Radek Siewniak:
Podczas zamieszek we Francji wśród demonstrujących pojawiły się palestyńskie flagi. Ich obecność tłumaczy się najczęściej solidarnością z Palestyńczykami, sprzeciwem wobec działań Izraela oraz protestem przeciwko wojnie i cierpieniu ludności cywilnej w Strefie Gazy.
Jednakże ta palestyńska flaga w rękach demonstrujących stała się elementem obrazu zniszczenia, chaosu i cierpienia ludzi, którzy stali się ofiarami ich działań.
Okazuje się, że ci, którzy deklarują sprzeciw wobec przemocy, sami się jej dopuszczają. Ci, którzy protestują przeciwko wojnie, sami sieją zniszczenie i podsycają konflikty. Ci, którzy domagają się sprawiedliwości, sami krzywdzą innych.
To katastrofalny obraz ludzkiej moralności, która odrzuca Boga, a jednocześnie próbuje samodzielnie zdefiniować dobro, zło i sprawiedliwość.
W takich wydarzeniach ujawnia się paradoks ludzkiej natury. Człowiek potrafi wzniosłymi hasłami usprawiedliwiać działania, które stoją w jawnej sprzeczności z głoszonymi przez niego wartościami. Walcząc z jednym złem, sam staje się narzędziem kolejnego.
Obrazy z ulic Francji odsłaniają więc problem znacznie głębszy niż sam konflikt polityczny. Aleksander Sołżenicyn w książce Archipelag GUŁag napisał: „Linia oddzielająca dobro od zła przebiega przez serce każdego człowieka”.
To właśnie dlatego każdy z nas tak bardzo potrzebuje Chrystusa i Jego Ewangelii. Nie tylko po to, by rozpoznawać zło w świecie, ale również po to, by zobaczyć je we własnym sercu i pozwolić Bogu zainterweniować w zbawczy sposób w swoim życiu.
czyjaś odpowiedź:
...religia powinna być sprawą osobistą, intymną. Nikomu nic do tego, w co ja wierzę i do kogo się modlę. Ludzie uporczywie tracą z pola widzenia HUMANIZM. To powinien być jedyny drogowskaz a nie multum bogów, w imię których idą przelewać krew bliźnich, chcąc udowodnić, że ich bóg jest jedynym prawdziwym i najważniejszym...
Moje 3 grosze:
W tych zarzutach jest ważna intuicja moralna: religia nie może być usprawiedliwieniem dla przemocy, a powoływanie się na Boga nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za krzywdzenie innych.
Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy humanizm przedstawia się jako oczywistą i samowystarczalną odpowiedź na pytanie, czym jest sprawiedliwość, skąd bierze się godność człowieka i kto ma prawo rozstrzygać, co jest dobre.
Można odpowiedzieć na te argumenty bez usprawiedliwiania przemocy religijnej, bez lekceważenia cierpienia Palestyńczyków i bez zakładania, że każdy, kto wywiesza palestyńską flagę, kieruje się tymi samymi motywami.
1. „Religia powinna być sprawą osobistą, intymną”
To brzmi rozsądnie, jeśli chodzi o wolność sumienia: nikt nie powinien być zmuszany do wiary, modlitwy ani uczestnictwa w praktykach religijnych. Ale z tego nie wynika, że religia powinna być wyłącznie prywatna.
Każdy człowiek ma przekonania dotyczące dobra, zła, sprawiedliwości, rodziny, godności i odpowiedzialności. Nawet osoba niereligijna kieruje się jakimś systemem przekonań moralnych. Te przekonania wpływają na to, jak wychowuje dzieci, jak traktuje słabszych, jak głosuje i jak rozumie prawa innych ludzi.
Nie da się całkowicie oddzielić przekonań o prawdzie od życia społecznego. Można natomiast wymagać, by nikt nie narzucał innym swojej wiary przemocą i by prawa obywatelskie nie zależały od wyznania.
Z perspektywy biblijnej wiara również nie jest tylko prywatnym przeżyciem.
Jezus mówi:
„Wy jesteście solą ziemi; […] wy jesteście światłością świata” (Mt 5:13–14).
Chrześcijaństwo ma wpływać na sposób traktowania bliźniego, na uczciwość, miłosierdzie i stosunek do niesprawiedliwości. Nie oznacza to prawa do religijnego przymusu. Oznacza odpowiedzialność za życie zgodne z wyznawaną prawdą.
Co więcej, Biblia nie pozwala chrześcijanom utożsamiać wierności Bogu z przemocą wobec ludzi. Jezus nakazuje miłować nieprzyjaciół (Mt 5:44), a Jakub ostrzega przed gniewem, który nie wykonuje Bożej sprawiedliwości (Jk 1:20).
Zatem właściwe pytanie nie brzmi: „Czy religia powinna być prywatna?”, lecz: „Czy moje przekonania prowadzą mnie do prawdy, sprawiedliwości i miłości bliźniego - czy też stają się pretekstem do dominacji nad nim?”
2. „Humanizm powinien być jedynym drogowskazem”
Tu pojawia się pytanie, którego nie można ominąć: co dokładnie oznacza humanizm i na jakiej podstawie rozstrzygamy, co jest dobre dla człowieka?
Jeżeli humanizm oznacza szacunek dla ludzkiej godności, sprzeciw wobec okrucieństwa, ochronę słabszych i odpowiedzialność za innych, chrześcijanin ma wiele powodów, by się pod tym podpisać.
Ale jeżeli humanizm ma zastąpić wszelkie religijne i filozoficzne uzasadnienia moralności, trzeba zadać kolejne pytania:
- Dlaczego każdy człowiek ma niezbywalną godność - również ten słaby, w łonie matki, chory, nieproduktywny, nielubiany i społecznie nieprzydatny?
- Czy sprawiedliwość oznacza to samo dla wszystkich, czy zależy od kultury, interesów i większości?
- Co robimy, kiedy jedna grupa powołuje się na sprawiedliwość, a druga uważa jej żądania za niesprawiedliwe?
- Kto rozstrzyga, czy cel usprawiedliwia środki?
Sam humanizm nie jest jedną, jednolitą filozofią. Istnieją różne jego odmiany i różne uzasadnienia ludzkiej godności. Nie można więc uczciwie powiedzieć, że każdy humanista uważa moralność za subiektywną. Można jednak zapytać, na czym opiera się moralny obowiązek, by szanować godność człowieka, nawet kiedy jest to sprzeczne z naszym interesem.
Chrześcijaństwo daje na to konkretną odpowiedź: człowiek ma godność, ponieważ został stworzony na obraz Boga (Rdz 1:26–27). Nie musi na nią zasłużyć. Nie traci jej też przez to, że jest naszym przeciwnikiem, należy do innego narodu albo wyznaje inną religię.
Co więcej, chrześcijańska wizja człowieka nie pozwala idealizować żadnej strony konfliktu. Człowiek jest zdolny do miłości, poświęcenia i sprawiedliwości, ale także do egoizmu, samooszukiwania i przemocy.
Dlatego Biblia nie oskarża tylko złych ludzi. Oskarża również nas.
Jezus nie pyta wyłącznie, czy dostrzegamy zło po drugiej stronie. Pyta, czy potrafimy dostrzec je we własnym sercu. To zasadnicza różnica między moralnością sprowadzoną do osądzania przeciwników a moralnością, która poddaje osądowi również nas samych.
3. „Ludzie przelewają krew, żeby udowodnić, że ich bóg jest najważniejszy”
Ten zarzut dotyka rzeczywistego problemu. Religia może zostać wykorzystana do usprawiedliwiania przemocy, nacjonalizmu i dominacji. Historia dostarcza wielu przykładów takich nadużyć.
Jednak trzeba odróżnić dwie rzeczy: wykorzystywanie religii do usprawiedliwiania przemocy od twierdzenia, że sama wiara w Boga nieuchronnie prowadzi do przemocy.
To nie jest to samo.
Ludzie zabijają również w imię narodu, rewolucji, rasy, ideologii, zemsty czy postępu. Sam fakt, że jakaś idea jest świecka, nie czyni jej automatycznie bezpieczną moralnie.
Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie religie i ideologie są identyczne ani że można je oceniać bez uwzględnienia ich konkretnych nauk. Chodzi o coś prostszego: deklaracja szczytnego celu nie wystarcza, by usprawiedliwić działania podejmowane w jego imię.
Z perspektywy chrześcijańskiej można powiedzieć jeszcze więcej.
Jezus nie nakazał uczniom zabijać w Jego obronie. Kiedy Piotr chwycił za miecz, Jezus go powstrzymał (Mt 26:52). A w trakcie ukrzyżowania, nie odpowiadał przemocą na przemoc.
Chrześcijaństwo nie twierdzi, że wszyscy ludzie są jednakowo niewinni. Twierdzi, że wszyscy potrzebują łaski, a żaden człowiek nie może sam siebie uczynić sprawiedliwym przez potępienie wroga.
Krzyż jest pod tym względem niezwykle wymowny. Pokazuje jednocześnie powagę zła i gotowość Boga do okazania miłosierdzia grzesznikom. Nie unieważnia sprawiedliwości, ale też nie pozwala człowiekowi ogłosić siebie moralnie czystym tylko dlatego, że znalazł kogoś gorszego od siebie.
4. A co z palestyńskimi flagami i żądaniem sprawiedliwości?
Tutaj szczególnie potrzebne jest rozróżnienie.
Sama palestyńska flaga nie dowodzi poparcia dla terroryzmu, podobnie jak izraelska flaga sama w sobie nie dowodzi poparcia dla każdej decyzji izraelskiego rządu. Ludzie mogą manifestować solidarność z cywilami, sprzeciw wobec cierpienia, poparcie dla praw narodowych albo określony program polityczny. Motywów nie należy przypisywać wszystkim demonstrantom jednakowo.
Jednocześnie słowo „sprawiedliwość” nie rozstrzyga jeszcze, czy dane żądanie jest sprawiedliwe.
Ktoś może domagać się sprawiedliwości dla Palestyńczyków, a jednocześnie usprawiedliwiać krzywdzenie izraelskich cywilów. Ktoś inny może mówić o bezpieczeństwie Izraelczyków, a jednocześnie ignorować cierpienie palestyńskich cywilów. W obu przypadkach trzeba zadać pytanie o konsekwencję zasad moralnych.
Warto sprawdzać każde stanowisko według tych samych kryteriów:
- Czy uznaje godność cywilów po obu stronach?
- Czy odróżnia odpowiedzialność sprawców od odpowiedzialności całych narodów?
- Czy potępia ataki na niewinnych niezależnie od tego, kto je przeprowadza?
- Czy dopuszcza krytykę własnej strony?
- Czy żąda sprawiedliwości również wtedy, gdy jej zastosowanie jest niewygodne dla własnej grupy?
To właśnie ostatnie pytanie jest szczególnie istotne. Sprawiedliwość, która obowiązuje tylko naszych przeciwników, jest często jedynie nazwą dla własnych interesów.
Biblia mówi:
„Nie będziesz stronniczy w sądzie; tak samo będziesz traktował małego jak wielkiego” (por. Kpł 19:15).
To zasada, która nie pozwala nam zmieniać moralnych kryteriów w zależności od tego, czy ofiarą jest ktoś, kogo lubimy.
5. Najważniejszy problem: kto ma prawo definiować sprawiedliwość?
Wyobraźmy sobie dwie osoby stojące przed tym samym sądem.
Jedna mówi: „Sprawiedliwość oznacza, że otrzymam to, co mi się należy”.
Druga mówi dokładnie to samo. Obie są przekonane o swojej racji, ale ich żądania są sprzeczne.
Samo powtarzanie słowa „sprawiedliwość” nie rozwiąże konfliktu.
Potrzebujemy kryterium, które pozwoli ocenić obie strony - również tę, z którą sympatyzujemy.
W chrześcijaństwie ostatecznym standardem sprawiedliwości nie jest ani siła większości, ani interes narodu, ani emocje tłumu. Jest nim Bóg, którego charakter jest sprawiedliwy, a którego przykazania obejmują także ochronę obcego, słabego i pokrzywdzonego.
Nie oznacza to, że chrześcijanie zawsze prawidłowo rozpoznają Bożą wolę. Historia pokazuje, że również oni potrafili usprawiedliwiać własne interesy religijnym językiem. Dlatego ich interpretacje i działania także muszą podlegać krytycznej ocenie w świetle Pisma.
Tutaj dochodzimy do istotnej różnicy: chrześcijańska odpowiedź nie brzmi „mój Bóg jest po mojej stronie, więc mam rację”. Brzmi raczej: „Jeśli Bóg jest sprawiedliwy, to również ja będę sądzony według Jego sprawiedliwości”.
To nie jest wygodna pozycja dla człowieka. Nie pozwala bez końca usprawiedliwiać własnej grupy.


