— Panie Ham, wielu chrześcijan mówi dziś, że Bóg mógł posłużyć się ewolucją i milionami lat, by stworzyć świat. Czy naprawdę jest to aż tak wielki problem? — zapytał student teologii, poprawiając notatnik na kolanach.
Ken Ham spojrzał na niego spokojnie.
— Tak. To ogromny problem, ponieważ dotyka samego charakteru Boga.
— Ale przecież Bóg może wszystko, prawda? Biblia mówi: „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.
— Musimy uważać, co rozumiemy przez „Bóg może wszystko” — odpowiedział Ham. — Bóg nie może zaprzeczyć samemu sobie. Nie może kłamać. Nie może czynić zła. Nie może działać wbrew własnemu świętemu charakterowi.
Student zamyślił się.
— Czyli uważa pan, że użycie ewolucji byłoby sprzeczne z Bożą naturą?
— Właśnie tak. Spójrz, jak Biblia opisuje Boga. Gdy Chrystus przyszedł na świat, uzdrawiał chorych. Wskrzeszał umarłych. Walczył ze skutkami śmierci i przekleństwa. A 1 List do Koryntian 15:26 nazywa śmierć „ostatnim wrogiem”.
— Nigdy wcześniej nie myślałem o tym w ten sposób…
— A teraz pomyśl o ewolucji — ciągnął Ham. — Ewolucja wymaga milionów lat umierania, cierpienia, przemocy i chorób. Według tej idei świat od samego początku miał być pełen walki i śmierci. Silniejszy przeżywa, słabszy ginie. To właśnie mechanizm ewolucji.
— Ale wielu chrześcijan mówi, że Bóg kierował tym procesem.
Ham pokręcił głową.
— Wtedy pojawia się pytanie: co Bóg nazwał „bardzo dobrym” w Księdze Rodzaju? Rak? Pasożyty? Rozszarpywanie zwierząt? Miliony lat śmierci przed grzechem człowieka?
Student milczał.
— Biblia mówi jasno — kontynuował Ham ciszej. — Śmierć weszła na świat przez grzech człowieka. List do Rzymian 5:12 mówi: „przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć”. Świat został skażony po upadku Adama. Dlatego dziś stworzenie „jęczy i wzdycha” — jak czytamy w Rzymian 8:22.
— Czyli według Biblii cierpienie nie było częścią pierwotnego stworzenia?
— Właśnie. Bóg stworzył świat doskonały. Dopiero bunt człowieka sprowadził przekleństwo. Jeśli jednak przyjmiemy miliony lat śmierci przed Adamem, wtedy śmierć nie jest skutkiem grzechu. Staje się narzędziem stworzenia. A to zmienia całą historię odkupienia.
Student zmarszczył brwi.
— Nigdy nie widziałem związku między Księgą Rodzaju a Ewangelią aż tak wyraźnie.
— A powinieneś — odparł Ham. — Jeśli śmierć istniała przed grzechem, to dlaczego Jezus musiał umrzeć, by pokonać skutek grzechu? Cała Ewangelia opiera się na historyczności upadku człowieka. Pierwszy Adam sprowadził śmierć. Ostatni Adam — Chrystus — przynosi życie.
Przez chwilę obaj siedzieli w ciszy.
W końcu student odezwał się cicho:
— Czyli problem nie dotyczy jedynie wieku ziemi?
— Nie. Ostatecznie chodzi o autorytet Słowa Bożego. Czy zaczynamy od objawienia Boga, czy od ludzkich teorii? Wielu próbuje dopasować Biblię do współczesnych idei. Ale chrześcijanin powinien zaczynać od Bożego Słowa i przez nie interpretować świat — nie odwrotnie.
Student zamknął notatnik.
— Rozumiem teraz, dlaczego uważa pan tę kwestię za tak ważną. To nie tylko debata o stworzeniu. To pytanie o to, kim jest Bóg.
Ham skinął głową.
— Dokładnie. Jeśli Bóg nazwał stworzenie „bardzo dobrym”, to nie możemy przypisywać Mu milionów lat śmierci i cierpienia jako metody tworzenia życia. Śmierć jest wrogiem, którego Chrystus przyszedł pokonać — nie narzędziem, którym Bóg miałby się posługiwać, by stworzyć człowieka.
— Panie Ham… — student odezwał się po chwili — jak to wszystko ma się do moralności? Czy pogląd na stworzenie naprawdę wpływa na to, jak człowiek rozumie dobro i zło?
Ken Ham uśmiechnął się lekko.
— Bardziej, niż wielu przypuszcza. Ponieważ pytanie o stworzenie jest ostatecznie pytaniem o fundament rzeczywistości. A jeśli zmienisz fundament, zmieni się również moralność.
— W jaki sposób?
— Jeśli człowiek jest jedynie wynikiem ślepego procesu ewolucji, produktem przypadku i walki o przetrwanie, wtedy moralność staje się czymś względnym. Ostatecznie nie istnieje obiektywne „dobro” ani „zło” — są tylko zachowania, które pomagają przetrwać gatunkowi.
— Ale przecież wielu ewolucjonistów mówi o moralności, altruizmie czy współczuciu.
— Oczywiście. Ludzie nadal noszą w sobie obraz Boga i mają sumienie. Biblia mówi o tym w Liście do Rzymian 2. Problem polega jednak na fundamencie. Jeśli natura jest ostatecznym autorytetem, to natura nie zna moralności. W przyrodzie silniejszy pożera słabszego. Liczy się przetrwanie, dominacja, selekcja.
Student zamyślił się.
— Czyli według pana ewolucja nie daje podstaw do obiektywnej etyki?
— Właśnie. Jeśli śmierć, przemoc i eliminacja słabszych były przez miliony lat narzędziem „postępu”, to dlaczego mielibyśmy uważać poświęcenie, miłosierdzie czy ochronę słabych za coś obiektywnie dobrego? W świecie czysto materialistycznym moralność staje się jedynie społeczną umową.
— A chrześcijaństwo?
— Chrześcijaństwo mówi coś zupełnie innego. Człowiek nie jest przypadkiem. Został stworzony na obraz Boga. Dlatego ludzkie życie ma wartość. Dlatego mord jest zły. Dlatego miłość, wierność i sprawiedliwość są dobre — ponieważ odzwierciedlają charakter Boga.
— Czyli moralność jest zakorzeniona w tym, kim jest Bóg?
— Tak. Moralność nie jest wymysłem społeczeństwa. Wypływa z Bożej natury. Dlatego zmiana historii stworzenia wpływa także na sposób rozumienia dobra i zła.
Student spojrzał przez okno.
— Nigdy nie łączyłem tych rzeczy razem. Myślałem, że spór o stworzenie dotyczy głównie nauki.
— A dotyczy znacznie więcej — odpowiedział Ham. — Jeśli zaakceptujesz ideę, że śmierć i walka są twórczym mechanizmem życia, to stopniowo zmienia się także sposób patrzenia na człowieka. Historia pokazuje, że gdy ludzie zaczynali traktować człowieka jako biologiczny produkt natury, łatwiej usprawiedliwiali rasizm, eugenikę czy eliminację „słabszych”.
— Mocne słowa…
— Ale prawdziwe. Kiedy odrywasz moralność od Boga, zostaje tylko siła, większość albo użyteczność. Biblia natomiast mówi, że standard dobra znajduje się poza człowiekiem — w świętym charakterze Stwórcy.
— Czy dlatego Jezus tak często okazywał współczucie słabym i cierpiącym?
— Tak. Chrystus nie działał według zasady „przetrwania najlepiej przystosowanych”. Dotykał trędowatych. Podnosił słabych. Służył innym. Oddał własne życie. Ewangelia stoi w całkowitej opozycji do idei, że siła i eliminacja słabszych prowadzą świat ku lepszemu.
Student spuścił wzrok.
— Czyli pytanie o stworzenie ostatecznie prowadzi do pytania: kim jest człowiek… i jaki jest Bóg.
— Dokładnie — odpowiedział Ham. — A od odpowiedzi na te pytania zależy także to, jak rozumiemy moralność, godność człowieka i samo znaczenie dobra oraz zła.
— Ale chwileczkę — odezwał się student. — Przecież inne religie też uczą dobra. Mówią o współczuciu, pomocy biednym, moralności. Czy chrześcijaństwo naprawdę jest tutaj wyjątkowe?
Ken Ham skinął głową.
— To ważne pytanie. Tak, wiele religii zachęca do czynienia dobra. Wiele systemów etycznych potrafi dostrzec, że egoizm, przemoc czy kłamstwo niszczą człowieka i społeczeństwo. Chrześcijanin nie musi temu zaprzeczać.
— Czyli istnieje pewna wspólna moralność?
— Do pewnego stopnia tak. Biblia tłumaczy to tym, że wszyscy ludzie są stworzeni na obraz Boga i mają sumienie. Nawet świat po upadku nie utracił całkowicie świadomości dobra i zła. Dlatego również niewierzący potrafią kochać swoje dzieci, okazywać miłosierdzie czy poświęcać się dla innych.
— To brzmi rozsądnie. Więc gdzie leży różnica?
— W fundamencie i celu. Chrześcijaństwo nie mówi jedynie: „czyń dobro”. Ono odpowiada na pytanie: dlaczego dobro w ogóle istnieje i skąd człowiek wie, czym ono jest.
Student uniósł brew.
— A inne religie?
— W wielu religiach dobro jest drogą do osiągnięcia czegoś: oświecenia, harmonii, lepszego życia, karmy czy zbawienia zdobywanego uczynkami. Chrześcijaństwo zaczyna inaczej — od Boga świętego i od problemu ludzkiego serca.
— Czyli, że 10-przykazań nie wystarczy?
— Biblia mówi, że problem człowieka nie polega wyłącznie na braku moralności, ale na oddzieleniu od Boga przez grzech. Człowiek potrzebuje nie tylko instrukcji moralnych, ale nowego serca. Dlatego chrześcijaństwo nie opiera się jedynie na etyce, lecz na odkupieniu w Chrystusie.
— Czyli dobre uczynki nie są centrum?
— Nie jako sposób zasłużenia na zbawienie. Dobre uczynki są owocem pojednania z Bogiem, a nie drabiną do nieba. W chrześcijaństwie moralność wypływa z relacji ze Stwórcą.
Student zamyślił się.
— Czyli dwie osoby mogą robić podobne rzeczy — pomagać biednym czy troszczyć się o rodzinę — ale rozumieć to całkowicie inaczej?
— Właśnie tak. Zewnętrzne czyny mogą wyglądać podobnie, ale pytania pozostają: czym jest dobro? kto je definiuje? po co człowiek istnieje? dlaczego życie ma wartość?
— A chrześcijańska odpowiedź brzmi?
Ham odpowiedział spokojnie:
— Dobro istnieje, ponieważ istnieje dobry Bóg. Człowiek ma wartość, ponieważ został stworzony na obraz Boga. Moralność nie jest ludzkim wynalazkiem ani zmienną opinią kultury. Jest odbiciem charakteru Stwórcy.
— A Jezus?
— Jezus nie przyszedł jedynie nauczać moralności. Wielu nauczycieli religijnych dawało zasady. Chrystus przyszedł zbawić grzeszników i pojednać ich z Bogiem. Dlatego chrześcijaństwo nie mówi tylko: „staraj się być dobry”, ale: „potrzebujesz nowego życia”.
Student przez chwilę siedział w ciszy.
— Rozumiem… Inne religie mogą dostrzegać pewne elementy dobra, ale chrześcijaństwo twierdzi, że pełne znaczenie dobra można zrozumieć dopiero wtedy, gdy zna się Boga jako Stwórcę i Odkupiciela.
— Tak — odpowiedział Ham. — Bez Boga ludzie mogą mówić o moralności, ale trudno im odpowiedzieć, dlaczego dobro miałoby być naprawdę obowiązujące dla wszystkich. Chrześcijaństwo zakorzenia dobro nie w człowieku, lecz w niezmiennym charakterze Boga.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz