piątek, 29 sierpnia 2025

Opowiadanie w oparciu o refleksje T.Kellera nad życiem Hioba...


W promieniach zachodzącego słońca, na wzgórzu nieopodal ich rozległego domu w krainie Us, Hiob siedział na kamieniu, a jego najmłodsza córka, Keren-Happuch, opierała głowę na jego kolanach. Miała oczy pełne ciekawości, jak gwiazdy na nocnym niebie, i pytała o blizny na jego duszy, które widziała w chwilach, gdy ojciec milczał, patrząc w dal. “Tato”, szepnęła, “opowiedz mi o tych dniach, gdy świat się zawalił. Dlaczego twoje oczy wciąż błyszczą nadzieją, mimo że tyle straciłeś?”

Hiob westchnął głęboko, jego siwa broda drżała lekko w wieczornym wietrze. “Moja droga Keren-Happuch, córko moja, której imię oznacza ‘rog obfitości’, posłuchaj słów starego człowieka, który tańczył z burzą. Dawno temu, zanim ty i twoje siostry rozświetliły mój dom, byłem człowiekiem bogatym. Miałem mnóstwo bydła, sług, no i siedmiu synów i trzy córki. Ale Bóg, w swojej niezgłębionej mądrości, pozwolił, by szatan dotknął mnie cierpieniem. 

W jednym dniu straciłem wszystko: stada pożarte przez ogień z nieba, dzieci przygniecione przez zawalony dom, a moje ciało pokryło się wrzodami, które paliły jak żywy ogień. 

Wstałem, rozdarłem swoje szaty, ogoliłem głowę, upadłem na ziemię, oddałem pokłon i powiedziałem: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

Potem usiadłem w popiele, drapiąc się skorupą, i wołałem do nieba: ‘Dlaczego?’”

Córka podniosła głowę, jej dłoń dotknęła pomarszczonej ręki ojca. “Czy złościłeś się na Boga, tato? A twój gniew,  czy nie drażnił Boga, czy to nie było grzeszne w jego oczach?”

Hiob uśmiechnął się smutno, wspominając te noce bezsenne. “Ach, dziecko, zmagałem się z sobą samym jak lew w klatce. Mój umysł był polem bitwy – jedna część krzyczała: ‘Przeklnij Boga i umrzyj!’, jak radziła mi żona w swoim bólu. 

Ale druga, głęboko zakorzeniona wiara, szeptała: ‘Nie, On jest moim Panem, nawet jeśli mnie zabije, ufam Mu’. Gniew palił we mnie jak żar, pytałem: ‘Boże, czemu mnie opuściłeś? Czemu traktujesz mnie jak wroga?’ Czułem się jak glina w rękach garncarza, miażdżona i formowana na nowo. 

To zmaganie z sobą nauczyło mnie, że wiara nie jest tylko spokojnym jeziorem, lecz także burzliwym morzem. Nie tłumiłem tego gniewu, lecz przynosiłem go przed Boga, bo On zna serca ludzkie i nie boi się naszych pytań. Jeśli coś z mojej strony uratowało mnie od rozpaczy, to była to autentyczność – nie udawałem pobożnego, lecz byłem szczery w swoim bólu.”

Keren-Happuch zmarszczyła brwi. “A co z twoimi przyjaciółmi? Słyszałam, że przyszli cię pocieszyć.”

Hiob pokiwał głową, a w jego oczach błysnął cień dawnego żalu. “Elifaz, Bildad i Sofar – przybyli z daleka, usiedli ze mną w milczeniu przez siedem dni, co było aktem prawdziwego współczucia. Ale potem otworzyli usta i ich słowa stały się nożami. ‘Hiobie’, mówili, ‘na pewno zgrzeszyłeś. Cierpienie jest karą za twoje winy. Pokutuj, a Bóg cię uzdrowi’. Oskarżali mnie, redukując Boga do prostego sędziego, który płaci za dobre uczynki i karze za złe. Ich teologia była sztywna jak sucha gałąź – nie widzieli tajemnicy, nie rozumieli, że cierpienie może być czymś więcej niż skutkiem grzechu. Walczyliśmy ze sobą na słowa jak wojownicy na polu bitwy; oni bronili swojego dogmatu, ja broniłem swojej niewinności. Ich brak empatii pogłębiał mój ból, bo zamiast podać mi rękę, rzucali kamienie. Bóg później ich potępił, mówiąc: ‘Nie mówiliście o Mnie słusznie, jak mój sługa Hiob’. Widzisz, córko, przyjaciele mogą być lustrem naszych lęków, ale prawdziwa mądrość przychodzi od Tego, który jest ponad nami.”

Dziewczyna spojrzała w niebo, gdzie pierwsze gwiazdy migotały. “A Bóg? Czy odpowiedział na twój gniew?”

Hiob uniósł ręce, jakby obejmując cały świat. “O tak, dziecko. Zmaganie z Bogiem było najgłębsze. Wołałem do Niego dniem i nocą, żądając sprawiedliwości. A On przyszedł w wichrze, w burzy, która wstrząsnęła ziemią. Nie dał mi prostych odpowiedzi – nie wyjaśnił ‘dlaczego’ straciłem dzieci, majątek, zdrowie. Zamiast tego zapytał: ‘Gdzie byłeś, gdy zakładałem fundamenty ziemi? Czy ty rozkazałeś porankowi?’ Ukazał mi swoją wielkość, suwerenność nad stworzeniem – lwy, gwiazdy, Lewiatan w głębinach. W tej wizji zrozumiałem, że Bóg jest większy niż moje zrozumienie. Mój gniew stopił się w pokorę; powiedziałem: ‘Wiem, że wszystko możesz, i że żaden Twój zamysł nie jest dla Ciebie niewykonalny’. Bóg usprawiedliwił mnie, bo mimo skarg, nie odrzuciłem Go – przynosiłem Mu swój ból jak syn ojcu. A On, w swojej łasce, przywrócił mi wszystko podwójnie: nie tylko nowe stada i cały dobytek, mam też was moje dzieci, w tym ciebie, moje Ty pachnidełko. Cierpienie nie było karą, lecz piecem, który oczyścił moją wiarę, uczynił mnie silniejszym, bliższym Jemu.”

Keren-Happuch przytuliła się mocniej. “Co mam z tego zapamiętać, tato?”

Hiob pogładził jej włosy. “Pamiętaj, że cierpienie jest tajemnicą, ale Bóg nie jest obojętny. Przynoś Mu swój gniew, pytania, łzy – On je przyjmuje, bo chce autentycznej relacji. Nie słuchaj tych, którzy upraszczają życie do reguł; zaufaj Temu, który przeszedł przez cierpienie w swoim Synu, choć to przyjdzie później. W burzach życia, jak ja, znajdziesz pokój nie w odpowiedziach, lecz w Nim samym.”

Gdy noc okryła ich płaszczem gwiazd, Hiob i jego córka siedzieli w ciszy, a w ich sercach rozbrzmiewała pieśń nadziei – pieśń człowieka, który zmagał się i zwyciężył przez wiarę… oraz o Człowieku, który wiarę w nas zaszczepił, podtrzymał i doprowadził do doskonałości.


https://open.spotify.com/episode/5l8YnMGl0MAizza8Su1Ckb?si=ZXHDyHG-SfGrXR8RcTr2nw





Brak komentarzy: