
Jest coś głęboko niepokojącego w cierpieniu, którego nie rozumiemy. Gdy przychodzi choroba, zdrada, upokorzenie albo niesprawiedliwość ze strony ludzi, serce człowieka natychmiast pyta: „Dlaczego?”.
Naturalnym odruchem jest szukanie winnych — okoliczności, ludzi, „złego losu”. Jednak Pismo Święte prowadzi nas znacznie głębiej. Uczy nas, że dla dziecka Bożego nic nie jest dziełem ślepego przypadku.
Hiob powiedział: „Czy tylko dobro będziemy przyjmować od Boga, a zła przyjmować nie będziemy?” (Hi 2,10).
A prorok Amos pyta: „Czy zdarza się w mieście nieszczęście, którego by Pan nie uczynił?” (Am 3,6).
To trudna prawda, ale niezwykle pocieszająca: nasze utrapienia nie wywodzą z prochu, a kłopot nie wyrasta sam z ziemi.
Nad wszystkim stoi ręka Boga.
Boża Opatrzność nad wszystkim
Biblia ukazuje Boga nie jako biernego obserwatora historii, ale jako Króla panującego nad każdym szczegółem stworzenia. Jezus powiedział, że nawet wróbel nie spada na ziemię bez woli Ojca, a włosy na naszej głowie są policzone. Jeśli tak jest z wróblem, tym bardziej z losem odkupionych dzieci Bożych.
Nawet wydarzenia, które ludziom wydają się przypadkowe, są pod Jego kontrolą.
Król Achab zginął od strzały wypuszczonej „na oślep”, ale ta strzała trafiła dokładnie tam, gdzie wcześniej zapowiedział Bóg. Człowiek widzi przypadek — Bóg widzi wykonanie swojego wyroku.
To oznacza, że także nasze cierpienia mają miejsce pod Jego suwerennym nadzorem. Nie ma bólu, którego Bóg nie widział. Nie ma łzy, której by nie policzył. Nie ma upokorzenia, które wymknęło się spod Jego panowania.
Jednym z najbardziej poruszających obrazów tej prawdy jest historia Dawida uciekającego przed buntem Absaloma. Król, złamany zdradą własnego syna, opuszcza Jerozolimę. Wtedy pojawia się Szimei z domu Saula — człowiek pełen nienawiści. Rzuca kamieniami, przeklina Dawida publicznie, poniża go wobec wszystkich.
Abiszaj, wierny wojownik Dawida, nie może tego znieść. Chce natychmiast zabić Szimejego. W jego oczach był to po prostu zły człowiek, który zasługiwał na karę. Ale Dawid widział głębiej.
Powiedział: „Zostawcie go, niech przeklina, bo Pan mu kazał”.
To zdanie odsłania niezwykłą duchową dojrzałość. Dawid nie zaprzeczał, że Szimei czyni zło. Nie usprawiedliwiał jego grzechu. Ale rozumiał, że ponad ludzką złością stoi Bóg, który używa nawet gniewu człowieka dla swoich świętych celów.
Dawid widział w Szimeim nie ostateczne źródło bólu, ale narzędzie w ręku Boga. Rozumiał, że Pan go upokarza, oczyszcza i prowadzi przez dolinę cierpienia dla większego dobra.
To jedna z najtrudniejszych lekcji wiary: dostrzec rękę Ojca nawet tam, gdzie ranią nas ludzie.
Pismo wielokrotnie pokazuje, że Bóg posługuje się nawet niegodziwymi ludźmi dla realizacji swoich planów. Asyria została nazwana „rózgą Jego gniewu”. Babilon był narzędziem sądu nad Judą. Judasz zdradził Chrystusa zgodnie z własną nikczemnością, a jednak przez jego czyn dokonało się odkupienie świata.
To nie znaczy, że Bóg jest autorem grzechu. Ludzie grzeszą dobrowolnie i ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny. Ale Boża suwerenność jest tak wielka, że nawet ludzka złość nie wymyka się Jego planowi.
Dla wierzącego jest to ogromna pociecha. Oznacza bowiem, że nasze życie nie jest oddane chaosowi ani kaprysom ludzi. Nawet wtedy, gdy zostajemy zranieni przez innych, jesteśmy nadal w rękach Ojca.
Józef powiedział do swoich braci: „Wy wprawdzie knuliście przeciwko mnie zło, ale Bóg obrócił to w dobro”.
To jest język wiary. Nie zaprzecza złu, ale widzi ponad nim Boga.
Jednak najważniejsze pytanie brzmi: jaki jest cel tych doświadczeń?
Biblia odpowiada jasno — Bóg „nie z serca trapi synów ludzkich”. Innymi słowy, On nie znajduje przyjemności w cierpieniu swojego ludu. Każde uderzenie Jego rózgi wypływa albo z Jego sprawiedliwości, albo z Jego miłości.
Autor Listu do Hebrajczyków mówi, że Ojciec karci tych, których miłuje, abyśmy „stali się uczestnikami Jego świętości”. Bóg nie karci jak rozgniewany tyran, ale jak mądry Ojciec.
Często nasze serca przywiązują się do wartości świata, do pychy, samowystarczalności lub ukrytego grzechu. Dlatego Pan prowadzi nas przez ogień utrapienia. Nie po to, aby nas zniszczyć, ale aby oczyścić.
Jak złotnik wkłada złoto do pieca, tak Bóg wkłada swoje dzieci w ogień doświadczeń. Ogień nie niszczy złota — usuwa żużel. Tak samo cierpienie oczyszcza wiarę, obnaża pychę, uczy modlitwy i odrywa od horyzontu ziemi.
Bo... niektóre prawdy o Bogu poznaje się tylko w ciemności.
Jak więc wierzący człowiek powinien reagować na utrapienie?
Pierwszą odpowiedzią powinno być uniżenie. Zamiast oskarżać Boga, człowiek wierzący uznaje, że otrzymał znacznie mniej “razów”, niż na to zasługiwały jego grzechy. Każdy dzień łaski jest darem.
Bunt przeciwko Bożemu prowadzeniu jest niebezpieczny, ponieważ sugeruje, że to my wiemy lepiej niż Bóg. Tymczasem nawet najmniejszy grzech jest większym złem niż największe cierpienie doczesne.
Dziecko, które wtula się w ojca podczas karcenia, znajduje bezpieczeństwo właśnie w jego ramionach. Tak samo wierzący ma biec do Boga, a nie od Boga.
Największym błędem w cierpieniu jest obrazić się na Boga i oddalić się od Tego, który jedynie może uleczyć serce.
Ostatecznie wszystkie drogi prowadzą nas do Jezusa Chrystusa. On był jedynym naprawdę sprawiedliwym Człowiekiem, a jednak został wzgardzony, odrzucony, opluty i ukrzyżowany.
I właśnie On „nie groził, gdy Mu złorzeczono, lecz powierzał sprawę Temu, który sprawiedliwie sądzi”.
Chrystus widział ponad rękami ludzi rękę Ojca. Wiedział, że kielich cierpienia został Mu podany przez Boga.
Jeżeli więc bezgrzeszny Syn Boży przeszedł przez cierpienie, dlaczego my mielibyśmy uważać drogę krzyża za coś dziwnego?
Uczeń nie jest większy od Mistrza.
Ale właśnie tutaj pojawia się największa nadzieja. Ten sam Chrystus, który przecierpiał krzyż, zmartwychwstał. A więc cierpienie nie jest ostatnim słowem Boga nad życiem wierzącego. Ostatnim słowem jest chwała (piękno, dostojeństwo, znaczenie...).
Gdy następnym razem spotka cię bolesne doświadczenie — niesprawiedliwość, strata, odrzucenie czy upokorzenie — nie zatrzymuj wzroku wyłącznie na ludziach lub okolicznościach. Spójrz wyżej.
To nie znaczy, że zło przestaje być złem. Ale oznacza, że ponad nim stoi Ojciec, który nigdy nie traci kontroli nad losem swoich dzieci.
Może dziś nie rozumiesz drogi, którą cię prowadzi. Może jak Dawid słyszysz wokół siebie głosy oskarżenia i pogardy. Ale wiara mówi:
„To jest Pan; niech czyni, co Mu się wydaje dobre”.
A Ten, który prowadzi przez piec utrapienia, nigdy nie opuszcza swoich wybranych. On oczyszcza, ale nie niszczy. Rani, ale i leczy. Upokarza, ale po to, aby przybliżyć człowieka do siebie.
I dlatego nawet w dolinie cierpienia wierzący może powiedzieć:
„Dobrze mi, że zostałem utrapiony, abym się nauczył Twoich ustaw”.

