Ten tekst (ciekawy wpis Roberta Rutkowskiego - pod rozważaniem) trafnie dotyka samozakłamania, obronności, pychy i niezdolności do przyjęcia korekty.
Biblia jednak idzie głębiej niż psychologia: problemem człowieka nie jest tylko „cień”, wyparcie czy nieaktualizowany „system operacyjny”, ale serce, które potrafi oszukiwać samo siebie i uciekać przed prawdą Boga (Jr 17:9). A lekarstwem nie jest jedynie lepszy wgląd w siebie, lecz światło Słowa i przemieniająca łaska Chrystusa.
Kiedy system serca się przegrzewa
Pewien człowiek dostaje SMS-a. Krótki. Jedno zdanie.
Nie ma w nim przekleństw. Nie ma nawet szczególnej agresji. Ktoś po prostu pisze:
„Myślę, że w tej sprawie możesz się mylić”.
Czyta. Odkłada telefon. Po minucie bierze go znowu. Czyta jeszcze raz.
— Co on sobie właściwie wyobraża? — myśli.
Zaczyna układać odpowiedź. Pisze pierwsze zdanie. Kasuje. Pisze drugie. Kasuje.
W końcu powstaje odpowiedź na pół strony. Jest inteligentna, błyskotliwa i — jego zdaniem — ma definitywnie zakończyć dyskusję.
Patrzy na nią jeszcze raz.
I wtedy przychodzi mu do głowy pewna myśl:
„Dlaczego ja właściwie jestem aż tak zdenerwowany?”
Przecież ktoś tylko napisał: „możesz się mylić”.
Odkłada telefon.
Idzie zrobić kawę.
Wraca po kilku minutach i czyta swoją odpowiedź jeszcze raz.
I nagle widzi coś, czego wcześniej nie dostrzegał.
Nie próbuje bronić prawdy.
Próbuje bronić siebie.
To bardzo subtelna różnica.
Możemy mówić, że bronimy zasad, wartości, prawdy, doktryny czy sprawiedliwości. I czasami rzeczywiście tak jest. Ale czasami pod tym wszystkim znajduje się coś znacznie bardziej osobistego:
„Nie chcę, żeby ktoś zobaczył, że mogę nie mieć racji”.
Biblia nazywa ten problem dużo prościej niż współczesna psychologia.
Pycha.
I właśnie dlatego Dawid modli się słowami, które są niemal przeciwieństwem naszej naturalnej reakcji:
„Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje; doświadcz mnie i poznaj myśli moje. I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, a prowadź mnie drogą odwieczną” (Ps 139:23–24).
Zwróćmy uwagę: Dawid nie prosi Boga, żeby zbadał jego przeciwników.
Prosi, żeby zbadał jego samego.
To niezwykła modlitwa. To właśnie jest przeciwieństwo duchowego samozakłamania.
Dawid nie mówi: „Boże, pokaż mi, co jest nie tak z innymi”. Mówi: „Zajrzyj do mojego wnętrza..”.
Bo największym problemem naszego życia może nie być to, co inni robią przeciwko nam.
Czasami największym problemem jest to, co dzieje się w nas, kiedy inni robią coś przeciwko nam.
I właśnie tam Bóg chce rozpocząć swoją pracę.
Człowiek może bardzo dobrze znać błędy innych, a jednocześnie być ślepy na własne. Jezus powiedział o tym niezwykle dosadnie: najpierw wyjmij belkę ze swojego oka, a dopiero potem zajmuj się drzazgą w oku brata (Mt 7:3–5).
I tutaj pojawia się ważna różnica między Ewangelią a zwykłą introspekcją. Biblia nie mówi nam jedynie: „poznaj swój cień”. Mówi: „przyjdź do światłości”.
„Kto zaś czyni prawdę, dąży do światłości” (J 3:21).
bop: Natomiast każdy, kto postępuje zgodnie z prawdą, przychodzi do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane zgodnie z wolą Bożą.
Prawda czasami boli. Korekta może zranić nasze ego. Przyznanie: „może jednak nie mam racji” wymaga pokory. Ale człowiek, który należy do Chrystusa, nie musi bronić swojego obrazu siebie za wszelką cenę. Nie musi udowadniać, że zawsze ma rację.
Może powiedzieć:
„Panie, pokaż mi prawdę, nawet jeśli będzie niewygodna”.
Dlatego Paweł pisze:
„Niech każdy bada własne postępowanie”
(Ga 6:4).
Nie cudze. Własne.
A kiedy ktoś nas atakuje? Wtedy również potrzebujemy Ewangelii. Nie każda krytyka jest prawdą. Nie każdy atak zasługuje na odpowiedź. Jezus sam „nie odpowiadał” na wiele oskarżeń (Mt 27:12–14).
Czasem największą oznaką dojrzałości nie jest najlepsza riposta, lecz spokojne serce.
Dobrym, bardzo mocnym przykładem jest Dawid wobec Szimejego w 2 Sm 16:5–12.
Dawid ucieka z Jerozolimy przed Absalomem. Jest w bardzo trudnej sytuacji. I wtedy Szimei wychodzi naprzeciwko niego, przeklina go, rzuca w niego kamieniami i oskarża go.
Abiszaj reaguje natychmiast:
„Czemu ten zdechły pies ma przeklinać mojego pana, króla? Pozwól, że podejdę i utnę mu głowę!” (2 Sm 16:9).
To jest dokładnie moment, w którym „system” może się przegrzać. Dawid jest królem. Ma władzę. Ma człowieka gotowego go bronić.
Ale Dawid odpowiada:
„Niech przeklina dalej, skoro tak mu rozkazał Pan. Może Pan wejrzy na moje utrapienie i odpłaci mi dobrem za jego dzisiejsze przekleństwo.” (2 Sm 16:11–12)
To jest spokojne serce.
Nie oznacza ono, że Dawid uważa słowa Szimejego za prawdziwe. Nie oznacza też, że pochwala jego zachowanie. Dawid po prostu nie pozwala, aby cudza agresja przejęła kontrolę nad jego sercem.
Co więcej, Dawid zostawia sprawę w rękach Boga.
Czyli jest tak:
Szimei rzuca kamieniami, ale Dawid nie rzuca kamieniem w odpowiedzi.
Szimei podnosi głos, ale Dawid nie musi podnosić swojego.
Szimei próbuje sprowokować Dawida, ale Dawid nie oddaje mu kontroli nad swoim sercem.
I tutaj świetnie pasują słowa Salomona:
„Łagodna odpowiedź uśmierza gniew” (Prz 15:1).
A Psalmista idzie jeszcze głębiej:
„Zrzuć na Pana swój ciężar, a On cię podtrzyma” (Ps 55:23).
Spokojne serce nie jest sercem, którego nikt nie atakuje. Jest sercem człowieka, który wie, komu może powierzyć to, co go atakuje.
Możemy więc dzisiaj zadać sobie trzy pytania:
Czy potrafię przyjąć korektę?
Czy bardziej interesuje mnie prawda, czy obrona własnego obrazu siebie?
Czy pozwalam Słowu Bożemu pokazać mi także to, czego nie chcę w sobie zobaczyć?
Bo serce, które nie pozwala się korygować, w końcu się "przegrzewa".
Ale jest dobra wiadomość: Chrystus nie tylko pokazuje nam prawdę o nas. On pokazuje nam również prawdę o sobie.
A kiedy przestajemy bronić własnej doskonałości i zaczynamy odpoczywać w Jego łasce, nie musimy już tak panicznie reagować na krytykę. Możemy być pokorni, bo nasza wartość nie zależy od tego, czy inni nas podziwiają.
„Prawda was wyswobodzi” (J 8:32).
Nie tylko prawda o innych.
Także prawda o nas.
A przede wszystkim — prawda o Chrystusie... który gdy mu złorzeczono.. nie przeklinał wrogów... ale nawet modlił się o nich...

