„My miłujemy, gdyż On nas pierwszy umiłował.” (1 Jana 4:19)
SZ: ...okazujemy miłość dlatego, że Bóg pierwszy nas ukochał.
Pewnego dnia starszy pastor zapytał małżonków:
– „Dlaczego kochasz swoją żonę? Dlaczego kochasz swojego męża?”
Posypały się odpowiedzi.
– „Bo jest dla mnie dobra.”
– „Bo mnie wspiera.”
– „Bo jest piękna.”
– „Bo mnie rozumie.”
– „Bo jest wierny/-a.”
Pastor uśmiechnął się i powiedział:
– „A co będzie, jeśli któregoś dnia przestanie spełniać te oczekiwania? Czy wtedy przestaniesz kochać?”
Zapadła cisza.
To pytanie odsłania różnicę między ludzkim uczuciem a biblijną miłością.
Miłość nie zależy od zasług
Świat mówi:
„Kocham cię, ponieważ jesteś wart mojej miłości, spełniasz moje oczekiwania...”
Bóg mówi:
„Kocham cię, chociaż na moją miłość nie zasługujesz.”
Tak właśnie umiłował nas Chrystus.
„Bóg daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że gdy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.” (Rzymian 5:8)
Dlatego można zdefiniować miłość w taki sposób:
Miłość to dobrowolne poświęcenie siebie dla dobra drugiej osoby, które nie zależy od tego, czy ta osoba odwzajemni miłość ani czy na nią zasługuje.
To definicja bardzo bliska temu, co widzimy na krzyżu.
Jak wygląda taka miłość w małżeństwie?
Nie zaczyna się od wielkich romantycznych gestów. Zaczyna się od codzienności.
Miłość oznacza gotowość, by pozwolić, aby życie współmałżonka komplikowało nasze własne życie.
To cierpliwe wysłuchanie, kiedy jesteśmy zmęczeni.
To pomoc wtedy, gdy sami mamy wiele obowiązków (albo tą właśnie ważną sprawę).
To rezygnacja z własnej wygody dla dobra drugiej osoby.
Tak właśnie postępował Chrystus.
„Niech każdy dba nie tylko o to, co jego, lecz i o to, co cudze.” (Filipian 2:4)
Miłość walczy z krytycyzmem
Nasza grzeszna natura jest niezwykle sprawna w dostrzeganiu wad.
Łatwo zauważyć bałagan, spóźnienie. Łatwo wypomnieć niewłaściwe słowo. Znacznie trudniej dostrzegać dobro.
Apostoł Paweł pisze:
„Niech z ust waszych nie wychodzi żadna mowa szkodliwa, lecz tylko dobra ku zbudowaniu.” (Efezjan 4:29)
Miłość nie przymyka oczu na grzech. Ale też nie żyje ciągłym wyszukiwaniem błędów.
Szuka raczej okazji, by zachęcić, podziękować, pochwalić.
“Natomiast owocem działania Ducha Świętego jest miłość, radość, wewnętrzny pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie.” (Galacjan 5:22n)
Miłość nie musi wygrać każdej dyskusji
Ileż małżeńskich konfliktów zaczyna się od drobiazgów! Nie ten ton. Nie to słowo. Nie tak odłożona rzecz. Niepotrzebne lub nieumiejętnie wyrażone uwagi urastają do wielkich sporów.
Miłość mówi do siebie: Zastanów się, czy naprawdę warto?
Salomon napisał:
„Roztropność człowieka czyni go nieskorym do gniewu, a jego chlubą jest przebaczać występki.” (Przysłów 19:11)
Wielu ludzi bardziej pragnie mieć rację niż zachować relację, jedność. Chrystus uczy czegoś odwrotnego. (Oczywiscie nie mowimy tutaj o rzeczach zasadniczych).
Miłość umie powiedzieć: „Przepraszam”
Jednym z największych zagrożeń dla małżeństwa nie są wielkie kryzysy. Jest nim pycha. Pycha zawsze znajduje usprawiedliwienie. „Bo ona zawsze...” „Bo on nigdy...”„Gdybyś ty...”
Natomiast Ewangelia uczy innego języka: „Przepraszam.” „Zgrzeszyłem.” „Wybacz mi.” To jedne z najbardziej uzdrawiających słów w małżeństwie.
Ale równie ważne jest to: „Przebaczam ci.”
Tak przecież postąpił wobec nas Chrystus.
„Przebaczając sobie nawzajem, jak i Bóg w Chrystusie przebaczył wam.” (Efezjan 4:32)
Miłość nie odpłaca złem za zło
Każdy z nas zostanie kiedyś zraniony przez współmałżonka. Nie istnieją małżeństwa bez grzeszników.
Pytanie brzmi nie: czy zostaniemy zranieni?
Ale: Jak odpowiemy?
Naturalną reakcją jest odwet. Chłód za chłód. Milczenie za milczenie. Złośliwość za złośliwość.
Chrystus pokazuje inną drogę.
„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.” (Rzymian 12:21)
To jedna z najtrudniejszych lekcji chrześcijańskiego małżeństwa.
Miłość uczy się współmałżonka
Dobry lekarz najpierw stawia diagnozę.
Dobry ogrodnik poznaje swoją ziemię.
Dobry pasterz zna swoje owce.
A dobry mąż i dobra żona uczą się siebie nawzajem.
Co dodaje jemu/jej otuchy?
Jakie ma bolączki, słabe punkty? (nie po to, żeby je wykorzystać ale wyjść im naprzeciw)
Jakie ma obawy?
Jakie ma duchowe potrzeby?
Miłość nie działa na ślepo.
Miłość zadaje sobie trud poznania współmałżonka. I wtedy służy.
Miłość buduje zaufanie
Zaufanie nie powstaje jedną wielką decyzją.
Buduje się tysiącami małych decyzji.
Dotrzymanym słowem. Uczciwością. Przejrzystością. Wiernością.
Pan Jezus powiedział:
„Niech wasza mowa będzie: Tak – tak, nie – nie.” (Mateusza 5:37)
Małżeństwo rozkwita tam, gdzie słowa są wiarygodne.
Największy problem
Czytając taki opis miłości, łatwo dojść do jednego wniosku:
To niemożliwe.
I słusznie, bo właśnie do tego wniosku prowadzi nas Biblia.
Nie jesteśmy zdolni kochać w ten sposób. Nasza natura jest zbyt samolubna.
Lubimy nazywać miłością coś, co często jest jedynie potrzebą bycia kochanym.
Myślimy, że kochamy, podczas gdy tak naprawdę oczekujemy, aby ktoś zaspokajał nasze potrzeby.
Krzyż obnaża tę iluzję. Pokazuje, jak daleko jesteśmy od Bożego standardu. Ale nie zatrzymuje się na oskarżeniu.
Dobra nowina
Chrystus nie umarł jedynie po to, aby przebaczyć nasze braki w miłości.
Umarł również po to, aby uczynić nas ludźmi zdolnymi do okazywania miłości.
On daje nie tylko przebaczenie. Daje nowe serce. Daje Ducha Świętego. Daje moc do codziennego umierania dla siebie.
Apostoł Paweł napisał:
„Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego.” (Rzymian 5:5)
To oznacza, że kiedy brakuje nam cierpliwości, możemy prosić o Jego cierpliwość.
Kiedy brakuje przebaczenia, możemy prosić o Jego przebaczenie działające w nas.
Kiedy jesteśmy wyczerpani, nie kochamy o własnych siłach.
Kochamy łaską, którą Chrystus nieustannie daje swoim dzieciom.
______________
Każde chrześcijańskie małżeństwo powinno codziennie przypominać sobie jedną prostą prawdę:
Nie jestem źródłem miłości. Chrystus jest.
Im bardziej będziemy patrzeć na Jego cierpliwość wobec nas, tym łatwiej będzie nam okazywać cierpliwość współmałżonkowi.
Im bardziej będziemy zachwycać się Jego przebaczeniem, tym chętniej sami przebaczymy.
Im bardziej będziemy żyć Ewangelią, tym bardziej nasze małżeństwo stanie się jej widzialnym świadectwem.
Bo prawdziwa miłość nie rodzi się z siły charakteru, z wychowania i zasad.
Rodzi się u stóp krzyża, gdzie człowiek codziennie wyznaje:
„Panie, sam nie potrafię tak kochać. Ale Ty pierwszy okazałeś mi swoją miłość. Daj mi dziś kochać moją żonę, mojego męża, Twoją miłością.”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz