M.Stanisławiak
Przez lata można żyć w wyobrażeniu o sobie. Realizować wizję tego, jak nasze życie, codzienność i my sami „powinniśmy” wyglądać. Można się w tym tak bardzo zatracić, że kiedy wreszcie przychodzi przebudzenie i widzimy, że nie żyjemy, a jedynie odgrywamy swoje życie – pojawia się desperackie pragnienie drastycznej zmiany.
I co ciekawe, w tym procesie odnajdywania siebie też można się potwornie zgubić.
Wiele osób w odszukiwaniu swoich zakopanych, niewypowiedzianych potrzeb i marzeń przesuwa się na drugi biegun. Nagle ważne staje się tylko „ja” i to, co moje. Przestajemy brać odpowiedzialność za swoje decyzje i relacje, a wszystko to usprawiedliwiamy chęcią życia w zgodzie ze sobą. Wahadło odbija z jednej skrajności w drugą: od ślepego spełniania oczekiwań innych do ślepego ignorowania wszystkich wokół.
Łatwo wtedy pomylić autentyczność z pójściem na wojnę ze światem. Wydaje nam się, że jeśli z kimś się liczymy, to znowu zdradzamy siebie. Zaczynamy traktować innych jak zagrożenie dla nowo odkrytej wolności.
Prawdziwe bycie sobą to nie egoistyczny kaprys ani porzucenie wszystkiego bez patrzenia na koszty. To nie stan, w którym stajemy się niewrażliwi na ból ludzi, których sami wprowadziliśmy do naszego życia. Autentyczność uwzględnia nie tylko nasze marzenia i potrzeby. Wolność nie polega na paleniu mostów i ucieczce od odpowiedzialności, ale na umiejętności bycia blisko z innymi bez tracenia samego siebie. Przynosi spokój i klarowność, a nie zniszczenie. Bo tam, gdzie jest prawda, jest też miłość i szacunek – zarówno do siebie, jak i do drugiego człowieka.
Warto być uważnym, by nie zgubić się w tej drugiej skrajności. Czasami dobrym azymutem w tej drodze jest specjalista, który pomoże nam bezpiecznie odnaleźć siebie.
__________
Tekst porusza ważny problem – życie w pozach, pod presją oczekiwań innych oraz niebezpieczeństwo popadnięcia w drugą skrajność, czyli skupienie się wyłącznie na sobie. Z perspektywy biblijnej warto jednak zwrócić uwagę na coś jeszcze głębszego.
Biblia nie uczy, że największym celem człowieka jest odnalezienie siebie, ale odnalezienie Boga. Problem człowieka nie polega przede wszystkim na tym, że zgubił swoje prawdziwe “ja”, lecz na tym, że zgubił relację ze swoim Stwórcą. Od upadku człowiek żyje albo dla opinii ludzi, albo dla samego siebie. Obie drogi mają wspólny korzeń – życie skoncentrowane na człowieku zamiast na Bogu.
Pan Jezus powiedział:
“Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje mnie. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu i dla ewangelii, zachowa je.” (Mk 8:34-35)
To jest paradoks Ewangelii. Świat mówi: “Znajdź i spełniaj siebie.” Chrystus mówi: “Zaprzyj się siebie i znajdź Mnie.” Dopiero wtedy człowiek odkrywa, kim naprawdę jest.
Autorka słusznie zauważa, że można przejść od życia dla innych do życia wyłącznie dla siebie. Apostoł Paweł opisuje właśnie taki stan grzesznego człowieka:
“Wszyscy szukają swego, a nie tego, co jest Chrystusa Jezusa.” (Flp 2:21)
Biblia nie proponuje więc znalezienia złotego środka między altruizmem a egoizmem. Proponuje coś znacznie głębszego – nowe serce i nowe centrum życia. Tym centrum ma być Chrystus.
To również prawda, że wolność nie oznacza porzucenia odpowiedzialności. Jednak biblijna wolność nie polega na byciu wiernym sobie, lecz na uwolnieniu od niewoli grzechu.
“Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie.” (J 8:36)
Dopiero człowiek pojednany z Bogiem potrafi naprawdę kochać bliźnich, ponieważ nie musi już budować swojej wartości ani na opinii ludzi, ani na realizacji własnych pragnień.
Czy specjalista może pomóc odnaleźć siebie? Niewątpliwie pomoc psychologa czy terapeuty bywa cenna i może pomóc uporządkować wiele zranień czy schematów myślenia. Jednak z perspektywy Biblii żaden specjalista nie rozwiąże najgłębszego problemu ludzkiego serca. Jeremiasz pisze:
“Podstępne jest serce bardziej niż wszystko inne i zepsute; któż je pozna?” (Jr 17:9)
Dlatego człowiek potrzebuje nie tylko wglądu w siebie, ale przede wszystkim przemiany przez Ducha Świętego. Potrzebuje nie tylko samopoznania, lecz nawrócenia.
Ostatecznie największym pytaniem nie jest: “Czy jestem sobą?”, ale: “Czy należę do Chrystusa?” Bo właśnie w Nim człowiek odnajduje swoją prawdziwą tożsamość.
“Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.” (Ga 2:20)
To zdanie streszcza chrześcijańskie podejście do autentyczności. Najbardziej autentyczni stajemy się nie wtedy, gdy żyjemy dla siebie, ale wtedy, gdy żyjemy dla Tego, który nas stworzył i odkupił. W Chrystusie człowiek nie traci siebie – odnajduje siebie takim, jakim Bóg zamierzył go od początku.














