Pewnego dnia po nabożeństwie podszedł do mnie człowiek i mówi:
— Jezus powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. To znaczy, że decyzja należy do człowieka. Jeśli ktoś chce, przyjdzie. Jeśli nie chce, nie przyjdzie. Nie potrzeba żadnego szczególnego działania Boga.
Na to odpowiadam:
— A dlaczego jeden chce przyjść, a drugi nie chce? Dlaczego dwaj ludzie słyszą tę samą Ewangelię, siedzą w tej samej ławce, słuchają tego samego kazania, a jeden wychodzi skruszony, a drugi obojętny?
— Po prostu, bo jeden z nich podjął właściwą decyzję.
— No dobrze, ale skąd wzięła się ta właściwa decyzja? Czy człowiek z natury szuka Boga? Czy serce grzesznika samo z siebie pragnie Chrystusa?
Zapadła chwila ciszy...
To właśnie pytanie prowadzi nas do jednego z najgłębszych tematów Pisma Świętego: dlaczego jedni przychodzą do Chrystusa, a inni pozostają daleko?
Zaproszenie dla wszystkich
Nikt nie powinien mieć wątpliwości: Ewangelia jest zaproszeniem skierowanym do wszystkich ludzi.
Pan Jezus powiedział:
„Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.” (Mt 11,28)
Kościół nie ma prawa wybierać, komu głosić Ewangelię. Nie mamy mówić: „Temu tak, a temu nie”. Każdy człowiek powinien usłyszeć wezwanie do opamiętania i wiary.
Gdy głosimy Ewangelię, możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć każdemu:
„Jeżeli przyjdziesz do Chrystusa, On cię nie odrzuci.”
To nie jest tylko nasze przypuszczenie. To obietnica samego Pana:
„Tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz.” (J 6:37)
Każdy, kto przychodzi do Chrystusa, znajduje przebaczenie, łaskę i życie.
Ale pozostaje pytanie: dlaczego jedni przychodzą, a inni nie?
Diagnoza Jezusa
Współczesny człowiek lubi myśleć o sobie jako o kimś duchowo neutralnym.
Mówi:
„Jeżeli będę chciał, uwierzę. Jeżeli nie będę chciał, nie uwierzę.”
Jednak Jezus przedstawia inną diagnozę.
Powiedział:
„Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli mu to nie jest dane od Ojca.” (J 6:65)
Zwróćmy uwagę na słowa „nie może”.
Jezus nie mówi tylko, że człowiek „nie chce”. Mówi, że nie może.
Problem nie leży wyłącznie w braku informacji. Problem tkwi w sercu.
Człowiek upadły jest jak Łazarz w grobie. Nie potrzebuje jedynie słów zachęty. Potrzebuje słowa życia.
Martwy człowiek nie odrzuca pomocy dlatego, że ją dokładnie przemyślał. On nie reaguje dlatego, że jest martwy.
Podobnie grzesznik potrzebuje czegoś więcej niż argumentów. Potrzebuje działania Ducha Świętego.
Rolnik i tajemnica wzrostu
Paweł używa pięknego obrazu.
Mówi:
„Ja zasadziłem, Apollos podlał, ale Bóg dał wzrost.” (1 Kor 3:6)
Wyobraźmy sobie rolnika. Wychodzi na pole i rozsiewa ziarno.
Nie wybiera tylko najlepszych miejsc. Sieje szeroko.
Potem czeka.
Nie potrafi stworzyć życia wewnątrz ziarna.
Nie może nakazać deszczowi, aby spadł.
Nie może rozkazać słońcu, by ogrzało ziemię.
Wszystko, co może zrobić, to wiernie siać i czekać.
Tak samo jest z głoszeniem Ewangelii.
Naszym zadaniem jest siać.
Mamy wołać do ludzi:
„Przyjdź do Chrystusa!”
Ale tylko Bóg może sprawić, że martwe serce zacznie bić dla Niego.
Tylko łaska może dać to, co jest wymagane...
To jedna z najpiękniejszych prawd Ewangelii.
Bóg nie tylko nakazuje wierzyć.
Bóg daje także zdolność do wiary.
Nie tylko mówi: „Przyjdź.”
On również otwiera oczy, zmiękcza serce i wzbudza pragnienie przyjścia.
Podobnie jest z każdym Bożym przykazaniem.
Bóg mówi: „Bądźcie świętymi.”
A jednocześnie daje Ducha Świętego, który uświęca.
Bóg mówi: „Opamiętajcie się.”
A jednocześnie daje skruszone serce.
Bóg mówi: „Uwierzcie.”
A jednocześnie daje wiarę.
Całe zbawienie jest od początku do końca dziełem łaski.
Dlatego nikt w niebie nie będzie mógł powiedzieć:
„Jestem tutaj, bo byłem różsądniejszy od innych.”
Wszyscy będą śpiewać tę samą pieśń (Ap.5:12): „Godzien jest ten Baranek zabity wziąć moc i bogactwo, i mądrość, i siłę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo..”
Dlaczego to ma znaczenie?
Ta prawda daje niezbędną dla królewskiego przyjęcia szatę pokory.
Gdy patrzymy na własne nawrócenie, nie możemy chlubić się sobą i swoimi zasługami.
Nie możemy mówić: „Byłem bardziej rozsądny niż inni.”
Mówimy raczej: „Panie, dziękuję, że otworzyłeś moje oczy.”
Ta prawda daje również nadzieję w ewangelizacji.
Być może modlisz się za dziecko, współmałżonka albo przyjaciela, który od lat odrzuca Ewangelię.
Gdyby zbawienie zależało wyłącznie od ludzkiej decyzji, moglibyśmy rozpaczać.
Ale skoro Bóg potrafi otworzyć najtwardsze serce, nigdy nie tracimy nadziei.
Przecież otworzył serce Lidii.
Przemienił prześladowcę Saula.
Przyprowadził do siebie łotra na krzyżu.
I nadal czyni to samo.
Zakończenie
Wyobraźmy sobie jeszcze jedną scenę.
Po kazaniu młody człowiek siedzi sam w ławce. W jego sercu toczy się walka. Wie, że powinien przyjść do Chrystusa, ale boi się. Myśli o swoich grzechach, porażkach i latach zmarnowanego życia.
Podchodzi do niego starszy wierzący.
— O czym tak myślisz?
— Zastanawiam się, czy Chrystus przyjąłby kogoś takiego jak ja.
— A dlaczego miałby nie przyjąć?
— Za dużo złego zrobiłem.
— Czy słyszałeś dzisiaj, co powiedział Jezus?
— Które słowa?
— „Tego, który do mnie przychodzi, precz nie odrzucę.”
— Ale skąd mam wiedzieć, czy jestem jednym z tych, których Ojciec daje Synowi?
Starszy brat uśmiechnął się.
— Nie próbuj zaglądać do księgi Bożych tajemnic. Tam, Bóg nie kazał nam szukać odpowiedzi. Kazał nam patrzeć na Chrystusa.
— Ale co konkretnie mam zrobić?
— To, co mówi Ewangelia. Opamiętaj się. Uwierz w wystarczalność Jezusa. Przyjdź do Niego ze wszystkim, co masz w sercu...
— A jeśli nie będę potrafił?
— Czy masz pragnienie aby do Niego przyjść?
— Tak... chyba tak.
— A jak myślisz, skąd wzięło się to pragnienie? Martwe serca nie tęsknią za Chrystusem. Kamienne serca nie szukają przebaczenia. Jeśli słyszysz dziś Jego głos i odczuwasz potrzebę Zbawiciela, nie kombinuj, nie uciekaj od Niego.
Młody człowiek spuścił głowę.
— A jeśli przyjdę i zostanę odrzucony?
Starszy brat otworzył Biblię i położył otwartę dłoń na tekście.
— Znajdź mi jedno miejsce, gdzie ktoś przyszedł do Jezusa ze skruchą i wiarą, a On powiedział: „Odejdź. Nie ma dla ciebie miejsca.”
Po chwili milczenia młody człowiek pokręcił głową.
— Chyba nie ma takiego miejsca.
— Właśnie. Nie ma. Są natomiast tysiące dowodów Jego miłosierdzia. Celnicy, nierządnice, złodzieje, prześladowcy, ludzie religijni i ludzie z tzw. dna społecznego. Wszyscy znaleźli łaskę, gdy przyszli do Niego.
— Więc co powinienem zrobić teraz?
— Nie roztrząsaj tego, czego Bóg nie objawił. Odpowiedz na to, co objawił. Chrystus mówi: „Przyjdź”. Nie jutro. Nie za rok. Dzisiaj.
I właśnie takie jest przesłanie Ewangelii dla każdego z nas.
Nie pytaj: „Czy jestem wybrany?”
Zapytaj siebie: „Czy chcę przyjść do Chrystusa?”
Podobnie, nie pytaj: „Czy Bóg może mnie przyjąć?”
Chrystus już odpowiedział:
„Tego, który do mnie przychodzi, nie odrzucę precz.”
Jeżeli więc słyszysz dziś Jego głos, nie zatwardzaj (nie zagłuszaj, nie znieczulaj) serca. Przyjdź do Niego ze swoim grzechem, ciężarem, winą i bezradnością. A gdy przyjdziesz, odkryjesz ku swojej radości, że to Dobry Pasterz przez cały czas szukał swojej owcy i prowadził ją do domu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz