Wieczór modlitewny nie był łatwy i przyjemny...
Robert, młody brat siedział w ostatniej ławce kaplicy. Modlitwa trwała. Inni wołali do Boga z gorliwością, ale jego serce było jak mokre drewno — bez ognia. Powieki ciążyły. Myśli uciekały. Ciało było zmęczone po pracy, a dusza wydawała się jeszcze bardziej zmęczona niż ciało.
Po nabożeństwie podszedł do starszego pastora.
— Szczerze... nie rozumiem siebie — powiedział cicho. — Niby chcę się modlić, ale kiedy klękam, jestem senny. Myśli się rozbiegają. Brakuje mi żarliwości, moja modlitwa przypomina powolne i trudne osuszanie wilgotnego drewna w płomieniach. Czasem jedyne co czuję to ciężar na duszy... Czy to znaczy, że duchowo jestem martwy?
Starszy człowiek spojrzał na niego ze spokojem.
— Robercie, nawet Pan Jezus bywał zmęczony.
Zapadła chwila ciszy.
— Ewangelia mówi, że usiadł przy studni w Samarii „zmęczony podróżą” (Jana 4:6). Innym razem zasnął w łodzi podczas burzy. Zmęczenie samo w sobie nie jest grzechem. Jesteśmy stworzeni z prochu...
Czy to nie jest pocieszające, że Odwieczny Syn Boży nie przyszedł jako istota niezdolna do odczuwania ludzkiej słabości.. On znał ciężar ciała.. Znał wyczerpanie po drodze.. Znał głód.. Znał noc bez snu.. Sam o sobie powiedział: Nawet lisy mają nory... a Syn Człowieczy nie ma gdzie skłonić głowy...
Autor Listu do Hebrajczyków mówi:
„Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi... ale doświadczonego we wszystkim...”
(Hebr. 4:15).
Są wierzący, którzy potępiają się za każde zmęczenie. Myślą, że prawdziwie duchowy człowiek nigdy nie odczuwa wyczerpania. Ale Pismo tego nie uczy.
Eliasz.. po wielkim zwycięstwie na Karmelu.. usiadł pod jałowcem i życzył sobie śmierci.. Co zrobił Bóg? Czy robił jakieś wyrzuty prorokowi? Nie.
Najpierw dał mu pospać i nakarmił go.
Czasem najbardziej duchową rzeczą, jaką człowiek może zrobić, jest odpocząć przed Panem.
Pastor pochylił się lekko i dodał:
— Ale istnieje też inne zmęczenie. Takie, które nie pochodzi jedynie z ludzkiej słabości, lecz z nieuporządkowanego życia.
To zmęczenie rodzi się wtedy, gdy człowiek bierze na siebie ciężary, których Bóg mu nie dał.
Kiedy na przykład żyje, by zadowolić ludzi bardziej niż Boga.
Kiedy mówi „tak” wszystkim wokół, ale nie pyta Boga, czego On naprawdę chce.
Marta, siostra Marii z Ewangelii była „zajęta około różnej posługi” (Łuk. 10:40), podczas gdy Maria siedziała u stóp Jezusa. Maria nie była leniwa. Problem Marty polegał na tym, że aktywność zaczęła wypierać społeczność z Chrystusem.
Ilu wierzących żyje dziś w podobny sposób?
Są aktywni. Zaangażowani. Obecni wszędzie. Pomagają wszystkim. Organizują. Służą. Biegną od pożaru do pożaru.
A jednak ich dusza jest wypalona i wysuszona na wiór.
Wróg duszy nie zawsze musi doprowadzić człowieka do jawnego grzechu. Czasem wystarczy, że doprowadzi go do ciągłego wyczerpania. Wtedy modlitwa staje się ciężarem, Biblia zamkniętą księgą, a serce traci czułość wobec Boga.
Ale tu właśnie objawia się cudowna pomoc Ducha Świętego.
Paweł pisze:
„A jeśli Duch tego, który Jezusa wzbudził z martwych, mieszka w was,
tedy Ten, który wzbudził Chrystusa Jezusa z martwych,
ożywi i wasze śmiertelne ciała
przez Ducha swego, który mieszka w was”
(Rzym. 8:11).
To nie dotyczy jedynie przyszłego zmartwychwstania. Wielu świętych doświadcza tej prawdy już teraz.
Ile razy wierzący klękał do modlitwy wyczerpany, a wstawał umocniony?
“Klękamy a wszystko ucicha wokoło, wstajemy a zorza otacza nam czoło..”
Ile razy ciało mówiło: „Nie dam rady”, a jednak Duch Boży dawał nowe siły?
Tak było z Jezusem wtedy przy studni. Był zmęczony podróżą, spragniony i głody... ale gdy zaczął mówić Samarytance o wodzie życia, jakby zapomniał o głodzie i wyczerpaniu.
— „Mam pokarm do jedzenia, o którym wy nie wiecie” — potem powie uczniom (Jana 4:32).
Społeczność z Ojcem odświeżała Jego człowieczeństwo.
Tak działa Duch Święty.
Nie zawsze usuwa słabość natychmiast. Ale daje siłę większą niż nasza własna.
I nie trzeba tu szukać wielkich bohaterów wiary... a spracowani rodzice? Wiecznie niewyspane i wyczerpane matki?! Skąd biorą siłę?
Robert spytał:
— A co z chorobami czy innymi nieszczęściami? Czy każda choroba jest atakiem szatana?
Pastor pokręcił głową.
— Nie zawsze. Księga Hioba pokazuje nam coś głębokiego. Szatan dotknął Hioba, ale tylko dlatego, że Bóg na to pozwolił.
To całkowicie zmienia perspektywę.
Czasem choroba jest walką duchową. Czasem jest Bożym zatrzymaniem człowieka. Czasem Pan przez cierpienie przywołuje swoje dziecko bliżej siebie.
Iluż to ludzi nigdy nie nauczyłoby się modlitwy, gdyby nie łoże boleści?
Ilu nigdy nie usłyszałoby Bożego głosu pośród hałasu codzienności?
„Na ziemi mówią: przez chorobę na bocznicę odłożony.
W niebie mówią: na stronę dla uciszenia odwołany.”
To nie znaczy, że mamy kochać cierpienie albo biernie poddawać się wszystkiemu. Ale znaczy, że nawet w słabości Bóg działa.
Historia Kościoła pełna jest ludzi, którzy byli potężni w modlitwie, choć słabi fizycznie.
Ich życie przypomina nam, że moc Boga nie objawia się jedynie w sile człowieka.
Przecież Paweł usłyszał od Pana:
„Wystarczy ci, gdy masz moją łaskę,
albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości” (2 Kor. 12:9).
To jedna z najtrudniejszych lekcji chrześcijaństwa.
My chcemy być silni, aby służyć Bogu.
Bóg często sprawia, że człowiek odkrywa swoją słabość, aby nauczył się polegać na Nim.
Na końcu pastor powiedział cicho:
— Nie oceniaj swojej relacji z Bogiem jedynie po tym, jak się czujesz fizycznie.
Bywają ciężkie noce. Suche i głuche modlitwy. Chwile, gdy ciało odmawia współpracy.
Ale Duch Święty nie opuszcza swoich dzieci. On pomaga w słabości. On podtrzymuje omdlałe ręce. On daje siłę utrudzonemu.
Izajasz napisał:
„Lecz tym, którzy ufają Panu, przybywa siły;
wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły”
(Izaj. 40:31).
To nie zawsze oznacza natychmiastowe usunięcie ciężaru.
Czasem oznacza siłę, by nie upaść pod ciężarem.
Czasem oznacza pokój pośród bólu.
Czasem oznacza cichą wytrwałość człowieka, który nadal otwiera usta do modlitwy, choć wszystko w nim jest słabe.
Ale właśnie taka modlitwa bywa najdroższa Bogu.
Czy wiesz, że Charles Spurgeon (ten wielki kaznodziaja, który bywało, że głosił 10 razy w tygodniu) przez lata zmagał się z przewlekłym bólem (reumatyzm, dna moczanowa) i głęboką depresją. Ale modlił się z głęboką pokorą i całkowitym poddaniem się woli Bożej.
A zatem.. drogi Robercie, choć Twoje ciało i duch słabną z powodu choroby, pamiętaj, że nie jesteś w tym sam.
Charles Spurgeon, choć sam potwornie cierpiał, odnajdywał w modlitwie klucz do pokoju. Bo modlitwa nie wymaga siły fizycznej ani pięknych słów i rytuałów. Spurgeon modlił się leżąc, oddając Bogu każdy jęk i każdą łzę.
Dlatego zamiast walczyć z lękiem i bólem w samotności, zamień je w szept do Boga. On przyjmie każdą Twoją obawę.
Odpocznij w prawdzie, że Bóg ma wszystko w swoich rękach. Jego suwerenność i miłość to najwygodniejsza poduszka dla zmęczonej głowy.
Zwracaj się do Niego nieustannie. On doskonale zna Twój ból, współczuje Ci i daje łaskę, by przetrwać najgorsze chwile.
Twój ból ma kres, a Boża miłość do Ciebie nigdy się nie skończy. Ufaj Mu, nawet gdy nie rozumiesz dlaczego to spotkało właśnie Ciebie.
„Modlitwa to wyciągnięta ręka dziecka po to, co Ojciec już przygotował w Swojej miłości. Nie informujemy Boga o czymś, czego On nie wie, ani nie zmieniamy Jego woli. My po prostu odpoczywamy w Jego obietnicach”. - Ch.Spurgeon


