Współczesne badania nad rozwojem dziecka i biblijne spojrzenie na bliskość, bezpieczeństwo i Boże ojcostwo. (W oparciu o artykuł M.Lupo)
„Weź mnie na rączki” – dlaczego dziecko potrzebuje bliskości
Małe dziecko biegnie przed siebie z ogromną energią. Wspina się na meble, skacze po kałużach, goni motyle i zdaje się nie znać zmęczenia. A potem nagle zatrzymuje się, wyciąga ręce i mówi tylko to:
– (Weź mnie) na rączki.
Wielu dorosłych odpowiada wtedy:
– Przecież umiesz chodzić.
– Jesteś już duży.
– Nie przyzwyczajaj się.
Tymczasem coraz więcej badań pokazuje, że w takich chwilach dziecko nie prosi o transport. Ono prosi o poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy serce woła głośniej niż nogi
Psychologowie zajmujący się teorią przywiązania od lat podkreślają, że fizyczna bliskość rodzica pomaga regulować układ nerwowy dziecka. Kontakt skóra do skóry, objęcie, noszenie na rękach czy przytulenie obniżają poziom hormonów stresu i pomagają dziecku odzyskać emocjonalną równowagę.
To nie jest rozpieszczanie czy manipulacja. To nie próba rządzenia rodzicami. To sposób, w jaki mały człowiek mówi:
„Jest mi za trudno.”
„Potrzebuję ciebie.”
„Sam jeszcze nie potrafię się uspokoić.”
Neurobiologia pokazuje, że małe dzieci uczą się regulować własne emocje najpierw poprzez reakcje drugiego człowieka. Ciepłe ramiona, spokojny głos i obecność dorosłego stają się dla ich mózgu sygnałem:
„Jestem bezpieczny.”
Dopiero z takich doświadczeń rodzi się prawdziwa samodzielność.
Bóg stworzył nas do więzi
To odkrycie nie powinno dziwić chrześcijan.
Już pierwsze rozdziały Biblii pokazują, że człowiek został stworzony do relacji.
„Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam.” (1 Mojż. 2:18)
Nie jesteśmy zaprogramowani na samotność. Bóg stworzył nas tak, abyśmy wzrastali poprzez miłość, obecność i więź.
Dlatego dziecko instynktownie szuka ramion rodzica. Tak właśnie zostało stworzone.
Sam Bóg posługuje się obrazem noszenia na rękach
Jednym z najpiękniejszych obrazów Bożej miłości jest właśnie noszenie dziecka.
Przez proroka Izajasza Bóg mówi:
„Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę.” (Izaj. 66:13)
Jeszcze mocniejsze słowa znajdujemy wcześniej:
„Na rękach będą was nosić...” (Izaj. 49:22)
A Mojżesz przypomina Izraelowi:
„Pan, twój Bóg, nosił cię, jak człowiek nosi swojego syna, przez całą drogę.” (5 Mojż. 1:31)
To jest niezwykłe. Wszechmogący Bóg opisuje swoją troskę językiem rodzicielskiej bliskości.
Nie wstydzi się powiedzieć: „Niosłem cię na rękach...”
Jezus również przyciągał dzieci do siebie
Ewangelie pokazują scenę, która musiała zaskoczyć uczniów. Przynoszono dzieci do Jezusa. Dorośli chcieli je odsunąć. Jezus zrobił coś dokładnie odwrotnego.
„... brał je w ramiona, wkładał na nie ręce i błogosławił je.” (Mar. 10:16)
To nie był jedynie gest uprzejmości. Syn Boży wiedział, że dziecko potrzebuje bliskości bardziej niż wykładu. Najpierw ramiona. Potem błogosławieństwo.
Samodzielność rodzi się z bezpieczeństwa
Współczesna kultura często mówi: „Nie noś, bo się przyzwyczai.”
Biblia pokazuje odwrotną logikę.
Najpierw poczucie bezpieczeństw, potem odwaga.
Najpierw zaufanie, potem samodzielność.
To przypomina sposób, w jaki działa Bóg wobec swoich dzieci.
Nie mówi: „Najpierw stań się silny, a wtedy przyjdź do Mnie.”
Mówi:
„Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.” (Mat. 11:28)
Najpierw odpoczynek i ukojenie. Potem siła i umocnienie.
Najpierw “przytulaski” i “misiaczki”, potem droga i misja.
To, co dziecko usłyszy dziś, jutro stanie się jego wewnętrznym głosem
Za każdym razem, gdy dziecko wyciąga ręce, zadaje w rzeczywistości pytanie:
„Czy jestem bezpieczny?”
Nasza odpowiedź zapisuje się głęboko w jego sercu.
Jeśli ciągle słyszy: „Nie przesadzaj.” „Radź sobie sam.” „Jesteś za duży.”
Może kiedyś uwierzyć: „Moje potrzeby są problemem.” „Nie powinienem prosić o pomoc.” „Muszę wszystko dźwigać sam.”
Ale jeśli doświadcza czułej obecności, jego serce uczy się czegoś zupełnie innego: „Mogę szukać pomocy.” „Jestem bezpieczny.” „Jestem kochany.” „Nie jestem sam.”
Ewangelia zaczyna się od wyciągniętych ramion Boga
Najpiękniejsze jest to, że rodzicielska bliskość jest jedynie cieniem czegoś znacznie większego. Każdy z nas duchowo przypomina dziecko, które nie potrafi przejść całej drogi o własnych siłach. Grzech pozostawia nas bezradnymi. Nie potrafimy sami z siebie wrócić do Boga.
Dlatego On pierwszy przyszedł do nas. W Chrystusie Bóg wyciągnął swoje ramiona ku grzesznikom. I to nie jest tak, że Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają i są silni... Wprost przeciwnie, dlatego, że są bezradni.
Apostoł Jan pisze:
„My miłujemy (kochamy), gdyż On nas pierwszy umiłował (otoczył miłością).” (1 Jana 4:19)
To właśnie dlatego chrześcijaństwo nie jest religią ludzi, którzy radzą sobie sami. Jest dobrą nowiną dla tych, którzy w swojej bezradności mają odwagę wyciągnąć ręce do Ojca.
Dla rodziców
Następnym razem, gdy twoje dziecko wyciągnie do ciebie ręce, spróbuj spojrzeć głębiej. Może jego ręce i nogi rzeczywiście są wystarczająco silne.
Ale jego serce mówi: „Potrzebuję, żebyś był blisko.”
Jeśli możesz, zatrzymaj się. Przytul je. Weź na ręce. Tak naprawdę, z biegiem lat coraz mniej nie będzie potrzebowało “na rączki” ale zawsze będzie potrzebowało bliskości..
Dzieci, które wielokrotnie doświadczały bezpiecznych ramion, najczęściej wyrastają na dorosłych, którzy potrafią iść przez życie z odwagą. Nie dlatego, że nigdy nie potrzebowały pomocy i świetnie sobie radziły, ale dlatego, że wiedziały i wiedzą, gdzie jej szukać.
A to jest również serce Ewangelii. Nasz niebieski Ojciec nie zawstydza swoich dzieci, gdy przychodzą do Niego słabe i zmęczone. Zaprasza je, aby znalazły odpocznienie w Jego obecności. Kto nauczył się spoczywać w ramionach Boga, ten z czasem uczy się również odważnie kroczyć drogą, którą On wyznacza.
Podsumowując - Najbezpieczniejsze ramiona
Żaden rodzic nie będzie w stanie zawsze nosić swoje dziecko. Przyjdzie dzień, gdy maluch stanie się nastolatkiem, potem dorosłym człowiekiem. Nasze ramiona mają swoje granice.
Ale jest Ktoś, którego obecność nigdy się nie kończy.
Jezus powiedział swoim uczniom:
„A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata.” (Mat. 28:20)
Autor Listu do Hebrajczyków przypomina Bożą obietnicę:
„Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę.” (Hebr. 13:5)
To niezwykłe, że Bóg nie mówi jedynie: „Dam ci siłę.” Mówi przede wszystkim:
„Będę z tobą.”
To właśnie obecność jest największym darem.
Tak jak małe dziecko uspokaja się nie dlatego, że nagle zniknęły wszystkie problemy, ale dlatego, że znalazło się w bezpiecznych ramionach rodzica, tak wierzący odnajduje pokój nie dlatego, że jego życie staje się łatwe, lecz dlatego, że Chrystus jest przy nim.
Każde przytulenie dziecka może więc przypominać nam Ewangelię. Kiedy bierzemy je na ręce, pokazujemy – choć bardzo niedoskonale – coś z serca Boga, który mówi swoim dzieciom:
„Jestem z tobą.”
„Nigdy cię nie opuszczę ani nie porzucę.”
A ponieważ On dotrzymuje tej obietnicy, możemy z ufnością iść przez życie. Dziecko, które wie, że zawsze może wrócić w bezpieczne ramiona ojca lub matki, odważniej uczy się chodzić. Podobnie chrześcijanin, który wierzy w niezmienną obecność swojego Zbawiciela, potrafi stawić czoła cierpieniu, samotności i niepewności.
Największym bezpieczeństwem nie są bowiem nasze ramiona.
Największym bezpieczeństwem są wieczne ramiona Boga, o których Mojżesz napisał:
„Wiekuisty Bóg jest schronieniem, a pod tobą są odwieczne ramiona... (BWP: Schronieniem dla ciebie tylko Bóg przedwieczny, On będzie cię osłaniał swym wieczystym ramieniem..)” (5 Mojż. 33:27).
To właśnie na nich ostatecznie spoczywa każde dziecko Boże.

