poniedziałek, 16 lutego 2026

Hebrajczyków 10:26–27 Sąd zamiast ratunku



 Sąd zamiast ratunku 

Hebrajczyków 10:26–27


„Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy 

po otrzymaniu pełnego poznania prawdy, 

to już nie ma dla nas ofiary przebłagalnej za grzechy, 

ale jedynie jakieś przerażające oczekiwanie sądu i żar ognia, który ma trawić przeciwników.”. PSZ



To jedne z najbardziej wstrząsających słów w całym Liście do Hebrajczyków. Autor wcześniej prowadzi nas ku zachwytowi nad doskonałą, ostateczną i skuteczną ofiarą Chrystusa (Hbr 10,1–25). 

Mówi: zbliżajcie się do Boga, trzymajcie się wyznania, nie opuszczajcie wspólnych zgromadzeń.

A potem ostrzega: jest możliwe wymienić ofiarę na sąd.


Nie chodzi o każdy grzech

To nie jest fragment o codziennych upadkach. Gdyby tak było, nikt z nas nie miałby nadziei. Nawet apostołowie upadali. Piotr Apostoł zaparł się Jezusa – a jednak został przywrócony.

Autor mówi o czymś innym: o apostazji, o świadomym, zatwardziałym odrzuceniu Chrystusa po tym, jak poznało się prawdę. O porzuceniu Kościoła, zerwaniu tej szczególnej wspólnoty z Chrystusem i Jego Ciałem, o odwróceniu się od Ewangelii bez opamiętania.

Jan Kalwin

Nie chodzi tu o „to czy tamto potknięcie”, 

lecz o tych, którzy „całkowicie odrywają się od Chrystusa i wspólnoty Kościoła”. 

To nie chwilowe potknięcie, lecz trwałe odstępstwo.


Różnica jest ogromna:

  • upadek - po nim przychodzi skrucha,

  • zatwardziałość mówi: „Nie potrzebuję tej ofiary”.

John Piper często podkreśla, że krzyż Chrystusa jest jak szczyt góry – nie da się stać wobec niego obojętnie. Jeśli nie idziesz w górę, zsuwasz się w dół. Nie ma czegoś takiego jak neutralność. Nie da się wymówić, wmawiając sobie i innym, że jest się agnostykiem.

Ten tekst mówi: nie istnieje „chrześcijaństwo bez wytrwania”. Jeśli ktoś świadomie i uparcie odrzuca jedyną ofiarę, nie pozostaje mu żadna alternatywa. Nie dlatego, że ofiara jest niewystarczająca – ale dlatego, że odrzucił jedyne lekarstwo.

Piper powiedziałby: największym zagrożeniem nie jest to, że jesteś słaby, lecz że przestajesz walczyć o radość w Chrystusie. Apostazja zaczyna się często od małych kroków: zaniedbanej modlitwy, opuszczonej wspólnoty, karmienia się grzechem bez skruchy. Serce stygnie powoli.

Timothy Keller zwraca uwagę, że można znać prawdę intelektualnie, a nigdy nie opierać na niej serca. Można funkcjonować w Kościele, a nigdy nie przyjąć łaski.

Autor Listu do Hebrajczyków mówi o tych, którzy „otrzymali poznanie prawdy”. To mocne wyrażenie. Oni słyszeli, rozumieli, być może nawet służyli. A jednak w końcu powiedzieli: „Nie”.

Keller przypominał: Ewangelia to nie tylko informacja, to fundament tożsamości. Jeśli twoją prawdziwą nadzieją jest reputacja, bezpieczeństwo, relacja czy moralna poprawność – w chwili próby możesz wymienić krzyż na coś „bezpieczniejszego”.

Apostazja to ostateczne powiedzenie: „Zdam się na coś innego niż Chrystus”.


Wyobraź sobie człowieka, który stoi w burzy gradu, a obok niego jest otwarte schronienie. Drzwi są szeroko otwarte. Wystarczy wejść.

A on mówi: „Nie potrzebuję tego. Sam sobie poradzę”.

To nie brak zaproszenia jest problemem. Problemem jest zatwardziałe serce.


Jeśli boisz się, że odpadłeś – to znak, że twoje serce jeszcze żyje. 

Apostata nie drży. Apostata nie pyta. Apostata nie żałuje.


Ten fragment mówi o „żarze ognia”. Jest Ogień, który oczyszcza i ogień, który trawi.

Biblia zna dwa rodzaje ognia:

  • ogień oczyszczający dla Bożych dzieci,

  • i ogień sądu dla tych, którzy odrzucają łaskę.

Różnica nie tkwi w intensywności ognia pochodzącego od Boga, lecz w relacji do ofiary.

Bez przyjęcia przez wiarę ofiary Chrystusa – pozostaje sąd. 


1 J 4:10 mówi jak Jezus odwrócił od nas gniew Świętego Boga: 

W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, 

ale że On sam nas umiłował 

i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.



________

John Owen pisał, że chodzi tu o grzech popełniany „uparcie, z wyboru, bez przymusu”. To nie chwilowy kryzys. To decyzja serca.

Dlatego pytania dla nas są poważne:

  • Czy są w moim życiu obszary, w których świadomie trwam w grzechu bez opamiętania?

  • Czy oddalam się od wspólnoty wierzących?

  • Czy moja wiara jest żywą relacją, czy tylko wspomnieniem dawnego poruszenia?

  • Czy naprawdę polegam wyłącznie na Chrystusie?

Jeśli Duch Święty obnaża dziś twoje serce – to nie jest znak odrzucenia. To znak łaski.

Bo ostrzeżenia Biblii są jak barierki nad przepaścią. Nie po to, by cię odepchnąć, ale by cię zatrzymać.

Nie wymieniaj ofiary na sąd.

Nie zamieniaj krzyża na iluzję samowystarczalności.

Dopóki słyszysz Jego głos, drzwi są otwarte.


niedziela, 15 lutego 2026

Hbr 10:24–25 Zachęta do miłości i dobrych uczynków



 Zachęta do miłości i dobrych uczynków

Hbr 10:24–25

„Baczmy jedni na drugich, aby się pobudzać do miłości i dobrych uczynków; nie opuszczając wspólnych zgromadzeń naszych, jak to u niektórych jest w zwyczaju, lecz napominając się nawzajem, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża.”

Chrześcijaństwo ma dwa wymiary: osobisty i wspólnotowy.

Z jednej strony nikt nie zostanie zbawiony „na czyjejś wierze”. Nie wchodzimy do Królestwa na plecach rodziców, małżonka czy pastora. Ewangelia Jana 3:16 mówi dosłownie: „ten, kto wierzy”. Wiara jest osobista. To ja muszę uchwycić się Chrystusa.

Ale z drugiej strony — gdy Bóg mnie zbawia, nie pozostawia mnie jako samotnej wyspy. Włączając mnie w Chrystusa, włącza mnie w Jego ciało. List do Efezjan 3:6 i List do Filipian 2:5–11 pokazują, że jesteśmy współdziedzicami, jednym ludem, wezwanym do wzajemnej pokory i troski. Łaska indywidualnie otrzymana wprowadza nas do wspólnoty.

Autor List do Hebrajczyków najpierw wzywa: zbliżaj się do Boga, trzymaj się wyznania, ufaj krwi Chrystusa (10:19–23). A potem mówi: spójrz wokół siebie. „Baczmy jedni na drugich”.

To niezwykle mocne słowo. Nie chodzi o bierne bycie obok siebie w ławce. Chodzi o uważność. O duchowe zainteresowanie. O celowe myślenie: jak mogę rozpalić w bracie miłość do Chrystusa? Jak mogę w siostrze obudzić odwagę do dobrych uczynków?

Chrześcijaństwo to nie prywatna duchowość zamknięta w czterech ścianach. Jesteśmy stworzeni do wspólnoty. Już na kartach Księga Nehemiasza 4 widzimy, że mur Jerozolimy nie powstał dzięki samotnym bohaterom. Budowali ramię w ramię — jeden z mieczem, drugi z kielnią. Gdy przyszło zagrożenie, wspólnota była tarczą.

Bez wspólnoty nasze serce stygnie. Zaczynamy przejmować rytm świata. Jeśli przez tydzień karmią nas wyłącznie media, praca, presja sukcesu i kultura samozadowolenia — a nie ma nikogo, kto przypomni nam wielkość Chrystusa — to powoli zaczynamy myśleć jak świat, pragnąć jak świat i lękać się jak świat.

Dlatego Psalmista woła w Psalm 133: „O jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!”. To nie jest romantyczny obrazek. To duchowa konieczność.

Autor Hebrajczyków dodaje coś jeszcze: „tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża”. Im bliżej powrotu Chrystusa, tym większa presja. Tym większe zmęczenie. Tym większa pokusa wycofania się. Właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy siebie nawzajem.

W List do Rzymian 1:11–12 Paweł mówi, że pragnie zobaczyć wierzących, aby „doznać wspólnej pociechy przez wiarę — waszą i moją”. Nawet apostoł potrzebował zachęty. A w List do Hebrajczyków 3:13 czytamy: „Napominajcie jedni drugich każdego dnia”. Każdego dnia — bo grzech oszukuje każdego dnia.

_______________________

Nie możemy iść samotnie. To pycha mówi: „Wystarczy mi moja osobista relacja z Bogiem”. To złudzenie. Bóg postanowił umacniać nas przez innych wierzących.

Jeśli nie jesteśmy zachęcani — osłabniemy.

Jeśli nie zachęcamy innych — zubożamy ciało Chrystusa.

Kościół to nie opcjonalny dodatek do wiary. To środowisko, w którym wiara oddycha.

Pytania do serca:

  • Czy jestem obecny we wspólnocie tylko fizycznie, czy duchowo uważny na innych?

  • Kogo w ostatnim tygodniu zachęciłem do miłości i dobrych uczynków?

  • Czy moje nieobecności wynikają z konieczności — czy z duchowej oziębłości?

Nie zaniedbujmy wspólnych zgromadzeń.

Spotykajmy się.

Módlmy się razem.

Przypominajmy sobie nawzajem, że Jezus jest większy niż świat.

Bo dzień się przybliża.


sobota, 14 lutego 2026

Bóg nie boi się mówić „NIE”.


 

Bóg nie boi się mówić „nie”.

Już w ogrodzie Eden postawił granicę. Nie dlatego, że był surowy, lecz dlatego, że był dobry. Granica była wyrazem przymierza, a nie kaprysu. Problem nie polegał na tym, że Bóg ograniczył człowieka. Problem polegał na tym, że człowiek przestał ufać Jego sercu.

To prowadzi nas do rodzicielstwa.

Mówienie „nie” nie rani dziecka.

Bóg mówi „nie” swoim dzieciom każdego dnia — i czyni to jako Ojciec, nie jako tyran. „Bo kogo Pan miłuje, tego karze” (Hbr 12,6). Dyscyplina nie jest zaprzeczeniem miłości, lecz jej dowodem.

Rani natomiast sposób, w jaki to mówimy.

Granica bez więzi wydaje się odrzuceniem.

Jeśli dziecko nie doświadcza od nas ciepła, stałości i łagodności, każde „nie” brzmi jak: „Nie chcę ciebie.” A przecież prawdziwe przesłanie powinno brzmieć: „Nie zgadzam się na to zachowanie, ponieważ kocham ciebie.”

W biblii Bóg nigdy nie oddziela prawa od relacji. Prawo dane Izraelowi na Synaju zostało poprzedzone słowami: „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej.” Najpierw więź, potem wymagania.

Tak samo w domu.

Granica z ciepłem buduje poczucie bezpieczeństwa.

Dziecko nie opiera się (walczy z) samej strukturze. Opiera się chaosowi, nieprzewidywalności, chłodowi. Gdy rodzic jest stały, spokojny i przewidywalny, granice stają się ścianami domu, a nie murami więzienia.

Biblijna wizja człowieka przypomina nam, że serce dziecka — tak jak nasze — jest dotknięte grzechem. Ono nie potrzebuje jedynie afirmacji. Potrzebuje prowadzenia

Potrzebuje kogoś, kto będzie silniejszy niż jego impulsy, ale jednocześnie bezpieczniejszy niż jego lęki.

Możesz być stanowczy i życzliwy.

Bóg jest jednocześnie sprawiedliwy i łaskawy

W List do Rzymian czytamy, że Bóg jest „sprawiedliwym i usprawiedliwiającym” (Rz 3,26). To nie jest sprzeczność. To doskonałość.

Rodzic, który mówi:

„Nie pozwolę ci tak mówić do siostry. To nie jest dobre. Ale jestem tu. Pomogę ci.”

— odzwierciedla Boży charakter.

Możesz być jasny i współczujący.

Silny i bezpieczny emocjonalnie.

Ewangelia pokazuje nam, że Boże „nie” wobec naszego grzechu nie było ostatnim słowem. Na krzyżu Bóg powiedział „nie” grzechowi, aby móc powiedzieć wieczne „tak” swoim dzieciom w List do Efezjan (Ef 1,5).

Jeśli nasze „nie” wypływa z serca zakorzenionego w tej łasce, dzieci to wyczują.

W każdym wieku dzieci nie opierają się ograniczeniom tak bardzo, jak opierają się niepewności. One czytają nasz ton. Nasz wyraz twarzy. Naszą konsekwencję. One pytają w ciszy:

„Czy twoje ‘nie’ oznacza, że mnie nie chcesz?”

A my mamy odpowiadać całym sobą:

„Moje ‘nie’ oznacza, że jesteś zbyt cenny, by pozwolić ci iść w stronę tego, co cię zrani.”

Zaufanie przetrwa „nie”, jeśli dziecko wie, że więź nie jest zagrożona.

Tak jak nasze zaufanie do Boga przetrwało Jego suwerenne „nie”, gdy zobaczyliśmy serce Ojca objawione w Chrystusie.

Granice bez ewangelii rodzą bunt albo lęk.

Granice zakorzenione w ewangelii rodzą bezpieczeństwo.

A bezpieczeństwo jest glebą, w której dojrzewa posłuszeństwo — nie ze strachu, lecz z zaufania.




1️⃣ 

Psalm 103

„Jak ojciec lituje się nad dziećmi, tak Pan lituje się nad tymi, którzy się Go boją” (Ps 103,13)


To psalm o czułym ojcostwie Boga.

Bóg zna naszą kruchość („pamięta, żeśmy prochem”), a jednocześnie nie rezygnuje ze swojej świętości. Jest miłosierny, ale nie pobłażliwy. 

To idealne tło dla myśli: granica z ciepłem buduje bezpieczeństwo.

Tu widać połączenie: współczucia, wierności przymierzu, stałości charakteru.




2️⃣ 

Psalm 23

„Laska Twoja i kij Twój mnie pocieszają” (Ps 23,4)


Kij i laska — symbole prowadzenia i dyscypliny — nie przerażają owcy. One ją pocieszają. Dlaczego? Bo należą do Dobrego Pasterza.

To dokładnie nasza myśl:

dziecko nie boi się granicy, 

jeśli ufa sercu tego, kto ją stawia.


Granica bez relacji budzi strach.

Granica w relacji budzi pokój.




3️⃣ 

Psalm 32

„Pouczę cię i wskażę ci drogę, którą masz iść; będę ci służył radą, oko moje spocznie na tobie” (Ps 32,8)


Bóg nie tylko koryguje, ale prowadzi z bliskości.

„Oko moje spocznie na tobie” — to obraz stałej obecności, nie chłodnej kontroli.




Oto sedno naszego wywodu: 

to nie samo „NIE” tak boli, 

lecz brak pewności 

czy za tym „NIE” miłość stoi.