sobota, 15 sierpnia 2026

Psalm 119:41–48 (waw) Przedsmak wieczności (Pink)



 „Przedsmak wieczności”

„Niech przyjdzie na mnie łaska twoja, Panie, 
zbawienie twoje według obietnicy twojej… 
I będę rozmyślał o przykazaniach twoich, które miłuję. 
Podniosę ręce ku przykazaniom twoim, które miłuję, 
i będę rozważał ustawy twoje.” 

(Psalm 119:41, 47–48)

Wyobraź sobie dziecko, które pierwszy raz zagląda przez uchylone drzwi ogromnej biblioteki. Widzi tylko kilka półek, kilka ksiąg, może nawet przeczyta kilka stron. Już jest zachwycone. Ale wtedy ktoś mówi:

– To dopiero pierwszy pokój. Za nim jest nieskończenie więcej kolejnych.

Tak właśnie wygląda życie chrześcijanina wobec Bożego Słowa.

A. Pink napisał:

„Nie da się wyrazić, jak cenne jest to, że On prowadzi mnie do swojej prawdy. Im więcej studiuję Słowo Boże, tym bardziej staje się ono dla mnie drogocenne i tym bardziej zadziwiają mnie niewyczerpane skarby w nim zawarte. Jakże chwalebna jest myśl, że całą wieczność spędzimy z Chrystusem, a On, nasz Nauczyciel, będzie odsłaniał przed nami wielkie tajemnice swojego Słowa… To, co właśnie zobaczyłem, jest jedynie przedsmakiem, który sprawia, że pragnę dnia, gdy skończę z tym wszystkim, co ziemskie.”

Psalmista nie prosi jedynie o informacje

W Psalmie 119 autor nie modli się: „Panie, daj mi więcej wiedzy.”

On modli się: „Niech zstąpi na mnie Twoja łaska…”

Bo rozumienie Biblii nie jest przede wszystkim wynikiem wysokiego IQ czy też wykształcenia teologicznego. Jest darem łaski.

Jezus powiedział:

„Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli go Ojciec nie pociągnie.” (J 6:44)

A Duch Święty prowadzi wierzących do całej prawdy (J 16:13).

Dlatego największym nauczycielem Biblii nie jest profesor, lecz sam Bóg.

Każdy chrześcijanin zna to doświadczenie. Czytasz fragment, który znałeś od lat. Nagle Duch Święty otwiera oczy. Ten sam tekst zaczyna świecić nowym światłem. Nie dlatego, że się zmienił, lecz dlatego, że Bóg otworzył twoje serce.

Boże Słowo nigdy się nie wyczerpuje

Im więcej wierzący poznaje Biblię, tym bardziej odkrywa, jak niewiele jeszcze rozumie.

To paradoks. Początkujący często myśli, że już wiele wie. Dojrzały chrześcijanin coraz częściej mówi:

„Jak głęboka jest mądrość Boga!”

Psalmista mówi:

„Będę rozmyślał o przykazaniach Twoich.”

Słowo „rozmyślał” oznacza nie pobieżne czytanie, lecz ciągłe przeżuwanie prawdy.

Tak jak krowa wielokrotnie przeżuwa pokarm, tak wierzący wielokrotnie wraca do jednego wersetu.

I za każdym razem odkrywa coś nowego. Nie dlatego, że Biblia się zmienia. Ale dlatego, że jest odbiciem nieskończonej mądrości Boga i zbawienia w Jezusie Chrystusie.

Nigdy nie wyczerpiemy Tego, który jest nieskończony.


Miłość poprzedza zrozumienie

Psalmista dwa razy mówi: „Przykazania, które miłuję.”

Nie mówi tylko: „które znam” albo „które studiuję”. Ale: „które kocham.”

Miłość do Bożego Słowa jest znakiem nowego serca.

Naturalny człowiek może podziwiać Biblię jako literaturę.

Może analizować jej historię, znać grekę i hebrajski.

Ale tylko nowe serce zaczyna kochać to, co mówi Bóg.

Dlatego prawdziwe poznanie zawsze prowadzi do umiłowania Boga.


Biblia jest zapowiedzią wiecznej szkoły Chrystusa

Jedna z najpiękniejszych myśli Pinka brzmi:

„Wieczność spędzimy z Chrystusem, a On będzie odsłaniał przed nami tajemnice swojego Słowa.”

Często wyobrażamy sobie niebo jako miejsce odpoczynku. I słusznie. Ale Biblia pokazuje również coś więcej. Będziemy nieustannie poznawać Boga.

Paweł mówi:

Teraz poznaję po części, lecz potem poznam tak, jak jestem poznany.” (1 Kor. 13:12)

Nieskończony Bóg oznacza nieskończone poznawanie.

Nigdy nie nadejdzie chwila, w której Chrystus powie:

„To już wszystko. Nic więcej nie mam wam do pokazania.”

Każdy dzień wieczności będzie nowym odkrywaniem Jego chwały.

Nowym zachwytem. Nowym uwielbieniem. Nową radością.


Dzisiejsze czytanie Biblii jest przedsmakiem nieba

A. Pink mówi, że każde nowe odkrycie w Biblii sprawia, iż bardziej tęskni za dniem, kiedy będzie z Chrystusem.

To przypomina degustację przed wielką ucztą. Mały kawałek potrawy nie zaspokaja głodu. On go zwiększa. Tak samo działa Boże Słowo.

Każdy moment, gdy Duch Święty rozświetla jakiś fragment, jest jak promień przyszłej chwały. Jest zaproszeniem. Jest obietnicą. Jest przedsmakiem tego, co dopiero nadejdzie.

Dlatego chrześcijanin nie czyta Biblii jedynie po to, by przygotować kazanie, odpowiedzieć na kwestię w dyskusji czy zgromadzić wiedzę.

Czyta ją, aby spotkać Chrystusa.

A każde takie spotkanie wzbudza tęsknotę za pełnią.


Zastosowanie

Psalmista kończy ten fragment słowami:

Będę chodził drogą wolności, bo szukam przykazań Twoich.”

Świat mówi, że wolność polega na uwolnieniu się od Bożych przykazań.

Psalmista mówi coś odwrotnego.

Prawdziwa wolność rodzi się z życia w Bożej prawdzie.

Im bardziej poznajemy Boga, tym bardziej Go kochamy.

Im bardziej Go kochamy, tym chętniej jesteśmy Mu posłuszni.

A im bardziej jesteśmy Mu posłuszni, tym więcej doświadczamy prawdziwej wolności.

Może dziś otwierasz Biblię z poczucia obowiązku. 

Poproś Boga słowami psalmisty: „Niech przyjdzie na mnie Twoja łaska”. 

Proś Ducha Świętego, aby nie tylko pomógł ci zrozumieć tekst, ale przede wszystkim zobaczyć w nim Chrystusa. Każdy fragment Pisma jest jak okno otwierające się na Jego chwałę. Im dłużej w nie patrzysz, tym bardziej odkrywasz, że to, co dziś widzisz, jest dopiero początkiem. 

Pewnego dnia wiara ustąpi miejsca oglądaniu, a Ten, którego dziś poznajemy przez zapisane Słowo, będzie osobiście prowadził swój lud w niekończącym się poznawaniu swojej chwały. 

Wtedy każde pytanie znajdzie odpowiedź, każda obietnica ukaże swoją pełnię, a zachwyt nad Chrystusem będzie wzrastał bez końca. To, czego doświadczamy podczas cichego czytania Biblii, jest zaledwie pierwszym promieniem wschodzącego dnia wieczności.


BWP:  
(41)  O Panie, niech zstąpi na mnie miłosierdzie Twoje, okaż mi Twą pomoc, tak jak obiecałeś. 
(42)  Wówczas tym, co mnie hańbą, będę mógł powiedzieć, że zaufałem Twojemu słowu. 
(43)  Nigdy ust moich nie pozbawiaj prawdy, polegam bowiem zawsze na wyrokach Twoich. 
(44)  Zawsze też pragnę przestrzegać Twych pouczeń, zawsze, po wszystkie czasy. 
(45)  Wejdę wtedy swobodnie na szeroką drogę, bo szukam pouczeń Twoich. 
(46)  I będę świadczył o Tobie nawet przed królami, i nigdy się nie powstydzę. 
(47)  Radują mnie szczerze Twoje przykazania i kocham je z serca całego. 
(48)  Wyciągam moje ręce w stronę Twych przykazań, które ukochałem, i tęsknię za Twoim prawem.


Adamczyk:
Wtedy dopiero na to liczyć mogę,
Że w łasce Twojej, dostąpię zbawienia,
Zgodnie ze Słowem wskazanym przez Drogę,
Zgodnie z nadzieją czystego wielbienia.

Pozwól mi zatem to głosić ustami
(I nie odbieraj takiej możliwości):
Że Prawo Twoje z jego wyrokami,
Obowiązuje aż po kres wieczności.

A ci co kroczą w myśl jego wskazania,
Chodzą przestronną Drogą: Nie – zwężoną!
To są wartości godne ogłaszania
Królom i ludom z głową podniesioną!

(Odczuwam rozkosz, gdy o tym ogłaszam,
Gdyż Prawo Twoje, Boże, pokochałem.
Zatem się tego, o Panie, dopraszam,
Bym – jak mówiłem – żył nim, tak jak chciałem).



piątek, 14 sierpnia 2026

P.D.Tripp | Miłość, która przekracza nasze siły



„My miłujemy, gdyż On nas pierwszy umiłował.” (1 Jana 4:19)

SZ: ...okazujemy miłość dlatego, że Bóg pierwszy nas ukochał.

Pewnego dnia starszy pastor zapytał małżonków:

„Dlaczego kochasz swoją żonę? Dlaczego kochasz swojego męża?”

Posypały się odpowiedzi.

– „Bo jest dla mnie dobra.”
– „Bo mnie wspiera.”
– „Bo jest piękna.”
– „Bo mnie rozumie.”
– „Bo jest wierny/-a.”

Pastor uśmiechnął się i powiedział:

„A co będzie, jeśli któregoś dnia przestanie spełniać te oczekiwania? Czy wtedy przestaniesz kochać?”

Zapadła cisza.

To pytanie odsłania różnicę między ludzkim uczuciem a biblijną miłością.

Miłość nie zależy od zasług

Świat mówi:

„Kocham cię, ponieważ jesteś wart mojej miłości, spełniasz moje oczekiwania...”

Bóg mówi:

„Kocham cię, chociaż na moją miłość nie zasługujesz.”

Tak właśnie umiłował nas Chrystus.

„Bóg daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że gdy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.” (Rzymian 5:8)

Dlatego można zdefiniować miłość w taki sposób:

Miłość to dobrowolne poświęcenie siebie dla dobra drugiej osoby, które nie zależy od tego, czy ta osoba odwzajemni miłość ani czy na nią zasługuje.

To definicja bardzo bliska temu, co widzimy na krzyżu.

Jak wygląda taka miłość w małżeństwie?

Nie zaczyna się od wielkich romantycznych gestów. Zaczyna się od codzienności.

Miłość oznacza gotowość, by pozwolić, aby życie współmałżonka komplikowało nasze własne życie.

To cierpliwe wysłuchanie, kiedy jesteśmy zmęczeni.

To pomoc wtedy, gdy sami mamy wiele obowiązków (albo tą właśnie ważną sprawę).

To rezygnacja z własnej wygody dla dobra drugiej osoby.

Tak właśnie postępował Chrystus.

„Niech każdy dba nie tylko o to, co jego, lecz i o to, co cudze.” (Filipian 2:4)

Miłość walczy z krytycyzmem

Nasza grzeszna natura jest niezwykle sprawna w dostrzeganiu wad.

Łatwo zauważyć bałagan, spóźnienie. Łatwo wypomnieć niewłaściwe słowo. Znacznie trudniej dostrzegać dobro.

Apostoł Paweł pisze:

„Niech z ust waszych nie wychodzi żadna mowa szkodliwa, lecz tylko dobra ku zbudowaniu.” (Efezjan 4:29)

Miłość nie przymyka oczu na grzech. Ale też nie żyje ciągłym wyszukiwaniem błędów.

Szuka raczej okazji, by zachęcić, podziękować, pochwalić.

“Natomiast owocem działania Ducha Świętego jest miłość, radość, wewnętrzny pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie.” (Galacjan 5:22n)

Miłość nie musi wygrać każdej dyskusji

Ileż małżeńskich konfliktów zaczyna się od drobiazgów! Nie ten ton. Nie to słowo. Nie tak odłożona rzecz. Niepotrzebne lub nieumiejętnie wyrażone uwagi urastają do wielkich sporów.

Miłość mówi do siebie: Zastanów się, czy naprawdę warto?

Salomon napisał:

„Roztropność człowieka czyni go nieskorym do gniewu, a jego chlubą jest przebaczać występki.” (Przysłów 19:11)

Wielu ludzi bardziej pragnie mieć rację niż zachować relację, jedność. Chrystus uczy czegoś odwrotnego. (Oczywiscie nie mowimy tutaj o rzeczach zasadniczych).

Miłość umie powiedzieć: „Przepraszam”

Jednym z największych zagrożeń dla małżeństwa nie są wielkie kryzysy. Jest nim pycha. Pycha zawsze znajduje usprawiedliwienie. „Bo ona zawsze...” „Bo on nigdy...”„Gdybyś ty...”

Natomiast Ewangelia uczy innego języka: „Przepraszam.” „Zgrzeszyłem.” „Wybacz mi.” To jedne z najbardziej uzdrawiających słów w małżeństwie.

Ale równie ważne jest to: „Przebaczam ci.”

Tak przecież postąpił wobec nas Chrystus.

„Przebaczając sobie nawzajem, jak i Bóg w Chrystusie przebaczył wam.” (Efezjan 4:32)

Miłość nie odpłaca złem za zło

Każdy z nas zostanie kiedyś zraniony przez współmałżonka. Nie istnieją małżeństwa bez grzeszników. 

Pytanie brzmi nie: czy zostaniemy zranieni?

Ale: Jak odpowiemy?

Naturalną reakcją jest odwet. Chłód za chłód. Milczenie za milczenie. Złośliwość za złośliwość.

Chrystus pokazuje inną drogę.

„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.” (Rzymian 12:21)

To jedna z najtrudniejszych lekcji chrześcijańskiego małżeństwa.

Miłość uczy się współmałżonka

Dobry lekarz najpierw stawia diagnozę.

Dobry ogrodnik poznaje swoją ziemię.

Dobry pasterz zna swoje owce.

A dobry mąż i dobra żona uczą się siebie nawzajem.

Co dodaje jemu/jej otuchy?

Jakie ma bolączki, słabe punkty? (nie po to, żeby je wykorzystać ale wyjść im naprzeciw)

Jakie ma obawy?

Jakie ma duchowe potrzeby?

Miłość nie działa na ślepo.

Miłość zadaje sobie trud poznania współmałżonka. I wtedy służy.

Miłość buduje zaufanie

Zaufanie nie powstaje jedną wielką decyzją.

Buduje się tysiącami małych decyzji.

Dotrzymanym słowem. Uczciwością. Przejrzystością. Wiernością.

Pan Jezus powiedział:

„Niech wasza mowa będzie: Tak – tak, nie – nie.” (Mateusza 5:37)

Małżeństwo rozkwita tam, gdzie słowa są wiarygodne.

Największy problem

Czytając taki opis miłości, łatwo dojść do jednego wniosku:

To niemożliwe.

I słusznie, bo właśnie do tego wniosku prowadzi nas Biblia.

Nie jesteśmy zdolni kochać w ten sposób. Nasza natura jest zbyt samolubna.

Lubimy nazywać miłością coś, co często jest jedynie potrzebą bycia kochanym.

Myślimy, że kochamy, podczas gdy tak naprawdę oczekujemy, aby ktoś zaspokajał nasze potrzeby.

Krzyż obnaża tę iluzję. Pokazuje, jak daleko jesteśmy od Bożego standardu. Ale nie zatrzymuje się na oskarżeniu.

Dobra nowina

Chrystus nie umarł jedynie po to, aby przebaczyć nasze braki w miłości.

Umarł również po to, aby uczynić nas ludźmi zdolnymi do okazywania miłości.

On daje nie tylko przebaczenie. Daje nowe serce. Daje Ducha Świętego. Daje moc do codziennego umierania dla siebie.

Apostoł Paweł napisał:

„Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego.” (Rzymian 5:5)

To oznacza, że kiedy brakuje nam cierpliwości, możemy prosić o Jego cierpliwość.

Kiedy brakuje przebaczenia, możemy prosić o Jego przebaczenie działające w nas.

Kiedy jesteśmy wyczerpani, nie kochamy o własnych siłach.

Kochamy łaską, którą Chrystus nieustannie daje swoim dzieciom.

______________

Każde chrześcijańskie małżeństwo powinno codziennie przypominać sobie jedną prostą prawdę:

Nie jestem źródłem miłości. Chrystus jest.

Im bardziej będziemy patrzeć na Jego cierpliwość wobec nas, tym łatwiej będzie nam okazywać cierpliwość współmałżonkowi.

Im bardziej będziemy zachwycać się Jego przebaczeniem, tym chętniej sami przebaczymy.

Im bardziej będziemy żyć Ewangelią, tym bardziej nasze małżeństwo stanie się jej widzialnym świadectwem.

Bo prawdziwa miłość nie rodzi się z siły charakteru, z wychowania i zasad.

Rodzi się u stóp krzyża, gdzie człowiek codziennie wyznaje:

„Panie, sam nie potrafię tak kochać. Ale Ty pierwszy okazałeś mi swoją miłość. Daj mi dziś kochać moją żonę, mojego męża, Twoją miłością.”