Psalm 119:97-104
The MSG: O, jakże kocham wszystko, co mi objawiłeś; z czcią rozważam to przez cały dzień. Twoje przykazania dają mi przewagę nad moimi wrogami; nigdy nie tracą na aktualności. Stałem się nawet mądrzejszy od moich nauczycieli, odkąd rozważam i przyswajam Twoje rady. Stałem się mądrzejszy od starych mędrców, po prostu robiąc to, co mi mówisz. Uważam na swoje kroki, omijając rowy i koleiny zła, abym mógł poświęcić cały swój czas na przestrzeganie Twojego Słowa. Nigdy nie zbaczam z trasy, którą wytyczyłeś; dałeś mi tak dobre wskazówki. Twoje słowa są tak wyborne, tak smaczne; wolę je od najlepszego domowego posiłku. Dzięki Twoim wskazówkom rozumiem życie; dlatego nienawidzę fałszywej propagandy.
PNP:
Rozmyślam o nim cały dzień!
Ponieważ jest przy mnie wiecznie.
Gdyż rozmyślam o Twych postanowieniach.
Bo strzegę Twoich poleceń!
Po to, by strzec Twego Słowa.
Ponieważ Ty mnie pouczasz.
Słodsza jest niż miód dla mych ust.
Dlatego nienawidzę wszelkich ścieżek kłamstwa.
Krótki fragment z Opowieści Narnijskichdo naszego rozważania:
Pamiętajmy… Karły są obrazem ludzi, którzy tak zamknęli się w podejrzliwości, cynizmie i własnych przekonaniach, że nie potrafią już rozpoznać dobra, nawet kiedy stoi przed nimi.
Aslan przygotował przed karłami wspaniałą ucztę. Każdy dostał jedzenie i kielich wina. Ale karły nie potrafiły tego rozpoznać. Zamiast uczty widziały siano, rzepę i liście kapusty. Wino uważały za brudną wodę. W końcu zaczęły się kłócić i walczyć.
Kiedy Lucy próbowała im pomóc, Aslan powiedział:
„Nie pozwolą nam sobie pomóc. Wybrały spryt zamiast wiary. Ich więzienie jest tylko w ich umysłach, a jednak w nim są; tak bardzo boją się, że zostaną oszukane, że nie mogą zostać wyprowadzone.”
Kogo reprezentują karły?
Najlepiej będzie powiedzieć, że reprezentują ludzi duchowo zamkniętych na dobro, prawdę i łaskę — szczególnie takich, którzy przez cynizm i podejrzliwość stali się niezdolni do przyjęcia tego, co rzeczywiście jest dobre.
Ich słynne zdanie: „Karły są dla karłów” pokazuje zamknięcie się w sobie.
Co one mają wspólnego z Psalmem 119:103:
„O, jak słodkie jest słowo twoje dla podniebienia mego,
słodsze niż miód dla ust moich”.
Karły mają ucztę, ale nie potrafią docenić jej smaku.
Psalmista ma Słowo i mówi: „Jest słodkie!”
Tu trzeba postawić pytanie:
Czy czasami problemem nie jest to, że Słowo Boże nie jest dla nas wystarczająco dobre… albo i to, że nasze serce utraciło zdolność smakowania?
I tutaj pojawia się też bardzo ważna różnica między „nie rozumiem” a „nie chcę przyjąć”.
Nie każdy, kto zmaga się z wiarą, jest jak karły. Człowiek może mieć szczere pytania, wątpliwości, trudności ze zrozumieniem tekstu. Biblia nie potępia takiego szukania.
Ale karły pokazują coś innego: pokazują człowieka, który z góry postanowił, że nie zaufa.
Dlatego w chrześcijańskim zastosowaniu można powiedzieć:
Nie wystarczy mieć Biblię przed oczami. Potrzebujemy łaski, aby zobaczyć w niej prawdę, dobroć i piękno Boga — a ostatecznie zobaczyć Chrystusa.
To bardzo dobrze współbrzmi z Pawłowym obrazem duchowej ślepoty (2 Kor 4:3–6) i z 1 Kor 2:14: naturalny człowiek nie przyjmuje tego, co pochodzi od Ducha Bożego.
I właśnie dlatego karły nie są tylko obrazem „głupich niewierzących”, ale są ostrzeżeniem także dla nas:
Można siedzieć bardzo blisko uczty i nadal uważać ją za siano. Można mieć Słowo Boga w ręku i nie smakować jego dobroci. Można znać tekst i nie kochać Tego, o którym tekst mówi.
A co pokazuje Dawid:
„O, jakże miłuję zakon Twój!”
Nie tylko czytam i rozumiem, nie tylko i zgadzam się… Smakuję. Kocham. Rozważam. Żyję nim.
I właśnie dlatego Psalm 119 tak pięknie prowadzi nas do Chrystusa: On otwiera oczy na prawdę, On jest prawdą, On daje nowe serce, a Jego Słowo staje się dla odkupionego człowieka pokarmem, a nie ciężarem.
A kilka wersetów dalej:
„O, jak słodkie jest słowo twoje dla podniebienia mego, słodsze niż miód dla ust moich”.
Psalmista nie tylko wie, że Słowo Boże jest dobre.
On smakuje jego dobroć.
Tutaj możemy postawić inne ważne pytanie: czy nasze podejście do Słowa powinno być bardziej emocjonalne czy bardziej racjonalne?
Psalm 119 odpowiada: jedno i drugie.
Psalmista myśli o Słowie - Ale również je kocha.
Rozważa je - Ale również go pragnie.
Poznaje prawdę - Ale ta prawda zaczyna kształtować jego uczucia.
Bóg nie chce tylko poinformować naszego umysłu. Chce przemienić człowieka, jego pragnienia odczuwanie no i postępowanie.
Psalmista mówi dziwne słowa:
„Przykazanie twe czyni mnie mędrszym od nieprzyjaciół moich”.
„Jestem rozumniejszy od wszystkich moich nauczycieli”.
„Jestem roztropniejszy od starszych”.
Czy to nie jest przechwalanie się?!
Nie. Psalmista nie twierdzi: „Jestem inteligentniejszy od innych”.
Mówi raczej:
„Boże, Twoje Słowo nauczyło mnie patrzeć na życie tak, jak Ty je widzisz”.
To jest biblijna mądrość.
Można mieć ogromną wiedzę i podejmować głupie decyzje.
Można być wykształconym i nie umieć kochać.
Można znać psychologię relacji i nie umieć powiedzieć: „Przepraszam”.
Można znać Biblię i nadal być człowiekiem pełnym pychy.
Dlatego sama informacja nie wystarcza. Sama informacja nie zmienia naszej natury.
Potrzebujemy prawdy, która wchodzi do serca.
A prawda, którą Psalmista kocha, prowadzi nas.. do Chrystusa.
Paweł mówi:
„W nim są ukryte wszystkie skarby mądrości i poznania” (Kol 2:3).
Chrystus nie jest dodatkiem do biblijnej mądrości.
On jest jej centrum.
Dlatego Psalmista mówi:
„Wstrzymuję nogi swoje od wszelkiej złej drogi, aby strzec słowa twego”.
Zwróć uwagę: Słowo przechodzi z głowy do nóg.
Jeżeli naprawdę wierzę, że Bóg mówi prawdę, ta prawda zacznie wpływać na moje decyzje.
Także na moje małżeństwo.
Bo można znać wersety o miłości, a jednocześnie mówić do współmałżonka w sposób pełen pogardy.
Można znać fragment:
„Mężowie, miłujcie żony swoje”,
a jednocześnie wymagać, kontrolować i uważać, że skoro zarabiam na dom, to moje potrzeby są ważniejsze.
Można znać werset:
„Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie”,
a potem przez kilka dni karać współmałżonka ciszą.
Można znać:
„Niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym”,
a jednak pielęgnować urazę, bo przecież „to on pierwszy zaczął”.
Słowo Boże nie zostało dane po to, żebyśmy mieli więcej biblijnych argumentów przeciwko współmałżonkowi.
Zostało dane, żeby najpierw osądziło mnie.
Zanim zapytam:
„Dlaczego mój mąż taki jest?”
Słowo uczy mnie innego pytania:
„Panie, co Ty chcesz zmienić we mnie?”
Zanim powiem:
„Moja żona powinna bardziej mnie szanować”,
powinienem zapytać:
„Czy ja kocham ją tak, jak Chrystus umiłował Kościół?”
I zanim żona powie:
„On mnie nie rozumie”,
dobrze jest również zapytać:
„Czy ja próbuję go rozumieć? Czy mówię prawdę z miłością? Czy odpowiadam łagodnie i z szacunkiem? Czy pozwalam Chrystusowi kształtować moje reakcje?”
To właśnie znaczy, że Słowo schodzi z kartki do życia.
Ale jest jeszcze coś.
Psalmista mówi:
„O, jak słodkie jest słowo twoje dla podniebienia mego, słodsze niż miód dla ust moich”.
Dlaczego on tak mówi?
Bo Boże przykazania nie są dla niego zimnym regulaminem.
Za Słowem widzi Boga.
A dla chrześcijanina za każdym razem powinien pojawiać się jeszcze jeden krok:
Słowo prowadzi mnie do Chrystusa.
Jezus powiedział:
„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”.
Jan mówi:
„Słowo ciałem się stało”.
Paweł mówi, że Chrystus jest naszą mądrością.
Dlatego czytając Psalm 119, nie powinniśmy zakończyć na: „Muszę bardziej kochać Biblię”.
To prawda, ale jest coś jeszcze głębszego:
„Muszę zobaczyć w Biblii Chrystusa”.
Bo jeśli zobaczę tylko przykazanie, mogę popaść w legalizm.
Jeśli zobaczę tylko własne grzechy, mogę popaść w rozpacz.
Ale jeśli przez Słowo zobaczę Chrystusa, zobaczę jednocześnie prawdę, łaskę, przebaczenie i moc do nowego życia.
I dlatego wróćmy na chwilę do karłów z Narnii.
Ich problem nie polegał na tym, że uczta była zła.
Uczta była wspaniała.
Problem polegał na tym, że nie potrafili jej rozpoznać.
Możemy mieć przed sobą Słowo Boga — prawdę, która daje mądrość, pocieszenie, korektę, nadzieję, to wszystko, co prowadzi do Chrystusa — a jednak czytać je jak ciężar.
„Znowu muszę przeczytać rozdział”.
„Znowu te przykazania”.
„Znowu ktoś mówi mi, jak mam żyć”.
A Psalmista mówi:
„Nie. To jest pokarm. To jest miód. To jest życie”.
Problemem nie zawsze jest brak Biblii.
Czasami problemem jest brak apetytu na Boga.
I właśnie tutaj potrzebujemy Chrystusa.
Nie możemy sami wyprodukować w sobie miłości do Boga.
Potrzebujemy, aby Duch Święty otworzył nasze oczy i serca.
A kiedy zaczynamy widzieć Chrystusa takim, jakim przedstawia Go Pismo, coś się zmienia.
To, co wcześniej było obowiązkiem, zaczyna być przywilejem.
To, co wcześniej wydawało się ograniczeniem, zaczyna być ochroną.
To, co wcześniej odbieraliśmy jako ciężar, zaczyna być drogą życia.
Dlatego jeśli jeszcze zadajemy sobie pytanie: „Rozum czy emocje?”, to odpowiedź brzmi:
Nie wybieraj.
Potrzebujemy rozumu, który zna prawdę.
Potrzebujemy serca, które tę prawdę kocha.
I potrzebujemy woli, która według tej prawdy żyje.
Prawda powinna zatrzymać się w głowie, zejść do serca i dojść do nóg.
A w małżeństwie można to sprawdzić bardzo szybko.
Nie pytaj tylko: „Ile wiem z Biblii?”
Zapytaj:
„Jak moja znajomość Chrystusa zmienia sposób, w jaki traktuję człowieka, z którym mieszkam?”
Czy jestem łagodniejszy?
Czy szybciej przepraszam?
Czy mniej potrzebuję „mieć rację”?
Czy umiem słuchać z szacunkiem?
Czy potrafię przebaczyć bez warunków?
Czy moje słowa dają życie?
Czy moja żona albo mój mąż doświadcza przeze mnie czegoś z miłości Chrystusa?
Bo być może właśnie tam zaczyna się prawdziwy smak Słowa.
Nie wtedy, gdy potrafię powtórzyć werset.
Ale wtedy, gdy ten werset zaczyna być widoczny w moim domu.
Psalmista kończy:
„Z przykazań twoich nabrałem rozumu, dlatego nienawidzę wszelkiej ścieżki kłamliwej”.
Zauważ: „dlatego”.
Ponieważ poznał prawdę, zaczął nienawidzić kłamstwa.
Ponieważ pokochał dobro, zaczął odrzucać zło.
Ponieważ poznał Boga, zaczął inaczej żyć.
I to jest chrześcijańska świętość.
Nie tylko: „Nie będę robił tego, co złe”.
Ale: „Znalazłem coś lepszego”.
Znalazłem Chrystusa.
Dlatego nie chcę już żyć dla własnej chwały.
Nie chcę wygrywać każdej kłótni.
Nie chcę kontrolować współmałżonka.
Nie chcę karmić się urazą.
Nie chcę żyć według kłamstw mojego serca.
Bo Chrystus jest lepszy.
I może właśnie o to chodzi w słowach:
„O, jakże miłuję zakon twój, przez cały dzień rozmyślam o nim!”
Nie chodzi tylko o miłość do księgi.
Chodzi o miłość do samego Boga, który przemawia przez tę księgę.
A kiedy Słowo prowadzi nas do Chrystusa, zaczynamy odkrywać, że Boża prawda nie jest zimnym regulaminem.
Jest pokarmem.
Jest światłem.
Jest drogą.
Jest miodem.
I prowadzi nas do Tego, który powiedział:
„Ja jestem chlebem żywota… kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie”.