piątek, 24 lipca 2026

Ralph Erskine „Nie każda walka z grzechem prowadzi do życia”

 Na podstawie Ralph Erskine


„Nie każda walka z grzechem prowadzi do życia”

Wieczór był chłodny. Ulice Efezu powoli pustoszały, a z portu dochodził odległy gwar marynarzy kończących dzień. W niewielkim domu, gdzie zatrzymał się Paweł, panowała cisza. Na stole leżały zwoje Pisma, a obok nich wypalająca się oliwna lampa.

Tymoteusz od dłuższego czasu wyglądał na zamyślonego.

— Ojcze… — odezwał się w końcu.

Paweł uśmiechnął się ciepło.

— Dawno mnie tak nie nazwałeś... coś cię trapi?

— Wydaje mi się, że im dłużej służę w Kościele, tym mniej rozumiem ludzi.

— Mów co cię trapi.

— Spotykam takich, którzy żyją bardzo porządnie. Nie piją. Nie cudzołożą. Poszczą więcej ode mnie. Modlą się dłużej ode mnie. Są surowi dla siebie. A jednak, gdy mówią o Chrystusie, ich twarze pozostają zimne. Nie ma w nich zachwytu. Jest tylko wysiłek… jakby całe życie wspinali się pod stromą górę.

Paweł przez chwilę milczał.

— A myślisz, że ją nie znam takich ludzi?

Tymoteusz uśmiechnął się czekając na opowieść..

— Znałem jednego bardzo dobrze.

— Kogo?

Paweł spojrzał prosto w jego oczy.

— Siebie.

Zapadła cisza.

— Wiesz, że byłem faryzeuszem. Gdybyś spotkał mnie przed Damaszkiem, powiedziałbyś: „To święty człowiek.”

Nie upijałem się. Nie cudzołożyłem. Pościłem. Modliłem się. Znałem Pismo lepiej niż większość ludzi dookoła mnie.

A jednak byłem wrogiem Chrystusa.

Tymoteusz spuścił wzrok.

— Jak to możliwe?

— Bo można nienawidzić pewnych grzechów, a jednocześnie kochać największy z nich.

— Który?

— Samego siebie. Swoją zdolność do zachowania Zakonu.. do bycia sprawiedliwym.. przynajmniej w swoich oczach..




Paweł sięgnął po zwój. Był to jeden z wielu odpisów jego Listu do Rzymian.

— Przeczytaj.

Tymoteusz przeczytał powoli:

— „Jeśli Duchem umartwiacie sprawy ciała, żyć będziecie.”

— Zauważyłeś to jedno słowo?

— „Duchem”?

— Właśnie.

Nie napisałem:

„Jeśli własną siłą…” albo: „Jeśli dzięki surowej dyscyplinie…” Ani też: „Jeśli przez przestrzeganie Prawa…”

Napisałem: „Jeśli Duchem…”

To jedno słowo oddziela drogę ucznia Chrystusa od każdej religii świata łącznie z judaizmem.




— Powiedz mi, Tymoteuszu…

Dwóch ludzi przestaje kraść.

Czy obaj podobają się Bogu?

— No chyba tak...

— posłuchaj dalej… Jeden przestał, bo usłyszał Ewangelię. Drugi dlatego, że obawia się rzymskiego więzienia.

Czy nadal to jest to samo?

— Nie.

— Dwóch ludzi przestaje cudzołożyć.

Jeden dlatego, że pokochał Chrystusa.

Drugi dlatego, że boi się utraty majątku albo reparacji.

Czy ich serca są takie same?

— Też nie...

— Dwóch ludzi modli się codziennie.

Jeden rozmawia z Ojcem.

Drugi próbuje zapracować na Jego przychylność.

Czy ich modlitwy są takie same?

Tymoteusz pokręcił głową.

— Nie.

Paweł skinął głową.

— Widzisz więc, że Bóg patrzy głębiej niż człowiek.




Po chwili Paweł podniósł niewielki kamień leżący przy drzwiach.

— Wyobraź sobie chorego.

Kamień utknął w jego wnętrzu.

Dopóki nic go nie boli, myśli, że wszystko jest dobrze.

Ale kiedy kamień zaczyna się poruszać…

…ból staje się niemal nie do zniesienia.

Czy ból oznacza pogorszenie?

— Nie koniecznie…

— No właśnie… Często oznacza uzdrowienie.

Tak samo jest z grzechem.

Jeżeli człowiek nigdy nie cierpi z powodu swojego grzechu… może to znaczyć, że jego serce nigdy nie zostało obudzone.

Natomiast gdy Duch Święty zaczyna działać… sumienie boli. Serce płacze.

Człowiek odkrywa grzechy, których wcześniej nawet nie zauważał. To bolesne.

Ale.. to dobry znak!




— Powiedz mi jeszcze…

Co bardziej boli cię dzisiaj?

Sam grzech…czy jego skutki?

Tymoteusz przez chwilę nie odpowiadał.

— Kiedyś bałem się głównie sądu.

— A teraz?

— Teraz najbardziej boli mnie to, że zasmucam Boga i Jego Ducha.

Paweł uśmiechnął się.

— Widzisz?

To właśnie czyni Duch Święty.

Prawo mówi: „Bój się kary.”

Ewangelia mówi: „Spójrz na krzyż.”




— Ale przecież nadal walczę z pychą — powiedział cicho Tymoteusz.

— Ja również.

— Nadal zniecierpliwieniem.

— Ja również.

— Nadal zdarza mi się zazdrość.

— Mnie także.

Tymoteusz spojrzał zdziwiony.

— Tobie?

Paweł zaśmiał się.

— Czy myślisz, że przypadkiem napisałem:

„Nędzny ja człowiek”?

Nie pisałem o dawnym Szawle.

Pisałem o sobie.

Im bliżej światła Chrystusa żyjesz… tym więcej kurzu widzisz na własnym sercu.




— A skąd mam wiedzieć, że moja walka nie jest tylko legalizmem?

Paweł nie odpowiedział od razu.

— Pozwól, że zadam ci kilka pytań.

Kiedy upadasz… czy uciekasz od Boga… czy do Boga?

Tymoteusz zamyślił się.

— Do Boga.

— Kiedy zwyciężasz… komu przypisujesz chwałę?

— Chrystusowi.

— Gdy widzisz cudzy grzech… czy czujesz wyższość… czy współczucie?

Tymoteusz westchnął i po chwili odpowiedział:

— Coraz częściej współczucie.

— A kiedy patrzysz na krzyż… czy myślisz bardziej o własnych zasługach… czy o Jego łasce?

W oczach Tymoteusza pojawiły się łzy.

— O Jego łasce, Pawle, o Jego cudownej łasce. 

Paweł położył mu rękę na ramieniu.

— To nie znaczy, że jesteś doskonały.

To znaczy, że Duch Święty prowadzi cię do Chrystusa.




— Ojcze… czy ta wojna kiedyś się skończy?

Paweł spojrzał w ciemność za oknem.

— Tak.

Ale nie tutaj.

Tutaj każdego dnia będziesz musiał brać swój krzyż. A to oznacza, że każdego dnia będziesz zabijał grzech. Każdego dnia będziesz wracał pod krzyż. A także każdego dnia będziesz odkrywał, że Chrystus jest większy niż twoje upadki.




Lampa zaczęła przygasać.

Paweł zwinął zwój Listu do Rzymian.

— Zapamiętaj jedną rzecz, Tymoteuszu.

Legalista mówi:

„Muszę stać się lepszy, aby Bóg mnie pokochał.”

Uczeń Chrystusa mówi:

„Bóg pokochał mnie w swoim Synu, dlatego nie chcę już żyć dla grzechu.”

To są dwie różne drogi. Z zewnątrz mogą wyglądać podobnie. Obie prowadzą przez modlitwę, przez dobre uczynki a także przez walkę z grzechem. Ale tylko jedna prowadzi do życia.

Bo tylko na jednej drodze człowiek idzie nie samotnie, lecz z Tym, o którym napisałem:

„Jeśli Duchem umartwiacie sprawy ciała, żyć będziecie.”