piątek, 17 lipca 2026

Chodzenie w prawdzie — bez względu na cenę | Jana 14:6

 


 

„Ja jestem drogą, prawdą i życiem.” (Jana 14,6)

Wyobraź sobie człowieka stojącego na rozdrożu.

Przed nim dwie drogi.

Pierwsza jest szeroka, wygodna i pełna ludzi. Nie trzeba na niej niczego tłumaczyć ani bronić. Wystarczy milczeć, gdy inni kłamią. Wystarczy nie mówić całej prawdy. Wystarczy od czasu do czasu przymknąć oko na zło. Jest spokojnie. Bezpiecznie. Nikt nie będzie cię krytykował.

Druga droga jest węższa.

Prowadzi przez miejsca, gdzie trzeba czasem powiedzieć „nie”, gdy wszyscy mówią „tak”. Trzeba stanąć po stronie prawdy, gdy inni wybierają wygodę. Trzeba przyznać się do Chrystusa, gdy świat się z Niego śmieje.

Na tej drodze można stracić popularność, stanowisko, przyjaciół, a czasem nawet wolność i życie.

Którą drogę wybierzesz?



Kamienie uderzały jeden po drugim.

Tłum był rozwścieczony. Twarze pełne gniewu. Zaciśnięte pięści. Krzyki zagłuszały wszystko.

Pośrodku stał Szczepan.

Nie bronił się. Nie odwoływał swoich słów. Nie próbował ratować życia za cenę kompromisu.

Przed chwilą ogłosił prawdę o Chrystusie. Powiedział swoim słuchaczom, że odrzucili Mesjasza, którego posłał Bóg. To była prawda, której nie chcieli słyszeć.

Wtedy spojrzał ku niebu.

„Oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga.” (Dz 7:56)

To wystarczyło. Kamienie posypały się jeszcze gwałtowniej.

A jednak ostatnie słowa Szczepana nie były słowami strachu. Nie były słowami żalu.

Były modlitwą:

„Panie Jezu, przyjmij ducha mego.”

„Panie, nie poczytaj im tego grzechu.” (Dz 7:59-60)

Tak umiera człowiek, który bardziej kocha prawdę niż własne życie.


A.W. Tozer napisał kiedyś, że każdy, kto chce uniknąć ceny, jaką świat nakłada na ludzi sprawiedliwych, musi zawrzeć jakiś kompromis z błędem.


Gdyby Szczepan chciał ocalić życie, wystarczyłoby jedno ustępstwo. Jedno wycofanie się. Jedno przemilczenie niewygodnej prawdy.

Lecz on wiedział coś, o czym współczesny człowiek często zapomina:

prawda jest warta więcej niż bezpieczeństwo.



Dlaczego prawda kosztuje?

Prorok Izajasz napisał:

„Kto odstępuje od zła, staje się łupem.” (Iz 59:15) [BW: ten, który unika złego, bywa plądrowany..]

Jakże trafne są te słowa.

Nie dlatego cierpimy za prawdę, że prawda jest słaba, że sobie nie radzi... Cierpimy dlatego, że świat pokochał ciemność bardziej niż światłość.

Gdy człowiek zaczyna żyć uczciwie, jego życie staje się milczącym oskarżeniem dla tych, którzy żyją inaczej.

Przypomnijmy sobie historię Abla. Dlaczego Kain go zabił? Czy Abel zrobił mu krzywdę? Nie. Abel po prostu żył przed Bogiem w wierze. A światłość sprawiedliwego człowieka gniotła i prowokowała sumienie Kaina.

Podobnie było z prorokami. Podobnie było z Janem Chrzcicielem. Podobnie było z apostołami. I przede wszystkim tak było z Jezusem.

Chrystus nie został ukrzyżowany za czynienie zła. Został ukrzyżowany za prawdę.

Powiedział Piłatowi:

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie.” (J 18:37)

Świat odpowiedział krzyżem.


Miłość do kłamstwa

Tozer zauważa coś bardzo bolesnego. Mimo dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa natura człowieka niewiele się zmieniła. Ludzie nadal kochają kłamstwo. Nie zawsze wielkie kłamstwa. Często te małe.

Takie, które chronią reputację.

Takie, które pomagają zachować twarz.

Takie, które pozwalają uniknąć konfliktu.

Takie, które dają korzyść.

Serce człowieka jest zdumiewająco kreatywne w usprawiedliwianiu nieprawdy.

W Edenie szatan nie przyszedł z mieczem. Przyszedł z kłamstwem.

I od tamtej chwili cała historia ludzkości jest historią walki między prawdą Boga a kłamstwem grzechu.

Dlatego Jezus powiedział o diable:

„Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa.” (J 8:44)

Nie ma neutralnego gruntu.

Każdego dnia wybieramy, czy będziemy słuchać głosu Boga czy głosu kłamstwa.


Prawda jest królewska

Tozer pisze, że prawda jest tak szlachetnym panem, iż należy ją objąć bez względu na koszt.

Jakże odmienne jest to od sposobu myślenia współczesnego człowieka.

Zazwyczaj pytamy:

  • Co mi to da?

  • Czy warto?

  • Jakie będą konsekwencje?

  • Co stracę?

Tymczasem człowiek Boży najpierw pyta:

„Czy to jest prawda?”

A dopiero potem wszystko inne.

Wyobraźmy sobie Daniela w Babilonie. Król nakazuje oddawać cześć posągowi. Daniel mógł kalkulować: „Mam wpływowe stanowisko. Mogę służyć Bogu po cichu. Jeden ukłon nic nie zmieni.” 

Ale Daniel nie pytał: „Ile/Co mnie to będzie kosztować?”

Pytał: „Co jest właściwe przed Bogiem?”

Dlatego trafił do jaskini lwów. Ale właśnie tam Bóg objawił swoją chwałę.


Lekcja od Sokratesa

Tozer przypomina słowa starożytnego filozofa Sokratesa.

Gdy sądzono go na śmierć, powiedział:

„Nie pytaj, czy przeżyjesz. Pytaj, czy postępujesz właściwie.”

Jakże niezwykłe. Człowiek bez znajomości Ewangelii rozumiał coś, czego wielu chrześcijan nie rozumie dzisiaj. Najważniejszym pytaniem nie jest: „Czy będę bezpieczny?”

Najważniejszym pytaniem jest: „Czy jestem wierny prawdzie?”

Ileż razy wierzący milczą, gdy powinni mówić.

Ileż razy ustępują, gdy powinni stać.

Ileż razy zmieniają przekonania nie dlatego, że Biblia się zmieniła, ale dlatego, że zmieniła się opinia tłumu.


Prawda ma twarz

Dla chrześcijanina prawda nie jest tylko zbiorem doktryn.

Prawda ma imię.

Prawda ma twarz.

Prawda jest Osobą.

Jezus NIE powiedział: „Pokazuję wam prawdę.”

Powiedział: „Ja jestem prawdą.”

Kochać prawdę oznacza więc kochać Chrystusa.

Odrzucać prawdę oznacza odrzucać Chrystusa.

Dlatego stawką nie jest wygranie teologicznej dyskusji.

Stawką jest wierność Królowi.

Gdy apostołowie stanęli przed Sanhedrynem i zakazano im głoszenia Ewangelii, odpowiedzieli:

„Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi.” (Dz 5,29)

To jest język ludzi chodzących w prawdzie.


Prawdziwy uczeń Chrystusa nie pyta:

„Jeśli przyjmę tę prawdę, co mnie to będzie kosztować?”

Pyta raczej:

„Jeżeli to jest prawda, jak mógłbym jej nie przyjąć?”


Nie pyta: „Czy będzie łatwo?”

Pyta: „Czy to podoba się Bogu?”

Nie pyta: „Co pomyślą ludzie?”

Pyta: „Co mówi Pan?”

Tak żyli prorocy. Tak żyli apostołowie. Tak żył sam Chrystus.


Pewnego dnia każdy z nas stanie przed Bogiem.

Wtedy nie będzie miało znaczenia, ilu ludzi nas popierało.

Nie będzie miało znaczenia, czy byliśmy popularni.

Nie będzie miało znaczenia, czy uniknęliśmy konfliktów.

Pozostanie jedno pytanie:

Czy chodziliśmy w prawdzie?

A więc módlmy się słowami godnymi ucznia Chrystusa:

„Panie, jeśli to jest Twoja prawda, pomóż mi w niej chodzić. Choćby kosztowała mnie wygodę, uznanie ludzi, a nawet wszystko, co posiadam. Ty jesteś Prawdą. Wolę stracić świat, niż utracić Ciebie.”

Bo człowiek, który trzyma się prawdy, może czasem zostać odrzucony przez ludzi.

Ale nigdy nie zostanie odrzucony przez Boga.


Dzieje Apostolskie 20:24 (Paweł) Lecz o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi, bylebym tylko dokonał biegu mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać świadectwo o ewangelii łaski Bożej.

Mateusza 10:39 (Jezus) Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je.




czwartek, 16 lipca 2026

Czy nienawidzisz wystarczająco mocno? Łk 14:26, Obj 2:4 i 1 Kor 16:22

 


MIŁOŚĆ PIERWSZA ALBO ŻADNA

W pokoju gościnnym trwa rodzinne spotkanie. Czteroletnia Kasia siedzi na dywanie, cała skupiona na rozwijaniu z szeleszczącego sreberka wielkiej kostki czekolady, którą przed chwilą dostała. Na buzi ma już pierwsze brązowe ślady.

W tym momencie nadchodzi ciocia Klara – znana w rodzinie z zadawania dzieciom trudnych, psychologicznych pytań. Kuca przy dziewczynce, uśmiecha się słodko i pyta:
– Kasiu, a powiedz mi... kogo ty tak naprawdę kochasz najbardziej na świecie? Mamusię, tatusia czy może babcię?
W pokoju natychmiast zapada cisza. Rozmowy dorosłych cichną. Mama wstrzymuje oddech, tata dumnie prostuje plecy, a babcia dyskretnie poprawia okulary, zerkając z nadzieją na wnuczkę. Wszyscy czekają na werdykt.
Kasia lekko zmieszana.. przenosi wzrok z mamy na tatę, potem na babcię. Patrzy na nadgryzioną kostkę czekolady w swojej rączce, marszczy mocno brwi i po minucie głębokiego namysłu odpowiada ze śmiertelną powagą:
– Ciociu to bardzo trudne pytanie... ale obecnie moje serce należy do tego, kto da mi drugą taką czekoladkę.

_________________

Wyobraź sobie człowieka, który po raz pierwszy otwiera Ewangelię i czyta:

„Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być moim uczniem” (Łk 14:26).

To jedno z najbardziej szokujących zdań, jakie wypowiedział Jezus.

Czy Jezus naprawdę nakazuje nienawidzić rodziców? Przecież to On dał przykazanie: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Przecież potępił faryzeuszy za lekceważenie rodziców. Na krzyżu zatroszczył się o swoją matkę.

Jak więc rozumieć te słowa?

Język najwyższej miłości

W Biblii słowo „nienawidzić” często oznacza „kochać mniej”, postawić na drugim miejscu, być obojętnym...

W Księdze Rodzaju czytamy, że Jakub kochał Rachelę bardziej niż Leę. W następnym wersecie Lea jest nazwana „znienawidzoną-BG, odsunięta-BT, w niełasce-BW” (Rdz 29:30-31), choć Jakub jej nie nienawidził w naszym współczesnym znaczeniu. Chodziło o miłość mniej uprzywilejowaną.

Jezus używa więc mocnego, celowo szokującego języka.

Mówi:

„Jeżeli porównasz swoją miłość do Mnie z miłością do kogokolwiek innego, ta druga ma wyglądać jak nienawiść.”

Nie chodzi o brak miłości do rodziny. Chodzi o to, że żadna miłość nie może konkurować z miłością do Chrystusa.

Próba Abrahama

Najlepszym obrazem tej prawdy jest Abraham.

Przez wiele lat czekał na syna. Izaak był spełnieniem obietnicy, radością jego starości, największym skarbem na ziemi.

A potem Bóg powiedział:

„Weź syna swego, jedynaka swego, którego miłujesz, Izaaka...” (Rdz 22:2).

Kwestia nie dotyczyło tylko Izaaka...

Pytanie brzmiało: „Abrahamie, kogo kochasz najbardziej?”

Czy kochasz dar bardziej niż Dawcę?

Czy kochasz obietnicę bardziej niż Boga obietnicy?

Czy kochasz syna bardziej niż Mnie?

Każdy uczeń Chrystusa musi odpowiedzieć na to samo pytanie.

Dobre rzeczy mogą stać się bożkami

Niewielu ludzi kłania się dziś drewnianym posągom. Ale bożki nadal istnieją.

Czasami bożkiem jest rodzina. Czasami reputacja. Czasami kariera. Czasami własne marzenia. Czasami dzieci lub współmałżonek.

Nawet najpiękniejsze dary Boże stają się niebezpieczne, gdy zajmują miejsce Boga.

Jan Kalwin pisał, że ludzkie serce jest „fabryką bożków”.

Potrafimy uczynić bożka ze wszystkiego. Nawet z rzeczy dobrych.

Gdy rodzina staje przeciwko Chrystusowi

Słowa Jezusa stają się szczególnie realne wtedy, gdy rodzina sprzeciwia się wierze.

W wielu częściach świata nawrócenie do Chrystusa oznacza odrzucenie przez rodziców, rodzeństwo lub współmałżonka. Wtedy uczeń musi dokonać wyboru. 

Czy bardziej boję się utraty rodziny czy utraty Chrystusa? 

Czy bardziej zależy mi na akceptacji ludzi czy na aprobacie Boga? 

W takich chwilach słowa Jezusa przestają być teorią. Stają się bolesną rzeczywistością.

Paradoks Królestwa

Najpiękniejsze jest jednak to, że gdy Chrystus zajmuje pierwsze miejsce, nie kochamy rodziny mniej, lecz lepiej.

Mąż, który kocha Chrystusa najbardziej, będzie lepszym mężem.

Żona, która kocha Chrystusa najbardziej, będzie lepszą żoną.

Dziecko, które kocha Chrystusa najbardziej, będzie lepszym synem lub córką.

Dlaczego?

Bo źródłem miłości nie jest już człowiek, ale Bóg.

Nie oczekujemy od bliskich tego, co dać może tylko Chrystus.

Nie czynimy z nich naszych zbawicieli (=bez nich życie przestaje mieć sens?). 

Nie obciążamy ich ciężarem, którego nie są w stanie unieść.

Miłujemy ich jako dary Boga, a nie jako bogów.

Spojrzenie na krzyż

Ostatecznie nikt nie umiłował Boga bardziej niż Jezus.

Dla posłuszeństwa Ojcu opuścił chwałę nieba.

Był wzgardzony przez.. swoich.., rodzinę, naród, przyjaciół...

Odrzucony przez ludzi.. społeczeństwo, władze religijne i świeckie..

Oddzielony od wszystkiego, co było Mu drogie.

Poszedł na krzyż, ponieważ bardziej umiłował Ojca i Jego wolę niż własne życie.

A teraz wzywa swoich uczniów:

„Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10:37).

Nie dlatego, że chce odebrać nam rodzinę.

Lecz dlatego, że tylko On jest godzien pierwszego miejsca.

Bo tylko Chrystus umarł za nasze grzechy i tylko Chrystus zmartwychwstał.

Tylko Chrystus jest naszym Zbawicielem. Rodzice są darem. Małżonek jest darem. Dzieci są darem. Ale Chrystus jest naszym Skarbem.

A gdy Skarb zajmuje należne Mu miejsce, wszystkie inne dary znajdują swoje właściwe miejsce.

______________
Czy jest w moim życiu ktoś lub coś, co – choć samo w sobie dobre – zajęło miejsce należne wyłącznie Chrystusowi? 

Czy gdybyś musiał wybierać między posłuszeństwem Jezusowi a wszystkim innym, wybrałbyś Jego?



________________

Jak w tym kontekście rozumieć słowa z objawienia o pierwszej miłości?


Istnieje głęboki związek między słowami Jezusa o „nienawidzeniu ojca i matki” (Łk 14,26) a Jego napomnieniem do zboru w Efezie:

„Mam jednak przeciwko tobie to, że porzuciłeś swoją pierwszą miłość” (Obj 2,4).

Czym jest „pierwsza miłość”?

Wielu interpretuje ten tekst emocjonalnie.. jakby chodziło o utratę początkowego entuzjazmu nawrócenia. Jest w tym część prawdy, ale kontekst wskazuje na coś głębszego.

Efez był wzorowym kościołem pod względem doktryny:

  • trudzili się i pracowali dla Chrystusa,

  • wytrwale znosili trudności,

  • odrzucali fałszywych nauczycieli (nie znosili złych),

  • nie tolerowali błędu i kłamstwa.

Jezus nie gani ich za herezję ani za niemoralność.

Problem polegał na tym, że Chrystus nie był już dla nich najcenniejszy.

Mieli prawdę, ale osłabła miłość do Tego, który jest Prawdą.

Mieli służbę, ale osłabła miłość do Tego, któremu służyli.

Mieli ortodoksję, poprawność religijną ale serce nie płonęło już dla Chrystusa.

Pierwsza miłość to najwyższa miłość

W świetle Łukasza 14:26 pierwsza miłość nie oznacza pierwszej chronologicznie, ale pierwszej w rankingu.

Tak jak pierwsze przykazanie brzmi:

„Będziesz miłował PANA, Boga swego, z całego serca swego...” (Pwt 6:5),

tak pierwsza miłość to miłość, która zajmuje pierwsze miejsce.

Można wykonywać mnóstwo chrześcijańskich obowiązków, a jednocześnie stopniowo przesuwać Chrystusa z centrum na obrzeża życia.

Marta usługiwała przy stole podczas gdy Maria siedziała u stóp Jezusa.

Jezus nie potępił służby Marty, ale pokazał, że istnieje coś ważniejszego:

„Maria wybrała dobrą cząstkę” (Łk 10:42).

Jak traci się pierwszą miłość?

Rzadko dzieje się to nagle. Najczęściej wygląda to tak:

Najpierw kochasz Chrystusa ponad wszystko.

Potem zaczynasz kochać również wiele innych (dobrych, z Jego ręki) rzeczy.

Następnie te rzeczy zaczynają zajmować coraz więcej miejsca.

W końcu Chrystus nadal jest ważny, ale nie jest już najważniejszy.

To właśnie problem Efezu. Chrystus nie przestał być przez nich kochany. Przestał być kochany najbardziej.

Test pierwszej miłości

Można zadać sobie kilka pytań:

  • O czym najczęściej myślę?

  • Co daje mi największe poczucie bezpieczeństwa?

  • Czego utrata najbardziej by mnie zdruzgotała?

  • Dla kogo lub dla czego najłatwiej poświęcam czas?

  • Co sprawia mi największą radość?

To często ujawnia prawdziwy porządek miłości w sercu.

Augustyn mówił, że problem człowieka nie polega głównie na tym, że kocha złe rzeczy, ale że kocha dobre rzeczy w niewłaściwej kolejności.

Chrystus jako pierwsza miłość

Spójrzmy jeszcze raz na Łk 14:26.

Jezus nie mówi: „Nie kochaj ojca i matki.”

Mówi: „Kochaj Mnie tak bardzo, aby każda inna miłość była podporządkowana tej jednej.”

To właśnie jest pierwsza miłość.

Nie chodzi przede wszystkim o emocjonalne uniesienie.

Nie chodzi o sentymentalne wspominanie pierwszych dni po nawróceniu.

Chodzi o to, że Chrystus pozostaje największym skarbem serca.

Tak jak pisał apostoł Paweł:

„Wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana” (Flp 3:8).

Paweł miał rodzinę, przyjaciół, służbę, współpracowników i obowiązki. Ale wszystko było podporządkowane jednej najwyższej miłości.

Zastosowanie

Możliwe jest być bardzo biblijnym, bardzo aktywnym, a jednocześnie powoli utracić pierwszą miłość.

Można bronić doktryny Chrystusa bardziej niż samego Chrystusa.

Można kochać służbę bardziej niż samogo Pana, któremu służymy.

Można kochać dary bardziej niż Dawcę.

Dlatego wezwanie do Efezu pozostaje aktualne:

„Wspomnij więc, z jakiej wysokości spadłeś, i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie jak pierwej” (Obj 2:5).

Nie jest to wezwanie do odzyskania dawnych emocji.

Jest to wezwanie do powrotu Chrystusa na tron serca.

Bo pierwsza miłość to nie miłość, którą mieliśmy kiedyś.

Pierwsza miłość to miłość, która nadal jest pierwsza.



____________________

Paweł kończy swój list do Koryntian słowami:

„Jeśli ktoś nie miłuje Pana, niech będzie przeklęty. Marana tha!” (1 Kor 16,22).

W grece brzmi to niezwykle krótko i mocno:

„Ei tis ou philei ton Kyrion, ēto anathema.”

„Jeśli ktoś nie kocha Pana, niech będzie pod klątwą.”

Dlaczego Paweł nie mówi o wierze?

Moglibyśmy oczekiwać:

  • jeśli ktoś nie wierzy w Pana...

  • jeśli ktoś zaprzecza Ewangelii...

  • jeśli ktoś odrzuca Chrystusa...

Ale Paweł mówi o miłości.

Dlaczego?

Bo prawdziwa wiara nigdy nie jest tylko zgodą umysłu na pewne fakty.

Demony wiedzą, kim jest Jezus. Szatan zna Ewangelię lepiej niż niejeden teolog.

Problem nie polega na braku informacji.

Problem polega na braku miłości.

Zbawcza wiara obejmuje nie tylko poznanie (notitia) i zgodę umysłu (assensus), ale także ufność i przylgnięcie serca do Chrystusa (fiducia).

Prawdziwie wierzący człowiek nie tylko wierzy, że Jezus jest Zbawicielem.

On Go kocha.

Kontekst całego listu

Pierwszy List do Koryntian opisuje kościół pełen problemów:

  • podziałów,

  • pychy,

  • sporów,

  • niemoralności,

  • nadużyć podczas Wieczerzy Pańskiej.

A jednak Paweł nazywa ich świętymi.

Dlaczego? Bo mimo wszystkich wad należeli do Chrystusa.

Dlatego na końcu sprowadza wszystko do jednego zasadniczego pytania: 

„Czy kochasz Pana?”

Nie: „Czy albo ile masz darów duchowych?”

Nie: „Czy wszystko robisz dobrze?”

Ale: „Czy Chrystus jest dla ciebie cenny?”

Miłość jako znak nowego narodzenia

W całym Nowym Testamencie miłość do Chrystusa jest przedstawiana jako nieunikniony owoc nowego narodzenia.

Piotr pisze:

„Choć Go nie widzieliście, miłujecie Go” (1 P 1:8).

Zauważ, że nie mówi: „Powinniście Go miłować.”

Mówi: „Miłujecie Go.”

To jest cecha wszystkich wierzących. Miłość może być słaba i niedojrzała.

Może potrzebować odnowienia. Ale istnieje.

Tak jak dziecko może być słabe, ale żyje.

Brak miłości oznacza brak życia.

Związek z Obj. 2

Tutaj pojawia się ważna różnica.

Efez utracił pierwszą miłość, ale nie utracił całkowicie miłości.

Chrystus wciąż przechadza się pośród nich. Wciąż są Jego kościołem. Miłość osłabła, ale nie zniknęła.

Natomiast w 1 Kor 16:22 Paweł mówi o człowieku, który nie miłuje Pana w ogóle. Nie chodzi o chrześcijanina przechodzącego duchową suszę, albo o wierzącego walczącego z chłodem serca.

Chodzi o człowieka, dla którego Chrystus nie jest skarbem. Może znać doktrynę, chodzić do kościoła. Może nawet wykonywać religijne obowiązki. Ale nie kocha Jezusa.

Paweł mówi wtedy: taki człowiek pozostaje pod Bożym sądem.

Dlaczego to takie poważne?

Bo Ewangelia nie jest tylko propozycją pomocy.

Jezus nie jest jednym z wielu nauczycieli. Jest Synem Bożym. Stwórcą. Królem. Barankiem, który został zabity za grzeszników.

Jeżeli ktoś widzi Chrystusa takim, jakim On jest, a mimo to nie znajduje w Nim upodobania, ujawnia stan swojego serca.

Jonathan Edwards pisał, że istotą prawdziwej religii są „święte uczucia” skierowane ku Bogu. Człowiek odrodzony nie tylko rozumie chwałę Chrystusa — on zaczyna ją cenić.

„Marana tha”

Po słowach o przekleństwie Paweł dodaje:

„Marana tha” – „Przyjdź, Panie!”

To nie jest przypadek. 

Dla jednych przyjście Chrystusa będzie największą radością.

Dla innych największym przerażeniem.

Wszystko zależy od odpowiedzi na jedno pytanie:

Czy kocham Pana?

Nie: czy jestem wystarczająco dobry? albo: ile zrobiłem dobrych uczynków..? Nie: ile wiem na tematy biblijne..? Ani nawet: czy mam doskonałe życie duchowe?

Ale: czy Chrystus jest dla mnie tym Umiłowanym?

Piotr, po swoim upadku, nie mógł powiedzieć: „Panie, byłem Ci zawsze wierny.”

Nie mógł też powiedzieć: „Panie, jestem lepszy od innych.”

Mógł powiedzieć tylko:

„Panie, Ty wszystko wiesz. Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21:17).

I właśnie tego szuka Chrystus. Nie doskonałości, lecz serca, które uznało Go za swój największy skarb. W tym sensie Łk 14:26, Obj 2:4 i 1 Kor 16:22 mówią o tej samej rzeczy: o miejscu, jakie Chrystus zajmuje w naszych uporządkowanych miłościach. 

Tam, gdzie On nie jest kochany najwyżej, serce pozostaje w niebezpieczeństwie. 

Tam, gdzie jest kochany, nawet niedoskonale, jest znak życia Bożego.