piątek, 23 października 2026

Lloyd Johnes | Kiedy moje „ja” chce mieć ostatnie słowo

 


Kiedy moje „ja” chce mieć ostatnie słowo

Wyobraź sobie zwyczajną sytuację.

Ktoś mówi do ciebie coś, co ci się nie podoba.

Słyszysz pierwsze zdanie i już wiesz, co odpowiesz.

Jeszcze nie skończył mówić, a ty już układasz w głowie swoją odpowiedź.

— Ale przecież ja mam rację.

Druga osoba mówi dalej.

I wtedy pojawia się pokusa:

„Muszę mu udowodnić, że mam rację.”

Czasami nawet nie chodzi już o prawdę. Chodzi o to, żeby wygrać.

I właśnie tutaj Biblia dotyka bardzo głębokiej rzeczywistości ludzkiego serca.

Paweł pisze:

„Bądźcie poddani jedni drugim w bojaźni Chrystusowej.”
Ef 5:21

To zdanie brzmi prosto, ale uderza w samo centrum naszego „ja”.

Bo naturalnie chcemy czegoś przeciwnego:

„Niech inni dostosują się do mnie.”

Chcę, żeby mnie słuchano.
Chcę, żeby doceniano moje zdanie.
Chcę, żeby było po mojemu.

A Paweł mówi:

„Poddawajcie się jedni drugim.”

Nie chodzi o słabość ani o brak własnego zdania. Chodzi o to, że chrześcijanin nie może być niewolnikiem własnego „ja”.

Dawid miał powód, żeby się gniewać

W 1 Księdze Samuela znajdujemy bardzo ciekawą historię.

Dawid i jego ludzie chronili pasterzy Nabala. Kiedy nadszedł czas święta, Dawid wysłał swoich ludzi z prostą prośbą o żywność.

Posłańcy przychodzą do Nabala.

— Pokój tobie. Byliśmy z twoimi pasterzami i niczego im nie zabraliśmy. Prosimy, podziel się teraz tym, co masz.

Nabal odpowiada:

„Kim jest Dawid? I kim jest syn Isajego?”
1 Sm 25:10

A potem odmawia. Nie tylko odmawia. Robi to w sposób obraźliwy.

Kiedy Dawid się o tym dowiaduje, jego reakcja jest natychmiastowa:

„To była prawdziwa strata czasu – pilnować wszystkiego, co ten człowiek miał na pustkowiu, żeby niczego nie stracił – a teraz on mi się odwdzięcza obelgami. To prawdziwa zniewaga! Niech Bóg mnie dotknie najgorszym, jeśli Nabal i każdy łajdak z jego zepsutego rodu nie będą martwi do rana!”

1 Sm 25:22


Dawid rusza.

Teraz już nie chodzi tylko o jedzenie. Chodzi o jego honor.

„On mnie obraził. Muszę mu odpowiedzieć.”

I wtedy pojawia się Abigail.

Jedzie naprzeciw Dawida. Kiedy go spotyka, pada przed nim i mówi:

„Niech pan mój nie zważa na tego nikczemnego człowieka, na Nabala.”
1 Sm 25:25

A potem wypowiada słowa, które zatrzymują Dawida.

„Pan zachował cię od przelania krwi i od pomszczenia się własną ręką.”
1 Sm 25:26

To jest przełomowy moment.

Abigail NIE mówi Dawidowi: „Nie masz prawa być zły.”

Ona mówi: „Nie pozwól, żeby twój gniew zdecydował za ciebie.”

Dawid mógł powiedzieć:

— Nie rozumiesz. On mnie obraził!

Mógł powiedzieć:

— Jestem królem, którego Bóg namaścił. Mam prawo!

Ale Dawid zatrzymuje się.

I mówi:

„Powiedział wtedy Dawid do Abigail: Niech będzie błogosławiony Jahwe, Bóg Izraela, za to, że wysłał cię dziś na moje spotkanie. Niech będzie błogosławiona twoja mądrość; i ty sama bądź błogosławiona za to, żeś mnie powstrzymała od rozlewu krwi i od zbrukania moich rąk [krwią] zemsty. W przeciwnym bowiem razie, na życie Jahwe, Boga Izraela, który mnie powstrzymał od wyrządzenia ci jakiejkolwiek krzywdy - gdybyś nie pośpieszyła się i nie przybyła do mnie [na czas], dziś o wschodzie słońca nikt by nie pozostał z ludzi Nabala; nie ocalałoby nawet najnędzniejsze chłopię.”. 1 Sm 25:32–33 bwp

To jest obraz człowieka, który potrafi zatrzymać swoje „ja”.

Czy Dawid miał powód do gniewu? Tak.

Ale zrozumiał coś ważniejszego:

Nie wszystko, do czego mam prawo, muszę zrobić.

Mądrość potrafi się zatrzymać

Biblia mówi:

„Każdy człowiek niech będzie skory do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do gniewu.” (szybki, powolny)
Jk 1:19

To wymaga myślenia.

Człowiek kierowany przez swoje „ja” nie umie sie oprzeć pokusie aby zareagować.

Człowiek prowadzony przez Boga potrafi się zatrzymać.

Zanim odpowie, pyta:

„Co tutaj jest właściwe się dzieje?”

Zanim oceni:

„Czy naprawdę dobrze to rozumiem?”

Zanim zaatakuje:

„Czy moje słowa przyniosą pokój, czy tylko udowodnią, że JA mam rację?”

To właśnie jest biblijna mądrość.

Nie polega na tym, że człowiek zawsze milczy.

Polega na tym, że nie każda myśl musi natychmiast stać się słowem, a nie każda emocja musi stać się akcją.

Można mieć rację i jednocześnie grzeszyć

To jest szczególnie ważne dla chrześcijanina.

Możemy znać prawdę.

Możemy mieć właściwe przekonania.

Możemy nawet bronić dobrej sprawy.

A mimo to robić to z pychy.

Paweł mówi:

„Wiedza nadyma, lecz miłość buduje.”
1 Kor 8:1

Pomyśl o dwóch chrześcijanach prowadzących rozmowę.

— Ale przecież Biblia mówi wyraźnie!

— Wiem, ale chciałem tylko powiedzieć ...

— Nie, nie, właśnie dlatego, że Biblia mówi wyraźnie, nie ma o czym dyskutować.

Może ten pierwszy rzeczywiście zna tekst lepiej.

Ale powinien zadać sobie pytanie:

„Czy bardziej zależy mi na samej prawdzie, czy tylko na tym, żeby tamten zobaczył, że to ja mam rację?”

To jest różnica bo można kochać prawdę, a jednocześnie być dumnym z własnej wiedzy. Można mieć rację i nie mieć miłości. Można wygrać argument (sprzeczkę) i przegrać człowieka.

Dlatego Paweł mówi:

„...mówiąc prawdę z miłością, wzrastajmy pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa.”

"Bóg pragnie, abyśmy dojrzewali, poznawali całą prawdę i głosili ją z miłością – we wszystkim naśladując Chrystusa. Kierujemy się przykładem Chrystusa, który jest źródłem wszystkiego, co czynimy. On sprawia, że idziemy dalej w zgodzie ze sobą. Jego tchnienie i życie płyną przez nas, odżywiając nas, abyśmy dojrzewali w Bogu, silni w miłości." -msg
Ef 4:15

Prawda — tak! ... ale prawda z miłością.

Chrystus pokazuje nam inną drogę

Największym przykładem nie jest jednak Dawid.

Jest nim Jezus.

Paweł pisze:

„Takiego bądźcie względem siebie usposobienia (take postawa niech was cechuje), jakie było w Chrystusie Jezusie.”
Flp 2:5

A następnie pokazuje Chrystusa, który:

„...uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej.”
Flp 2:8

Jezus miał wszelkie prawa. Był Synem Bożym. Był bez grzechu. Był sprawiedliwy.

A jednak nie przyszedł na ziemię, żeby powiedzieć: „Teraz wszyscy musicie mi służyć...”

Przyszedł jako Sługa. Na krzyżu nie broni swojego honoru. Nie odpowiada przemocą. Nie wzywa zastępów anielskich. Oddaje siebie.

Dlatego chrześcijańska pokora nie zaczyna się od patrzenia na siebie i powtarzania: „Muszę być bardziej pokorny”.

Zaczyna się od patrzenia na Chrystusa.

Kiedy patrzę na Tego, który uniżył się dla mnie, moje własne „ja” zaczyna tracić władzę.

To dotyczy również przywództwa

Piotr pisze do starszych Kościoła:

„Paście trzodę Bożą [...] nie jako panujący nad tymi, którzy są wam poruczeni, lecz jako wzór dla trzody.”
1 P 5:2–3

Biblijne przywództwo nie brzmi:

— Masz mnie słuchać, bo ja tutaj jestem odpowiedzialny.

Brzmi raczej:

— Patrz na moje życie. Naśladuj mnie, gdy naśladuję Chrystusa.

To dotyczy pastora. Ale także ojca. Męża. Matki. Nauczyciela.

Każdego, komu Bóg powierzył wpływ na innych.


Najłatwiej jest używać autorytetu, żeby inni robili to, czego chcę.

Trudniej jest używać autorytetu, żeby służyć ich dobru.


Co robimy, kiedy ktoś "nie robi po naszemu"?

Wyobraź sobie męża, który wraca do domu.

Widzi coś, co nie zostało zrobione.

Pierwsza myśl:

— Znowu muszę wszystko robić sam.

Już otwiera usta.

Ale zatrzymuje się.

Patrzy na żonę.

— Miałaś dzisiaj trudny dzień?

— Tak. Dzieci były cały dzień niespokojne.

I nagle sytuacja wygląda inaczej.

Nie dlatego, że problem zniknął.

Ale dlatego, że zamiast najpierw bronić swojego „ja”, zaczął słuchać.


Albo... dziecko przychodzi do ojca:

— Tato, dlaczego nie mogę...?

Ojciec jest zmęczony.

Najłatwiejsza odpowiedź:

— Bo ja tak powiedziałem.

Ale może zatrzymać się i powiedzieć:

— Posłuchaj, wyjaśnię ci dlaczego.

To nie odbiera ojcu autorytetu. Przeciwnie. Pokazuje dziecku autorytet, który nie musi krzyczeć, żeby być autorytetem.

„Niech Chrystus będzie większy”

W końcu pytanie nie brzmi: „Czy mogę mieć swoje zdanie?”

Oczywiście, że możesz je mieć.

Nie brzmi też: „Czy mam/mogę bronić prawdy?”

Tak, chrześcijanin może i powinien bronić prawdy.

Pytanie brzmi: „Kto jest centrum mojego życia — Chrystus czy ja?”

Jan Chrzciciel wypowiedział kiedyś niezwykle proste zdanie:

„On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym. (To jest ten moment, w którym on ma wkroczyć na środek, a ja zniknę na uboczu. -msg)”

J 3:30

To jest droga dojrzałości.

Nie chodzi o to, żeby człowiek przestał istnieć.

Chodzi o to, żeby jego „ja” przestało być królem.

Dlatego dzisiaj, zanim odpowiesz komuś ostrym słowem, zatrzymaj się.

Zanim wyślesz wiadomość, której później będziesz żałować — zatrzymaj się.

Zanim zaczniesz udowadniać, że masz rację — zatrzymaj się.

I zadaj sobie jedno pytanie: „Co zrobiłby tutaj Chrystus?”

Może odkryjesz, że trzeba powiedzieć prawdę.

Może trzeba przeprosić.

Może trzeba postawić granicę albo przebaczyć.

A może po prostu trzeba posłuchać.

Ale niech decyzją nie kieruje twoje urażone „ja”.

Niech kieruje nią Chrystus.

Na drodze Dawida stanęła Abigail... Chrystus daje nam swojego Ducha, Świętego Ducha aby z nami był nieustannie. Aby wprowadził nas we wszelką prawdę Chrystusową...

Bo dojrzały chrześcijanin nie jest człowiekiem bez własnego zdania.

Jest człowiekiem, którego własne „ja” nie jest już jego panem.

„Bądźcie poddani jedni drugim w bojaźni Chrystusowej.”
Ef 5:21

To nie jest wezwanie do słabości.

To jest wezwanie do wolności... wolności od potrzeby wygrywania.

Od potrzeby bycia podziwianym.

Od potrzeby posiadania ostatniego słowa.

Wolności od życia, które kręci wokół mnie.

I jest to możliwe dlatego, że Chrystus najpierw uniżył siebie dla nas.








czwartek, 22 października 2026

Radek Siewniak: O zamieszkach we Francji... i nie tylko..



 Radek Siewniak: 

Podczas zamieszek we Francji wśród demonstrujących pojawiły się palestyńskie flagi. Ich obecność tłumaczy się najczęściej solidarnością z Palestyńczykami, sprzeciwem wobec działań Izraela oraz protestem przeciwko wojnie i cierpieniu ludności cywilnej w Strefie Gazy.

Jednakże ta palestyńska flaga w rękach demonstrujących stała się elementem obrazu zniszczenia, chaosu i cierpienia ludzi, którzy stali się ofiarami ich działań.

Okazuje się, że ci, którzy deklarują sprzeciw wobec przemocy, sami się jej dopuszczają. Ci, którzy protestują przeciwko wojnie, sami sieją zniszczenie i podsycają konflikty. Ci, którzy domagają się sprawiedliwości, sami krzywdzą innych.

To katastrofalny obraz ludzkiej moralności, która odrzuca Boga, a jednocześnie próbuje samodzielnie zdefiniować dobro, zło i sprawiedliwość.

W takich wydarzeniach ujawnia się paradoks ludzkiej natury. Człowiek potrafi wzniosłymi hasłami usprawiedliwiać działania, które stoją w jawnej sprzeczności z głoszonymi przez niego wartościami. Walcząc z jednym złem, sam staje się narzędziem kolejnego.

Obrazy z ulic Francji odsłaniają więc problem znacznie głębszy niż sam konflikt polityczny. Aleksander Sołżenicyn w książce Archipelag GUŁag napisał: „Linia oddzielająca dobro od zła przebiega przez serce każdego człowieka”.

To właśnie dlatego każdy z nas tak bardzo potrzebuje Chrystusa i Jego Ewangelii. Nie tylko po to, by rozpoznawać zło w świecie, ale również po to, by zobaczyć je we własnym sercu i pozwolić Bogu zainterweniować w zbawczy sposób w swoim życiu.



czyjaś odpowiedź:

...religia powinna być sprawą osobistą, intymną. Nikomu nic do tego, w co ja wierzę i do kogo się modlę. Ludzie uporczywie tracą z pola widzenia HUMANIZM. To powinien być jedyny drogowskaz a nie multum bogów, w imię których idą przelewać krew bliźnich, chcąc udowodnić, że ich bóg jest jedynym prawdziwym i najważniejszym...


Moje 3 grosze:

W tych zarzutach jest ważna intuicja moralna: religia nie może być usprawiedliwieniem dla przemocy, a powoływanie się na Boga nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za krzywdzenie innych. 

Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy humanizm przedstawia się jako oczywistą i samowystarczalną odpowiedź na pytanie, czym jest sprawiedliwość, skąd bierze się godność człowieka i kto ma prawo rozstrzygać, co jest dobre.

Można odpowiedzieć na te argumenty bez usprawiedliwiania przemocy religijnej, bez lekceważenia cierpienia Palestyńczyków i bez zakładania, że każdy, kto wywiesza palestyńską flagę, kieruje się tymi samymi motywami.


1. „Religia powinna być sprawą osobistą, intymną”

To brzmi rozsądnie, jeśli chodzi o wolność sumienia: nikt nie powinien być zmuszany do wiary, modlitwy ani uczestnictwa w praktykach religijnych. Ale z tego nie wynika, że religia powinna być wyłącznie prywatna.

Każdy człowiek ma przekonania dotyczące dobra, zła, sprawiedliwości, rodziny, godności i odpowiedzialności. Nawet osoba niereligijna kieruje się jakimś systemem przekonań moralnych. Te przekonania wpływają na to, jak wychowuje dzieci, jak traktuje słabszych, jak głosuje i jak rozumie prawa innych ludzi.

Nie da się całkowicie oddzielić przekonań o prawdzie od życia społecznego. Można natomiast wymagać, by nikt nie narzucał innym swojej wiary przemocą i by prawa obywatelskie nie zależały od wyznania.

Z perspektywy biblijnej wiara również nie jest tylko prywatnym przeżyciem. 

Jezus mówi:

„Wy jesteście solą ziemi; […] wy jesteście światłością świata” (Mt 5:13–14).

Chrześcijaństwo ma wpływać na sposób traktowania bliźniego, na uczciwość, miłosierdzie i stosunek do niesprawiedliwości. Nie oznacza to prawa do religijnego przymusu. Oznacza odpowiedzialność za życie zgodne z wyznawaną prawdą.

Co więcej, Biblia nie pozwala chrześcijanom utożsamiać wierności Bogu z przemocą wobec ludzi. Jezus nakazuje miłować nieprzyjaciół (Mt 5:44), a Jakub ostrzega przed gniewem, który nie wykonuje Bożej sprawiedliwości (Jk 1:20).

Zatem właściwe pytanie nie brzmi: „Czy religia powinna być prywatna?”, lecz: „Czy moje przekonania prowadzą mnie do prawdy, sprawiedliwości i miłości bliźniego -  czy też stają się pretekstem do dominacji nad nim?”


2. „Humanizm powinien być jedynym drogowskazem”

Tu pojawia się pytanie, którego nie można ominąć: co dokładnie oznacza humanizm i na jakiej podstawie rozstrzygamy, co jest dobre dla człowieka?

Jeżeli humanizm oznacza szacunek dla ludzkiej godności, sprzeciw wobec okrucieństwa, ochronę słabszych i odpowiedzialność za innych, chrześcijanin ma wiele powodów, by się pod tym podpisać.

Ale jeżeli humanizm ma zastąpić wszelkie religijne i filozoficzne uzasadnienia moralności, trzeba zadać kolejne pytania:

- Dlaczego każdy człowiek ma niezbywalną godność -  również ten słaby, w łonie matki, chory, nieproduktywny, nielubiany i społecznie nieprzydatny?

- Czy sprawiedliwość oznacza to samo dla wszystkich, czy zależy od kultury, interesów i większości?

- Co robimy, kiedy jedna grupa powołuje się na sprawiedliwość, a druga uważa jej żądania za niesprawiedliwe?

- Kto rozstrzyga, czy cel usprawiedliwia środki?

Sam humanizm nie jest jedną, jednolitą filozofią. Istnieją różne jego odmiany i różne uzasadnienia ludzkiej godności. Nie można więc uczciwie powiedzieć, że każdy humanista uważa moralność za subiektywną. Można jednak zapytać, na czym opiera się moralny obowiązek, by szanować godność człowieka, nawet kiedy jest to sprzeczne z naszym interesem.

Chrześcijaństwo daje na to konkretną odpowiedź: człowiek ma godność, ponieważ został stworzony na obraz Boga (Rdz 1:26–27). Nie musi na nią zasłużyć. Nie traci jej też przez to, że jest naszym przeciwnikiem, należy do innego narodu albo wyznaje inną religię.

Co więcej, chrześcijańska wizja człowieka nie pozwala idealizować żadnej strony konfliktu. Człowiek jest zdolny do miłości, poświęcenia i sprawiedliwości, ale także do egoizmu, samooszukiwania i przemocy.

Dlatego Biblia nie oskarża tylko złych ludzi. Oskarża również nas.

Jezus nie pyta wyłącznie, czy dostrzegamy zło po drugiej stronie. Pyta, czy potrafimy dostrzec je we własnym sercu. To zasadnicza różnica między moralnością sprowadzoną do osądzania przeciwników a moralnością, która poddaje osądowi również nas samych.


3. „Ludzie przelewają krew, żeby udowodnić, że ich bóg jest najważniejszy”

Ten zarzut dotyka rzeczywistego problemu. Religia może zostać wykorzystana do usprawiedliwiania przemocy, nacjonalizmu i dominacji. Historia dostarcza wielu przykładów takich nadużyć.

Jednak trzeba odróżnić dwie rzeczy: wykorzystywanie religii do usprawiedliwiania przemocy od twierdzenia, że sama wiara w Boga nieuchronnie prowadzi do przemocy.

To nie jest to samo.

Ludzie zabijają również w imię narodu, rewolucji, rasy, ideologii, zemsty czy postępu. Sam fakt, że jakaś idea jest świecka, nie czyni jej automatycznie bezpieczną moralnie.

Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie religie i ideologie są identyczne ani że można je oceniać bez uwzględnienia ich konkretnych nauk. Chodzi o coś prostszego: deklaracja szczytnego celu nie wystarcza, by usprawiedliwić działania podejmowane w jego imię.

Z perspektywy chrześcijańskiej można powiedzieć jeszcze więcej.

Jezus nie nakazał uczniom zabijać w Jego obronie. Kiedy Piotr chwycił za miecz, Jezus go powstrzymał (Mt 26:52). A w trakcie ukrzyżowania, nie odpowiadał przemocą na przemoc.

Chrześcijaństwo nie twierdzi, że wszyscy ludzie są jednakowo niewinni. Twierdzi, że wszyscy potrzebują łaski, a żaden człowiek nie może sam siebie uczynić sprawiedliwym przez potępienie wroga.

Krzyż jest pod tym względem niezwykle wymowny. Pokazuje jednocześnie powagę zła i gotowość Boga do okazania miłosierdzia grzesznikom. Nie unieważnia sprawiedliwości, ale też nie pozwala człowiekowi ogłosić siebie moralnie czystym tylko dlatego, że znalazł kogoś gorszego od siebie.


4. A co z palestyńskimi flagami i żądaniem sprawiedliwości?

Tutaj szczególnie potrzebne jest rozróżnienie.

Sama palestyńska flaga nie dowodzi poparcia dla terroryzmu, podobnie jak izraelska flaga sama w sobie nie dowodzi poparcia dla każdej decyzji izraelskiego rządu. Ludzie mogą manifestować solidarność z cywilami, sprzeciw wobec cierpienia, poparcie dla praw narodowych albo określony program polityczny. Motywów nie należy przypisywać wszystkim demonstrantom jednakowo.

Jednocześnie słowo „sprawiedliwość” nie rozstrzyga jeszcze, czy dane żądanie jest sprawiedliwe.

Ktoś może domagać się sprawiedliwości dla Palestyńczyków, a jednocześnie usprawiedliwiać krzywdzenie izraelskich cywilów. Ktoś inny może mówić o bezpieczeństwie Izraelczyków, a jednocześnie ignorować cierpienie palestyńskich cywilów. W obu przypadkach trzeba zadać pytanie o konsekwencję zasad moralnych.

Warto sprawdzać każde stanowisko według tych samych kryteriów:

- Czy uznaje godność cywilów po obu stronach?

- Czy odróżnia odpowiedzialność sprawców od odpowiedzialności całych narodów?

- Czy potępia ataki na niewinnych niezależnie od tego, kto je przeprowadza?

- Czy dopuszcza krytykę własnej strony?

- Czy żąda sprawiedliwości również wtedy, gdy jej zastosowanie jest niewygodne dla własnej grupy?

To właśnie ostatnie pytanie jest szczególnie istotne. Sprawiedliwość, która obowiązuje tylko naszych przeciwników, jest często jedynie nazwą dla własnych interesów.

Biblia mówi:

„Nie będziesz stronniczy w sądzie; tak samo będziesz traktował małego jak wielkiego” (por. Kpł 19:15).

To zasada, która nie pozwala nam zmieniać moralnych kryteriów w zależności od tego, czy ofiarą jest ktoś, kogo lubimy.


5. Najważniejszy problem: kto ma prawo definiować sprawiedliwość?


Wyobraźmy sobie dwie osoby stojące przed tym samym sądem. 

Jedna mówi: „Sprawiedliwość oznacza, że otrzymam to, co mi się należy”. 

Druga mówi dokładnie to samo. Obie są przekonane o swojej racji, ale ich żądania są sprzeczne.

Samo powtarzanie słowa „sprawiedliwość” nie rozwiąże konfliktu.

Potrzebujemy kryterium, które pozwoli ocenić obie strony -  również tę, z którą sympatyzujemy.

W chrześcijaństwie ostatecznym standardem sprawiedliwości nie jest ani siła większości, ani interes narodu, ani emocje tłumu. Jest nim Bóg, którego charakter jest sprawiedliwy, a którego przykazania obejmują także ochronę obcego, słabego i pokrzywdzonego.

Nie oznacza to, że chrześcijanie zawsze prawidłowo rozpoznają Bożą wolę. Historia pokazuje, że również oni potrafili usprawiedliwiać własne interesy religijnym językiem. Dlatego ich interpretacje i działania także muszą podlegać krytycznej ocenie w świetle Pisma.

Tutaj dochodzimy do istotnej różnicy: chrześcijańska odpowiedź nie brzmi „mój Bóg jest po mojej stronie, więc mam rację”. Brzmi raczej: „Jeśli Bóg jest sprawiedliwy, to również ja będę sądzony według Jego sprawiedliwości”.

To nie jest wygodna pozycja dla człowieka. Nie pozwala bez końca usprawiedliwiać własnej grupy.