środa, 18 lutego 2026

Hebr. 10:28-31 “Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego”


 „Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego” (Hbr 10,31)

W Liście do Hebrajczyków 10:28–31 autor prowadzi nas przez bardzo poważne ostrzeżenie. W Prawie Mojżeszowym odstępstwo od Boga — świadome porzucenie przymierza — kończyło się śmiercią na podstawie zeznań dwóch lub trzech świadków.

A potem pada pytanie:

O ileż sroższej kary godzien będzie ten, kto podeptał Syna Bożego?

Zauważ język:

Podeptał.

Zlekceważył krew przymierza.

Znieważył Ducha łaski.

To nie jest chwilowe potknięcie wierzącego.

To nie jest walka słabego chrześcijanina.

To jest świadome, ostateczne odrzucenie Chrystusa.

I wtedy pada zdanie, które powinno zatrzymać każdego z nas:

„Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego.”

Czy wierzymy, że Bóg naprawdę jest żywy?

Czy wierzymy, że naprawdę sądzi?

Czy może traktujemy Jego łaskę jak coś oczywistego?




Jak się dochodzi do takiego miejsca?

Nikt nie zaczyna od deptania Syna Bożego.

Zaczyna się znacznie wcześniej.

Zaczyna się od „małych rzeczy”.

Od jednej myśli, którą karmimy.

Od jednej relacji, którą usprawiedliwiamy.

Od jednej urazy, której nie chcemy przebaczyć.

Czy jest coś, co od dawna tolerujesz?

Czy jest grzech, który już nie budzi w tobie takiego bólu jak kiedyś?

Faraon zatwardzał serce stopniowo.

Judasz nie zdradził Jezusa pierwszego dnia — najpierw przyzwyczaił się do małej nieuczciwości.

Powtarzany grzech bez pokuty zmienia strukturę serca.

Sumienie przestaje krzyczeć — zaczyna szeptać.

A potem milknie.

Czy twoje sumienie jest dziś tak wrażliwe jak wtedy, gdy pierwszy raz uwierzyłeś?




Dwie prawdy, które musimy trzymać razem

Po pierwsze: to Bóg zachowuje swoich.

To On sprawia w nas “chcenie i wykonanie”.

Zbawienie nie jest oparte na naszej sile.

Ale po drugie: Bóg zachowuje nas poprzez ostrzeżenia.

Poprzez wezwanie do czujności.

Poprzez walkę z grzechem.

Nie jesteśmy biernymi widzami własnej wiary.

Czy walczysz z grzechem — czy się z nim układasz?

Czy korzystasz ze środków łaski — czy żyjesz duchowo na „minimalnym poziomie przetrwania”?




Jak nie dopuścić do zatwardziałości?

  1. Nie lekceważ małych kompromisów.

     To nie wielkie upadki niszczą most — to ignorowane pęknięcia.

  2. Praktykuj regularną pokutę.

     Nie tylko „przepraszam”, ale realne odwrócenie się.

     Kiedy ostatnio wyznałeś komuś swój grzech i poprosiłeś o pomoc?

  3. Nie izoluj się.

     Apostazja często zaczyna się od wycofania.

     Najpierw mniej wspólnoty.

     Potem mniej Słowa.

     Potem mniej modlitwy.

     Aż w końcu mniej Chrystusa.

  4. Patrz na wartość krwi przymierza.

     Czy krew Chrystusa jest dla ciebie drogocenna — czy stała się teologicznym hasłem?




A jeśli to słowo mnie niepokoi?


To dobrze.

Człowiek, który całkowicie odrzuca Chrystusa, nie przejmuje się ostrzeżeniami.

Jeśli czujesz ciężar — to znak życia.

To ostrzeżenie nie jest po to, by odebrać nadzieję skruszonemu grzesznikowi.

Jest po to, by obudzić tych, którzy zaczynają zasypiać duchowo.

Bóg jest żywy.

I Jego ręce są albo rękami sądu —

albo rękami zbawienia.

W których chcesz się znaleźć?




Historia na zakończenie

Starszy pastor opowiadał kiedyś o młodym mężczyźnie, który odszedł z Kościoła. Lata później wrócił. Ze łzami powiedział:

„Nie odszedłem od razu. Najpierw przestałem się modlić.

Potem przestałem czytać Słowo.

Potem przestałem przychodzić regularnie.

Potem przestałem walczyć.

A potem przestałem wierzyć.”

Zapadła cisza.

I dodał:

„Najstraszniejsze nie było to, że Bóg mnie sądził.

Najstraszniejsze było to, że przez jakiś czas przestałem się tym przejmować.”


Nie pozwólmy, by nasze serce przestało się przejmować.

Jeśli dziś słyszysz Jego głos —

nie zatwardzaj serca.


poniedziałek, 16 lutego 2026

Hebrajczyków 10:26–27 Sąd zamiast ratunku



 Sąd zamiast ratunku 

Hebrajczyków 10:26–27


„Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy 

po otrzymaniu pełnego poznania prawdy, 

to już nie ma dla nas ofiary przebłagalnej za grzechy, 

ale jedynie jakieś przerażające oczekiwanie sądu i żar ognia, który ma trawić przeciwników.”. PSZ



To jedne z najbardziej wstrząsających słów w całym Liście do Hebrajczyków. Autor wcześniej prowadzi nas ku zachwytowi nad doskonałą, ostateczną i skuteczną ofiarą Chrystusa (Hbr 10,1–25). 

Mówi: zbliżajcie się do Boga, trzymajcie się wyznania, nie opuszczajcie wspólnych zgromadzeń.

A potem ostrzega: jest możliwe wymienić ofiarę na sąd.


Nie chodzi o każdy grzech

To nie jest fragment o codziennych upadkach. Gdyby tak było, nikt z nas nie miałby nadziei. Nawet apostołowie upadali. Piotr Apostoł zaparł się Jezusa – a jednak został przywrócony.

Autor mówi o czymś innym: o apostazji, o świadomym, zatwardziałym odrzuceniu Chrystusa po tym, jak poznało się prawdę. O porzuceniu Kościoła, zerwaniu tej szczególnej wspólnoty z Chrystusem i Jego Ciałem, o odwróceniu się od Ewangelii bez opamiętania.

Jan Kalwin

Nie chodzi tu o „to czy tamto potknięcie”, 

lecz o tych, którzy „całkowicie odrywają się od Chrystusa i wspólnoty Kościoła”. 

To nie chwilowe potknięcie, lecz trwałe odstępstwo.


Różnica jest ogromna:

  • upadek - po nim przychodzi skrucha,

  • zatwardziałość mówi: „Nie potrzebuję tej ofiary”.

John Piper często podkreśla, że krzyż Chrystusa jest jak szczyt góry – nie da się stać wobec niego obojętnie. Jeśli nie idziesz w górę, zsuwasz się w dół. Nie ma czegoś takiego jak neutralność. Nie da się wymówić, wmawiając sobie i innym, że jest się agnostykiem.

Ten tekst mówi: nie istnieje „chrześcijaństwo bez wytrwania”. Jeśli ktoś świadomie i uparcie odrzuca jedyną ofiarę, nie pozostaje mu żadna alternatywa. Nie dlatego, że ofiara jest niewystarczająca – ale dlatego, że odrzucił jedyne lekarstwo.

Piper powiedziałby: największym zagrożeniem nie jest to, że jesteś słaby, lecz że przestajesz walczyć o radość w Chrystusie. Apostazja zaczyna się często od małych kroków: zaniedbanej modlitwy, opuszczonej wspólnoty, karmienia się grzechem bez skruchy. Serce stygnie powoli.

Timothy Keller zwraca uwagę, że można znać prawdę intelektualnie, a nigdy nie opierać na niej serca. Można funkcjonować w Kościele, a nigdy nie przyjąć łaski.

Autor Listu do Hebrajczyków mówi o tych, którzy „otrzymali poznanie prawdy”. To mocne wyrażenie. Oni słyszeli, rozumieli, być może nawet służyli. A jednak w końcu powiedzieli: „Nie”.

Keller przypominał: Ewangelia to nie tylko informacja, to fundament tożsamości. Jeśli twoją prawdziwą nadzieją jest reputacja, bezpieczeństwo, relacja czy moralna poprawność – w chwili próby możesz wymienić krzyż na coś „bezpieczniejszego”.

Apostazja to ostateczne powiedzenie: „Zdam się na coś innego niż Chrystus”.


Wyobraź sobie człowieka, który stoi w burzy gradu, a obok niego jest otwarte schronienie. Drzwi są szeroko otwarte. Wystarczy wejść.

A on mówi: „Nie potrzebuję tego. Sam sobie poradzę”.

To nie brak zaproszenia jest problemem. Problemem jest zatwardziałe serce.


Jeśli boisz się, że odpadłeś – to znak, że twoje serce jeszcze żyje. 

Apostata nie drży. Apostata nie pyta. Apostata nie żałuje.


Ten fragment mówi o „żarze ognia”. Jest Ogień, który oczyszcza i ogień, który trawi.

Biblia zna dwa rodzaje ognia:

  • ogień oczyszczający dla Bożych dzieci,

  • i ogień sądu dla tych, którzy odrzucają łaskę.

Różnica nie tkwi w intensywności ognia pochodzącego od Boga, lecz w relacji do ofiary.

Bez przyjęcia przez wiarę ofiary Chrystusa – pozostaje sąd. 


1 J 4:10 mówi jak Jezus odwrócił od nas gniew Świętego Boga: 

W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, 

ale że On sam nas umiłował 

i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.



________

John Owen pisał, że chodzi tu o grzech popełniany „uparcie, z wyboru, bez przymusu”. To nie chwilowy kryzys. To decyzja serca.

Dlatego pytania dla nas są poważne:

  • Czy są w moim życiu obszary, w których świadomie trwam w grzechu bez opamiętania?

  • Czy oddalam się od wspólnoty wierzących?

  • Czy moja wiara jest żywą relacją, czy tylko wspomnieniem dawnego poruszenia?

  • Czy naprawdę polegam wyłącznie na Chrystusie?

Jeśli Duch Święty obnaża dziś twoje serce – to nie jest znak odrzucenia. To znak łaski.

Bo ostrzeżenia Biblii są jak barierki nad przepaścią. Nie po to, by cię odepchnąć, ale by cię zatrzymać.

Nie wymieniaj ofiary na sąd.

Nie zamieniaj krzyża na iluzję samowystarczalności.

Dopóki słyszysz Jego głos, drzwi są otwarte.


niedziela, 15 lutego 2026

Hbr 10:24–25 Zachęta do miłości i dobrych uczynków



 Zachęta do miłości i dobrych uczynków

Hbr 10:24–25

„Baczmy jedni na drugich, aby się pobudzać do miłości i dobrych uczynków; nie opuszczając wspólnych zgromadzeń naszych, jak to u niektórych jest w zwyczaju, lecz napominając się nawzajem, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża.”

Chrześcijaństwo ma dwa wymiary: osobisty i wspólnotowy.

Z jednej strony nikt nie zostanie zbawiony „na czyjejś wierze”. Nie wchodzimy do Królestwa na plecach rodziców, małżonka czy pastora. Ewangelia Jana 3:16 mówi dosłownie: „ten, kto wierzy”. Wiara jest osobista. To ja muszę uchwycić się Chrystusa.

Ale z drugiej strony — gdy Bóg mnie zbawia, nie pozostawia mnie jako samotnej wyspy. Włączając mnie w Chrystusa, włącza mnie w Jego ciało. List do Efezjan 3:6 i List do Filipian 2:5–11 pokazują, że jesteśmy współdziedzicami, jednym ludem, wezwanym do wzajemnej pokory i troski. Łaska indywidualnie otrzymana wprowadza nas do wspólnoty.

Autor List do Hebrajczyków najpierw wzywa: zbliżaj się do Boga, trzymaj się wyznania, ufaj krwi Chrystusa (10:19–23). A potem mówi: spójrz wokół siebie. „Baczmy jedni na drugich”.

To niezwykle mocne słowo. Nie chodzi o bierne bycie obok siebie w ławce. Chodzi o uważność. O duchowe zainteresowanie. O celowe myślenie: jak mogę rozpalić w bracie miłość do Chrystusa? Jak mogę w siostrze obudzić odwagę do dobrych uczynków?

Chrześcijaństwo to nie prywatna duchowość zamknięta w czterech ścianach. Jesteśmy stworzeni do wspólnoty. Już na kartach Księga Nehemiasza 4 widzimy, że mur Jerozolimy nie powstał dzięki samotnym bohaterom. Budowali ramię w ramię — jeden z mieczem, drugi z kielnią. Gdy przyszło zagrożenie, wspólnota była tarczą.

Bez wspólnoty nasze serce stygnie. Zaczynamy przejmować rytm świata. Jeśli przez tydzień karmią nas wyłącznie media, praca, presja sukcesu i kultura samozadowolenia — a nie ma nikogo, kto przypomni nam wielkość Chrystusa — to powoli zaczynamy myśleć jak świat, pragnąć jak świat i lękać się jak świat.

Dlatego Psalmista woła w Psalm 133: „O jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!”. To nie jest romantyczny obrazek. To duchowa konieczność.

Autor Hebrajczyków dodaje coś jeszcze: „tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża”. Im bliżej powrotu Chrystusa, tym większa presja. Tym większe zmęczenie. Tym większa pokusa wycofania się. Właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy siebie nawzajem.

W List do Rzymian 1:11–12 Paweł mówi, że pragnie zobaczyć wierzących, aby „doznać wspólnej pociechy przez wiarę — waszą i moją”. Nawet apostoł potrzebował zachęty. A w List do Hebrajczyków 3:13 czytamy: „Napominajcie jedni drugich każdego dnia”. Każdego dnia — bo grzech oszukuje każdego dnia.

_______________________

Nie możemy iść samotnie. To pycha mówi: „Wystarczy mi moja osobista relacja z Bogiem”. To złudzenie. Bóg postanowił umacniać nas przez innych wierzących.

Jeśli nie jesteśmy zachęcani — osłabniemy.

Jeśli nie zachęcamy innych — zubożamy ciało Chrystusa.

Kościół to nie opcjonalny dodatek do wiary. To środowisko, w którym wiara oddycha.

Pytania do serca:

  • Czy jestem obecny we wspólnocie tylko fizycznie, czy duchowo uważny na innych?

  • Kogo w ostatnim tygodniu zachęciłem do miłości i dobrych uczynków?

  • Czy moje nieobecności wynikają z konieczności — czy z duchowej oziębłości?

Nie zaniedbujmy wspólnych zgromadzeń.

Spotykajmy się.

Módlmy się razem.

Przypominajmy sobie nawzajem, że Jezus jest większy niż świat.

Bo dzień się przybliża.