„Najnudniejszy człowiek w zborze”
– Wstawaj, Kuba! – zawołała mama spod schodów. – Za pół godziny nabożeństwo!
Kuba jęknął i przewrócił się na drugi bok.
– Znowu?
– Tak, znowu.
– Byłem przecież tydzień temu.
– I jadłeś też tydzień temu – odpowiedziała mama. – A jednak dzisiaj znów jesteś głodny.
Kuba przewrócił oczami.
– To nie to samo.
Pięć minut później siedział już przy stole, z telefonem w ręku.
– Schowaj go na chwilę – powiedział tata.
– Tato, wszyscy mają telefony.
– Wiem. Ale nie wszyscy potrafią odłożyć je choć na godzinę.
Kuba westchnął.
Nabożeństwo nie należało do jego ulubionych zajęć. Długie kazanie. Pieśni, których nie znał. Rozmowy z ludźmi starszymi od jego dziadków.
Szczególnie z jednym.
Brat Jan.
Miał ponad osiemdziesiąt lat, chodził o lasce i zawsze próbował rozmawiać z młodzieżą.
Kuba uważał go za najnudniejszego człowieka na świecie.
Po nabożeństwie, gdy młodzi stali przed budynkiem i rozmawiali, brat Jan podszedł powoli.
– Cześć, Kuba.
– Dzień dobry.
– Jak szkoła?
– Dobrze.
– A czego nauczyłeś się dziś z kazania?
– Hmm...
Kuba gorączkowo próbował sobie przypomnieć.
Nic.
Starszy brat uśmiechnął się łagodnie.
– To może zadam ci inne pytanie. Wiesz, ile mam lat?
– Osiemdziesiąt kilka?
– Osiemdziesiąt dwa.
– To dużo.
– Bardzo dużo – zaśmiał się Jan. – A wiesz, ile lat chodzę z Panem Jezusem?
Kuba wzruszył ramionami.
– Sześćdziesiąt trzy.
To zrobiło na nim wrażenie.
– Naprawdę?
– Naprawdę.
– To więcej niż moi rodzice żyją.
– Dokładnie.
Jan spojrzał na niego uważnie.
– Wiesz, Kuba, Biblia mówi:
„Przed siwizną wstaniesz i będziesz szanował osobę starca. Będziesz się bał swojego Boga.”
(3 Mojżeszowa 19:32)
– Chodzi o to, żeby być miłym dla starszych?
– Tak, ale nie tylko. Bóg połączył szacunek dla starszych z bojaźnią Bożą. Wiesz dlaczego?
– Nie.
– Bo kiedy człowiek przestaje słuchać ludzi, których Bóg prowadził przez całe życie, zwykle niedługo potem przestaje słuchać także Boga.
Te słowa utkwiły Kubie w głowie.
Kilka tygodni później młodzież miała odwiedzić kilku starszych członków zboru.
Kuba nie był zachwycony.
Ale został przydzielony właśnie do brata Jana.
Usiedli razem przy herbacie.
Na ścianie wisiało stare, pożółkłe zdjęcie.
– To pan?
– Tak.
– Ale był pan młody!
– Trudno uwierzyć, prawda? – zaśmiał się Jan.
Potem zaczął opowiadać.
O tym, jak jako nastolatek usłyszał Ewangelię.
Jak stracił pracę, bo nie chciał kłamać.
Jak modlił się o chore dziecko.
Jak Bóg odpowiedział na modlitwę.
Jak przeżył ciężkie lata, kiedy wydawało się, że wszystko się rozpada.
Jak Pan nigdy go nie zostawił.
Kuba słuchał coraz uważniej.
Telefon przez cały czas leżał w kieszeni.
Po raz pierwszy od dawna nawet o nim nie myślał.
Gdy wychodzili, Kuba zapytał:
– Bracie Janie... czy nigdy nie miałeś wątpliwości?
Starszy mężczyzna spojrzał przez okno.
– Miałem, i to wiele.
– I co wtedy?
– Trzymałem się tego, co wiedziałem o Bogu.
– Czyli?
– Że jest wierny i dobry w swojej świętości..
Potem otworzył swoją Biblię.
– Posłuchaj.
„Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.”
(Hebrajczyków 13:8)
– Ja się zmieniałem – powiedział Jan. – Moje siły się zmieniały. Moje zdrowie się zmieniało. Ale Chrystus nigdy się nie zmienił. Paweł pisał do młodego Tymoteusza: wiem komu powierzyłem całe swoje życie... a On mnie nigdy nie zawiódł..
Kuba milczał.
Nagle zrozumiał coś ważnego.
Ten człowiek wcale nie był nudny.
Był raczej jak żywa biblioteka Bożej wierności.
Kilka miesięcy później wydarzyło się coś jeszcze.
W niedzielny poranek mama zawołała:
– Kuba! Za pół godziny wychodzimy!
– Już schodzę!
Mama spojrzała zdziwiona.
– O, szybki jesteś dzisiaj..
– Tak.
– Coś się dzieje ciekawego?
Kuba uśmiechnął się.
– Nic takiego. Po prostu chcę być wcześniej.
– Naprawdę?
– Tak.
Mama zaśmiała się.
– To chyba cud.
Tego dnia, jak zawsze w niedzielę, w zborze śpiewano pieśni uwielbienia.
Ludzie w różnym wieku śpiewali razem.
Małe dzieci i ich rodzice. Studenci i seniorzy.
Kuba spojrzał na brata Jana siedzącego kilka rzędów dalej.
Nagle przypomniał sobie słowa psalmisty:
„Uradowałem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu PANA!”
(Psalm 122:1)
Po raz pierwszy naprawdę zaczął rozumieć te słowa.
Nie chodziło tylko o budynek.
Nie chodziło tylko o spotkanie ludzi.
Chodziło o spotkanie z Bogiem.
Zastosowanie
Zastanów się:
Czy znasz w swoim zborze starszą osobę, której nigdy naprawdę nie słuchałeś?
Czy nabożeństwo jest dla ciebie obowiązkiem, czy przywilejem?
Czy przychodzisz, aby „odsiedzieć godzinę”, czy aby spotkać Boga?
Biblia mówi:
„Siwe włosy są koroną chwały; znajduje się ją na drodze sprawiedliwości.”
(Przysłów 16:31)
Starsi wierzący są świadectwem tego, że Bóg prowadzi swoich ludzi przez całe życie.
Wezwanie
Być może myślisz, że problemem są nudne kazania, długie nabożeństwa albo starzy ludzie, którzy ciągle chcą rozmawiać.
Ale może problem leży głębiej.
Może jeszcze nie odkryłeś, kim naprawdę jest Chrystus.
Kiedy człowiek poznaje Jezusa jako swojego Zbawiciela, zaczyna kochać to, co On kocha: Jego Słowo, Jego lud, Jego Kościół, Jego dzień chwały...
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy szanujesz starszych?”
Ani: „Czy chodzisz na nabożeństwa?”
Najważniejsze pytanie brzmi: „Czy kochasz Pana Jezusa Chrystusa?”
Bo gdy Chrystus staje się skarbem serca, wtedy Jego dom przestaje być nudnym obowiązkiem, a staje się miejscem radości. A ludzie, którzy przez dziesiątki lat chodzili z Nim wiernie, stają się dla nas nie ciężarem, lecz bezcennym darem Boga.



