozkoszowanie się samym językiem Pisma ujętym w muzykę – na przestrzeni całego życia. Na obecnym etapie mojego życia ubolewam nad słabymi i żałosnymi piosenkami w języku „christianese”, które śpiewaliśmy w kościele w wielu moich wczesnych doświadczeniach uwielbieniowych. Ich melodie wciąż brzmią w moim sercu i czuję się sentymentalnie poruszony pewnymi wspomnieniami z ich śpiewania, ale ich słowa i teksty wydają mi się zdecydowanie płaskie i dwuwymiarowe w porównaniu z metrycznymi Psalmami.
Kowenanterzy (Przymierzeńcy): Ostatni śpiewacy Psalmów protestantyzmu
Niestety, to piękne zjawisko śpiewania Psalmów zostało w dużej mierze zapomniane w świecie protestanckim. Prawdą jest, że w niektórych kościołach reformowanych, zwłaszcza typu prezbiteriańskiego, wciąż można usłyszeć Psalmy śpiewane w rozmaitych małych i konserwatywnych kościołach. Są one oczywiście nadal bardzo często używane w liturgii i czytaniach w innych denominacjach, na przykład wśród luteran i anglikanów.
Jednak w świecie protestanckim, zwłaszcza w kościołach zachowujących wysoką wizję Pisma Świętego i ewangelikalną gorliwość, Kowenanterzy mogą być ostatnim bastionem prawdziwych śpiewaków Psalmów. Dla niewtajemniczonych: Kowenanterzy to mniejszościowy nurt w prezbiterianizmie, który wywodzi swoje dziedzictwo wyznaniowe bezpośrednio z najcięższych czasów prześladowań w Szkocji, od Restauracji (1660) do Chwalebnej Rewolucji (1688), a w szczególności z „Czasów Zabijania” (Killing Times) – tych kilku lat, w których wielu męczenników powieszono lub poddano torturom. Kowenanterzy z całych sił opierali się hierarchii biskupów i erastianizmowi królów, wyznając niezmienną moc Szkockiego Przymierza Narodowego (1638) oraz Uroczystej Ligi i Przymierza (1643).
Kiedy po Restauracji Karola II ich nabożeństwa znalazły się pod nadzorem rządu, spotykali się na polach i w stodołach, ryzykując stłumienie, prześladowania i męczeństwo. Kowenanterzy wierzyli Biblii. Szanowali Westminsterskie Wyznanie Wiary. Gorąco pragnęli reformowanego i konfesyjnego narodu w ziemi szkockiej. I na swoich spotkaniach śpiewali wyłącznie Psalmy.
Gdy pastorzy i przywódcy Kowenanterów byli wleczeni przed sędziów, wielu z nich torturowano okrutnymi wynalazkami, w tym śrubami do kciuków i „butem” – niegodziwym urządzeniem, które bardzo powoli łamało człowiekowi nogę. Kobiety spośród nich były niekiedy zmuszane do trzymania płonących zapałek między palcami, dopóki nie wydały informacji o swoich mężach, synach i pastorach. Niektóre kobiety utopiono za ich niezłomność.
Wielu Kowenanterów powieszono publicznie, często ścinając im potem głowy. Gdy wchodzili na szubienicę, często pozwalano im na słowo świadectwa, choć musieli konkurować z ponurymi bębnami przeciwników, starających się zagłuszyć ich głosy. Większość męczenników głosiła ewangelię, śpiewała Psalm, a potem z uległością oddawała życie. Dla tej grupy dzielnych męczenników Psalmy zawsze były wystarczające. W swoich prostych nabożeństwach nigdy nie potrzebowali niczego bardziej skomplikowanego niż żarliwe biblijne kazanie i szczere wspólnotowe śpiewanie Psalmów.
Jest coś szczególnego w Psalmach, prawda? Są one twardą skałą dla duszy. Są fortecą wiary dla wierzących. Przekazują wszystkie nasze nadzieje, lęki i radości, powierzając samo serce wierzącego silnemu i miłosiernemu Bogu. Tak, to prawda – pokolenie potrzebujące nieustannej rozrywki wybierze coś bardziej przypominającego to, co Nabuchodonozor wymyślił ze swoim niesamowitym hałasem i głośnością. Ale męczennicy i święci tacy jak Kowenanterzy zawsze będą zadowoleni, po prostu śpiewając Słowo Boże z powrotem naszemu Królowi.
Apostoł nakazuje nam śpiewać Psalmy
Cytowaliśmy już w tym rozdziale 5. rozdział Listu do Efezjan, pozwólcie więc, że teraz przytoczę paralelny tekst z Listu do Kolosan. Nie powtarzam tego samego wersetu, choć są one podobne. Paweł uznał za mądre udzielić tej samej rady obu kościołom – wierzącym w Efezie, jak i w Kolosach: „Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie; we wszelkiej mądrości nauczajcie i napominajcie jedni drugich przez psalmy, hymny i pieśni duchowe, wdzięcznie śpiewając Bogu w sercach waszych.
I wszystko, cokolwiek czynicie w słowie lub w uczynku, wszystko czyńcie w imieniu Pana Jezusa, dziękując przez niego Bogu Ojcu” (Kol 3,16-17).
Można tu zaobserwować kilka rzeczy. Po pierwsze, Paweł pragnie, aby chrześcijańskie nabożeństwa były wypełnione Słowem Chrystusowym, co oznacza głoszenie Słowa Bożego, o czym mówiliśmy w poprzednim rozdziale. Co więcej, Apostoł oczekuje, że wierzący będą gromadzić się, aby śpiewać! Śpiewać co? Z pewnością Psalmy. Mówi o tym wyraźnie. Uczeni debatują nad znaczeniem terminów „hymny i pieśni duchowe”. Niektórzy sugerują, że są to kategorie wewnątrz samych Psalmów. Inni uważają, że mogą one obejmować wierne i oddające chwałę Bogu kompozycje ludzkie. Jednak z pewnością anachronizmem byłoby traktowanie ich jako „hymnów” w rodzaju tych z naszych współczesnych śpiewników, czy „pieśni duchowych” pisanych po to, by puszczać je w chrześcijańskich programach radiowych i wykonywać na scenach. Czymkolwiek były, były one słodkie, biblijne i wierne Jezusowi.
Występ czy wspólny śpiew?
Niezależnie od tego, czy wasza kongregacja stosuje psalmodię inkluzywną jak moja (Psalmy i dobrze sprawdzone hymny), czy psalmodię ekskluzywną jak Kowenanterzy (tylko Psalmy), naprawdę musimy wyjść poza błąd psalmodii wykluczającej (wszystko oprócz Psalmów). Uważam, że to stanowisko jest nie do utrzymania zarówno pod względem biblijnym, jak i historycznym.
Duża część przyczyny, dla której mamy słabe kongregacje, nieprzygotowane na prześladowania, które mogą nas spotkać w przyszłości, tkwi w tym, że mamy kościoły karmione wyłącznie „wielbieniem-rozrywką”, a nie bogatszymi skarbami Słowa Bożego.
Częścią mojego celu w pisaniu tej książki jest to, abyście ponownie rozważyli, dlaczego czynicie to, co czynicie podczas uwielbienia, i głębiej zastanowili się nad własnymi praktykami w Dniu Pańskim. Oto kilka dodatkowych myśli w formie zastosowania:
A. Używajcie przynajmniej jednego Psalmu.
Po pierwsze, co powstrzymuje was przed włączeniem przynajmniej jednego Psalmu do waszego uwielbienia? Niezależnie od stylu uwielbienia, jaki obecnie macie (a capella, organy, pianino, gitary, zespół uwielbieniowy), możecie znaleźć przynajmniej niektóre aranżacje Psalmów, które będą pasować do waszego gatunku muzycznego. Dobra treść jest dostępna – wierne przekłady Psalmów z doskonałą muzyką. Dlaczego więc ich nie użyć? Jeśli szukacie doskonałych wykonań Psalmów, polecam Psalms for Worship wydane przez Crown and Covenant Publishers w Pittsburghu. Tom ten zawiera prezentacje wszystkich biblijnych Psalmów, większość w więcej niż jednej wersji i melodii. Kompilatorzy celowo użyli melodii, które są dobrze znane wielu osobom.
B. Uprośćcie wasze uwielbienie.
Prawdopodobnie dobrze byłoby również zacząć ograniczać „pokazowość” waszych nabożeństw. Zidentyfikujcie te krzykliwe aspekty waszego uwielbienia i natychmiast je ograniczcie. Odłączcie wytwornice dymu. Korzystajcie z naturalnego oświetlenia. Częściej przechodźcie na styl akustyczny. Czy uwielbienie naprawdę musi wyglądać jak program telewizyjny?. Co by się stało, gdyby zabrakło prądu? Czy nadal moglibyście wielbić Boga w prostszej formie?. A co, jeśli przyszłyby prześladowania? Po pandemii COVID wszyscy zdaliśmy sobie sprawę, że staje się to coraz bardziej realną możliwością. Czy moglibyście w ogóle sprawować kult, gdybyście nie mieli wozu transmisyjnego i ton sprzętu technicznego, aby to umożliwić?.
C. Wspólny śpiew.
Na koniec upewnijcie się, że waszym celem jest faktycznie wspólny śpiew, a nie tylko zabawianie tłumu. Zgromadzeni wierni to czciciele, a nie tylko ci na scenie. Nie powinni przychodzić po to, by ktoś inny wielbił za nich lub w ich imieniu. Miejmy nadzieję, że nie przyszli w Dniu Pańskim po to, by po prostu patrzeć, jak ktoś inny wielbi Boga. Upewnijcie się, że pieśni, które wybieracie, faktycznie pomagają, wspierają i prowadzą ludzi do uwielbiania Pana Boga w sposób, który podoba się Jemu, a nie niewierzącym, którzy przyszli dla widowiska. To prawda, że niektórym te zmiany mogą się nie spodobać; serca i umysły ludzkie są zmienne. Pamiętajcie jednak, że zanim postawicie sobie za cel zadowolenie tych, którzy uczestniczą w nabożeństwie, waszym ostatecznym celem jest zadowolenie Tego, dla którego zostaliście stworzeni, by Go chwalić.