czwartek, 25 czerwca 2026

Źródło, którego nie mamy w sobie - na podstawie: A.W. Pink

 


Źródło, którego nie mamy w sobie

A.W. Pink napisał kiedyś:

„Umartwiać pożądliwości ciała, być ukrzyżowanym dla świata, zwyciężać diabła, codziennie umierać dla grzechu i żyć dla sprawiedliwości, być cichym i pokornym sercem, pełnym ufności i posłuszeństwa, pobożnym i cierpliwym, wiernym i nieustępliwym, kochającym i łagodnym; jednym słowem – być chrześcijaninem, być podobnym do Chrystusa, jest zadaniem daleko, daleko przekraczającym ubogie zasoby upadłej ludzkiej natury.”

Każdy szczery chrześcijanin prędzej czy później odkrywa prawdziwość tych słów. Na początku wydaje nam się, że jeśli tylko bardziej się postaramy, będziemy bardziej zdyscyplinowani, bardziej konsekwentni, bardziej gorliwi, to uda nam się żyć tak, jak Bóg tego oczekuje. Jednak z czasem odkrywamy bolesną prawdę: problem nie polega na tym, że próbujemy za mało. Problem polega na tym, że próbujemy własnymi siłami.

Przypomina to człowieka błąkającego się po pustyni. Im bardziej jest spragniony, tym bardziej uświadamia sobie, że nie potrafi sam wyprodukować ani kropli wody. Cała jego energia, wysiłek i determinacja nie są w stanie ugasić pragnienia.

Właśnie do takich ludzi Bóg kieruje słowa z Izajasza:

„Gdy biedni i ubodzy szukają wody, a nie ma jej, i język ich usycha z pragnienia, Ja, Pan, ich wysłucham; Ja, Bóg Izraela, nie opuszczę ich. Otworzę (sprawię, że wytrysną) rzeki na nagich wzgórzach i źródła pośród dolin” (Iz 41:17-18).

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to obietnica dotycząca fizycznej suszy. Jednak Bóg mówi o czymś znacznie głębszym. Mówi o ludzkiej duchowej bezradności. O ludziach, którzy nie mają w sobie zasobów potrzebnych do życia, jakie On nakazuje.

Czy nie tak właśnie czujemy się nieraz? Chcemy przebaczać, ale nosimy urazę. Chcemy być cierpliwi, ale wybuchamy gniewem. Chcemy pokonać grzech, ale ciągle wracamy do tych samych upadków. Chcemy być podobni do Chrystusa, ale odkrywamy, jak bardzo jesteśmy do Niego niepodobni.

I właśnie wtedy Bóg mówi: „Ja otworzę (wypuszczę) rzeki”.

Kilka wieków później Jezus stanął podczas święta w Jerozolimie i zawołał:

„Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak mówi Pismo, z jego wnętrza popłyną rzeki wody żywej” (J 7:37-38).

Jan natychmiast wyjaśnia, że Jezus mówił o Duchu Świętym.

To jest odpowiedź Boga na naszą duchową pustynię.

Bóg nie mówi: „Spróbuj mocniej”. Nie mówi: „Znajdź więcej siły w sobie”. Nie mówi: „Wykop głębiej we własnym sercu”. On mówi: „Przyjdź do Chrystusa i pij”.

Chrześcijańskie życie nie jest historią człowieka, który dzięki niezwykłej samodyscyplinie wspiął się na poziom świętości. Jest historią człowieka, który odkrył własne bankructwo i nauczył się czerpać z niewyczerpanego źródła Bożej łaski.

To Duch Święty daje moc do umartwiania grzechu. To Duch Święty rodzi pokorę tam, gdzie wcześniej była pycha. To Duch Święty uzdalnia do cierpliwości, gdy naturalnie chcielibyśmy się buntować. To Duch Święty sprawia, że człowiek zaczyna kochać to, czego wcześniej nie kochał, i nienawidzić tego, co wcześniej kochał.

Zwróćmy też uwagę na cel Bożego działania:

„Aby widzieli i poznali, rozważyli i zrozumieli wszyscy, że ręka Pana uczyniła to i że to stworzył Święty Izraela.” (Iz 41:20).

Bóg celowo wybiera pustynię. Wybiera miejsca, gdzie człowiek nie może przypisać sukcesu sobie. Gdy na pustyni pojawiają się rzeki, wszyscy wiedzą, że to nie dzieło człowieka. To dzieło Boga.

Podobnie jest z naszym duchowym życiem. Gdy człowiek pełen gniewu staje się łagodny, gdy egoista zaczyna kochać innych, gdy niewolnik grzechu zaczyna chodzić w świętości, chwała nie należy do niego. Wszyscy muszą przyznać: „Ręka Pana to uczyniła”.

Dlatego nie zniechęcaj się, jeśli widzisz swoją słabość. Nie rozpaczaj, gdy odkrywasz, że nie masz w sobie siły, aby być takim chrześcijaninem, jakim powinieneś być. Właśnie to odkrycie jest początkiem duchowego wzrostu.

Błogosławiony jest człowiek, który przestał ufać własnym zasobom i nauczył się przychodzić do Chrystusa z pustymi rękami.

Bo pustynia nie musi sama produkować wody. Wystarczy, że Bóg otworzy źródło.

A Chrystus obiecał, że każdy spragniony, który przyjdzie do Niego, nie odejdzie zawiedziony.


Brak komentarzy: