środa, 3 czerwca 2026

John Owen „Najpierw uwierzył kłamstwu”



(Cykl ostatnich rozważań, opowiadań i bajki o kłamstwie zrodził się z Ps.119:29.. oddal ode mnie drogę kłamstwa..)

John Owen (1616-1683) największy reformator XVII w., „książę purytanów”, doktor teologii, pastor, wicekanclerz Uniwersytetu w Oksfordzie, kapelan Olivera Cromwella...

„Najpierw uwierzył kłamstwu”

Wieczór był już późny. Adam siedział sam w samochodzie na pustym parkingu przed supermarketem. Silnik był włączony, ale on wciąż nie wracał do domu.

Kilka godzin wcześniej powiedział żonie nieprawdę.

Nie było to wielkie oszustwo. Nie chodziło o zdradę, kradzież ani przestępstwo.

Powiedział tylko:

— Nie, nie kupiłem tego.

A kupił.

Kilkaset złotych wydanych na coś, o czym wcześniej rozmawiali i wspólnie uznali, że jest niepotrzebne. Teraz próbował uspokoić sumienie: "Przecież to drobiazg..." "Nie chciałem kłótni." "Najważniejsze, że nikomu nie stała się krzywda."

Ale gdzieś głęboko wiedział, że problem zaczął się znacznie wcześniej niż wtedy, gdy otworzył usta.

Bo zanim skłamał żonie, najpierw uwierzył w to, co chciał żeby było prawdą... czyli skłamał samemu sobie.


Kłamstwo nie zaczyna się na języku

Większość ludzi myśli o kłamstwie jako o czymś, co dzieje się w chwili wypowiadania słów.

Biblia prowadzi nas jednak głębiej.

Pan Jezus powiedział:

„Z obfitości bowiem serca mówią usta.” (Mt 12:34)

Słowa są owocem. Korzeniem jest serce.

To dlatego John Owen, wielki purytański teolog, analizując naturę grzechu, zwracał uwagę, że żaden grzech nie pojawia się nagle, znikąd. To, co wychodzi przez usta, wcześniej zamieszkiwało w sercu.

Kłamstwo nie rodzi się na języku. Rodzi się znacznie wcześniej. Najpierw pojawia się pragnienie (pożądliwość). Potem usprawiedliwianie i wewnętrzna narracja. A dopiero na końcu słowa.

Język często tylko ogłasza światu to, co serce postanowiło już wcześniej.


Pierwsze kłamstwo, któremu uwierzyliśmy

W ogrodzie Eden szatan nie zaczął od nakłaniania Ewy do morderstwa czy bałwochwalstwa.

Zaczął od kłamstwa.

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział...?” (Rdz 3:1)

A chwilę później:

„Na pewno nie umrzecie.” (Rdz 3:4)

Zanim Ewa zerwała owoc, najpierw uwierzyła alternatywnej interpretacji rzeczywistości.

Bóg mówił jedno. Wąż mówił drugie.

Grzech pojawia się wtedy, gdy człowiek uznaje, że jego własny osąd jest bardziej wiarygodny niż słowo Boga.

Owen powiedziałby, że każdy późniejszy grzech działa podobnie.

Człowiek najpierw wierzy jakiemuś kłamstwu. Potem postępuje zgodnie z tym, w co wierzy i mu pasuje.

Kłamstwo może brzmieć różnie: "Bóg nie widzi, nie zwraca uwagi na takie drobiazgi..." "To nie jest aż takie złe... są gorsze grzechy." "Nikt przecież na tym nie ucierpi." "Potrzebuję tego bardziej niż... posłuszeństwa." "Potrafię sam decydować o tym, co jest dla mnie dobre."

Każde z tych zdań jest próbą zbudowania świata innego niż ten, który opisał Bóg.


Alternatywna rzeczywistość

Jednym z najbardziej przenikliwych spostrzeżeń Owena jest to, że grzech próbuje stworzyć alternatywną rzeczywistość.

Człowiek nie chce przyjąć świata takim, jakim określił go Bóg.

Próbuje stworzyć własny. Własną wersję prawdy. Własną wersję dobra, moralności... Własną wersję historii (źródło powstania życia, świata, człowieka i jego problemów oraz rozwiązań.. a wreszcie na temat samego Boga jako Stwórcy i Zbawiciela).

Dlatego kłamca nie tylko wypowiada fałszywe zdania.

On próbuje sprawić, by inni uwierzyli w świat, który on wymyślił, świat, który nie istnieje (ale jemu pasuje do jego moralności). A często wcześniej sam próbuje uwierzyć w ten świat.

Prorok Jeremiasz pisał:

„Podstępne jest serce bardziej niż wszystko inne i zepsute; 

któż może je poznać?” (Jr 17:9)

A najtrudniejszym człowiekiem do przejrzenia bywa czasami ten, którego widzimy codziennie w lustrze.


Autonomia serca

W samym centrum każdego kłamstwa znajduje się coś jeszcze. Bunt. Nie zawsze głośny. Nie zawsze świadomy. Ale prawdziwy.

Człowiek mówi: "Ja zdecyduję, jaka wersja rzeczywistości będzie obowiązywała."

To właśnie jest istota autonomii serca. To pragnienie życia niezależnie od Boga.

Pragnienie bycia własnym sędzią. Własnym prawodawcą i interpretatorem świata.

A przecież Pismo mówi:

„Każde słowo Boga jest czyste (prawdziwe).” (Prz 30:5)

oraz

„Bóg nie jest człowiekiem, aby miał kłamać.” (Lb 23:19)

Każde kłamstwo jest więc próbą postawienia własnego słowa obok słowa Boga. A czasami nawet ponad nim.


Chrystus i prawda

Na szczęście historia nie kończy się na diagnozie.

Przyszedł bowiem Ten, który powiedział:

„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.” (J 14:6)

Powtórzmy to: Jezus nie mówi jedynie, że zna prawdę. Nie mówi nawet, że naucza prawdy. Mówi:  „Ja jestem prawdą.”

Tam, gdzie Adam uwierzył kłamstwu, Chrystus pozostał wierny Ojcu i Jego Słowu.

Tam, gdzie my budujemy alternatywne rzeczywistości, Chrystus prowadzi nas z powrotem do rzeczywistości Boga.

Tam, gdzie oszukujemy innych i samych siebie, On odsłania nasze serca, ale nie po to, by nas zniszczyć, lecz aby nas uleczyć.

Bo największym problemem człowieka nie jest to, że czasem mówi nieprawdę.

Największym problemem jest to, że zbyt często wierzy nieprawdzie: O sobie. O szczęściu. O grzechu. O Bogu. 

Dlatego prawdziwe nawrócenie zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje spierać się z Bogiem o to, jaka jest rzeczywistość.

I ostatecznie zgadza się z Nim. Choćby było to bolesne. Choćby oznaczało przyznanie się do winy. Choćby wymagało porzucenia wielu ukochanych złudzeń.

Bo wolność nie rodzi się wtedy, gdy człowiek tworzy własną prawdę.

Wolność rodzi się wtedy, gdy spotyka Tego, który powiedział:

„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” (J 8:32)

Innymi słowy: gdy poznasz Jezusa - poznasz Prawdę (o Bogu, o sobie, o zwodzicielu i Zbawicielu) - i dopiero ta Prawda daje wolność.


wtorek, 2 czerwca 2026

Gdy współczucie zmienia znaczenie: chrześcijańska odpowiedź na kulturę eutanazji



Gdy współczucie zmienia znaczenie: chrześcijańska odpowiedź na kulturę eutanazji

Współczesny świat coraz częściej przedstawia eutanazję i wspomagane samobójstwo jako akty miłosierdzia. Argument wydaje się prosty: jeśli człowiek cierpi, a jego sytuacja wydaje się beznadziejna, najwspanialszym przejawem współczucia jest zakończenie jego życia. Jednak historia ostatnich dekad pokazuje, że gdy społeczeństwo raz zaakceptuje zasadę, że życie niektórych ludzi nie jest warte dalszego przeżywania, granice zaczynają się przesuwać.

To właśnie obserwujemy w wielu krajach Zachodu.

Początkowo obiecywano, że wspomagane samobójstwo będzie dotyczyło jedynie osób umierających, świadomych swojej decyzji i znajdujących się w skrajnych sytuacjach. Dziś w niektórych krajach kryteria obejmują przewlekłe choroby, niepełnosprawność, cierpienie psychiczne, a nawet ciężkie depresje. Coraz częściej pojawiają się głosy, by rozszerzać te praktyki na osoby niezdolne do wyrażenia zgody.

To nie jest przypadek. Jest to konsekwencja przyjęcia określonej wizji człowieka.

Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego ludzkie życie ma wartość? 

Świat świecki często próbuje budować godność człowieka na takich kryteriach jak świadomość, samodzielność, produktywność czy jakość życia. Problem polega na tym, że wszystkie te rzeczy można utracić.

Pismo Święte wskazuje zupełnie inną podstawę:

„Stworzył więc Bóg człowieka na obraz swój; na obraz Boga stworzył go.” 

(Rdz 1:27)


Człowiek posiada wartość nie dlatego, że jest zdrowy, silny, inteligentny czy samodzielny. Ma wartość dlatego, że został stworzony na obraz Boga.

Właśnie dlatego niemowlę, osoba niepełnosprawna, człowiek cierpiący na demencję czy umierający pacjent mają dokładnie tę samą godność co zdrowy i produktywny obywatel.

Obraz Boga nie zanika

Jan Kalwin podkreślał, że choć grzech zniekształcił człowieka, nie usunął całkowicie obrazu Boga. Dlatego nawet najbardziej słaby i zniszczony człowiek pozostaje kimś, komu należy się szacunek i ochrona.

Kalwin pisał, że gdy patrzymy na drugiego człowieka, mamy widzieć w nim nie jego aktualną użyteczność, ale odbicie Bożego dzieła stworzenia.

Jeśli zapomnimy o tej prawdzie, bardzo szybko zaczniemy oceniać ludzi według ich przydatności.

Kiedy współczucie staje się okrucieństwem

Jednym z największych błędów naszych czasów jest utożsamienie miłości z eliminacją cierpienia za wszelką cenę.

Biblia przedstawia współczucie inaczej.

Jezus nie przyszedł po to, by usuwać cierpiących ludzi. Przyszedł, by być z nimi.

„Płaczcie z płaczącymi” (Rz 12:15) nie oznacza: „Usuńcie płaczących”.

Prawdziwa miłość nie skraca życia człowieka, ale towarzyszy mu w cierpieniu.

Grzech zaczyna się od błędnego myślenia

Grzech rzadko pojawia się nagle. Najpierw zmienia nasz sposób myślenia.

Społeczeństwo nie przechodzi od ochrony życia do zabijania najsłabszych w jeden dzień. Najpierw zmienia definicje.

Zabicie staje się „pomocą medyczną”.

Samobójstwo staje się „opieką zdrowotną”.

Śmierć staje się „terapią”.

Gdy człowiek zaczyna usprawiedliwiać grzech pięknymi (mądrze brzmiącymi, naukowymi) słowami, jego sumienie stopniowo traci zdolność właściwego rozróżniania dobra i zła.

Czy cierpienie odbiera sens życiu?

Wiele argumentów za eutanazją opiera się na założeniu, że życie w cierpieniu przestaje być wartościowe.

Biblia nigdy tak nie naucza.

Apostoł Paweł pisał:

„Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć nasz zewnętrzny człowiek niszczeje, jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem.” (2 Kor 4:16)

Chrześcijaństwo nie gloryfikuje bólu. Nie mówi, że cierpienie jest dobre samo w sobie. Uczy jednak, że wartość człowieka nie zależy od jego poziomu komfortu.

Świadectwo Joni Eareckson Tada doskonale ilustruje tę prawdę. Sparaliżowana od młodości, wielokrotnie mówiła, że gdyby oceniano wartość życia wyłącznie przez pryzmat sprawności i wygody, jej życie zostałoby uznane za bezwartościowe. Tymczasem właśnie przez swoje cierpienie stała się świadectwem Bożej łaski dla milionów ludzi.

To pokazuje, jak ograniczona jest ludzka perspektywa.

Bóg jest właścicielem życia

Biblia nieustannie przypomina, że człowiek nie jest właścicielem samego siebie.

„Pan daje (życie) i Pan odbiera.” (Hioba 1:21)

„ Ja zabijam i ożywiam, ja ranię i ja leczę...” (Pwt 32:39)

Życie jest darem powierzonym nam przez Boga. Nie mamy moralnego prawa decydować, które życie jest jeszcze warte ochrony, a które już nie.

Autonomia człowieka jest największą iluzją

R.C. Sproul często wskazywał, że rdzeniem wielu współczesnych błędów jest przekonanie o ludzkiej autonomii. Człowiek chce sam decydować o tym,co dobre i złe, o życiu i śmierci.

To właśnie było istotą pierwszego kuszenia w Edenie:

„Będziecie jak Bóg znający dobro i zło.” (Rdz 3:5)

Eutanazja jest ostatecznie pytaniem o to, kto ma władzę nad życiem. Bóg czy człowiek?

Ewangelia dla cierpiących

Najgłębsza odpowiedź chrześcijaństwa na problem cierpienia nie jest filozoficzna, lecz osobowa.

Chrystus sam wszedł w ludzkie cierpienie. To On stał się „Mężem boleści, doświadczonym w cierpieniu.” (Iz 53:3)

Nie obserwował bólu z daleka. Nie zaproponował szybkiej ucieczki od cierpienia. Sam przeszedł przez cierpienie, opuszczenie i śmierć.

A potem zmartwychwstał.

Dlatego chrześcijańska nadzieja nie polega na skróceniu życia, lecz na obietnicy nowego życia.

„I otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu, a śmierci już nie będzie.” (Obj 21:4)

Historia pokazuje, że gdy społeczeństwo zaczyna wartościować ludzi według jakości życia, produktywności czy kosztów opieki, granice nie pozostają na swoim miejscu. To, co początkowo przedstawiano jako szczególny wyjątek, stopniowo staje się normą.

Biblia prowadzi nas w przeciwnym kierunku.

Każdy człowiek — od nienarodzonego dziecka po umierającego starca — nosi obraz Boga. Każde życie ma niezbywalną godność. Każdy cierpiący potrzebuje nie śmierci, lecz miłości, obecności, opieki i nadziei Ewangelii.

Kościół nie jest powołany do pomagania ludziom umrzeć. Jest powołany do pomagania im żyć, kochać i ufać Chrystusowi aż do dnia, gdy sam Pan zakończy ich ziemską pielgrzymkę.






Z artykułu... Jak argument o równi pochyłej odnosi się do ewolucji przepisów?


Rozszerzanie kryteriów kwalifikacji: Przepisy, które początkowo miały dotyczyć wyłącznie osób w obliczu nieuchronnej śmierci (choroby terminalne), z czasem są nowelizowane lub interpretowane tak, by obejmowały choroby przewlekłe oraz niepełnosprawność. W krajach takich jak Belgia, Holandia czy Kanada, do listy uzasadniającej wspomagane samobójstwo dopisano nawet choroby psychiczne i depresję.


Przejście od zgody do braku możliwości jej wyrażenia: Pierwotne obietnice często zakładają, że procedura będzie dostępna tylko dla osób świadomych, mogących wyrazić dobrowolną zgodę. Jednak ewolucja tych przepisów prowadzi do propozycji objęcia nimi osób, które nie mogą mówić ani poprosić o pomoc, jak ma to miejsce w przypadku postulatów dotyczących niemowląt w Kanadzie.


Erozja zabezpieczeń medycznych: Choć prawo może teoretycznie wymagać oceny psychiatrycznej, by upewnić się, że pacjent jest poczytalny, w praktyce te zabezpieczenia bywają ignorowane. Przykład: Oregon - po legalizacji procedury ponad 96% osób, którym podano środki letalne, nie przeszło oceny psychiatrycznej.


Zmiana wartościowania życia: Argument ten wskazuje, że gdy prawo przestaje uznawać przyrodzoną godność życia, zaczyna je oceniać według innych kryteriów, takich jak wygoda lub koszty finansowe. Prowadzi to do niebezpiecznego przejścia od statusu osoby „uprawnionej do śmierci” do osoby, od której „oczekuje się śmierci”.


Postulat dotyczący włączenia niemowląt do kanadyjskiego programu wspomaganego umierania (MAiD) budzi szczególne kontrowersje, ponieważ oznacza przejście od zaprzestania uporczywej terapii do celowego uśmiercania noworodków.

Dlaczego postulat dotyczący niemowląt w Kanadzie budzi takie kontrowersje?

Główne powody sprzeciwu i kontrowersji wymienione w artykule to:

Brak możliwości wyrażenia zgody: Niemowlęta to pacjenci, którzy nie mogą mówić, nie mogą wyrazić zgody ani poprosić o pomoc. Narusza to pierwotne założenia przepisów o wspomaganym samobójstwie, które obiecywano ograniczyć wyłącznie do osób świadomych, zdolnych do podjęcia samodzielnej decyzji.

Przekroczenie granicy etycznej: Choć obecne prawo w Kanadzie pozwala na wycofanie leczenia podtrzymującego życie u krytycznie chorych noworodków, nowa propozycja jest określana przez krytyków jako „wyrachowane zabijanie niemowląt”. Budzi to pytanie o to, gdzie medycyna wyznaczy kolejną granicę, jeśli ta zostanie przekroczona.

Zarzut abdykacji z odpowiedzialności: Krytycy twierdzą, że takie działania są przeciwieństwem współczucia i stanowią rezygnację cywilizowanego społeczeństwa z obowiązku opieki nad tymi, którzy jej najbardziej potrzebują.

Mechanizm „równi pochyłej”: Postulat ten jest postrzegany jako dowód na to, że przepisy dotyczące eutanazji nigdy nie zatrzymują się na rzadkich przypadkach, dla których zostały stworzone. Zamiast ochrony przyrodzonej godności każdego człowieka, życie zaczyna być oceniane na podstawie kryteriów takich jak wygoda czy koszty finansowe.

Odejście od tradycji medycznej: Źródła przywołują literackie i historyczne przestrogi przed lekarzami, którzy odwracają się od przysięgi Hipokratesa, by zabijać „urodzone dzieci z wadami rozwojowymi” w imię źle pojętego dobra ludzkości.


Thomas Watson - „Nie okłamujcie się nawzajem.”

 


 Thomas Watson (c. 1620–1686) purytanin

„Kłamstwo nosi obraz diabła, podczas gdy prawda nosi obraz Boga.”

Dla Watsona kłamstwo jest szczególnie odrażające, ponieważ człowiek używa daru mowy – otrzymanego od Boga – przeciwko celowi, dla którego został stworzony.


Nie okłamujcie się nawzajem.” (Kol 3:9)

Wieczór był ciepły i spokojny. W ogrodzie za domem dziadek Antoni przycinał róże, a jego wnuk Michał siedział na murku z ponurą miną.

— Dziadku, czy można kłamać, nie mówiąc kłamstwa? — zapytał nagle.

Antoni odłożył sekator.

— To ciekawe pytanie. A czemu pytasz? Coś się stało?

Michał wzruszył ramionami.

— W szkole jeden chłopak powiedział nauczycielce coś, co było technicznie prawdą. Ale zrobił to tak, żeby wszyscy pomyśleli coś zupełnie innego.

Dziadek uśmiechnął się smutno.

— Ach. Czyli odkryłeś półprawdę.

— Półprawdę?

— Tak. Jedno z ulubionych narzędzi kłamstwa.

Usiadł obok wnuka.

— Wiesz, kiedy ludzie myślą o kłamstwie, zazwyczaj wyobrażają sobie zwykłe oszustwo. Ktoś mówi: „Nie zrobiłem tego”, choć to zrobił. Ale Biblia i mądrzy nauczyciele widzieli problem znacznie głębiej.

— Czyli...?

— Aż do serca.

Dziadek sięgnął po leżącą obok Biblię.

— Posłuchaj słów apostoła Pawła:

„Nie mówcie kłamstwa jeden drugiemu, skoro zewlekliście z siebie starego człowieka.”

— To brzmi prosto.

Tylko na początku. Thomas Watson, stary purytański kaznodzieja, napisał kiedyś: „Kłamstwo nosi obraz diabła, podczas gdy prawda nosi obraz Boga.” Można też powiedzieć, że tak jak Bóg nie potrafi kłamać, tak szatan nie potrafi nie kłamać. Szatan jest ubrany w kłamstwo, i jest ojcem kłamstwa a Bóg jest prawdą. Dlatego chrześcijanin ma być przepasanym prawdą to biblijna metafora oznaczająca życie w całkowitej szczerości, wierności faktom i wewnętrznej spójności, oparte na prawdzie Bożej. 

Michał zmarszczył brwi.

— Mocne.

— Bo to bardzo poważna sprawa. Pomyśl. Bóg dał człowiekowi mowę, aby wyrażał prawdę, miłość i chwałę Stwórcy. Kiedy używamy języka do oszustwa, wykorzystujemy Boży dar przeciwko jego przeznaczeniu.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu.

— Ale przecież są różne rodzaje kłamstwa, prawda? — zapytał Michał.

— Właśnie. I niektóre są bardzo elegancko ubrane.

— Na przykład jakie?

Dziadek wyciągnął rękę i zaczął odliczać na palcach.

— Pierwsze to jawne kłamstwo. Najłatwiejsze do rozpoznania.

— Czyli zwykłe oszustwo?

— Tak. Ale potem przychodzi półprawda.

— To znaczy?

— Powiedzenie części prawdy po to, by ukryć resztę.

Michał pokiwał głową.

— Tak jak ten chłopak w szkole.

— Dokładnie. Szatan w Edenie też nie zaprzeczył wszystkiemu, co powiedział Bóg. Dodał trochę prawdy do wielkiego oszustwa.

— A co jeszcze?

— Pochlebstwo.

— Masz na myśli mówienie miłych rzeczy?!

— Niekoniecznie. Jeśli chwalę cię nie dlatego, że to prawda, ale dlatego, że chcę coś od ciebie uzyskać, moje słowa są przebranym kłamstwem.

Michał przypomniał sobie kolegę, który zawsze był niezwykle uprzejmy przed klasówkami.

— Aaa.. rozumiem...

— Potem jest obłuda.

— Czyli?

— Udawanie przed ludźmi kogoś, kim tak naprawdę nie jesteśmy.

Dziadek spojrzał na wnuka.

— Można mówić poprawne zdania, chodzić do kościoła, cytować Biblię, a jednocześnie nosić maskę.

— To też jest kłamstwo?

— Watson powiedziałby, że tak. Bo przedstawiasz światu fałszywy obraz siebie.

Michał aż się ożywił, ponieważ przypomniał sobie pewną panią z kościoła, która starała się robić wrażenie na wszystkich jaka to ona religijna ale była bardzo niemiła dla dzieci...

— A udawanie pobożności?

Dziadek westchnął.

— To chyba najbardziej niebezpieczne. Kiedy człowiek chce wyglądać na kogoś, kto żyje bliżej Boga bardziej niż rzeczywiście jest.

— Jak.. faryzeusze?

— Właśnie.

Przez chwilę słuchali śpiewu kosów.

W końcu Michał odezwał się cicho:

— Dziadku... chyba wszyscy trochę tak robimy.

Antoni spojrzał na niego z łagodnością.

— Dlatego ten temat jest tak ważny.

— Czyli wszyscy jesteśmy kłamcami?

— W większym stopniu, niż chcielibyśmy przyznać.

— To brzmi beznadziejnie.

Dziadek uśmiechnął się.

— Byłoby beznadziejnie, gdyby Biblia kończyła się na przykazaniach.

— A nie kończy się..?

— Nie. Biblia prowadzi nas do Chrystusa.

— Co to ma wspólnego z prawdą?

Antoni otworzył Ewangelię Jana.

— Posłuchaj: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”.

— Nie powiedział tylko: „Ja mówię prawdę”.

— Właśnie. Powiedział: „Ja jestem prawdą”.

Dziadek zamknął Biblię.

— W świecie pełnym masek, pozorów, półprawd i udawania przyszedł Ktoś, w kim nie było najmniejszego fałszu. Nigdy nie manipulował. Nigdy nie pochlebiał nikomu. Nigdy nie udawał.

— To dlaczego ludzie Go nie lubili i odrzucili?

— Często tak jest. Prawda bywa niewygodna.

Michał długo siedział zamyślony.

— Czyli kiedy mówię prawdę, nawet jeśli jest trudna, jestem bardziej podobny do Boga?

— Tak... ale pamiętaj.. w miłości.. 

— A kiedy kłamię... 

— Wtedy przypominasz kogoś innego.

Zapadła cisza.

To była jedna z tych odpowiedzi, które nie potrzebowały dalszych wyjaśnień.

W końcu dziadek wstał i wrócił do swoich róż.

A Michał jeszcze długo siedział na murku, myśląc o czymś, czego wcześniej nie rozumiał:

Każde kłamstwo jest czymś więcej niż przesadą, niedopowiedzeniem czy wpadką języka czyli przejęzyczeniem. Jest próbą ukrycia rzeczywistości moralnej i duchowej. Prawda natomiast jest zgodą na życie w świetle Boga — nawet wtedy, gdy to światło pokazuje rzeczy, które wolelibyśmy ukryć.