Opowiadanie…
„Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje;
Doświadcz mnie i poznaj myśli moje!
I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady,
A prowadź mnie drogą odwieczną!”
— Psalm 139:23–24
„Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu.”
— Ew.Marka 9:24
Deszcz bębnił miarowo o dach starego, alpejskiego domku, a wewnątrz stodoły unosił się zapach suchego siana. Francis Schaeffer, mężczyzna w średnim wieku o przenikliwym spojrzeniu, przemierzał klepisko tam i z powrotem. Każdy jego krok zdawał się odmierzać ciężar pytania, które dręczyło go od miesięcy: czy to wszystko jest prawdą?
W cieniu pod ścianą siedział młody człowiek imieniem Thomas, agnostyk, który schronił się przed ulewą. Obserwował pastora z narastającą ciekawością.
– Wyglądasz na kogoś, kto właśnie próbuje zburzyć własny dom, Franciszku – odezwał się w końcu Thomas.
Schaeffer zatrzymał się i spojrzał na niego z łagodnym, choć zmęczonym uśmiechem.
– W pewnym sensie tak jest, Thomasie. Próbuję wrócić do fundamentów. Postanowiłem cofnąć się aż do mojego młodzieńczego agnostycyzmu, aby sprawdzić, czy to, co budowałem przez lata, ma w ogóle rację bytu.
Thomas uniósł brwi.
– Ty, chrześcijański pastor, przyznajesz się do wątpliwości? Myślałem, że waszą rolą jest mieć odpowiedzi na wszystko.
– Prawda, która boi się pytań, nie jest prawdą wartą posiadania – odpowiedział Schaeffer, siadając na snopku siana. – Problem polega na tym, że w moim środowisku widzę walkę o czystość doktryny, ale brakuje w niej miłości i radości. Co gorsza, ja sam straciłem poczucie „rzeczywistości” Boga w moim codziennym życiu. Stałem się mechaniczny. Dlatego muszę wiedzieć: czy chrześcijaństwo jest prawdą obiektywną, „prawdą wszechświata”, czy tylko miłą bajką, którą sobie opowiadamy?.
– I co znalazłeś na tych swoich spacerach w deszczu? – zapytał sceptycznie Thomas.
– Znalazłem „całkowicie wystarczające powody”, by wiedzieć, że nieskończenie osobowy Bóg istnieje. Biblia nie jest tylko zbiorem religijnych odczuć; ona jest zgodna z faktami dotyczącymi świata i nas samych. Ale odkryłem coś jeszcze, coś, co sprawiło, że w moim sercu znów pojawiła się pieśń.
– Co takiego?
– To, co nazywamy „dokonanym dziełem Chrystusa”. Przez lata nauczałem, że śmierć Chrystusa zapewnia nam przebaczenie grzechów zarówno w przeszłości jak i w przyszłości. Ale w tych dniach w górach zrozumiałem, że to dzieło musi być stosowane „chwila po chwili” w teraźniejszości. Chodzi o to, by żyć w mocy Ducha Świętego teraz, umierając dla własnego „ja” każdego dnia. Bez tej żywej rzeczywistości, nasza teologia to tylko martwe litery.
Thomas milczał przez chwilę, uderzony powagą i brakiem agresji w głosie Schaeffera.
– Większość religijnych ludzi, których znam, próbuje mnie przekonać siłą. Ty brzmisz, jakbyś naprawdę troszczył się o to, co jest prawdą, nawet jeśli miałoby to oznaczać, że się mylisz.
– Bo nie ma powodu wierzyć w chrześcijaństwo, jeśli nie jest ono prawdą – powtórzył Schaeffer z mocą. – Jeśli to prawda, to powinna nas ona ekscytować w każdym wymiarze intelektu i życia.
Deszcz zaczął ustawać. Przez szpary w ścianach stodoły przebiło się pierwsze światło słońca. Schaeffer wstał, a w jego ruchach widać było nową energię. Thomas zauważył, że pastor wyciągnął z kieszeni skrawek papieru, na którym zaczął coś kreślić.
– Piszesz wiersz? – zapytał Thomas.
– Tak – odparł Schaeffer z błyskiem w oku. – Przez lata nie napisałem ani jednej linijki. Ale teraz, gdy rzeczywistość Boga wróciła, poezja znów zaczęła płynąć. To poezja pewności, dziękczynienia i uwielbienia.
Gdy Thomas wychodził ze stodoły, odwrócił się jeszcze raz.
– Gdzie będziesz teraz, Franciszku?
– Będziemy z żoną, Edith, otwierać drzwi naszego domu dla każdego, kto ma uczciwe pytania – odpowiedział Schaeffer. – Nie chcemy budować bezpiecznej fortecy. Chcemy być w środku świata, słuchając ludzi i szukając z nimi odpowiedzi.
W ten sposób, z kryzysu w szwajcarskich Alpach, narodziło się L’Abri – schronienie dla sceptyków, zbudowane na fundamencie odnalezionej prawdy.
______________________
Jego żona, Edith Schaeffer, wspominała, że był to bardzo trudny okres dla rodziny. Francis stawał się coraz bardziej zamyślony i milczący. Nie chodziło o bunt przeciw Bogu, ale o desperackie poszukiwanie prawdy.
Edith opisywała, że widziała męża spacerującego nocami, pogrążonego w modlitwie i rozmyślaniach. Nie próbowała go „naprawiać” prostymi odpowiedziami. Raczej cierpliwie trwała obok niego.
To samo w sobie jest piękną lekcją małżeńską: czasem największą pomocą dla osoby w kryzysie nie są szybkie rozwiązania, ale wierna obecność.


