Mt 26:36–46 oraz Hbr 12:2
Wyobraź sobie chrześcijanina, który od miesięcy zmaga się z depresją. Czyta w Biblii:
„Radujcie się zawsze w Panu; powtarzam, radujcie się” (Flp 4:4).
PSZ: Flp 4:4: Zawsze cieszcie się z tego, że należycie do Pana. Cieszcie się!
Zawsze bądźcie pełni radości w Panu…
I myśli sobie: „Nie potrafię. Czy to znaczy, że jestem złym chrześcijaninem? Czy moja wiara jest za słaba?”
To pytanie dręczy wielu wierzących. Tymczasem odpowiedź znajduje się… w ogrodzie Getsemane.
Tam widzimy Syna Bożego. Nie uśmiechniętego nauczyciela otoczonego tłumami, ale człowieka pogrążonego w głębokim cierpieniu.
To jedno z najbardziej poruszających zdań w całej Biblii.
Jeśli Jezus mógł być „smutny aż do śmierci”, to sam głęboki smutek nie jest grzechem.
Pierwsza prawda: Smutek nie jest tym samym co niewiara
Pierwsza fala bólu, lęku czy przygnębienia nie jest grzechem. Jest reakcją człowieka żyjącego w upadłym świecie.
Grzech zaczyna się wtedy, gdy przestajemy walczyć o wiarę.
Tu leży różnica.
Nie jesteś winny dlatego, że cierpisz.
Zadaj sobie raczej pytanie: co robię ze swoim cierpieniem?
Jezus nie zaprzeczał swoim emocjom.
Nie udawał silnego.
Nie tłumił bólu.
On walczył.
I właśnie z Getsemane możemy nauczyć się sześciu sposobów prowadzenia duchowej walki.
1. Nie walcz samotnie
„Wziął z sobą Piotra oraz dwóch synów Zebedeuszowych.”
Jezus mógł odejść sam.
A jednak chciał obecności przyjaciół.
To niezwykle pokorne.
Jednym z największych kłamstw depresji jest:
“Zamknij się w sobie, w swojej komórce… Nikogo nie obchodzisz… Jeszcze kogoś zarazisz swoim smutkiem…”
Ewangelia mówi coś odwrotnego.
Bóg stworzył Kościół właśnie na takie chwile.
Czasami największym darem nie jest sama rada… ale obecność.
W rodzinie dobrze być… tam ból twój się podzieli a radość pomnoży się…
2. Otwórz swoje serce
Jezus powiedział:
„Smętna jest dusza moja aż do śmierci.”
Nie ukrywał bólu.
Nie udawał duchowego bohatera.
Nie mówił:
„Nic się nie stało… Jakoś będzie.”
Biblia nie zachęca do noszenia masek.
Psalmy pełne są ludzi mówiących Bogu:
„Dlaczego jesteś zgnębiona, duszo moja?”
Wiara nie polega na udawaniu radości.
Polega na przynoszeniu prawdziwego serca przed Boga.
3. Poproś innych o modlitwę
„Czuwajcie ze mną.”
To może wyglądać jak znak słabości… ale tak nie było… to była mądrość.
Jak często próbujemy walczyć sami!
A przecież Bóg daje nam braci i siostry właśnie po to, aby nosili nasze ciężary.
Depresja bardzo często izoluje.
Ewangelia zawsze prowadzi do wspólnoty.
(ps. skuteczność modlitwy nie jest zależna od ilości modlących się… to jest przywilej kościoła kiedy może mieć udział w twojej walce)
4. Wylej serce przed Ojcem
Jezus modli się:
„Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie…”
Jak szczera jest ta modlitwa!
Nie ma w niej religijnych sloganów.
Nie ma udawania.
Jest prawdziwy ból.
Bóg nie boi się naszych łez.
Psalmista mówi:
„Wylewajcie przed Nim serca wasze.”
To właśnie robi Jezus.
5. Oprzyj się na Bożej mądrości
Najważniejsze słowa Getsemane brzmią:
„Jednak nie jako Ja chcę, ale jako Ty.”
To nie jest rezygnacja… To zaufanie.
Jezus nie rozumiał cierpienia jedynie przez pryzmat chwili.
Wiedział, że Ojciec widzi więcej.
Depresja często zawęża nasze spojrzenie.
Bóg przypomina: „Ty nie widzisz całego obrazu… Ja widzę.”
Wiara oznacza powiedzieć: “Ojcze, nie rozumiem, ale ufam Tobie.”
6. Patrz dalej niż dzisiejszy ból
Autor Listu do Hebrajczyków wyjaśnia tajemnicę Getsemane:
„Który zamiast doznać należnej Mu radości wycierpiał krzyż…” (Hbr 12:2 BW)
BWP, Hbr 12:2
Wpatrujmy się w Jezusa, który nas przywiódł do wiary, czyniąc ją coraz doskonalszą. On to, gdy przedkładano Mu radość, wybrał śmierć krzyżową, nie zważając wcale na jej hańbę. Teraz zasiada za to po prawej stronie tronu Bożego.
PAU, Hbr 12:2
Wpatrujmy się w Jezusa, który jest dawcą naszej wiary i jej celem. On zamiast należnej Mu radości wolał przyjąć krzyż, nie bojąc się jego hańby. Teraz zasiada po prawej stronie tronu Boga.
PSZ, Hbr 12:2
Wpatrujmy się w Jezusa, który jest początkiem i celem naszej wiary. On zgodził się ponieść haniebną śmierć na krzyżu, bo wiedział, jaka potem spotka Go radość. Teraz zaś zasiada w niebie, po prawej stronie Boga.
Jezus patrzył dalej.
Za krzyżem widział zmartwychwstanie.
Za cierpieniem — chwałę.
Za piątkiem — niedzielny poranek.
To nie znaczy, że przestał cierpieć.
To znaczy, że cierpienie nie było ostatnim rozdziałem.
Tak samo jest z wierzącym.
Nasza historia nie kończy się depresją, chorobą czy wręcz śmiercią.
Kończy się spotkaniem z Chrystusem.
A jak pogodzić depresję z radowaniem się w Bogu?
To chyba najważniejsze pytanie.
Biblia nie mówi, że wierzący zawsze odczuwa radość.
Biblia mówi, że ma radość w Panu.
Radość, to nie zawsze są emocje.
Czasem jest to decyzja wiary.
Psalmista mówi do samego siebie:
„Czemu rozpaczasz, duszo moja?… Ufaj Bogu.”
Zauważmy:
Dusza jeszcze rozpacza.
A jednak psalmista już ufa.
To znaczy, że można jednocześnie i płakać i wierzyć.
Można jednocześnie i cierpieć i trzymać się Boga.
Można jednocześnie mieć depresję i nie przestawać należeć do Chrystusa.
Apostoł Paweł opisuje swoje życie słowami:
„Jako zasmucony, ale zawsze radosny …” (2 Kor 6:10 BW)
Jak to możliwe?
Bo istnieją dwa poziomy radości.
Pierwszy, powierzchowny, zależy od okoliczności.. a drugi jest głębszy.. jest przekonaniem, że Chrystus mnie nie opuści, moje grzechy są przebaczone, Ojciec kieruje moim życiem i czeka mnie wieczna chwała.
Ta radość może istnieć nawet wtedy, gdy oczy są pełne łez.
To nie jest zaprzeczenie bólowi.
To zakotwiczenie nadziei głębiej niż ból.
Kilka ważnych zastrzeżeń
Nie każda depresja ma wyłącznie duchowe przyczyny. Biblia pokazuje, że człowiek jest jednością duszy i ciała. Prorok Eliasz po okresie ogromnego napięcia najpierw potrzebował snu, pożywienia i odpoczynku, zanim Bóg przemówił do niego w cichym powiewie (1 Krl 19). Długotrwała depresja może wymagać także pomocy lekarza lub psychoterapeuty. Skorzystanie z takiej pomocy nie jest oznaką braku wiary, podobnie jak leczenie złamanej nogi nie jest brakiem zaufania Bogu. Bóg często działa przez ludzi, których obdarzył wiedzą i umiejętnościami.
Zakończenie
Getsemane pokazuje nam coś niezwykle pocieszającego.
Nasz Zbawiciel nie tylko wie, czym jest cierpienie.
On przeszedł przez jego najciemniejszą dolinę.
Dlatego, gdy człowiek pogrążony w depresji modli się słowami: „Panie, nie mam już siły”, nie mówi tego komuś, kto nie rozumie.
Mówi to Temu, który sam wołał:
„Smętna jest dusza moja aż do śmierci.”
I właśnie dlatego autor Listu do Hebrajczyków zachęca:
„Patrzmy na Jezusa.”
Nie na swoje uczucia czy na swoją siłę. Nawet nie na swoją wiarę. Ale na Jezusa.
Bo Ten, który zwyciężył w Getsemane i na Golgocie, potrafi podtrzymać także tych, którzy dziś idą przez własną ciemną dolinę. Radowanie się w Bogu nie oznacza nieodczuwania bólu. Oznacza, że nawet pośród bólu trzymamy się Tego, który jest naszą nadzieją. I choć uczucia mogą przychodzić i odchodzić, Chrystus pozostaje ten sam – wierny, współczujący i wystarczający.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz