Gdy współczucie zmienia znaczenie: chrześcijańska odpowiedź na kulturę eutanazji
Współczesny świat coraz częściej przedstawia eutanazję i wspomagane samobójstwo jako akty miłosierdzia. Argument wydaje się prosty: jeśli człowiek cierpi, a jego sytuacja wydaje się beznadziejna, najwspanialszym przejawem współczucia jest zakończenie jego życia. Jednak historia ostatnich dekad pokazuje, że gdy społeczeństwo raz zaakceptuje zasadę, że życie niektórych ludzi nie jest warte dalszego przeżywania, granice zaczynają się przesuwać.
To właśnie obserwujemy w wielu krajach Zachodu.
Początkowo obiecywano, że wspomagane samobójstwo będzie dotyczyło jedynie osób umierających, świadomych swojej decyzji i znajdujących się w skrajnych sytuacjach. Dziś w niektórych krajach kryteria obejmują przewlekłe choroby, niepełnosprawność, cierpienie psychiczne, a nawet ciężkie depresje. Coraz częściej pojawiają się głosy, by rozszerzać te praktyki na osoby niezdolne do wyrażenia zgody.
To nie jest przypadek. Jest to konsekwencja przyjęcia określonej wizji człowieka.
Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego ludzkie życie ma wartość?
Świat świecki często próbuje budować godność człowieka na takich kryteriach jak świadomość, samodzielność, produktywność czy jakość życia. Problem polega na tym, że wszystkie te rzeczy można utracić.
Pismo Święte wskazuje zupełnie inną podstawę:
„Stworzył więc Bóg człowieka na obraz swój; na obraz Boga stworzył go.”
(Rdz 1:27)
Człowiek posiada wartość nie dlatego, że jest zdrowy, silny, inteligentny czy samodzielny. Ma wartość dlatego, że został stworzony na obraz Boga.
Właśnie dlatego niemowlę, osoba niepełnosprawna, człowiek cierpiący na demencję czy umierający pacjent mają dokładnie tę samą godność co zdrowy i produktywny obywatel.
Obraz Boga nie zanika
Jan Kalwin podkreślał, że choć grzech zniekształcił człowieka, nie usunął całkowicie obrazu Boga. Dlatego nawet najbardziej słaby i zniszczony człowiek pozostaje kimś, komu należy się szacunek i ochrona.
Kalwin pisał, że gdy patrzymy na drugiego człowieka, mamy widzieć w nim nie jego aktualną użyteczność, ale odbicie Bożego dzieła stworzenia.
Jeśli zapomnimy o tej prawdzie, bardzo szybko zaczniemy oceniać ludzi według ich przydatności.
Kiedy współczucie staje się okrucieństwem
Jednym z największych błędów naszych czasów jest utożsamienie miłości z eliminacją cierpienia za wszelką cenę.
Biblia przedstawia współczucie inaczej.
Jezus nie przyszedł po to, by usuwać cierpiących ludzi. Przyszedł, by być z nimi.
„Płaczcie z płaczącymi” (Rz 12:15) nie oznacza: „Usuńcie płaczących”.
Prawdziwa miłość nie skraca życia człowieka, ale towarzyszy mu w cierpieniu.
Grzech zaczyna się od błędnego myślenia
Grzech rzadko pojawia się nagle. Najpierw zmienia nasz sposób myślenia.
Społeczeństwo nie przechodzi od ochrony życia do zabijania najsłabszych w jeden dzień. Najpierw zmienia definicje.
Zabicie staje się „pomocą medyczną”.
Samobójstwo staje się „opieką zdrowotną”.
Śmierć staje się „terapią”.
Gdy człowiek zaczyna usprawiedliwiać grzech pięknymi (mądrze brzmiącymi, naukowymi) słowami, jego sumienie stopniowo traci zdolność właściwego rozróżniania dobra i zła.
Czy cierpienie odbiera sens życiu?
Wiele argumentów za eutanazją opiera się na założeniu, że życie w cierpieniu przestaje być wartościowe.
Biblia nigdy tak nie naucza.
Apostoł Paweł pisał:
„Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć nasz zewnętrzny człowiek niszczeje, jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem.” (2 Kor 4:16)
Chrześcijaństwo nie gloryfikuje bólu. Nie mówi, że cierpienie jest dobre samo w sobie. Uczy jednak, że wartość człowieka nie zależy od jego poziomu komfortu.
Świadectwo Joni Eareckson Tada doskonale ilustruje tę prawdę. Sparaliżowana od młodości, wielokrotnie mówiła, że gdyby oceniano wartość życia wyłącznie przez pryzmat sprawności i wygody, jej życie zostałoby uznane za bezwartościowe. Tymczasem właśnie przez swoje cierpienie stała się świadectwem Bożej łaski dla milionów ludzi.
To pokazuje, jak ograniczona jest ludzka perspektywa.
Bóg jest właścicielem życia
Biblia nieustannie przypomina, że człowiek nie jest właścicielem samego siebie.
„Pan daje (życie) i Pan odbiera.” (Hioba 1:21)
„ Ja zabijam i ożywiam, ja ranię i ja leczę...” (Pwt 32:39)
Życie jest darem powierzonym nam przez Boga. Nie mamy moralnego prawa decydować, które życie jest jeszcze warte ochrony, a które już nie.
Autonomia człowieka jest największą iluzją
R.C. Sproul często wskazywał, że rdzeniem wielu współczesnych błędów jest przekonanie o ludzkiej autonomii. Człowiek chce sam decydować o tym,co dobre i złe, o życiu i śmierci.
To właśnie było istotą pierwszego kuszenia w Edenie:
„Będziecie jak Bóg znający dobro i zło.” (Rdz 3:5)
Eutanazja jest ostatecznie pytaniem o to, kto ma władzę nad życiem. Bóg czy człowiek?
Ewangelia dla cierpiących
Najgłębsza odpowiedź chrześcijaństwa na problem cierpienia nie jest filozoficzna, lecz osobowa.
Chrystus sam wszedł w ludzkie cierpienie. To On stał się „Mężem boleści, doświadczonym w cierpieniu.” (Iz 53:3)
Nie obserwował bólu z daleka. Nie zaproponował szybkiej ucieczki od cierpienia. Sam przeszedł przez cierpienie, opuszczenie i śmierć.
A potem zmartwychwstał.
Dlatego chrześcijańska nadzieja nie polega na skróceniu życia, lecz na obietnicy nowego życia.
„I otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu, a śmierci już nie będzie.” (Obj 21:4)
Historia pokazuje, że gdy społeczeństwo zaczyna wartościować ludzi według jakości życia, produktywności czy kosztów opieki, granice nie pozostają na swoim miejscu. To, co początkowo przedstawiano jako szczególny wyjątek, stopniowo staje się normą.
Biblia prowadzi nas w przeciwnym kierunku.
Każdy człowiek — od nienarodzonego dziecka po umierającego starca — nosi obraz Boga. Każde życie ma niezbywalną godność. Każdy cierpiący potrzebuje nie śmierci, lecz miłości, obecności, opieki i nadziei Ewangelii.
Kościół nie jest powołany do pomagania ludziom umrzeć. Jest powołany do pomagania im żyć, kochać i ufać Chrystusowi aż do dnia, gdy sam Pan zakończy ich ziemską pielgrzymkę.
Z artykułu... Jak argument o równi pochyłej odnosi się do ewolucji przepisów?
Rozszerzanie kryteriów kwalifikacji: Przepisy, które początkowo miały dotyczyć wyłącznie osób w obliczu nieuchronnej śmierci (choroby terminalne), z czasem są nowelizowane lub interpretowane tak, by obejmowały choroby przewlekłe oraz niepełnosprawność. W krajach takich jak Belgia, Holandia czy Kanada, do listy uzasadniającej wspomagane samobójstwo dopisano nawet choroby psychiczne i depresję.
Przejście od zgody do braku możliwości jej wyrażenia: Pierwotne obietnice często zakładają, że procedura będzie dostępna tylko dla osób świadomych, mogących wyrazić dobrowolną zgodę. Jednak ewolucja tych przepisów prowadzi do propozycji objęcia nimi osób, które nie mogą mówić ani poprosić o pomoc, jak ma to miejsce w przypadku postulatów dotyczących niemowląt w Kanadzie.
Erozja zabezpieczeń medycznych: Choć prawo może teoretycznie wymagać oceny psychiatrycznej, by upewnić się, że pacjent jest poczytalny, w praktyce te zabezpieczenia bywają ignorowane. Przykład: Oregon - po legalizacji procedury ponad 96% osób, którym podano środki letalne, nie przeszło oceny psychiatrycznej.
Zmiana wartościowania życia: Argument ten wskazuje, że gdy prawo przestaje uznawać przyrodzoną godność życia, zaczyna je oceniać według innych kryteriów, takich jak wygoda lub koszty finansowe. Prowadzi to do niebezpiecznego przejścia od statusu osoby „uprawnionej do śmierci” do osoby, od której „oczekuje się śmierci”.
Postulat dotyczący włączenia niemowląt do kanadyjskiego programu wspomaganego umierania (MAiD) budzi szczególne kontrowersje, ponieważ oznacza przejście od zaprzestania uporczywej terapii do celowego uśmiercania noworodków.
Dlaczego postulat dotyczący niemowląt w Kanadzie budzi takie kontrowersje?
Główne powody sprzeciwu i kontrowersji wymienione w artykule to:
Brak możliwości wyrażenia zgody: Niemowlęta to pacjenci, którzy nie mogą mówić, nie mogą wyrazić zgody ani poprosić o pomoc. Narusza to pierwotne założenia przepisów o wspomaganym samobójstwie, które obiecywano ograniczyć wyłącznie do osób świadomych, zdolnych do podjęcia samodzielnej decyzji.
Przekroczenie granicy etycznej: Choć obecne prawo w Kanadzie pozwala na wycofanie leczenia podtrzymującego życie u krytycznie chorych noworodków, nowa propozycja jest określana przez krytyków jako „wyrachowane zabijanie niemowląt”. Budzi to pytanie o to, gdzie medycyna wyznaczy kolejną granicę, jeśli ta zostanie przekroczona.
Zarzut abdykacji z odpowiedzialności: Krytycy twierdzą, że takie działania są przeciwieństwem współczucia i stanowią rezygnację cywilizowanego społeczeństwa z obowiązku opieki nad tymi, którzy jej najbardziej potrzebują.
Mechanizm „równi pochyłej”: Postulat ten jest postrzegany jako dowód na to, że przepisy dotyczące eutanazji nigdy nie zatrzymują się na rzadkich przypadkach, dla których zostały stworzone. Zamiast ochrony przyrodzonej godności każdego człowieka, życie zaczyna być oceniane na podstawie kryteriów takich jak wygoda czy koszty finansowe.
Odejście od tradycji medycznej: Źródła przywołują literackie i historyczne przestrogi przed lekarzami, którzy odwracają się od przysięgi Hipokratesa, by zabijać „urodzone dzieci z wadami rozwojowymi” w imię źle pojętego dobra ludzkości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz