niedziela, 28 czerwca 2026

Miłość, która miała nigdy nie istnieć - afrykański książę, Seretse Khama i Angielka, Ruth Williams



To jedna z najbardziej niezwykłych historii miłosnych XX wieku. Nie jest to tylko opowieść o małżeństwie, ale o odwadze, wierności i zwycięstwie nad uprzedzeniami.

Miłość, która miała nigdy nie istnieć

Rok 1947. W powojennym Londynie życie powoli wracało do normalności. Pewnego wieczoru młody afrykański książę, Seretse Khama, pojawił się na zabawie organizowanej przez londyńskie środowisko misyjne.

Przyjechał do Anglii studiować prawo. Jego przyszłość wydawała się już zaplanowana. Miał wrócić do swojej ojczyzny – brytyjskiego protektoratu Beczuana (dzisiejsza Botswana) – i zostać wodzem ludu Bamangwato.

Tego wieczoru poznał jednak młodą Angielkę, Ruth Williams.

Ruth była zwyczajną kobietą. Pracowała jako urzędniczka w londyńskim rynku ubezpieczeniowym. W czasie wojny służyła w lotnictwie pomocniczym. Nigdy nie była w Afryce. Nie przypuszczała, że jej życie za chwilę zmieni bieg historii.

Seretse poprosił ją do tańca.

Rozmawiali przez wiele godzin.

Kilka miesięcy później wiedzieli już, że chcą spędzić razem życie.

Problem polegał na tym, że świat nie był na to gotowy.


Ślub, który wywołał międzynarodowy kryzys

29 września 1948 roku pobrali się w Londynie.

Dzisiaj nie byłoby w tym nic niezwykłego. Wówczas jednak czarnoskóry następca afrykańskiego tronu poślubiający białą Brytyjkę był dla wielu ludzi szokiem.

Szczególnie dla sąsiedniej Republika Południowej Afryki.

Właśnie wtedy do władzy doszedł tam rząd budujący system apartheidu – prawnego rozdziału ras. Małżeństwa mieszane były tam zakazane.

Południowa Afryka wywarła ogromną presję na rząd brytyjski.

Brytyjczycy stanęli przed wyborem: obronić młode małżeństwo, albo chronić swoje polityczne i gospodarcze interesy.

Wybrali kiepsko, wybrali interesy.


Wygnanie

W 1950 roku Seretse został wezwany do Londynu pod pozorem konsultacji politycznych.

Spodziewał się rozmów.

Otrzymał wyrok.

Nie pozwolono mu wrócić do domu.

Tymczasem Ruth była już w Afryce i spodziewała się ich pierwszego dziecka.

Małżeństwo zostało rozdzielone przez decyzję polityków.

W 1951 roku ogłoszono formalne wygnanie.

Przez pięć lat żyli w Anglii jako osoby niepożądane przez własny rząd i przez część świata.

A jednak nie rozpadli się. Nie rozwiedli się. Nie poddali się zgorzknieniu.


Lud, który nie zapomniał

Brytyjczycy próbowali przekonać plemię Bamangwato do wyboru nowego wodza.

Wysyłano komisje, urzędników i polityków.

Odpowiedź była zawsze taka sama:

— Czekamy na Seretse.

Dla jego ludu ważniejszy był charakter przywódcy niż kolor skóry jego żony.

Po pięciu latach presji Brytyjczycy ustąpili.

W 1956 roku pozwolili małżeństwu wrócić.

Kiedy samolot wylądował, tysiące ludzi przyszły ich powitać.

Tłum był tak wielki, że Seretse nie mógł dotrzeć do samochodu.

Ludzie podnieśli go na ramiona i nieśli przez miasto, śpiewając i wiwatując.

A obok niego szła Ruth. Nie jako obca. Nie jako skandal. Jako jedna z nich.


Budowanie narodu

Seretse zrzekł się tradycyjnego wodzostwa, ale nie przestał służyć swojemu krajowi.

Założył partię polityczną.

Wygrał wybory.

30 września 1966 roku Beczuana uzyskała niepodległość jako Botswana.

Seretse Khama został pierwszym prezydentem nowego państwa.

W tamtym czasie Botswana była jednym z najbiedniejszych krajów świata:

  • prawie nie było asfaltowych dróg,

  • bardzo niewielu ludzi miało wyższe wykształcenie,

  • gospodarka praktycznie nie istniała.

Niedługo później odkryto złoża diamentów.

Wielu afrykańskich przywódców wykorzystałoby takie bogactwo dla siebie.

Seretse postąpił inaczej.

Dochody z diamentów przeznaczono na szkoły, szpitale, drogi i rozwój państwa.

Botswana stała się jednym z najbardziej stabilnych i najmniej skorumpowanych krajów Afryki.


Ruth

Po śmierci męża w 1980 roku Ruth nie wróciła do Anglii.

Została w Botswanie. Żyła tam jeszcze ponad dwadzieścia lat.

Ludzie, którzy kiedyś mieli ją odrzucić, pokochali ją.

Kiedy zmarła w 2002 roku, została pochowana obok męża z najwyższymi honorami państwowymi.

Kobieta, którą niektórzy kiedyś nazywali „skandalem”, stała się matką narodu.


Ciekawy szczegół

Kiedy Seretse i Ruth pobierali się w 1948 roku, wielu polityków twierdziło, że ich dzieci nigdy nie zostaną zaakceptowane ani przez Brytyjczyków, ani przez Afrykanów. Był to jeden z argumentów używanych przeciwko ich małżeństwu.

Historia potoczyła się zupełnie inaczej.

Ich dzieci zostały pełnoprawnie zaakceptowane przez społeczeństwo Botswany. Co więcej, jedno z nich zostało prezydentem kraju, który ich rodzice pomogli stworzyć.

Potomstwo Seretse i Ruth Khama odegrało znaczącą rolę w historii Botswany.

Seretse Khama i Ruth Williams Khama mieli czworo dzieci:

1. Ian Khama

Najbardziej znany z ich dzieci.

Urodził się w 1953 roku podczas wygnania rodziny w Wielkiej Brytanii. Został zawodowym żołnierzem, a następnie dowódcą sił zbrojnych Botswany.

W 2008 roku objął urząd prezydenta Botswany i sprawował go przez dziesięć lat, do 2018 roku. Był więc drugim członkiem rodziny Khama na stanowisku głowy państwa.

To niezwykły zwrot historii: syn człowieka, którego brytyjski rząd uznał kiedyś za niepożądanego przywódcę, sam został przywódcą niepodległego państwa.

2. Anthony Khama

Mniej angażował się w politykę. Zajmował się głównie działalnością gospodarczą i życiem prywatnym.

3. Tshekedi Khama

Nosił imię po stryju Seretsego, który przez pewien czas pełnił funkcję regenta plemienia Bamangwato. Także uczestniczył w życiu publicznym i biznesowym kraju.

4. Jacqueline Khama

Najmniej znana spośród rodzeństwa, prowadziła bardziej prywatne życie.



Refleksja biblijna

W historii Seretse i Ruth można dostrzec echo słów z Księgi Psalmów:

„Sprawiedliwy (...) niech będzie błogosławiony. Potomstwo jego będzie potężne na ziemi.” (Ps 112,1-2)

Nie chodzi o obietnicę bogactwa czy sukcesu politycznego, ale o prawdę, że wierność rodziców często wydaje owoce w następnym pokoleniu.

Seretse i Ruth mogli wybrać łatwiejszą drogę: zrezygnować z małżeństwa, ulec presji, ratować własną pozycję. Zamiast tego pozostali wierni sobie nawzajem. Dziesiątki lat później ich dzieci żyły w kraju, który powstał częściowo dzięki tej wierności.

To przypomina, że nasze decyzje rzadko dotyczą tylko nas samych. Wierność dzisiaj może stać się błogosławieństwem dla następnego pokolenia.



Nie wiemy wiele o jego osobistym stosunku do Chrystusa ale ciekawe, że ich pierwsze spotkanie miało miejsce podczas potańcówki organizowanej przez środowisko związane z działalnością misyjną. Sam Seretse wychowywał się pod silnym wpływem chrześcijaństwa, które było obecne wśród ludu Bamangwato od czasów misjonarzy.

Ich historia przypomina biblijne rozumienie małżeństwa:

„Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza.” (Mk 10,9)

Politycy, rządy i ideologie próbowały ich rozdzielić, ale pozostali wierni przysiędze.


Apartheid opierał się na przekonaniu, że ludzie różnych ras nie są sobie równi. 

Ewangelia mówi coś przeciwnego:

„Nie masz Żyda ani Greka (...) albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Chrystusie Jezusie.” (Ga 3,28)

Nie wiemy czy Seretse głosił tę prawdę ale praktycznie budował państwo oparte na tej zasadzie.


Jak mogli zareagować? Mogli odpowiedzieć gniewem i zemstą.

Zamiast tego odpowiadali cierpliwością, godnością i służbą.

To przypomina słowa Pawła:

„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.” (Rz 12,21)


Podsumowanie

Historia Seretse i Ruth przypomina, że ludzkie plany mogą zostać zablokowane, ale Boże zamysły nie.

Kiedy pobierali się w małym londyńskim urzędzie, wielu uważało, że niszczą swoją przyszłość.

Tymczasem Bóg często buduje swoje dzieła właśnie przez ludzi, którzy pozostają wierni wtedy, gdy wszyscy inni ustępują.

Józef został sprzedany do niewoli.
Daniel trafił do jaskini lwów.
Estera stanęła przed królem z ryzykiem utraty życia.
Seretse i Ruth zostali wygnani.

We wszystkich tych historiach widać tę samą prawdę:

„A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują.” (Rz 8,28)

Ich małżeństwo miało być zgorszeniem dla świata.

Stało się fundamentem jednego z najbardziej udanych państw Afryki.

I być może właśnie dlatego ich historia przypomina nam, że miłość zakorzeniona w wierności, poświęceniu i prawdzie potrafi przetrwać nacisk całych imperiów. Nie dlatego, że jest silna sama w sobie, ale dlatego, że odzwierciedla charakter Boga, który jest wierny swoim obietnicom mimo sprzeciwu całego świata.


sobota, 27 czerwca 2026

Sztuka mówienia do własnej duszy | „Depresja duchowa” dr. Martyn Lloyd-Jones



 Rozważanie biblijne oparte na: r.1 „Depresja duchowa” dr. Martyn Lloyd-Jones. 


📖 Sztuka mówienia do własnej duszy

Słowo Przewodnie:

„Czemu rozpaczasz, duszo moja, i czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze będę Go wysławiać: On zbawieniem mego oblicza i moim Bogiem!”Psalm 42:6

1. Diagnoza: Kiedy chrześcijanin traci radość

Wielu z nas nosi w sobie ukryty smutek, lęk lub poczucie duchowego wypalenia. Biblia przypomina nam o niezwykle ważnej prawdzie: nasz stan wewnętrzny jest świadectwem dla świata. Kiedy jako wierzący jesteśmy nieustannie przygnębieni i pełni obaw, wysyłamy światu fałszywy komunikat, jakby Bóg nie był wystarczająco dobry, silny lub wierny.

Biblia nie ignoruje naszych emocji ani trudnych stanów psychicznych. Psalmista wprost przyznaje, że jego dusza „rozpacza” i „drży”. Przygnębienie duchowe nie jest dowodem na brak wiary, ale jest sygnałem, że nasza uwaga została przekierowana w niewłaściwe miejsce.

2. Pułapka: Słuchanie samego siebie

Zastanów się, jak zaczyna się Twój typowy dzień. Często to nie Ty sam decydujesz, o czym myślisz, ale Twoje myśli „atakują” Ciebie. Budzisz się, a Twój umysł natychmiast przypomina Ci o wczorajszych porażkach, o lękach związanych z pracą, finansami czy relacjami.

Lloyd-Jones zauważa genialną w swojej prostocie rzecz: Większość Twoich nieszczęść w życiu wynika z faktu, że słuchasz samego siebie, zamiast do siebie mówić.

Słuchanie siebie to bierna postawa, w której pozwalasz swojemu zmiennemu temperamentowi, zmęczeniu lub podszeptom szatana dyktować, kim jesteś i jaka jest Twoja rzeczywistość. Ściągasz wtedy wzrok z Boga, a zaczynasz patrzeć na swoje ograniczenia.

3. Lekarstwo: Głoszenie Ewangelii.. samemu sobie

Spójrz na reakcję psalmisty. On nie poddaje się fali smutku. On podejmuje radykalne działanie – zaczyna rozmawiać ze swoją duszą. Zadaje jej surowe pytanie: „Czemu rozpaczasz, duszo moja?”, a zaraz potem wydaje jej kategoryczny rozkaz: „Ufaj Bogu!”. Można powiedzieć, że ewangelizuje samego siebie..

To jest właśnie klucz do zwycięstwa nad depresją duchową: musisz zacząć mówić do siebie.

  • Musisz stanąć przed lustrem i rzucić wyzwanie swoim emocjom.

  • Zamiast pozwalać, by to Twoje serce dyktowało Ci, co masz myśleć, Ty podyktuj swojemu sercu to, co mówi Słowo Boże.

  • Musisz przypomnieć swojej duszy, Kim jest Bóg – o Jego suwerenności, Jego miłości na krzyżu i Jego niezmiennych obietnicach.

📌 Pytania do osobistej refleksji i zastosowania:

  1. Czego najczęściej słuchasz? Jakie myśli lub lęki najgłośniej mówią do Twojego serca w ostatnim czasie?

  2. Czy potrafisz przerwać ten monolog? W jaki sposób możesz w tym tygodniu praktycznie zacząć „mówić do siebie” zamiast „słuchać siebie”?

  3. Jaką prawdę o Bogu musisz dziś ogłosić swojej duszy? (np. „Bóg mnie nie opuścił”, „Moja tożsamość jest w Chrystusie, a nie w moich sukcesach”).

🙏 Modlitwa na koniec:

Panie Boże, przepraszam Cię za chwile, kiedy pozwalam moim emocjom i lękom zasłonić Twoją wielkość. Wyznaję, że zbyt często słucham swoich własnych narzekań i szeptów przeciwnika, zamiast Twojego Słowa. Daj mi odwagę i dyscyplinę, bym każdego dnia potrafił mówić do swojej duszy z autorytetem Ewangelii. Przypominaj mi, że jesteś moim zbawieniem i moją jedyną nadzieją. Amen.


W nauczaniu dr. Martyna Lloyd-Jonesa kluczowe jest zrozumienie, że te myśli często nie pochodzą od Ciebie – są to „ogniste pociski złego”, które mają na celu odebranie Ci pokoju i odwrócenie Twojego wzroku od Chrystusa.


🛡️ Jak walczyć z natarczywymi myślami

Gdy pojawia się potępiająca myśl (np. „Jesteś beznadziejny”, „Bóg ci nie przebaczył”, „Nie nadajesz się na chrześcijanina”), zastosuj poniższe cztery kroki:

  1. Zidentyfikuj źródło (Oddziel siebie od swoich myśli)
    Pismo Święte nazywa szatana „oskarżycielem braci” (Ap 12,10). Duch Święty, gdy wykazuje nam grzech, zawsze prowadzi do upamiętania i daje nadzieję. Jeśli myśl niesie ze sobą ślepe, beznadziejne potępienie i paraliż, jej źródłem jest wróg. Nie dyskutuj z nią.

  2. Co to znaczy wziąć złe myśli w niewolę? - Przejmij nad nimi kontrolę
    Nie jesteś bezbronny wobec swoich myśli. Masz prawo i wręcz biblijny nakaz, aby zamknąć im dostęp do swojego umysłu. Zamiast pozwolić myśli na swobodne krążenie, natychmiast ją „zaaresztuj”.

  3. Zastosuj kontratak Słowem Bożym
    Gdy Pan Jezus był kuszony na pustyni, na każde kłamstwo odpowiadał: „Napisano…”. Dokładnie tak samo musisz zrobić Ty. Gdy pojawia się myśl o potępieniu, zacytuj na głos werset o przebaczeniu.

  4. Zmień obiekt koncentracji
    Umysł nie potrafi myśleć o dwóch rzeczach naraz. Gdy odrzucisz złą myśl, natychmiast zapełnij tę przestrzeń uwielbieniem Boga, dziękczynieniem lub skupieniem się na obowiązkach.


⚔️ Kilka wersetów do walki ze złymi myślami

Przepisuj sobie te i podobne wersety na kartkę, zapisz w telefonie i czytaj je na głos w momencie ataku myśli.

1. Przeciwko poczuciu potępienia i winy

„Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie”.

Rzymian 8:1

„Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”.

1 Jana 1:9

2. Broń do przejmowania kontroli nad umysłem

„... zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi”.

2 Koryntian 10:5b

„Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały”.

Filipian 4:8

3. Gdy czujesz lęk i niepokój o przyszłość

„Nie zamartwiajcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem powierzajcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie”.

Filipian 4:6-7

„Gdy się rozmnożą lęki w moim sercu, Twoje pociechy orzeźwiają moją duszę”.

Psalm 94:19

4. Kiedy wróg wmawia Ci, że Bóg Cię odrzucił

„Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz”.

Jana 6:37


💡 Praktyczna rada:

Kiedy diabeł przypomina Ci Twoją grzeszną przeszłość albo Twoje słabości, nie próbuj udowadniać mu, że jesteś idealny (no i przypomnij mu jego przyszłość..:)). 

Lloyd-Jones radzi, aby odpowiedzieć oskarżycielowi następująco:

„Masz rację, jestem grzesznikiem i zasługuję na potępienie. Ale Chrystus oddał swoje życie z powodu moich grzechów, a Jego krew całkowicie mnie oczyściła. Moja sprawiedliwość jest w Nim, nie we mnie”. To natychmiast ucisza oskarżenia.





piątek, 26 czerwca 2026

Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie - Ale czy naprawdę chcemy sprawiedliwości?



Wyobraź sobie wielką salę sądową.

Jest cicho. Tak cicho, że słychać szelest kartek i tykanie zegara na ścianie.

Za chwilę ma zapaść wyrok w sprawie, która od lat porusza całe społeczeństwo. Na ławie oskarżonych siedzi człowiek winny strasznych rzeczy. Złamał życie wielu ludziom. Niektórzy stracili przez niego bliskich, inni zdrowie, jeszcze inni pokój serca.

Wszyscy czekają.

Sędzia siedzi nieruchomo za swoim stołem.

Patrzy na zgromadzonych i myśli:

"Ludzie oczekują ode mnie sprawiedliwości. Nie współczucia, nie emocji, nie popularności. Jeśli jestem dobrym sędzią, muszę wydać wyrok zgodny z prawdą. Gdybym zlekceważył zło, skrzywdziłbym ofiary. Gdybym ukarał niewinnego, sam stałbym się niesprawiedliwy. Sprawiedliwość jest ciężarem. Wszyscy jej chcą, dopóki nie trzeba jej wymierzyć."

W pierwszym rzędzie siedzi starsza kobieta.

To matka człowieka, który zginął przez oskarżonego.

Jej dłonie drżą.

"Chcę sprawiedliwości" – myśli.

"Przez lata budziłam się w nocy. Przez lata patrzyłam na puste miejsce przy stole. Przez lata słuchałam ludzi mówiących: 'musisz iść dalej'. Ale oni nie wiedzą, jak wygląda pustka po stracie dziecka. Niw obchodzi mnie to, że sprawaca miał kryzys i był pijany... ja tylko chcę sprawiedliwości."

Obok siedzi mężczyzna z blizną na twarzy.

On także jest ofiarą.

"Chcę, żeby ktoś wreszcie powiedział głośno, że to było zło. Nie pomyłka. Nie nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Zło. Każdy powinien odpowiadać za swoje decyzje... chcę sprawiedliwości."

Kilka rzędów dalej siedzi młody dziennikarz.

Przyszedł po prostu opisać proces.

Patrzy na ofiary i myśli:

"Oczywiście, że trzeba ukarać winnego. Społeczeństwo musi wiedzieć, że zło ma konsekwencje a sprawiedliwość na końcu triumfuje..."

Ale nagle przypomina sobie własne życie.

Przypomina sobie zdradę żony, kłamstwa, lata ukrywanej nieuczciwości w rodzinie i w pracy...

I po raz pierwszy przez jego głowę przebiega niewygodna myśl:

"A gdyby ktoś prześwietlił całe moje życie? Każdą wiadomość. Każdą myśl. Każdy sekret?"

Nie jest już tak pewny siebie jak przed chwilą.


Na ławie oskarżonych siedzi w końcu winny człowiek.

Przez lata lekceważył swoje sumienie. "Przecież cały świat jest zły i niesprawiedliwy...". Ale dziś po raz pierwszy nie ma dokąd uciec. Patrzy na sędziego. Patrzy na ofiary. Patrzy na zgromadzonych. I myśli:

"Jeszcze kilka lat temu śmiałem się z takich chwil. Byłem pewien, że jestem sprytniejszy od wszystkich. Teraz oddałbym wszystko za jedno słowo: niewinny."

Po raz pierwszy nie chce sprawiedliwości. Chciałby miłosierdzia, usprawiedliwienia, wyrozumiałości dla jego wypadku...


W ostatnim rzędzie siedzi jeszcze pewien starszy człowiek.

Przyszedł tylko obserwować. Nie zna oskarżonego. Nie zna ofiar.

Ale gdy słucha całej sprawy, zaczyna rozmyślać.

"To dziwne. Wszyscy tutaj chcą sprawiedliwości. Ofiary chcą sprawiedliwości. Sędzia ma wymierzyć sprawiedliwość. Gazety domagają się sprawiedliwości. I ja sam chcę sprawiedliwości."

Po chwili jednak przychodzi druga myśl.

"Ale czy naprawdę jej chcę?"

"Jeśli sprawiedliwość oznacza, że każdy otrzymuje dokładnie to, na co zasłużył, to co ze mną?"

"Co z moją pychą?"

"Co z moją chciwością?"

"Co z moimi grzechami?"

"Co z rzeczami, których nikt nigdy nie odkrył?"

I nagle odkrywa coś, czego wcześniej nie rozumiał.

Wszyscy na sali chcą sprawiedliwości. Ale nie wszyscy chcą jej dla siebie.

Ofiary chcą sprawiedliwości. Winny pragnie miłosierdzia.

Widzowie chcą sprawiedliwości dla innych, ale uznania i zrozumienia dla siebie.

A sędzia wie, że prawdziwa sprawiedliwość nie może być wybiórcza.


I właśnie tutaj zaczyna się wielka prawda Biblii.

Każdy z nas zasiądzie kiedyś w sali sądowej.

Nie jako obserwator. Nie jako komentator. Nie jako dziennikarz.

Lecz jako człowiek stojący przed Bogiem.

Wtedy pytanie nie będzie brzmiało:

"Czy świat był prawiedliwy albo czy otrzymałeś sprawiedliwość?"

Pytanie będzie brzmiało:

"Czy jesteś gotowy stanąć przed doskonale sprawiedliwym Bogiem?"

Dopóki myślimy tylko o Hitlerze, Stalinie, zbrodniarzach Wołynia, oprawcach Katynia czy innych wielkich przestępcach historii, sprawiedliwość wydaje się piękna.

Ale gdy światło Bożej świętości pada na nasze własne serce, zaczynamy rozumieć słowa psalmisty:

„Jeżeli będziesz zważał na winy, Panie, któż się ostoi?” (Ps. 130:3).

Dlatego właśnie Ewangelia jest najpiękniejszą wiadomością na świecie.

Bo Ten, który pewnego dnia zasiądzie na tronie jako Sędzia, najpierw przyszedł jako Zbawiciel.

Ten, który ma pełne prawo wymierzyć sprawiedliwość, zaoferował miłosierdzie.

Ten, przed którym kiedyś zadrży cała ziemia, dziś mówi:

„Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” (Mt 11:28).

Dlatego największym pytaniem nie jest: „Czy chcę sprawiedliwości dla świata?”

Większość ludzi odpowie: „Tak”.

Najważniejsze pytanie brzmi:

„Co zrobię, gdy sprawiedliwość Boga dosięgnie również mnie?”.

W tym momencie każdy człowiek staje przed wyborem:

- otrzymać sprawiedliwość za swoje grzechy

- albo znaleźć schronienie w miłosierdziu i sprawiedliwości Jezusa Chrystusa.