William Mitchell Ramsay - 1850-1939 brytyjski archeolog
– Wierzy Pan, że te wszystkie historie z Biblii wydarzyły się naprawdę? – zapytał student swojego starszego profesora podczas przerwy na uniwersytecie.
– A dlaczego pytasz? – odpowiedział profesor.
– Bo wydaje mi się, że gdyby ktoś dokładnie zbadał te opowieści, wszystko by się rozsypało. Zwłaszcza historia o zmartwychwstaniu. Przecież to brzmi jak legenda.
Profesor uśmiechnął się.
– Wiesz, podobnie myślał pewien człowiek ponad sto lat temu. Nazywał się William Mitchell Ramsay. Był wybitnym archeologiem, historykiem i znawcą starożytności. Studiował na najlepszych uczelniach swoich czasów. Wychowany został w atmosferze krytycznego podejścia do Biblii. Uważano wtedy, że szczególnie księga Dziejów Apostolskich jest pełna błędów, legend i pobożnych wymysłów.
– I co odkrył?
– Odkrył coś, czego wcale nie chciał odkryć.
William Ramsay nie wyruszył na Bliski Wschód, aby udowodnić prawdziwość Biblii. Wyruszył, aby wykazać jej błędy. Przez lata przemierzał Azję Mniejszą, badał ruiny starożytnych miast, odczytywał inskrypcje, analizował dokumenty i porównywał je z opisami Łukasza zawartymi w Dziejach Apostolskich.
Spodziewał się znaleźć nieścisłości.
Zamiast nich znajdował potwierdzenia.
Im głębiej kopał w ziemi, tym bardziej podkopywane były jego własne przekonania.
Dzieje Apostolskie okazały się zadziwiająco dokładne.
Łukasz nie pisał jak człowiek tworzący legendę. Pisał jak świadek historii.
Spójrzmy tylko na kilka przykładów.
W Dziejach Apostolskich 13:7 prokonsulem Cypru nazwany jest Sergiusz Paweł. Przez lata krytycy twierdzili, że Łukasz użył niewłaściwego tytułu urzędniczego. Późniejsze odkrycia archeologiczne potwierdziły jednak, że właśnie taki tytuł nosił rzymski zarządca Cypru.
W Dziejach Apostolskich 19:31 pojawia się niezwykłe określenie „azjarchowie” – wysocy urzędnicy prowincji Azji. Krytycy uznawali ten termin za błąd. Później odkryto liczne inskrypcje potwierdzające istnienie dokładnie takiego urzędu.
W Dziejach Apostolskich 17:6 władze Tesaloniki nazwane są „politarchami”. Przez długi czas nie znaleziono takiego tytułu nigdzie poza Biblią. Dzisiaj archeolodzy odkryli dziesiątki inskrypcji zawierających właśnie ten termin, szczególnie w Macedonii.
Łukasz znał nie tylko miasta i urzędy. Znał drogi, odległości.
Znał zwyczaje żeglugi. Znał lokalne warunki polityczne. Znał kolejność odwiedzanych miejsc. Znał nawet zmieniające się granice administracyjne prowincji.
Dla człowieka siedzącego wiele lat później przy biurku byłoby niemal niemożliwe odtworzenie tylu szczegółów bez popełniania błędów.
Ramsay doszedł do wniosku, że Łukasz należy do najwybitniejszych historyków starożytności.
Ale najważniejsze pytanie nie dotyczyło tytułów urzędników.
Nie chodziło o nazwy miast ani o starożytne inskrypcje.
Te szczegóły prowadziły do większego problemu.
Jeżeli Łukasz był tak dokładny tam, gdzie możemy go sprawdzić, to co zrobić z tym, czego nie możemy wykopać z ziemi?
Co zrobić z jego świadectwem o pustym grobie?
Co zrobić z jego opisem spotkań ze zmartwychwstałym Chrystusem?
Co zrobić z tysiącami ludzi, którzy nagle zaczęli głosić, że Jezus żyje?
Dzieje Apostolskie nie opisują grupy ludzi zdobywających władzę lub bogactwo.
Opisują ludzi gotowych cierpieć. Bitych. Więzionych. Wypędzanych ze swoich domów. Wyśmiewanych. A wielu z nich ostatecznie zabitych za swoje wierne świadectwo.
Trudno uwierzyć, by tylu ludzi oddawało życie za coś, o czym wiedzieli, że jest oszustwem. Apostołowie twierdzili coś bardzo prostego:
„Tego Jezusa wskrzesił Bóg, czego my wszyscy świadkami jesteśmy” (Dz. 2:32).
Nie mówili: „Tak nam się wydaje”. Albo: „Mamy piękną filozofię”.
Mówili: „Widzieliśmy Go.”
1 Jana 1 (1)Ogłaszamy wam to, co było od początku, o czym usłyszeliśmy, co zobaczyliśmy na własne oczy, czemu się przyglądaliśmy i czego dotknęły nasze ręce, a co odnosi się do Słowa życia. (2) Życie bowiem zostało objawione! Poświadczamy to jako naoczni świadkowie! I przynosimy wam wieść o tym życiu wiecznym! Było ono u Ojca, lecz zostało nam objawione. (3) To zatem, co zobaczyliśmy i o czym usłyszeliśmy, przekazujemy wam...
Właśnie dlatego chrześcijaństwo nie zaczyna się od ślepej wiary.
Zaczyna się od faktu. Od wydarzenia. Od pustego grobu. Od zmartwychwstałego Chrystusa.
William Ramsay nie planował zostać obrońcą wiary chrześcijańskiej.
Chciał wręcz obalić jej fundament.
Jednak to nie dowody ugięły się pod ciężarem jego sceptycyzmu.
To jego sceptycyzm ugiął się pod ciężarem dowodów.
I tu pojawia się pytanie dla każdego z nas.
Nie brzmi ono: „Czy istnieją wystarczające dowody?”
Pytanie brzmi raczej:
„Co zrobię z dowodami, które już otrzymałem?”
Bo największym problemem człowieka często nie jest brak światła.
Problemem jest niechęć pójścia za światłem tam, dokąd prowadzi.
Jezus powiedział:
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11:25).
Jeżeli Chrystus rzeczywiście zmartwychwstał, to nie jest tylko postacią historyczną.
Jest żyjącym Panem.
A jeśli jest żyjącym Panem, to domaga się od nas nie tylko podziwu dla dowodów, ale odpowiedzi serca.
Dowody, owszem, mogą doprowadzić człowieka pod sam krzyż.
Ale tylko wiara może sprawić, że uklęknie pod tym krzyżem, przed swoim Zbawicielem.
