Księżyc, który chciał świecić sam
Pewien chłopiec zapytał kiedyś swojego dziadka:
– Dziadku, dlaczego księżyc świeci tylko w nocy?
Dziadek uśmiechnął się i odpowiedział:
– Właściwie to księżyc wcale nie świeci.
Chłopiec spojrzał na niego zdziwiony.
– Jak to? Przecież widzę go każdej nocy!
Dziadek wziął latarkę i skierował jej światło na lustro. Cały pokój natychmiast rozjaśnił się odbitym światłem.
– Widzisz? Lustro nie wytwarza światła. Ono tylko odbija światło, które na nie pada. Tak samo jest z księżycem. Gdyby słońce przestało świecić, księżyc natychmiast pogrążyłby się w ciemności.
Po chwili dodał:
– Wyobraź sobie, że księżyc powiedziałby: „Spójrzcie, jaki jestem jasny! To moja zasługa.” Byłoby to śmieszne. Wszystko, co ma, zawdzięcza słońcu.
Podobnie jest z chrześcijaninem.
Jezus powiedział: „Ja jestem światłością (φῶς ) świata” (J 8:12), a chwilę później oznajmił swoim uczniom: „Wy jesteście światłością (φῶς ) świata” (Mt 5:14).
To brzmi niemal jak sprzeczność. Ale nią nie jest.
Dla uzupełnienia… W Ewangelii Jana Jezus mówi również o Janie Chrzcicielu:
„On nie był światłością, lecz miał złożyć świadectwo o światłości.” (J 1:8)
W następnym wersecie mówi: „Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat.…” (J 1:9)
Jan Chrzciciel nie jest nazwany φῶς w sensie ostatecznym. Natomiast Jezus bez wahania mówi do swoich uczniów: „Wy jesteście światłością (φῶς ) świata.” To niezwykły zaszczyt wynikający z ich więzi z Nim. Nie oznacza to, że zastępują Chrystusa, lecz że stają się widzialnym odbiciem Jego światła.
Chrześcijanin nie świeci własnym światłem. Jest jak księżyc odbijający światło słońca. Im bliżej Chrystusa żyje, tym jaśniej świeci. Im bardziej od Niego odchodzi, tym bardziej pogrąża się w ciemności.
I właśnie dlatego słowa Jezusa są tak poruszające. Owszem, mówi o sobie: „Patrzcie na Mnie, Ja jestem Światłość świata.” Mówi również: „Teraz świat będzie patrzył na Mnie… przez was.” A to ogromny przywilej, ale i ogromna odpowiedzialność.
Jest to jedno z tych zdań Jezusa, które burzy nasz wygodny sposób myślenia.
Najpierw słyszymy słowa, które wydają się oczywiste:
„Ja jestem światłością świata” (J 8:12).
To Chrystus jest jedynym źródłem światła. To On rozprasza ciemność grzechu, objawia Boga i prowadzi do życia. Nikt z ludzi nie jest światłem sam z siebie. Każdy z nas z natury chodził w ciemności (Ef 2:1-3), dopóki Bóg nie rozświetlił naszego serca światłem Ewangelii (2 Kor 4:6).
A potem Jezus mówi coś zdumiewającego:
„Wy jesteście światłością świata” (Mt 5:14).
Jak to możliwe?
To nie znaczy, że stajemy się drugim Chrystusem ani że posiadamy światło sami z siebie. Księżyc świeci tylko dlatego, że odbija światło słońca. Podobnie chrześcijanin świeci jedynie dlatego, że żyje w zjednoczeniu z Chrystusem.
Reformatorzy często podkreślali, że wszystko, czym jesteśmy, otrzymujemy przez zjednoczenie z Chrystusem. Jego życie staje się źródłem naszego życia. Jego światło staje się światłem widocznym w naszym postępowaniu.
To właśnie sprawia, że słowa Jezusa są tak niepokojące.
My często chcielibyśmy ograniczyć chrześcijaństwo do prywatnej relacji z Bogiem. Wierzyć po cichu. Nie wychylać się. Nie rzucać w oczy. Tymczasem Jezus mówi, że to niemożliwe.
„Miasto położone na górze nie może się ukryć.”
Nie powiedział: powinniście spróbować być światłem. Powiedział: jesteście światłością świata. To jest opis nowej tożsamości każdego odrodzonego człowieka.
Światło nie podejmuje decyzji, czy będzie świecić. Taka jest jego natura.
To oznacza, że Ewangelia nigdy nie zatrzymuje się na naszym osobistym zbawieniu. Bóg nie ratuje ludzi jedynie po to, aby pewnego dnia znaleźli się w niebie. Ratuje ich również po to, aby już teraz byli żywym świadectwem Jego łaski. Kościół ma być miejscem, w którym świat może zobaczyć charakter Chrystusa — Jego świętość, miłość, prawdę, przebaczenie i sprawiedliwość.
To również oznacza, że nasze codzienne decyzje mają znaczenie większe, niż przypuszczamy.
-Kiedy przebaczasz zamiast pielęgnować urazę – świeci światło Chrystusa.
-Kiedy mówisz prawdę, choć kłamstwo byłoby wygodniejsze – świeci światło Chrystusa.
-Kiedy okazujesz cierpliwość wobec trudnej osoby – świeci światło Chrystusa.
-Kiedy wyznajesz swój grzech zamiast go ukrywać – świeci światło Chrystusa.
Nie chodzi o to, by ludzie podziwiali nas. Kilka wersetów dalej Jezus wyjaśnia cel:
„Tak niech świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i oddawali chwałę Ojcu waszemu, który jest w niebie.” (Mt 5:16)
To jest sedno. Światło naturalnie pokazuje wszystko dookoła no i na samą lampę. Ale światło nie pochodzi z lampy jako takiej ani płomienia świeczki (trochę fizyki dla dzieci - płynny wosk zamienia się w niewidzialny gaz). Światło wskazuje na Tego, od którego pochodzi. [Jeśli chodzi o fizykę... wyjaśnienie dla dzieci: Jak elektrony tworzą światło?
Wróćmy do naszego "świecenia"... Dlatego chrześcijańskie życie nie polega na nieustannym staraniu się, by wyglądać lepiej od innych. Polega na coraz głębszym trwaniu w Chrystusie. Im bliżej Niego jesteśmy, tym bardziej Jego światło staje się widoczne w nas. Jak powiedział apostoł Paweł: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2:20).
To właśnie jest Boży plan dla swojego Kościoła. Świat pogrążony w moralnej i duchowej ciemności nie zobaczy Chrystusa fizycznymi oczami. Zobaczy Go w życiu ludzi, którzy należą do Niego. Nie dlatego, że są doskonali, ale dlatego, że Duch Święty nieustannie upodabnia ich do Syna Bożego.
Pytanie więc nie brzmi: czy jestem światłem? Jeśli należysz do Chrystusa, On już tak o tobie powiedział.
Pytanie brzmi raczej: czy moje życie odsłania Chrystusa, czy raczej Go zasłania? Czy ludzie, patrząc na mnie, widzą jedynie moje ambicje, wygodę i własne królestwo, czy dostrzegają choćby promień światła prowadzący do jedynego prawdziwego Światła świata – Jezusa Chrystusa?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz