Ian H. Murray
Ojciec, który nie przestał wierzyć
Tekst przewodni:
"Jest droga, która człowiekowi wydaje się słuszna, lecz w końcu prowadzi do śmierci." (Przyp. 14:12)
Dzień Ojca skłania nas do myślenia o mężczyznach, którzy pozostawili po sobie coś więcej niż majątek, nazwisko czy wspomnienia. Są ojcowie, którzy pozostawiają swoim dzieciom duchowe dziedzictwo. Historia Thomasa Pinka i jego syna Arthura jest właśnie taką opowieścią.
1. Ojciec zajęty, ale nie zbyt zajęty dla Boga
Thomas Pink był człowiekiem ciężko pracującym. Przez ponad trzydzieści lat nie miał więcej niż trzech kolejnych dni urlopu. Wracał z targu, zajmował się dokumentacją swojej firmy i często kończył pracę tuż przed północą w sobotę.
Moglibyśmy pomyśleć: „Taki człowiek nie ma czasu dla rodziny”.
Ale właśnie tutaj tkwi niezwykłość tej historii.
W niedzielny poranek nie odsypiał tygodnia pracy. Nie wysyłał dzieci do szkółki niedzielnej, samemu zostając w domu. Brał je ze sobą, aby słuchały głoszonego Słowa Bożego. Popołudniami zbierał rodzinę i czytał im Wędrówkę PielgrzymaJohna Bunyana. Każdego dnia prowadził nabożeństwo rodzinne. W domu rozbrzmiewała modlitwa, czytanie Biblii i śpiew pieśni.
Jakże łatwo dzisiaj usprawiedliwiać duchowe zaniedbania brakiem czasu.
Thomas Pink pokazuje coś innego. Problemem często nie jest brak czasu, lecz brak priorytetów.
Mojżesz mówił do Izraela:
„Będziesz wpajał te słowa swoim synom i będziesz o nich mówił, siedząc w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając.” (Pwt 6:7)
Wychowanie duchowe nie jest zadaniem kościoła zastępującym rodziców. Jest przede wszystkim powołaniem ojca i matki.
2. Dzieci patrzą bardziej na życie niż na słowa
Najbardziej poruszające w tej historii nie są rodzinne nabożeństwa.
Jest nim pewne zdanie.
Mały Arthur zapytał kiedyś ojca:
— Dlaczego tak starannie pastujesz swoje buty?
Ojciec odpowiedział:
— Poleruję je tak, jakby Pan Jezus miał je założyć.
To nie była teologia z kazalnicy.
To była teologia codzienności.
Kolosan 3:23 mówi:
„Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie jak dla Pana, a nie dla ludzi.”
Dla Thomasa Pinka Chrystus nie był dodatkiem do życia. Nie był obecny tylko w niedzielę. Pan Jezus był obecny przy pracy, przy stole, podczas rodzinnego nabożeństwa, a nawet przy czyszczeniu butów.
Dzieci bardzo szybko rozpoznają różnicę między religią a autentyczną wiarą.
Można mówić o Chrystusie i jednocześnie żyć tak, jakby Go nie było.
Ale można też swoim życiem nieustannie wskazywać na Niego.
3. Największy ból pobożnych rodziców
A jednak wydarzyło się coś bolesnego.
Arthur, jego brat i siostra dorastali, lecz nie wykazywali oznak duchowego życia.
Wszystkie modlitwy, wszystkie nabożeństwa rodzinne, wszystkie przeczytane rozdziały Biblii wydawały się bezowocne.
Arthur poszedł jeszcze dalej. Nie tylko odrzucił chrześcijaństwo. Przyłączył się do teozofii – ruchu religijnego czerpiącego z mistycyzmu Wschodu, reinkarnacji i nauk sprzecznych z Ewangelią. Stał się aktywnym mówcą tej organizacji.
Jakże wielu rodziców zna ten ból. Wychowują dzieci w prawdzie, modlą się o nie, prowadzą je do kościoła, uczą Słowa Bożego, a potem patrzą, jak odchodzą.
Historia Thomasa Pinka przypomina ważną prawdę:
Najlepsze wychowanie nie może zbawić człowieka.
Może przygotować grunt. Może przekazać prawdę. Może chronić przed wieloma błędami. Ale tylko Duch Święty może dać nowe narodzenie.
Jezus powiedział Nikodemowi:
„Jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego.” (J 3:3)
Pobożni rodzice nie są zbawicielami swoich dzieci. Chrystus jest.
4. Ojciec, który nie przestał mówić prawdy
Najpiękniejszy fragment tej historii rozgrywa się pewnego późnego wieczora.
Arthur wracał z zebrań teozoficznych. Ojciec czekał. Nie po to, by się kłócić. Nie po to, by wygrać dyskusję.
Po prostu czekał. A gdy syn wracał, często zostawiał mu jedno krótkie słowo z Pisma. Jak strzałę. Jak ziarno. Jak światło.
Pewnego wieczoru, w roku 1908, gdy Arthur mijał ojca i spieszył do swojego pokoju, usłyszał:
„Jest droga, która człowiekowi wydaje się słuszna, lecz w końcu prowadzi do śmierci.”
Tylko jedno zdanie. Bez kazania. Bez debaty. Bez argumentacji.
Jedno zdanie ze Słowa Bożego. I właśnie ono nie dawało mu spokoju.
To przypomina nam prawdę z Izajasza 55:11:
„Tak będzie z moim słowem, które wychodzi z moich ust: nie wróci do mnie puste.”
Rodzice często myślą, że ich słowa znikają bez śladu. Ale Słowo Boże potrafi leżeć w sercu przez lata. Jak nasienie pod śniegiem. Niewidoczne. Pozornie martwe. Aż przyjdzie Boży czas.
5. Trzy dni, które zmieniły wszystko
Arthur zamknął się w swoim pokoju. Chciał przygotować przemówienie dla teozofów. Nie potrafił.
W jego umyśle nieustannie brzmiał jeden werset:
"Jest droga, która wydaje się słuszna..."
Duch Święty rozpoczął swoje dzieło. Arthur zobaczył własną zgubę. Zobaczył, że jest grzesznikiem. Zobaczył, że potrzebuje Zbawiciela. I zaczął wołać do Boga.
Przez niemal trzy dni nie opuszczał swojego pokoju. W tym czasie rodzice modlili się. Nie wiedzieli dokładnie, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.
Ale Bóg działał.
W końcu Arthur wyszedł. Ojciec spojrzał na niego. I powiedział:
— Chwała Bogu, mój syn został uwolniony.
Jak bardzo przypomina to przypowieść o synu marnotrawnym. Ojciec czeka, wypatruje, modli się. A gdy syn wraca, ojciec oddaje chwałę Bogu.
6. To Bóg dał wzrost
Niedługo później Arthur Pink wygłosił swoje ostatnie przemówienie wśród teozofów. Tym razem nie mówił o ich wierzeniach. Głosił Ewangelię. Ogłaszał prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa jako jedynego Zbawiciela.
Jeszcze tej samej nocy zrezygnował z członkostwa w organizacji. Ludzie nazwali go szaleńcem. Ale to nie on był szaleńcem. Był człowiekiem narodzonym na nowo. Szaleńcem jest każdy, kto odrzuca ratunek w Jezusie.
Paweł napisał:
„Ja zasadziłem, Apollos podlał, lecz Bóg dał wzrost.” (1 Kor. 3:6)
Thomas Pink zasiewał przez lata. Modlił się przez lata. Czekał przez lata. Ale wzrost dał sam Bóg.
Zastosowanie
Ta historia niesie trzy ważne lekcje.
Po pierwsze: nie lekceważ wpływu codziennej pobożności. Dzieci pamiętają więcej, niż nam się wydaje.
Po drugie: nie przestawaj modlić się za tych, którzy odeszli od Boga. Dopóki żyją, Bóg może ich przyprowadzić do siebie.
Po trzecie: ufaj mocy Słowa Bożego. Jedno zdanie Biblii, użyte przez Ducha Świętego, może zrobić więcej niż tysiące ludzkich argumentów.
Być może dziś ktoś nosi w sercu ciężar syna, córki, wnuka lub przyjaciela, który odszedł od Chrystusa.
Spójrz na Thomasa Pinka. Lata modlitwy, cierpliwości. Lata pozornie bezowocnej pracy.
A potem Bóg uczynił to, czego człowiek nie potrafił.
Bo choć ojciec wiernie siał, to Syn Boży zbawił. I nadal zbawia tych, za których wierzący rodzice nie przestają się modlić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz