czwartek, 22 października 2026

Radek Siewniak: O zamieszkach we Francji... i nie tylko..



 Radek Siewniak: 

Podczas zamieszek we Francji wśród demonstrujących pojawiły się palestyńskie flagi. Ich obecność tłumaczy się najczęściej solidarnością z Palestyńczykami, sprzeciwem wobec działań Izraela oraz protestem przeciwko wojnie i cierpieniu ludności cywilnej w Strefie Gazy.

Jednakże ta palestyńska flaga w rękach demonstrujących stała się elementem obrazu zniszczenia, chaosu i cierpienia ludzi, którzy stali się ofiarami ich działań.

Okazuje się, że ci, którzy deklarują sprzeciw wobec przemocy, sami się jej dopuszczają. Ci, którzy protestują przeciwko wojnie, sami sieją zniszczenie i podsycają konflikty. Ci, którzy domagają się sprawiedliwości, sami krzywdzą innych.

To katastrofalny obraz ludzkiej moralności, która odrzuca Boga, a jednocześnie próbuje samodzielnie zdefiniować dobro, zło i sprawiedliwość.

W takich wydarzeniach ujawnia się paradoks ludzkiej natury. Człowiek potrafi wzniosłymi hasłami usprawiedliwiać działania, które stoją w jawnej sprzeczności z głoszonymi przez niego wartościami. Walcząc z jednym złem, sam staje się narzędziem kolejnego.

Obrazy z ulic Francji odsłaniają więc problem znacznie głębszy niż sam konflikt polityczny. Aleksander Sołżenicyn w książce Archipelag GUŁag napisał: „Linia oddzielająca dobro od zła przebiega przez serce każdego człowieka”.

To właśnie dlatego każdy z nas tak bardzo potrzebuje Chrystusa i Jego Ewangelii. Nie tylko po to, by rozpoznawać zło w świecie, ale również po to, by zobaczyć je we własnym sercu i pozwolić Bogu zainterweniować w zbawczy sposób w swoim życiu.



czyjaś odpowiedź:

...religia powinna być sprawą osobistą, intymną. Nikomu nic do tego, w co ja wierzę i do kogo się modlę. Ludzie uporczywie tracą z pola widzenia HUMANIZM. To powinien być jedyny drogowskaz a nie multum bogów, w imię których idą przelewać krew bliźnich, chcąc udowodnić, że ich bóg jest jedynym prawdziwym i najważniejszym...


Moje 3 grosze:

W tych zarzutach jest ważna intuicja moralna: religia nie może być usprawiedliwieniem dla przemocy, a powoływanie się na Boga nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za krzywdzenie innych. 

Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy humanizm przedstawia się jako oczywistą i samowystarczalną odpowiedź na pytanie, czym jest sprawiedliwość, skąd bierze się godność człowieka i kto ma prawo rozstrzygać, co jest dobre.

Można odpowiedzieć na te argumenty bez usprawiedliwiania przemocy religijnej, bez lekceważenia cierpienia Palestyńczyków i bez zakładania, że każdy, kto wywiesza palestyńską flagę, kieruje się tymi samymi motywami.


1. „Religia powinna być sprawą osobistą, intymną”

To brzmi rozsądnie, jeśli chodzi o wolność sumienia: nikt nie powinien być zmuszany do wiary, modlitwy ani uczestnictwa w praktykach religijnych. Ale z tego nie wynika, że religia powinna być wyłącznie prywatna.

Każdy człowiek ma przekonania dotyczące dobra, zła, sprawiedliwości, rodziny, godności i odpowiedzialności. Nawet osoba niereligijna kieruje się jakimś systemem przekonań moralnych. Te przekonania wpływają na to, jak wychowuje dzieci, jak traktuje słabszych, jak głosuje i jak rozumie prawa innych ludzi.

Nie da się całkowicie oddzielić przekonań o prawdzie od życia społecznego. Można natomiast wymagać, by nikt nie narzucał innym swojej wiary przemocą i by prawa obywatelskie nie zależały od wyznania.

Z perspektywy biblijnej wiara również nie jest tylko prywatnym przeżyciem. 

Jezus mówi:

„Wy jesteście solą ziemi; […] wy jesteście światłością świata” (Mt 5:13–14).

Chrześcijaństwo ma wpływać na sposób traktowania bliźniego, na uczciwość, miłosierdzie i stosunek do niesprawiedliwości. Nie oznacza to prawa do religijnego przymusu. Oznacza odpowiedzialność za życie zgodne z wyznawaną prawdą.

Co więcej, Biblia nie pozwala chrześcijanom utożsamiać wierności Bogu z przemocą wobec ludzi. Jezus nakazuje miłować nieprzyjaciół (Mt 5:44), a Jakub ostrzega przed gniewem, który nie wykonuje Bożej sprawiedliwości (Jk 1:20).

Zatem właściwe pytanie nie brzmi: „Czy religia powinna być prywatna?”, lecz: „Czy moje przekonania prowadzą mnie do prawdy, sprawiedliwości i miłości bliźniego -  czy też stają się pretekstem do dominacji nad nim?”


2. „Humanizm powinien być jedynym drogowskazem”

Tu pojawia się pytanie, którego nie można ominąć: co dokładnie oznacza humanizm i na jakiej podstawie rozstrzygamy, co jest dobre dla człowieka?

Jeżeli humanizm oznacza szacunek dla ludzkiej godności, sprzeciw wobec okrucieństwa, ochronę słabszych i odpowiedzialność za innych, chrześcijanin ma wiele powodów, by się pod tym podpisać.

Ale jeżeli humanizm ma zastąpić wszelkie religijne i filozoficzne uzasadnienia moralności, trzeba zadać kolejne pytania:

- Dlaczego każdy człowiek ma niezbywalną godność -  również ten słaby, w łonie matki, chory, nieproduktywny, nielubiany i społecznie nieprzydatny?

- Czy sprawiedliwość oznacza to samo dla wszystkich, czy zależy od kultury, interesów i większości?

- Co robimy, kiedy jedna grupa powołuje się na sprawiedliwość, a druga uważa jej żądania za niesprawiedliwe?

- Kto rozstrzyga, czy cel usprawiedliwia środki?

Sam humanizm nie jest jedną, jednolitą filozofią. Istnieją różne jego odmiany i różne uzasadnienia ludzkiej godności. Nie można więc uczciwie powiedzieć, że każdy humanista uważa moralność za subiektywną. Można jednak zapytać, na czym opiera się moralny obowiązek, by szanować godność człowieka, nawet kiedy jest to sprzeczne z naszym interesem.

Chrześcijaństwo daje na to konkretną odpowiedź: człowiek ma godność, ponieważ został stworzony na obraz Boga (Rdz 1:26–27). Nie musi na nią zasłużyć. Nie traci jej też przez to, że jest naszym przeciwnikiem, należy do innego narodu albo wyznaje inną religię.

Co więcej, chrześcijańska wizja człowieka nie pozwala idealizować żadnej strony konfliktu. Człowiek jest zdolny do miłości, poświęcenia i sprawiedliwości, ale także do egoizmu, samooszukiwania i przemocy.

Dlatego Biblia nie oskarża tylko złych ludzi. Oskarża również nas.

Jezus nie pyta wyłącznie, czy dostrzegamy zło po drugiej stronie. Pyta, czy potrafimy dostrzec je we własnym sercu. To zasadnicza różnica między moralnością sprowadzoną do osądzania przeciwników a moralnością, która poddaje osądowi również nas samych.


3. „Ludzie przelewają krew, żeby udowodnić, że ich bóg jest najważniejszy”

Ten zarzut dotyka rzeczywistego problemu. Religia może zostać wykorzystana do usprawiedliwiania przemocy, nacjonalizmu i dominacji. Historia dostarcza wielu przykładów takich nadużyć.

Jednak trzeba odróżnić dwie rzeczy: wykorzystywanie religii do usprawiedliwiania przemocy od twierdzenia, że sama wiara w Boga nieuchronnie prowadzi do przemocy.

To nie jest to samo.

Ludzie zabijają również w imię narodu, rewolucji, rasy, ideologii, zemsty czy postępu. Sam fakt, że jakaś idea jest świecka, nie czyni jej automatycznie bezpieczną moralnie.

Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie religie i ideologie są identyczne ani że można je oceniać bez uwzględnienia ich konkretnych nauk. Chodzi o coś prostszego: deklaracja szczytnego celu nie wystarcza, by usprawiedliwić działania podejmowane w jego imię.

Z perspektywy chrześcijańskiej można powiedzieć jeszcze więcej.

Jezus nie nakazał uczniom zabijać w Jego obronie. Kiedy Piotr chwycił za miecz, Jezus go powstrzymał (Mt 26:52). A w trakcie ukrzyżowania, nie odpowiadał przemocą na przemoc.

Chrześcijaństwo nie twierdzi, że wszyscy ludzie są jednakowo niewinni. Twierdzi, że wszyscy potrzebują łaski, a żaden człowiek nie może sam siebie uczynić sprawiedliwym przez potępienie wroga.

Krzyż jest pod tym względem niezwykle wymowny. Pokazuje jednocześnie powagę zła i gotowość Boga do okazania miłosierdzia grzesznikom. Nie unieważnia sprawiedliwości, ale też nie pozwala człowiekowi ogłosić siebie moralnie czystym tylko dlatego, że znalazł kogoś gorszego od siebie.


4. A co z palestyńskimi flagami i żądaniem sprawiedliwości?

Tutaj szczególnie potrzebne jest rozróżnienie.

Sama palestyńska flaga nie dowodzi poparcia dla terroryzmu, podobnie jak izraelska flaga sama w sobie nie dowodzi poparcia dla każdej decyzji izraelskiego rządu. Ludzie mogą manifestować solidarność z cywilami, sprzeciw wobec cierpienia, poparcie dla praw narodowych albo określony program polityczny. Motywów nie należy przypisywać wszystkim demonstrantom jednakowo.

Jednocześnie słowo „sprawiedliwość” nie rozstrzyga jeszcze, czy dane żądanie jest sprawiedliwe.

Ktoś może domagać się sprawiedliwości dla Palestyńczyków, a jednocześnie usprawiedliwiać krzywdzenie izraelskich cywilów. Ktoś inny może mówić o bezpieczeństwie Izraelczyków, a jednocześnie ignorować cierpienie palestyńskich cywilów. W obu przypadkach trzeba zadać pytanie o konsekwencję zasad moralnych.

Warto sprawdzać każde stanowisko według tych samych kryteriów:

- Czy uznaje godność cywilów po obu stronach?

- Czy odróżnia odpowiedzialność sprawców od odpowiedzialności całych narodów?

- Czy potępia ataki na niewinnych niezależnie od tego, kto je przeprowadza?

- Czy dopuszcza krytykę własnej strony?

- Czy żąda sprawiedliwości również wtedy, gdy jej zastosowanie jest niewygodne dla własnej grupy?

To właśnie ostatnie pytanie jest szczególnie istotne. Sprawiedliwość, która obowiązuje tylko naszych przeciwników, jest często jedynie nazwą dla własnych interesów.

Biblia mówi:

„Nie będziesz stronniczy w sądzie; tak samo będziesz traktował małego jak wielkiego” (por. Kpł 19:15).

To zasada, która nie pozwala nam zmieniać moralnych kryteriów w zależności od tego, czy ofiarą jest ktoś, kogo lubimy.


5. Najważniejszy problem: kto ma prawo definiować sprawiedliwość?


Wyobraźmy sobie dwie osoby stojące przed tym samym sądem. 

Jedna mówi: „Sprawiedliwość oznacza, że otrzymam to, co mi się należy”. 

Druga mówi dokładnie to samo. Obie są przekonane o swojej racji, ale ich żądania są sprzeczne.

Samo powtarzanie słowa „sprawiedliwość” nie rozwiąże konfliktu.

Potrzebujemy kryterium, które pozwoli ocenić obie strony -  również tę, z którą sympatyzujemy.

W chrześcijaństwie ostatecznym standardem sprawiedliwości nie jest ani siła większości, ani interes narodu, ani emocje tłumu. Jest nim Bóg, którego charakter jest sprawiedliwy, a którego przykazania obejmują także ochronę obcego, słabego i pokrzywdzonego.

Nie oznacza to, że chrześcijanie zawsze prawidłowo rozpoznają Bożą wolę. Historia pokazuje, że również oni potrafili usprawiedliwiać własne interesy religijnym językiem. Dlatego ich interpretacje i działania także muszą podlegać krytycznej ocenie w świetle Pisma.

Tutaj dochodzimy do istotnej różnicy: chrześcijańska odpowiedź nie brzmi „mój Bóg jest po mojej stronie, więc mam rację”. Brzmi raczej: „Jeśli Bóg jest sprawiedliwy, to również ja będę sądzony według Jego sprawiedliwości”.

To nie jest wygodna pozycja dla człowieka. Nie pozwala bez końca usprawiedliwiać własnej grupy.






środa, 21 października 2026

Rozważanie o lęku - „Nie daję już rady.”





Wyobraź sobie tę noc. Jest już ciemno. Wiatr przybiera na sile. Fale z coraz większym impetem uderzają o łódź. Woda dostaje się do środka. Uczniowie próbują ratować sytuację. Są przecież rybakami. Znają się na tym. Wiedzą, co robić. Pracują, próbują sterować, wylewają wodę. Ogarniają temat...

Ale przychodzi taki moment, kiedy jeden po drugim odkrywa:

„Nie daję już rady.”

I wtedy zauważają coś niezwykłego. Jezus śpi.  Gdy oni walczą o życie, Jezus śpi.

W końcu budzą Go poirytowani i przerażeni:

„Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy?”

Czy słyszysz w tym pytaniu coś znajomego?

„Boże, czy Ty w ogóle widzisz, co się dzieje?”

„Czy Ty naprawdę wiesz, jak bardzo się boję?”

„Dlaczego milczysz?”

„Dlaczego pozwalasz, żeby ta burza trwała i mnie pokonywała?”

Lęk często nie zaczyna się od tego, że przestajemy wierzyć w Boga.

Czasami zaczyna się od tego, że patrzymy na wielkość burzy, a przestajemy patrzeć na wielkość Chrystusa.

Uczniowie widzieli złowieszczą wielkość fal - Jezus widział więcej.

Uczniowie widzieli zagrożenie - Jezus wiedział, że ich życie znajduje się w rękach Ojca.

Jezus wstaje.

Zwraca do morza: „Umilknij! Ucisz się!”

I nagle wiatr ustaje. Fale cichną. Morze staje się spokojne.

Ale Jezus nie uciszył tej burzy tylko po to, żeby uratować łódź.

On chciał nauczyć uczniów czegoś głębszego:

można znaleźć się w środku burzy i jednocześnie być bezpiecznym w rękach Boga.

Od niespokojnego morza bardziej niebezpieczne jest niespokojne serce.

Bo można też mieć wzburzone morze i — dzięki Chrystusowi — spokojne serce.

To mocno dotyka naszego życia.

Nie każda burza kończy się natychmiast.

Nie każda modlitwa sprawia, że problem znika następnego dnia.

Nie każda choroba zostaje uzdrowiona.

Nie każda relacja od razu zostaje naprawiona.

Nie każda niepewność otrzymuje odpowiedź.

Ale jest jedna rzecz, której możemy być pewni: Jezus jest w łodzi.

Piotr mówi: „Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie” (1 P 5:7).

„Wszelką”. Nie tylko tę dużą troskę.

Nie tylko tę, której nie wstydzisz się powiedzieć innym.

Także tę, o której nikomu nie mówisz.

Tę, która wraca nocami.

Tę, która pojawia się rano, zanim jeszcze wstaniesz z łóżka.

Tę, która ciągle podsuwa pytanie: „A co, jeśli…?”

Bóg mówi: „Złóż to zmartwienie na Mnie.”

Dlaczego?

Bo... „On ma o was staranie”.

Nie tylko: „On miał o was staranie kiedyś...”.

Też nie: „Może kiedyś będzie miał”.

On ma o ciebie staranie — teraz.

I właśnie tutaj warto spojrzeć na krzyż.

Bo kiedy jesteśmy niespokojni, często pytamy:

„Czy Bóg naprawdę się mną zajmuje?”

Spójrz na Golgotę.

Bóg nie udowodnił swojej miłości słowami.

Udowodnił ją krzyżem.

A krzyż pokazuje nam także, jak poważny jest problem grzechu.

Biblia nie przedstawia ostatecznego sądu jako zwykłego unicestwienia człowieka. To ważne, ponieważ istnieje nauczanie — między innymi głoszone przez Świadków Jehowy — że człowiek, który nie zostanie zbawiony, ostatecznie przestaje istnieć.

Tymczasem Jezus mówi o „karze wiecznej” (Mt 25:46). Objawienie przedstawia ostateczny sąd jako rzeczywistość trwającą pod Bożym wyrokiem (Obj 14:10–11; 20:10).

Nie chodzi o to, żeby teraz prowadzić całą dyskusję o naturze piekła.

Chodzi o coś ważniejszego:

grzech jest naprawdę poważny, sąd Boży jest naprawdę realny, a krzyż Chrystusa jest naprawdę konieczny.

Jezus nie przyszedł uratować nas przed małym problemem.

Na krzyżu wziął na siebie sąd, na który zasługiwaliśmy.

Dlatego kiedy dzisiaj przychodzi lęk, spójrz na krzyż.

Jeżeli Bóg rozwiązał największy problem twojego życia — problem twojego grzechu i sądu — możesz zaufać Mu także w tych burzach, których jeszcze nie rozumiesz.

Może dzisiaj twoja burza jeszcze nie ucichnie. Ale najważniejsze.. czy Jezus jest w łodzi. Bo to zmienia wszystko.

Wiara nie mówi tylko: „Nie ma burzy... dam sobie radę.. nie boję się..”

Wiara mówi: „Jezus jest większy od burzy.”

Wiara nie mówi: „Wiem, jak wszystko się skończy.”

Wiara mówi: „Nie wiem, jak się skończy, ale wiem, komu zaufałem.”

Dlatego jeśli twoje serce jest dzisiaj niespokojne, nie noś tego samotnie.

Przynieś to Jezusowi. Módl się. Zatrzymaj się. Przypomnij sobie Jego obietnice. Spójrz na krzyż.

I oddaj Mu swoje: „Co będzie, jeśli…?”

Oddaj Mu jutro. Oddaj Mu swoją rodzinę. Swoje zdrowie, swoją przyszłość.

Oddaj Mu to, czego nie możesz kontrolować.

I powiedz:

„Panie, nie wiem, co przyniesie jutro. Ale wiem, że Ty już tam jesteś.”

Może nie wiem, co wydarzy się jutro.

Ale wiem, kto trzyma moje jutro.

Może nie mogę uciszyć morza.

Ale mogę zaufać Temu, który jest Panem morza i ziemi i całego kosmosu.

Bo twoje bezpieczeństwo nie polega na tym, że morze zawsze będzie spokojne.

Twoje bezpieczeństwo polega na tym, że Chrystus nigdy nie przestaje być Panem. 

(DESPOTES - ktoś, kto posiada nieograniczoną, absolutną władzę prawną (np. w Dz 4:24; 2 P 2:1 lub Judy 1:4)

KYRIOS - suweren, właściciel, mistrz oraz osoba posiadająca absolutną władzę

PANTOKRATOR - „Ten, który ma władzę nad wszystkim” lub „Wszechmogący”.)

Jezus jest w łodzi.

Dlatego.. możesz odpocząć.

Nie dlatego, że wszystko jest pod twoją kontrolą.

Ale dlatego, że wszystko jest w Jego rękach.


wtorek, 20 października 2026

Słowa, które mogą leczyć lub kaleczyć cz.2

 


Przykłady pozytywne

W Biblii znajdziemy piękne przykłady komunikacji, która daje współmałżonkowi poczucie bezpieczeństwa, wysokiej wartości i głębokiej adekwatności. Taki język leczy rany, buduje pewność siebie i sprawia, że druga osoba czuje się mądra, piękna i doceniona.

Oto najsilniejsze biblijne przykłady i fragmenty obrazujące budującą komunikację w małżeństwie:

1. Elkana i Anna – empatia i ukojenie w bólu (1 Samuela 1:8)

Anna była bezpłodna, co w tamtych czasach wiązało się z ogromnym społecznym upokorzeniem i poczuciem niższości. Dodatkowo była z tego powodu dręczona przez drugą żonę swojego męża. Jej mąż, Elkana, widząc jej płacz i to, że z rozpaczy nie mogła jeść, podszedł do niej i zapytał z wielką czułością:

„Anno, czemu płaczesz? Czemu nie jesz? Czemu serce twoje smutne? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?”

Dlaczego to działa? Elkana nie bagatelizuje problemu, nie mówi: „przesadzasz” ani „nie bądź głupia”. Zadaje pytania pełne troski, pozwala jej na emocje, a na koniec wypowiada słowa, które mają przywrócić jej poczucie wartości. Komunikuje jej: „Twoja wartość w moich oczach nie zależy od tego, czy dajesz mi dzieci. Jesteś dla mnie ważna ty sama”.

2. Pieśń nad Pieśniami – potęga zachwytu i afirmacji

Ta księga to wręcz podręcznik pozytywnej komunikacji małżeńskiej. Oblubieniec i Oblubienica nie szczędzą sobie słów, które budują poczucie wyjątkowości.

Docenienie unikalności (PnP 2:2):
„Jak lilia pośród cierni, tak przyjaciółka moja pośród dziewcząt.”
Mąż mówi żonie, że na tle całego świata jest dla niego kimś absolutnie wyjątkowym. To potężne antidotum na poczucie nieadekwatności.

Podnoszenie pewności siebie (PnP 4:7):
„Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma w tobie żadnej skazy.”
Wypowiadanie takich słów sprawia, że druga strona zrzuca z siebie ciężar kompleksów i w obecności współmałżonka czuje się w pełni bezpieczna i akceptowana.

3. Boaz i Rut – budowanie poczucia bezpieczeństwa (Księga Rut 2:11-12; 3:10-11)

Rut była ubogą cudzoziemką, wdową, która zbierała kłosy na polu, by przeżyć. Czuła się nikim. Boaz, jej późniejszy mąż, od samego początku rozmawiał z nią w sposób, który przywracał jej godność:

„Wyczerpująco mi opowiedziano o wszystkim, co uczyniłaś dla swojej teściowej po śmierci twego męża (...). Niech ci wynagrodzi Pan to, coś uczyniła...” (Rt 2:11-12)

A gdy Rut prosi go o opiekę, on odpowiada: „Nie bój się więc, moja córko; wszystko, co powiedziałaś, uczynię dla ciebie, bo wie każdy człowiek w bramie mojego miasta, że jesteś dzielną kobietą.” (Rt 3:11)

Dlaczego to działa? Boaz stosuje docenienie publiczne i prywatne. Zauważa jej trud, chwali jej charakter i nazywa ją „dzielną kobietą” (w innych tłumaczeniach: „kobietą pełną cnót”, „wartościową”). Słowa męża zdejmują z niej lęk przed odrzuceniem i dają jej poczucie, że jest mądra i szanowana.

4. Pochwała dobrej żony – publiczne uznanie (Księga Przysłów 31:28-29)

Na zakończenie Księgi Przysłów (która tak ostro krytykowała raniące słowa) pojawia się piękny obraz męża, który potrafi głośno chwalić swoją żonę:

„Jej synowie nazywają ją szczęśliwą, jej mąż sławi ją, mówiąc: Jest wiele dzielnych kobiet, lecz ty przewyższasz wszystkie! Zmienny jest wdzięk i zwiewna jest uroda, lecz bogobojna żona jest godna chwały. Oddajcie jej, co się jej należy! Niech ją w bramach wysławiają jej czyny!”.

Dlaczego to działa? Mąż nie bierze starań żony za oczywistość. Widzi jej mądrość, pracowitość i zaradność, po czym wypowiada to na głos. Taki komunikat sprawia, że współmałżonek czuje, że jego codzienne wysiłki mają głęboki sens i są zauważane.


Mądrość Salomonowa: Słowa, które leczą (Księga Przysłów 16:24)

Jako podsumowanie tej biblijnej mapy drogowej warto zapamiętać ten krótki wers:

„Miłe słowa są jak plaster miodu, słodyczą dla gardła, lekiem dla kości.”

W przeciwieństwie do słów, które są jak „próchnica kości”, dobre, pełne szacunku komunikaty fizycznie i psychicznie regenerują człowieka.

Chrystocentryczne spojrzenie na nasze słowa

Jako chrześcijanie nie jesteśmy jednak zostawieni w beznadziei własnych egoizmów i raniących nawyków. Kluczem do uzdrowienia komunikacji jest Chrystus – Słowo, które stało się Ciałem (J 1:14).

Jak Jezus mówi do nas, kiedy upadamy, kiedy czujemy się nieadekwatni lub zagubieni? Czy Chrystus kiedykolwiek nas upokarza? Nie. On, choć zna każdą naszą słabość, nigdy nie rzuca w nas kamieniem sarkazmu. Jezus nie mówi językiem Mikal. Kiedy spotyka kobietę cudzołożną, kiedy rozmawia z Samarytanką, kiedy podnosi Piotra po potrójnej zdradzie – Jego słowa zawsze przywracają godność. Jezus nazywa rzeczy po imieniu, ale czyni to w prawdzie, która wyzwala, a nie w pogardzie, która rozgniata nas na miazgę.

W liście do Efezjan św. Paweł wzywa: „Niech nie wychodzi z ust waszych żadna mowa szkodliwa [greckie 'sapros' – zgniła], lecz tylko budująca…” (Ef 4:29). W kontekście Chrystusa oznacza to, że moje słowa wobec współmałżonka mają być przedłużeniem głosu samego Boga. Jeśli moje słowo sprawia, że druga strona czuje się głupia lub gorsza, to znaczy, że w tym momencie nie mówię głosem Chrystusa, ale głosem oskarżyciela.