Szkoła Bożej Opatrzności czyli o trzeźwości i darze refleksji
Pewien pastor opowiadał, że pojechał kiedyś do domu, w którym zmarł ukochany ojciec rodziny. W salonie siedzieli bliscy. Nikt nie miał ochoty na rozmowę. Nie było śmiechu, nie było rozmów o planach na przyszłość. Były tylko łzy, cisza i pytania.
Usiadł obok syna zmarłego. Młody mężczyzna patrzył w podłogę.
– Dlaczego Bóg na to pozwolił? – zapytał w końcu.
Pastor nie odpowiedział od razu. Po chwili wskazał na rodzinne zdjęcia stojące na półce.
– Powiedz mi, kiedy ostatni raz tak głęboko myślałeś o swoim życiu, o wieczności, o Bogu?
Mężczyzna milczał.
Bo znał odpowiedź.
Nie podczas rodzinnego grilla. Nie podczas awansu w pracy. Nie podczas wakacji. Nie wtedy, gdy wszystko układało się dobrze.
Dopiero teraz. Dopiero w domu żałoby.
To właśnie dlatego Salomon napisał:
„Lepiej jest iść do domu żałoby, niż iść do domu biesiady, gdyż tam jest koniec wszystkich ludzi, a żyjący niech to sobie bierze do serca” (Kazn. 7:2).
To zdanie wydaje się niemal okrutne. Jak dom żałoby może być lepszy od domu biesiady? Jak cierpienie może być korzystniejsze od radości?
A jednak każdy człowiek, który przeszedł przez głębokie cierpienie, wie, że istnieją lekcje, których nie można nauczyć się nigdzie indziej.
_______________________
Kiedy przychodzi cierpienie, naturalnym odruchem jest ucieczka. Chcemy jak najszybciej pozbyć się bólu. Modlimy się o zmianę okoliczności. Pytamy: „Panie, kiedy to się skończy?”
Tymczasem Bóg często pyta o coś innego: „Czego masz się przez to nauczyć?”
Nie oznacza to, że cierpienie samo w sobie jest dobre. Śmierć, choroba, strata i rozczarowanie są skutkami upadłego świata. Jednak w rękach Boga nawet te bolesne doświadczenia stają się narzędziami Jego mądrości.
Jakub napisał:
„Poczytujcie to sobie za najwyższą radość, moi bracia, gdy przechodzicie rozmaite próby”.
Nie dlatego, że próby są przyjemne.
Ale dlatego, że Bóg... nigdy nie cierpi na brak celu.
Nic nie zdarza się w życiu Jego dzieci przypadkiem.
Cierpienie przywraca trzeźwość
W czasach pomyślności człowiek łatwo staje się lekkomyślny. Nie chodzi o brak inteligencji, lecz o brak duchowej rozwagi.
Gdy wszystko działa, mamy wrażenie, że zawsze tak będzie.
Planujemy lata naprzód.
Gromadzimy rzeczy.
Budujemy swoją małą niezależność i poczucie bezpieczeństwa.
Żyjemy tak, jakby śmierć była problemem innych ludzi.
Dom biesiady jest pełen świateł, muzyki i rozmów. Nikt nie chce tam mówić o przemijaniu.
Ale dom żałoby jest inny.
Tam nagle wszystkie iluzje rozpadają się jak cienkie szkło.
Tam człowiek przypomina sobie, że jego dni są policzone.
Tam zaczyna zadawać pytania, które od miesięcy lub lat zagłuszał hałasem codzienności:
- Kim naprawdę jestem?
- Dokąd zmierzam?
- Czy jestem gotowy na spotkanie ze Świętym Bogiem?
- Na czym zbudowałem swoje życie?
To właśnie dlatego cierpienie często staje się początkiem prawdziwej mądrości.
Chwila, w której maski opadają
W pomyślności potrafimy długo ukrywać prawdę o sobie.
Możemy sprawiać wrażenie silnych, samowystarczalnych i pobożnych.
Jednak cierpienie działa jak ogień.
Pokazuje, co naprawdę znajduje się w sercu.
Ukazuje nasze lęki. Nasze bożki, pychę, naszą bezradność.
Prorok Jeremiasz pisał o człowieku dotkniętym Bożą ręką:
„Niech siedzi samotnie i milczy, gdyż On nałożył to na niego” (Lam. 3:28).
To nie jest obraz rozpaczy.
To obraz człowieka, który po raz pierwszy od dawna przestał być zabieganiy.
Przestał się tłumaczyć.
Przestał zagłuszać sumienie.
Usiadł przed Bogiem i zaczął słuchać.
Właśnie wtedy rozpoczyna się szkoła Bożej Opatrzności.
Pytanie ważniejsze niż „dlaczego?”
Osoba targana emocjami często pyta:
„Dlaczego?”
Dlaczego właśnie ja?
Dlaczego teraz?
Dlaczego tak bardzo boli?
A Bóg nie zawsze odpowiada na wszystkie nasze „dlaczego”.
Księga Hioba jest tego najlepszym przykładem.
Ale bardzo często kieruje nasze oczy ku ważniejszemu pytaniu:
„Do czego chcę cię przez to doprowadzić?”
Bo celem Boga nie jest jedynie poprawa naszych okoliczności.
Jego celem jest przemiana naszego serca, nastrojenie go do muzyki nieba, ubranie w szaty, które podobają się Królowi Królów..
On pragnie wytworzyć w nas to, co Biblia nazywa „owocem pokoju i sprawiedliwości” (Jak.3:18).
Pragnie oderwać nas od świata, który przemija, i skierować nasze oczy ku wieczności.
Spojrzenie na Chrystusa
Największą pociechą dla cierpiącego nie jest myśl, że cierpienie ma sens.
Największą pociechą jest Osoba... Jezus Chrystus.
On nie stoi daleko od naszego bólu. Nie obserwuje go z bezpiecznej odległości.
Był „mężem boleści, doświadczonym w cierpieniu” (Iz. 53:3).
Płakał przy grobie Łazarza. Znał odrzucenie. Znał samotność. Znał zdradę. Znał fizyczny ból.
A na krzyżu poniósł ciężar znacznie większy niż jakiekolwiek ludzkie cierpienie – gniew Boży za grzech.
Dlatego gdy przechodzisz przez ciemną dolinę, nie idziesz drogą, której On sam wcześniej nie przeszedł.
Twoje łzy nie są Mu obce. Twoje pytania nie są Mu obce. Twoje zmagania nie są Mu obce.
Zastosowanie
Jeżeli dziś twoje serce jest rozbite, nie spiesz się z ucieczką od bólu.
Nie pozwól, aby cierpienie zostało zmarnowane.
Usiądź przed Bogiem. Otwórz Jego Słowo.
Zapytaj nie tylko: „Panie, kiedy to się skończy?”, ale również: „Panie, czego chcesz mnie nauczyć?”
Być może właśnie teraz, w domu żałoby, w czasie próby, w miejscu łez i pytań, uczysz się lekcji, której nie można zdobyć w żadnej innej szkole.
Bo szkoła Bożej Opatrzności jest bolesna.
Ale jej Nauczyciel jest doskonały.
A ci, którzy przechodzą przez jej mury, często odkrywają, że właśnie tam nauczyli się najbardziej ufać Bogu, najbardziej cenić Chrystusa i najbardziej tęsknić za niebem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz