„Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego” (Hbr 10,31)
W Liście do Hebrajczyków 10:28–31 autor prowadzi nas przez bardzo poważne ostrzeżenie. W Prawie Mojżeszowym odstępstwo od Boga — świadome porzucenie przymierza — kończyło się śmiercią na podstawie zeznań dwóch lub trzech świadków.
A potem pada pytanie:
O ileż sroższej kary godzien będzie ten, kto podeptał Syna Bożego?
Zauważ język:
Podeptał.
Zlekceważył krew przymierza.
Znieważył Ducha łaski.
To nie jest chwilowe potknięcie wierzącego.
To nie jest walka słabego chrześcijanina.
To jest świadome, ostateczne odrzucenie Chrystusa.
I wtedy pada zdanie, które powinno zatrzymać każdego z nas:
„Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego.”
Czy wierzymy, że Bóg naprawdę jest żywy?
Czy wierzymy, że naprawdę sądzi?
Czy może traktujemy Jego łaskę jak coś oczywistego?
Jak się dochodzi do takiego miejsca?
Nikt nie zaczyna od deptania Syna Bożego.
Zaczyna się znacznie wcześniej.
Zaczyna się od „małych rzeczy”.
Od jednej myśli, którą karmimy.
Od jednej relacji, którą usprawiedliwiamy.
Od jednej urazy, której nie chcemy przebaczyć.
Czy jest coś, co od dawna tolerujesz?
Czy jest grzech, który już nie budzi w tobie takiego bólu jak kiedyś?
Faraon zatwardzał serce stopniowo.
Judasz nie zdradził Jezusa pierwszego dnia — najpierw przyzwyczaił się do małej nieuczciwości.
Powtarzany grzech bez pokuty zmienia strukturę serca.
Sumienie przestaje krzyczeć — zaczyna szeptać.
A potem milknie.
Czy twoje sumienie jest dziś tak wrażliwe jak wtedy, gdy pierwszy raz uwierzyłeś?
Dwie prawdy, które musimy trzymać razem
Po pierwsze: to Bóg zachowuje swoich.
To On sprawia w nas “chcenie i wykonanie”.
Zbawienie nie jest oparte na naszej sile.
Ale po drugie: Bóg zachowuje nas poprzez ostrzeżenia.
Poprzez wezwanie do czujności.
Poprzez walkę z grzechem.
Nie jesteśmy biernymi widzami własnej wiary.
Czy walczysz z grzechem — czy się z nim układasz?
Czy korzystasz ze środków łaski — czy żyjesz duchowo na „minimalnym poziomie przetrwania”?
Jak nie dopuścić do zatwardziałości?
- Nie lekceważ małych kompromisów.
To nie wielkie upadki niszczą most — to ignorowane pęknięcia.
- Praktykuj regularną pokutę.
Nie tylko „przepraszam”, ale realne odwrócenie się.
Kiedy ostatnio wyznałeś komuś swój grzech i poprosiłeś o pomoc?
- Nie izoluj się.
Apostazja często zaczyna się od wycofania.
Najpierw mniej wspólnoty.
Potem mniej Słowa.
Potem mniej modlitwy.
Aż w końcu mniej Chrystusa.
- Patrz na wartość krwi przymierza.
Czy krew Chrystusa jest dla ciebie drogocenna — czy stała się teologicznym hasłem?
A jeśli to słowo mnie niepokoi?
To dobrze.
Człowiek, który całkowicie odrzuca Chrystusa, nie przejmuje się ostrzeżeniami.
Jeśli czujesz ciężar — to znak życia.
To ostrzeżenie nie jest po to, by odebrać nadzieję skruszonemu grzesznikowi.
Jest po to, by obudzić tych, którzy zaczynają zasypiać duchowo.
Bóg jest żywy.
I Jego ręce są albo rękami sądu —
albo rękami zbawienia.
W których chcesz się znaleźć?
Historia na zakończenie
Starszy pastor opowiadał kiedyś o młodym mężczyźnie, który odszedł z Kościoła. Lata później wrócił. Ze łzami powiedział:
„Nie odszedłem od razu. Najpierw przestałem się modlić.
Potem przestałem czytać Słowo.
Potem przestałem przychodzić regularnie.
Potem przestałem walczyć.
A potem przestałem wierzyć.”
Zapadła cisza.
I dodał:
„Najstraszniejsze nie było to, że Bóg mnie sądził.
Najstraszniejsze było to, że przez jakiś czas przestałem się tym przejmować.”
Nie pozwólmy, by nasze serce przestało się przejmować.
Jeśli dziś słyszysz Jego głos —
nie zatwardzaj serca.
