sobota, 14 marca 2026

Marka 3 Trzy perspektywy (Faryzeusz, Brat Jezusa, Szymon Piotr)



AUDIO:


Ew  Marka 3


Faryzeusz: 

Słuchajcie uważnie, bo to, co dzieje się w Kafarnaum, to nie jest tylko kwestia kilku uzdrowień – to atak na fundamenty naszej wiary i porządku, który budowaliśmy przez wieki. My, faryzeusze, mamy za zadanie strzec Prawa, a ten człowiek, Jezus, zdaje się je całkowicie ignorować.

Wszystko zaczęło się w synagodze. Był szabat – święty dzień odpoczynku. Widzieliśmy tam człowieka ze sparaliżowaną ręką i obserwowaliśmy Jezusa, żeby sprawdzić, czy odważy się złamać Prawo. On jednak, zamiast uszanować tradycję, zaczął nas prowokować pytaniami o ratowanie życia. Spojrzał na nas z gniewem, bo milczeliśmy, i po prostu uzdrowił tego człowieka. To był szczyt bezczelności. Dlatego zaraz po wyjściu musieliśmy naradzić się ze zwolennikami Heroda, jak Go powstrzymać – ten człowiek jest niebezpieczny dla narodu.

A potem? Chaos. Nad jeziorem zebrały się ogromne tłumy, ludzie z Jerozolimy, Idumei, a nawet od pogan z Tyru i Sydonu. To nie jest religijne zgromadzenie, to niekontrolowany tłum, który napiera na Niego tak mocno, że musi uciekać do łodzi. Co gorsza, słyszymy, jak ludzie opętani przez demony krzyczą do Niego „Synu Boży!”, a On im na to pozwala. To budzi nasz największy niepokój.

Widzieliśmy też, kogo sobie dobiera na współpracowników. Poszedł na górę i wybrał dwunastu ludzi. Spójrzcie na nich: Szymon, któremu nadał nowe imię, Jakub i Jan – ludzie tak wybuchowi, że nazywa ich „Synami Gromu”. Jest tam nawet Mateusz, który przecież był kolaborantem i zbierał podatki dla Rzymu. To nie są żadni superbohaterowie ani uczeni w Piśmie, to „ludzie złamani”, zwykli rybacy i grzesznicy. Jak On może twierdzić, że tacy ludzie mają uwalniać innych od demonów?

Kiedy wrócił do domu, sytuacja stała się wręcz absurdalna. Tłum był tak wielki, że Jezus i Jego uczniowie nie mieli nawet kiedy zjeść. Nawet Jego właśni krewni przyszli, żeby Go zabrać siłą, bo uznali, że „postradał zmysły”. Nasi uczeni, którzy przybyli prosto z Jerozolimy, postawili sprawę jasno: On jest opętany przez Belzebuba. To władca demonów daje Mu moc, by wyrzucać inne demony. Jezus próbuje się bronić jakąś logiką o skłóconym królestwie, ale my wiemy swoje.

Najgorsze było jednak to, jak potraktował swoją rodzinę. Gdy matka i bracia stali na zewnątrz i prosili o spotkanie, On zlekceważył więzy krwi. Rozejrzał się po tych wszystkich ludziach siedzących wokół Niego i stwierdził, że to oni są Jego rodziną, bo niby wypełniają wolę Boga.

Dla nas to czyste bluźnierstwo. On twierdzi, że przynosi coś nowego, że relacja z Nim jest ważniejsza niż tradycja i Prawo. Ale uważajcie: każdy, kto twierdzi, że te cuda są sprawą Ducha Świętego, a nie szatana, ryzykuje wieczny grzech. My będziemy Go obserwować dalej, bo ten porządek, który On wprowadza, wywraca nasz świat do góry nogami.


__________________________


 Ew  Marka 3
Brat Jezusa: 


Słuchajcie, to, co działo się w ostatnich dniach w Kafarnaum, przerosło nas wszystkich. Jako Jego rodzony brat, widziałem Go przez lata przy normalnej pracy, przy stole, w codziennych sprawach. Ale to, co zaczęło do nas docierać z miasta, brzmiało jak jakieś szaleństwo.

Wszystko zaczęło się od plotek o tym, co zrobił w synagodze. Opowiadano, że w sam szabat, na oczach faryzeuszy, uzdrowił człowieka z uschniętą ręką. Ludzie mówili, że bił od Niego gniew i smutek z powodu ich twardych serc. Myśleliśmy: „Co On wyprawia? Przecież faryzeusze już teraz spiskują z ludźmi Heroda, żeby Go zlikwidować”.

Potem było tylko gorzej. Gdziekolwiek się ruszył, ciągnęły za Nim tłumy – nie tylko z naszej Galilei, ale z Jerozolimy, a nawet z Tyru i Sydonu. Słyszeliśmy, że ludzie opętani przez złe duchy padają przed Nim na twarz, krzycząc, że jest Synem Bożym. W domu narastał niepokój. Mama patrzyła w okno, a my, bracia, zaczęliśmy się poważnie martwić. Kiedy doszły nas słuchy, że Jezus i Jego nowi uczniowie są tak oblężeni przez ludzi, że nie mają nawet czasu, żeby cokolwiek zjeść, uznaliśmy, że trzeba działać.

„Musiał postradać zmysły!” – to była pierwsza myśl, jaka przyszła nam do głowy. Postanowiliśmy pójść tam i po prostu zabrać Go do domu, zanim stanie się coś złego.

Kiedy dotarliśmy pod dom, w którym przebywał, nie dało się wcisnąć nawet szpilki. Tłum był gęsty, duszny i głośny. Co gorsza, słyszałem, co szeptali uczeni w Piśmie, którzy przyjechali aż z Jerozolimy. Mówili straszne rzeczy: że Jezus jest opętany przez Belzebuba i że wyrzuca demony mocą ich władcy. Serce mi pękło. Chcieliśmy Go ratować przed tymi oskarżeniami, przed tym całym chaosem.

Staliśmy na zewnątrz, bo przez ten ścisk nie było szans wejść do środka. Posłaliśmy kogoś, żeby Go wywołał. „Twoja matka i bracia szukają Cię” – przekazano Mu wiadomość.

Czekaliśmy, że wyjdzie, że odetchnie, że wróci z nami do Nazaretu, gdzie jest bezpiecznie. Ale odpowiedź, która do nas dotarła, była jak uderzenie pioruna. Jezus rozejrzał się po tych wszystkich obcych ludziach siedzących wokół Niego i zapytał: „Kto jest moją matką i moimi braćmi?”. A potem dodał coś, co na początku nas zabolało, ale co do dziś dźwięczy mi w uszach: „Moim bratem i siostrą, i matką jest każdy, kto wypełnia wolę Boga”.

Wtedy tego nie rozumiałem. Czułem się odtrącony. Ale teraz widzę to inaczej. Jezus nie przestał nas kochać, On po prostu pokazał, że buduje nową, ogromną rodzinę, która nie opiera się na więzach krwi, ale na bliskości z Bogiem. On nie szukał „idealnych” krewnych, ale tych, którzy chcą z Nim po prostu być.

Dziś wiem, że to nie On postradał zmysły. To my nie rozumieliśmy, że misja, którą dostał od Ojca, przekracza ramy naszego małego, rodzinnego domu. Wybrał sobie dwunastu chłopaków – rybaków, byłego celnika, ludzi z problemami – i zrobił z nich swoich braci. To była lekcja dla mnie: w Jego królestwie każdy, kto ufa Bogu, ma swoje miejsce przy stole. Nawet jeśli rodzina na początku puka się w czoło.

________________________


 Ew  Marka 3
Szymon Piotr


Nazywam się Szymon, ale On mówi na mnie Piotr. Jeśli myślicie, że bycie uczniem Jezusa to nudne siedzenie w ławkach, to kompletnie Go nie znacie. Moje życie zamieniło się w wir, którego nie da się zatrzymać, a ostatnie dni w Kafarnaum tylko to potwierdziły.

Wszystko zaczęło się w synagodze. Pamiętam ten gęsty klimat – Jezus stał tam, a faryzeusze gapili się na Niego jak sępy, czekając, aż popełni błąd. Był szabat, a przed Nim stał gość z całkowicie bezwładną, uschniętą ręką. Jezus zapytał ich wprost: „Czy w szabat wolno pomagać, czy niszczyć?”. Zapadła cisza, taka, że słychać było własny oddech. Widziałem w Jego oczach gniew, ale i ogromny smutek, bo ich serca były twarde jak głazy. „Wyciągnij rękę!” – rzucił krótko. I wiecie co? Ten facet ją wyciągnął, a ona była zdrowa. Zamiast się cieszyć, tamci wyszli i zaczęli knuć, jak Go zabić. Szaleństwo.

Później uciekliśmy nad jezioro, ale tam było jeszcze gorzej – w pozytywnym sensie. Tłumy waliły zewsząd: z Jerozolimy, z Tyru, nawet zza Jordanu. Ludzie tak na Niego napierali, że musieliśmy przygotować łódź, żeby Go nie stratowali. Każdy chciał Go choć dotknąć. To nie byli „idealni” ludzie – wielu z nich było chorych, cierpiących, a niektórzy krzyczeli pod wpływem złych duchów.

W końcu Jezus zabrał nas na górę. To był moment, którego nigdy nie zapomnę. On nie wybrał nas dlatego, że byliśmy najlepsi, ale dlatego, że sam chciał. Wybrał naszą dwunastkę. Spójrzcie na tę ekipę: ja – impulsywny rybak, Jakub i Jan, czyli „Synowie Gromu”, którzy wybuchają o byle co, Mateusz, który kiedyś zbierał podatki dla okupanta, a nawet Judasz. Jesteśmy mieszanką charakterów i problemów, ludźmi „złamanymi”, a nie superbohaterami. Jezus powiedział, że mamy z Nim po prostu być, a potem iść i robić rzeczy, które normalnie nas przerastają, jak choćby wyrzucanie demonów.

Kiedy wróciliśmy do domu, chaos nie ustawał. Nie mieliśmy nawet czasu, żeby coś zjeść. Wtedy zaczęły się schody. Jego własna rodzina przyszła, żeby Go zabrać, bo sądzili, że „postradał zmysły”. Presja była ogromna – najbliżsi Cię nie rozumieją, a przywódcy religijni wyzywają od opętanych przez Beelzebuba. To boli, wierzcie mi.

Ale wtedy Jezus zrobił coś niesamowitego. Rozejrzał się po nas, siedzących wokół Niego w tym ścisku, i powiedział: „Oto moja matka i moi bracia. Każdy, kto wypełnia wolę Boga, jest moim bratem, siostrą i matką”.

Dotarło to do mnie z całą siłą. W świecie, gdzie ciągle musisz walczyć o akceptację, On spojrzał na mnie pierwszy. Nie muszę zasługiwać na Jego uwagę. Wybrał mnie ze wszystkimi moimi wadami i dał mi nową tożsamość. Jeśli czujesz, że nikt Cię nie rozumie, pamiętaj – my też przez to przechodziliśmy. Ale bycie w tej Jego nowej „rodzinie” jest warte każdego niezrozumiałego spojrzenia.




piątek, 13 marca 2026

Christopher Yuan - cz.3 Porada dla małżeństw z małymi dziećmi... gdy jedno ze współmałżonków identyfikuje sie jako osoba homoseksualna


 

Co Christopher Yuan radzi małżeństwu z małymi dziećmi gdy jedno ze współmałżonków identyfikuje sie jako osoba homoseksualna?


 1. Nie panikuj i nie reaguj gniewem


Pierwszą reakcją powinna być miłość i relacja, nie potępienie.


Rodziny często reagują krzykiem, ultimatum albo odrzuceniem –  taka reakcja zwykle zamyka serce drugiej osoby... a to zamyka drogę do Ewangelii. Jego własna historia pokazuje coś odwrotnego: dopiero cierpliwa miłość rodziców zaczęła otwierać jego serce.


Dlatego mówi:


- nie zrywaj relacji

- nie odpowiadaj pogardą

- nie zaczynaj od kłótni o ideologię


Najpierw miłość i obecność.

Powtarza zasadę, którą widział u swoich rodziców:

„Truth without grace is harsh. Grace without truth is compromise.”
Prawda bez łaski jest brutalna, a łaska bez prawdy jest kompromisem.




 2. Oddziel osobę od tożsamości seksualnej


Jedna z kluczowych tez Yuana:


„Moja tożsamość nie jest ani ‘gay’, ani ‘ex-gay’, ani ‘straight’. 

Moja tożsamość - dziecko Boga.”


Dlatego:


- nie przyjmuj automatycznie etykiety „to jest to kim ona/on jest”

- ale też nie traktuj żony/męża jak wroga.


Pożądanie nie definiuje tożsamości.

A miłość nie oznacza zgody na wszystko.

Dlatego żona czy mąż powinien spokojnie powiedzieć, że:

  • małżeństwo jest przymierzem między mężczyzną i kobietą

  • seksualna relacja poza tym przymierzem jest grzechem

  • to dotyczy zarówno heteroseksualnych, jak i homoseksualnych pragnień.

Centralna teza brzmi:

„Problemem nie jest tylko homoseksualność. 

Problemem jest każda seksualność poza Bożym zamysłem.”




 3. Celem chrześcijanina nie jest heteroseksualność, lecz świętość


To jeden z jego najbardziej znanych argumentów.


Yuan mówi:


- przeciwieństwem homoseksualizmu nie jest heteroseksualność —

- przeciwieństwem każdego grzechu jest świętość.


Czyli pytanie nie brzmi:

„czy ona/on stanie się heteroseksualna?”


Ale:


„czy oboje poddacie swoje życie Chrystusowi?”


Zaproś swojego męża/żonę do wspólnego poddania się Chrystusowi

Zamiast koncentrować rozmowę na orientacji, przesuń punkt ciężkości.

Nie pytaj przede wszystkim:

  • „dlaczego czujesz pociąg do przeciwnej płci?”

Ale raczej:

„Czy oboje chcemy poddać nasze życie Chrystusowi, nawet jeśli nasze pragnienia mówią coś innego?”

To jest jego koncepcja „świętej seksualności”:

  • dla małżonków → wierność współmałżonkowi

  • dla singli → czystość.


W nauczaniu Yuana małżeństwo jest przymierzem, nie tylko uczuciem.


Dlatego radzi:

- nie rezygnuj zbyt szybko

- walcz o małżeństwo, jeśli tylko jest to możliwe

- przypomnij sobie biblijne znaczenie przysięgi małżeńskiej

- szukaj pomocy duszpasterskiej


Jednocześnie przyznaje, że w wielu sytuacjach druga strona może odejść, i wtedy wierzący małżonek nie zawsze ma nad tym kontrolę.



 5. Chronić dzieci


Jeśli są małe dzieci, Yuan podkreśla kilka rzeczy:


- nie wciągaj ich w wasz konflikt (rodziców)

- nie rób z nich sędziów (ani partnerów zastępczych do zwierzeń)

- zapewnij stabilność i bezpieczeństwo

- ​​zachowuj szacunek wobec ojca/matki dzieci

- nie oczerniaj go/jej przed nimi


A przede wszystkim:


dzieci muszą widzieć chrześcijańską miłość i wierność w działaniu.



 6. Najważniejsza rada: wytrwała modlitwa


Historia jego własnej rodziny jest tutaj kluczowa.


Jego matka:


- modliła się o niego przez wiele lat

- pościła w każdy poniedziałek przez 7 lat


I dopiero po latach zobaczyła zmianę.


Yuan mówi więc często:


„Nie skupiaj się na beznadziejności sytuacji, ale na obietnicach Boga.” 



✅ W skrócie – jego rady dla takiego małżeństwa:


1. Reaguj miłością, nie gniewem.

2. Nie redukuj osoby do orientacji.

3. Przypominaj, że celem jest świętość.

4. Walcz o przymierze małżeńskie.

5. Chroń dzieci przed konfliktem.

6. Wytrwale módl się i ufaj Bogu.


czwartek, 12 marca 2026

Christopher Yuan - cz2 Nauczanie o świętej seksualności i tożsamości w Chrystusie



 Christopher Yuan, były wykładowca Moody Bible Institute i autor książek takich jak Holy Sexuality and the Gospel, często w swoich naukach podkreśla, że prawdziwa tożsamość człowieka nie leży w seksualności, pragnieniach czy orientacji, lecz wyłącznie w Chrystusie. 



=========================================


Oto jedna z jego wypowiedzi (oparta na jego nauczaniu o świętej seksualności i tożsamości w Chrystusie (Holy Sexuality and the Gospel):


„Wyobraź sobie człowieka, który całe życie budował swoją tożsamość wokół jednego słowa – ‘gej’, ‘lesbijka’, ‘heteroseksualny’, ‘singiel z pragnieniami’, ‘żonaty’, ‘rozwiedziony’. 

To słowo staje się centrum jego wszechświata. 

Kiedy ktoś pyta: ‘Kim jesteś?’, automatycznie pada odpowiedź zaczynająca się od seksualności lub relacji. Ale Pismo Święte mówi coś zupełnie innego.


W 2 Koryntian 5:17 czytamy:  

„Tak więc, jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. 

To, co dawne, przeminęło, oto wszystko stało się nowe.”


To nie jest delikatna poprawka starej etykietki. To całkowita wymiana. Dawna tożsamość – z całym bagażem grzechu, wstydu, pożądania, ran – umarła razem z Chrystusem na krzyżu. 


Zmartwychwstał nie po to, żeby ulepszyć stare ‘ja’, ale żeby dać zupełnie nowe ‘ja’. Nowe stworzenie.


W 1 Piotra 1:16 Bóg mówi jasno:  

„Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty.”


To wezwanie nie dotyczy tylko niektórych. To nie dla amatorów ascezy tudzież męczenników. Ono dotyczy każdego, kto należy do Chrystusa – niezależnie od tego, jakie były wcześniejsze pragnienia czy doświadczenia. 


Ale uwaga! Świętość nie oznacza braku pokus. Święty człowiek nie jest wolny od wpływu świata. Świętość Oznacza posłuszeństwo w obliczu pokus. Oznacza czystość w stanie wolnym i wierność w małżeństwie – i to jest właśnie to, co nazywamy – świętą seksualnością.


Wielu pyta: ‘Czy muszę przestać czuć to, co czuję?’ Nie o to chodzi. Uczucia i pokusy nie definiują ciebie. Definiuje cię to, komu oddajesz panowanie nad swoim życiem. 


Galacjan 2:20 przypomina nam:  

„Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. 

Choć nadal w ciele żyję, 

jednak żyję wiarą w Syna Bożego, 

który mnie umiłował i samego siebie wydał za mnie.”


NLT: Gal 2:20

Zostałem umieszczony na krzyżu, aby umrzeć z Chrystusem. 

JA już nie żyję. 

Chrystus żyje we mnie. 

Życie, które teraz prowadzę w tym ciele, polega na pokładaniu ufność w Synu Bożym. 

On jest Tym, który mnie pokochał i oddał za mnie samego siebie.


Twoja najgłębsza tożsamość nie brzmi: ‘jestem osobą homoseksualną’, ‘jestem heteroseksualny z problemem pornografii’, ‘jestem samotny i sfrustrowany’. 


Prawdziwa odpowiedź brzmi: Jestem w Chrystusie. Jestem dzieckiem Bożym. Jestem nowym stworzeniem.


Praktyczne zastosowanie na dziś:  

Zacznij dzień od prostego wyznania: 

‘Panie Jezu, dzisiaj nie moje pragnienia, 

nie moje uczucia, 

nie moja przeszłość 

– Ty jesteś moim życiem i moją tożsamością.’  


Kiedy pojawi się pokusa – czy to spojrzenie, myśl, fantazja, tęsknota – zatrzymaj się i przypomnij sobie: 

‘To nie jest moje najgłębsze ‘ja’. 

Moje ‘ja’ jest ukryte w Chrystusie.’  


A potem wybierz posłuszeństwo – jeden mały krok wierności dzisiaj. Bo świętość nie dzieje się w wielkich deklaracjach, lecz w codziennych, małych wyborach oddania Panu swojego ciała, umysłu i serca.


Bądź święty – bo On jest święty. 

W Nim masz wszystko, czego naprawdę potrzebujesz.”









=========================================


Wyobraź sobie historię pewnego człowieka.


W małym mieście mieszkał Marek. Kiedy był młody, ktoś raz zapytał go na studiach:

— „Kim właściwie jesteś?”

Marek odpowiedział bez wahania:

— „Jestem gejem.”

Od tamtej pory to słowo zaczęło powoli wypełniać całe jego życie. Najpierw było tylko opisem pewnych uczuć. Potem stało się jego historią. A w końcu jego imieniem.

Kiedy poznawał nowych ludzi, myślał: „Czy zaakceptują mnie takim, jakim jestem?”

Kiedy patrzył w lustro, w jego głowie pojawiało się jedno zdanie: „To właśnie ja.”

Minęły lata.

Pewnego dnia Marek trafił na małe spotkanie biblijne. Siedział raczej z tyłu, trochę z dystansem. W pewnym momencie prowadzący przeczytał werset:

„Tak więc, jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, przeminęło, oto wszystko stało się nowe.” (2 Kor 5:17)

Marek słyszał ten werset wcześniej. Ale tego wieczoru coś w nim pękło.

Po spotkaniu podszedł do starszego mężczyzny prowadzącego grupę i powiedział szczerze:

— „Nie wiem, czy ja w ogóle pasuję do chrześcijaństwa. Całe życie mówiłem o sobie: jestem gejem. To jest to, kim jestem.”

Starszy człowiek spojrzał na niego spokojnie i odpowiedział:

— „Pozwól, że zadam ci pytanie. Kiedy ktoś pyta: Kim jesteś? — czy odpowiadasz: jestem grzesznikiem?”

— „Nie…” — Marek pokręcił głową.

— „A przecież wszyscy nimi jesteśmy” — powiedział mężczyzna. — „Biblia mówi, że jest coś głębszego niż nasze grzechy, pragnienia i rany. Jeśli jesteś w Chrystusie, twoją najgłębszą tożsamością nie jest to, czego pragniesz. Twoją tożsamością jest to, do kogo należysz.”

Potem otworzył Biblię i przeczytał kolejne słowa:

„Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.” (Gal 2:20)

I dodał:

— „Twoje uczucia mogą być prawdziwe. Pokusy mogą być silne. Ale one nie są twoim imieniem. Twoje nowe imię brzmi: należysz do Chrystusa.”

Marek długo milczał.

Po chwili powiedział cicho:

— „Czy to znaczy, że wszystko we mnie natychmiast się zmieni?”

Starszy człowiek uśmiechnął się łagodnie.

— „Nie. Ale od dziś zaczyna się coś ważniejszego. Już nie żyjesz dla swoich pragnień. Żyjesz dla Chrystusa.”

I przeczytał jeszcze jeden werset:

„Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty.” (1 P 1:16)

Tego wieczoru Marek wrócił do domu i po raz pierwszy modlił się inaczej niż zwykle. Nie zaczynał od swoich uczuć ani walk.

Powiedział tylko:

„Panie Jezu… jeśli to prawda, że jestem nowym stworzeniem… naucz mnie żyć jak ktoś, kto naprawdę do Ciebie należy.”

Nie wszystkie jego walki zniknęły następnego dnia.

Nie wszystkie pragnienia ucichły.

Ale coś się zmieniło.

Kiedy rano patrzył w lustro, już nie mówił:

„To jestem ja.”

Mówił:

„Jestem w Chrystusie.”

I od tamtego dnia każdego ranka wybierał jeden mały krok posłuszeństwa.


Bo właśnie tak rodzi się świętość.

Nie w wielkich deklaracjach, lecz w codziennym przypominaniu sobie prawdy:

„Wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu.” (Kol 3:3)

Moje pragnienia nie są moim imieniem.

Moje pokusy nie są moją tożsamością.

Moja najgłębsza prawda brzmi:

Jestem w Chrystusie. (bezpieczny, ukryty...)

Jestem nowym stworzeniem.

I dlatego mogę dzisiaj zrobić jeden mały krok w stronę świętości.