sobota, 24 października 2026

Psalm 119:121-128 Kiedy świat odrzuca Boże zasady, a ty nadal chcesz być Mu wierny



 Kiedy świat odrzuca Boże zasady, a ty nadal chcesz być Mu wierny


MSG, Psalm 119:121-128


Wystąpiłem w obronie sprawiedliwości i prawa;

nie pozostawiaj mnie na łasce moich prześladowców.

Stań po stronie swego sługi, dobry Boże;

nie pozwól, by bezbożni mnie wykorzystali.


Nie potrafię już dłużej wytrzymać z otwartymi oczami, czekając, aż

spełnisz swoją obietnicę i wszystko naprawisz.


Niech Twoja miłość decyduje o tym, jak mnie traktujesz;

naucz mnie z Twojej księgi życia.

Jestem Twoim sługą – pomóż mi zrozumieć, co to oznacza,

głębszy sens Twoich wskazówek.


Czas działać, Boże;

oni zrobili z Twojego objawienia kompletny chaos!

Wierny Boże, kocham to, co nakazujesz,

kocham to bardziej niż złoto i klejnoty;

Wierny Boże, szanuję wszystko, co mi mówisz,

gardzę wszelkimi podstępnymi przekrętami. 

NLV, Ps 119:121-128

Postępowałem sprawiedliwie i słusznie. 

Nie pozostawiaj mnie w rękach tych, którzy chcą mi utrudniać życie. 

Obiecaj, że obdarzysz swego sługę dobrem. 

Nie pozwól, by dumni mi utrudniali życie. 

Moje oczy słabną z tęsknoty za Twoją zbawczą mocą i za Twoim Słowem, które jest słuszne i dobre. 

Okaż mi swoją łaskawość (łaskę pełną miłości, życzliwość..), 

Panie, i naucz mnie Twoich praw. 


Jestem Twoim sługą. 

Daj mi zrozumienie, abym mógł poznać Twoje prawo. 


Nadszedł czas, Panie, abyś zadziałał, gdyż oni złamali Twoje prawo. 

Kocham Twoje Słowo bardziej niż złoto, bardziej niż czyste złoto. 

Dlatego uważam całe Twoje prawo za słuszne. 

Nienawidzę każdej fałszywej drogi.


Wierność Bogu nie polega na tym, że zawsze wygrywamy z niesprawiedliwością. Polega na tym, że nawet wtedy, gdy niesprawiedliwość nas dotyka, nie porzucamy Boga, Jego Słowa ani drogi prawdy. 

Naszą nadzieją jest nie tylko Boże prawo jako „litera”, ale przede wszystkim Bóg, który przychodzi nam z pomocą — a ostatecznie Jezus Chrystus, nasz Sprawiedliwy Zbawiciel.

1. Kiedy postępujesz właściwie, a mimo to cierpisz

Wyobraź sobie człowieka, który uczciwie wykonuje swoją pracę. Nie oszukuje, nie manipuluje, nie przypisuje sobie cudzych zasług. Tymczasem ktoś inny zdobywa uznanie dzięki kłamstwu, a uczciwy człowiek staje się obiektem drwin. Co wtedy robi? Czy dochodzi do wniosku, że uczciwość się nie opłaca? Czy zaczyna stosować te same metody co jego przeciwnicy?

Właśnie w takim napięciu rozpoczyna się kolejna strofa Psalmu 119.

„Wypełniam prawo i sprawiedliwość, nie wydawaj mnie moim prześladowcom” (w. 121).

Psalmista nie przedstawia się jako człowiek bezgrzeszny. Mówi jednak, że stara się postępować sprawiedliwie, a mimo to potrzebuje Bożej obrony. Jego uczciwość nie uchroniła go przed prześladowaniem.

To ważna lekcja, ponieważ czasami nieświadomie przyjmujemy zasadę, że jeśli jesteśmy posłuszni Bogu, życie powinno układać się po naszej myśli. Jeśli będziemy uczciwi, inni nas docenią. Jeśli będziemy wierni w małżeństwie, współmałżonek zawsze odpowie tym samym. Jeśli będziemy służyć Kościołowi, ludzie okażą wdzięczność.

Biblia nie składa takich obietnic.

Józef był wierny Bogu, a mimo to został oskarżony i uwięziony. Daniel zachowywał wierność Bogu, a mimo to wrzucono go do lwiej jamy. Apostołowie głosili prawdę, a mimo to spotykali się z prześladowaniem.

Wierność Bogu nie oznacza życia bez niesprawiedliwości. Oznacza życie, w którym niesprawiedliwość nie musi zmieniać nas w ludzi niesprawiedliwych.

To szczególnie ważne w małżeństwie. Możesz mieć rację w konkretnej sprawie, a mimo to zareagować w sposób, który nie podoba się Bogu. Możesz zostać zraniony i zacząć karać milczeniem. Możesz doświadczyć braku szacunku i odpowiedzieć pogardą. Możesz zostać niesprawiedliwie oceniony i próbować za wszelką cenę udowodnić swoją niewinność.

Wtedy pojawia się pytanie: czy bardziej zależy mi na tym, aby zwyciężyć w sporze, czy na tym, aby pozostać wiernym Chrystusowi?

Nie oznacza to zgody na przemoc, manipulację ani krzywdę. Szukanie pomocy, stawianie granic i nazywanie zła po imieniu mogą być przejawem odpowiedzialności. Psalmista również nie udaje, że prześladowanie nie istnieje. Woła do Boga o obronę.

Warto zauważyć, że nie prosi przede wszystkim o zdolność pokonania przeciwników ich własną bronią. Prosi Pana, aby sam stanął w jego obronie.

To wiara, która nie musi przejmować metod swoich wrogów.

2. „Stań w obronie swojego sługi” — nasza sprawa w rękach Boga

„Stań w obronie swojego sługi, by nie gnębili mnie ludzie pyszni” (w. 122).

Psalmista wie, że nie wystarczy mu własna siła. Potrzebuje, aby Bóg wystąpił w jego sprawie.

Szczególnie uderzające jest określenie „ludzie pyszni”. Pycha nie zawsze przybiera postać głośnej arogancji. Czasami objawia się w przekonaniu: to ja ustalam, co jest dobre; to ja decyduję, jakie zasady obowiązują; nikt nie ma prawa mnie rozliczać.

W tym sensie pycha jest czymś więcej niż wadą charakteru. To próba zajęcia miejsca, które należy się Bogu.

Człowiek pyszny nie chce przyjąć, że istnieje autorytet wyższy od niego. Dlatego Boże przykazania stają się dla niego przeszkodą, a ludzie, którzy się im podporządkowują, mogą być traktowani jak naiwni lub słabi.

Psalmista jednak nie uznaje ludzkiej pychy za ostateczną władzę. Przypomina sobie, że jest sługą Boga.

To zmienia perspektywę. Nie jestem przede wszystkim tym, za kogo uznają mnie inni. Nie muszę budować swojej wartości na ich opinii. Nie muszę odpowiadać na każdy zarzut, odzyskiwać każdej utraconej pozycji ani kontrolować każdego, kto źle mnie traktuje.

Należę do Pana.

Jezus pokazał tę postawę w sposób doskonały. Pierwszy List Piotra mówi o Nim, że gdy Mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, a gdy cierpiał, nie groził, lecz powierzał siebie Temu, który sądzi sprawiedliwie (1 P 2:23).

Chrystus nie był bezradny ani obojętny wobec zła. Dobrowolnie powierzył się Ojcu, wiedząc, że sąd należy do Niego.

Pokora nie polega na tym, że uznaję niesprawiedliwość za sprawiedliwość. Polega na tym, że nie uzurpuję sobie miejsca Boga, nawet kiedy sam zostałem skrzywdzony.

W relacjach z innymi warto zadać sobie pytanie: czy potrafię oddać Bogu swoją sprawę, czy też próbuję sam wymierzyć sprawiedliwość? Czy chcę prawdy i naprawienia krzywdy, czy również upokorzenia człowieka, który mnie zranił?

To dwie różne rzeczy.

3. Oczy, które wypatrują zbawienia

„Moje oczy wypatrują tęsknie Twojego zbawienia i Twojej sprawiedliwej obietnicy” (w. 123).

Jest taki rodzaj zmęczenia, którego nie da się wyleczyć jedną nocą snu. To zmęczenie człowieka, który długo czeka. Modli się, próbuje postępować właściwie, szuka rozwiązania, a sytuacja wciąż się nie zmienia.

Psalmista właśnie tak wygląda przed nami: jego oczy wypatrują Bożej pomocy.

Zwróćmy uwagę na kolejność. Najpierw mówi o niesprawiedliwości, potem o oczekiwaniu na zbawienie. Nie zaprzecza temu, co widzi. Nie udaje, że nie cierpi. Ale nie pozwala też, aby widzialna rzeczywistość stała się jedyną rzeczywistością, w którą wierzy.

W tym miejscu warto przywołać Timothy Kellera: nasze serca często szukają ostatecznego bezpieczeństwa w rzeczach, które nie są w stanie go zapewnić. Pragniemy, aby inni nas rozumieli, doceniali i traktowali sprawiedliwie. Pragniemy, aby trudny okres szybko się skończył. Pragniemy mieć pewność, że wszystko potoczy się zgodnie z naszym planem.

Te pragnienia same w sobie nie muszą być złe. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się warunkiem naszego pokoju.

Wtedy mówimy sobie: Będę spokojny, kiedy mój współmałżonek się zmieni. Będę szczęśliwa, kiedy odzyskam to, co utraciłam. Zaufam Bogu, kiedy wreszcie zobaczę, że działa.

Psalmista pokazuje inną drogę. Jego oczy nie są zwrócone wyłącznie ku temu, co mogą zrobić ludzie. Wypatrują Boga.

To nie jest obietnica, że każda trudność zniknie szybko. Boże zbawienie w całej historii biblijnej ma szerszy wymiar: obejmuje ratunek w konkretnych okolicznościach, Bożą wierność pośród cierpienia i ostateczne uwolnienie Jego ludu od grzechu oraz śmierci.

A tutaj pojawia się najważniejszy zwrot chrystocentryczny.

Psalmista czeka na Boże zbawienie. My wiemy, że Bóg objawił swoją zbawczą sprawiedliwość w Jezusie Chrystusie. Na krzyżu spotykają się sprawiedliwość Boga i Jego łaska. Chrystus nie przyszedł jedynie poprawić naszych okoliczności. Przyszedł zbawić nas od grzechu i pojednać z Bogiem.

Co więcej, sam przeszedł przez doświadczenie niesprawiedliwego oskarżenia i cierpienia. Ten, który był doskonale sprawiedliwy, został potraktowany jak winowajca, aby winni mogli otrzymać przebaczenie.

Dlatego chrześcijańska nadzieja jest większa niż przekonanie, że kiedyś wszyscy przyznają nam rację.

Nasza nadzieja polega na tym, że Bóg w Chrystusie już dokonał dzieła zbawienia, a dzień ostatecznej sprawiedliwości jeszcze nadejdzie.

Możemy więc czekać, nie dlatego, że znamy wszystkie odpowiedzi, ale dlatego, że znamy Zbawiciela.

4. „Naucz mnie swoich ustaw” — łaska, która nie kończy się na ratunku

„Postąp łaskawie ze swoim sługą, naucz mnie swoich ustaw. Jestem Twoim sługą, daj mi rozeznanie, abym poznał Twoje wskazania” (ww. 124–125).

Te dwa wersety są niezwykle ważne. Psalmista prosi Boga o dwie rzeczy: o łaskę i o poznanie Jego woli.

Mógłby powiedzieć: Panie, usuń moich prześladowców, zmień moje okoliczności, spraw, abym wreszcie odzyskał spokój. Tymczasem prosi również: Naucz mnie. Daj mi rozeznanie. Pomóż mi lepiej rozumieć Twoje Słowo.

Dlaczego?

Ponieważ człowiek może zostać uwolniony od trudnej sytuacji, a mimo to nie zostać przemieniony wewnętrznie. Może opuścić miejsce konfliktu, ale zabrać ze sobą pychę, zgorzknienie i pragnienie zemsty. Może odzyskać spokój zewnętrzny, ale nadal interpretować świat według własnych, nieprzemienionych pragnień.

Psalmista pragnie czegoś więcej niż ulgi. Chce znać Boga i umieć rozpoznawać Jego drogę.

Tutaj spotykamy się z ważną prawdą podkreślaną przez Johna Pipera i Sinclaira Fergusona: Boża łaska nie tylko przebacza grzesznikowi, lecz także prowadzi go ku świętości. Nie jesteśmy zbawieni dzięki posłuszeństwu, ale zbawienie prowadzi do życia, w którym uczymy się posłuszeństwa.

Zwróćmy uwagę na słowa: „Jestem Twoim sługą”.

Psalmista nie prosi o zrozumienie Bożych przykazań po to, aby zostać ich niezależnym recenzentem. Nie mówi: Panie, wyjaśnij mi swoje zasady, a ja zdecyduję, które uznam za rozsądne. Prosi o rozeznanie jako ktoś, kto należy do Boga.

To ważna różnica między poznawaniem Biblii a podporządkowaniem się jej autorytetowi.

Można znać wiele wersetów, umieć wyjaśnić doktryny i prowadzić teologiczne dyskusje, a jednocześnie unikać tego, co Słowo mówi o własnym sercu.

Można wiedzieć, że należy przebaczać, ale pielęgnować urazę. Można głosić prawdę o małżeństwie, a nie chcieć uznać własnej surowości. Można domagać się szacunku, nie okazując go innym.

Dlatego modlitwa o rozeznanie powinna prowadzić nas do pytań:

- Czego Bóg chce mnie nauczyć w tej sytuacji?

- Czy Jego Słowo koryguje również mnie, czy tylko dostarcza argumentów przeciwko innym?

- Czy pragnę poznać wolę Boga, czy jedynie uzyskać Jego zgodę na własną wolę?

To właśnie odróżnia pokornego ucznia od człowieka, który posługuje się Biblią, aby uzasadnić swoje wcześniejsze decyzje.

Przykład: Piotr

Piotr kochał Jezusa, ale nie rozumiał jeszcze drogi krzyża. Kiedy Jezus zapowiedział swoje cierpienie, Piotr zaczął Go upominać. Był przekonany, że wie, co powinno się wydarzyć. Jezus musiał go skorygować (Mk 8:31–33).

Piotr potrzebował nie tylko większej gorliwości. Potrzebował przemiany myślenia.

My również możemy szczerze pragnąć dobra, a jednocześnie błędnie oceniać Bożą drogę. Dlatego potrzebujemy Słowa, które nie tylko pociesza nasze serca, ale również je koryguje.

A Chrystus jest nie tylko Tym, który przebacza nam błędne myślenie. Jest naszym Nauczycielem i Panem, który przez Ducha Świętego prowadzi nas ku prawdzie.

5. „Czas już działać, Panie” — kiedy świat odwraca Boże wartości

„Czas już działać, Panie, naruszyli Twoje Prawo!” (w. 126).

W tym zdaniu słychać narastające napięcie. Psalmista nie jest obojętnym obserwatorem. Widzi, że Boże prawo jest lekceważone, a ludzie postępują tak, jakby nie musieli odpowiadać przed Stwórcą.

Nie mówi: Skoro wszyscy tak robią, to pewnie muszę się dostosować. Nie uznaje powszechności grzechu za dowód, że grzech stał się czymś dobrym.

Jego wołanie nie jest jednak zaproszeniem do samodzielnego wymierzania sądu. To wołanie do Boga, aby zadziałał jako sprawiedliwy Sędzia.

Żyjemy w świecie, w którym niejednokrotnie próbuje się zmieniać nie tylko zachowanie ludzi, ale także definicje dobra i zła. To, co kiedyś uznawano za wierność, może zostać nazwane ograniczeniem. To, co Biblia przedstawia jako grzech, może być przedstawiane jako autentyczność. Człowiek może uznać własne pragnienie za najwyższy autorytet.

Jednak kultura nie ma mocy, by zmienić naturę Boga. To, że pewna postawa staje się popularna, nie oznacza, że staje się prawdziwa.

Warto jednak zachować równowagę. Psalm 119 nie daje nam prawa do pogardy wobec ludzi, którzy nie uznają Bożych przykazań. Nie zostaliśmy powołani do tego, aby z wyższością obserwować świat. Sami potrzebujemy łaski, przebaczenia i korekty.

Jezus nie obniżał Bożych standardów, ale też nie przyszedł, by łamać trzcinę nadłamaną. Mówił prawdę o grzechu, a zarazem wzywał grzeszników do siebie.

Dlatego chrześcijanin powinien umieć jednocześnie powiedzieć: „To jest niezgodne ze Słowem Bożym” oraz „Potrzebujesz Zbawiciela, tak samo jak ja”.

Nie wolno nam rozmywać prawdy, aby zdobyć akceptację świata. Nie wolno nam również używać prawdy jako pretekstu do wywyższania siebie.

Właśnie taką równowagę widzimy u Chrystusa — pełnego łaski i prawdy (J 1:14).

6. „Kocham Twoje przykazania bardziej niż złoto” — co naprawdę jest dla mnie cenne?

„Dlatego kocham Twoje przykazania bardziej niż złoto, niż najszczersze złoto” (w. 127).

Złoto ma wartość, ponieważ daje poczucie bezpieczeństwa, otwiera możliwości i pozwala realizować pragnienia. Można je przechowywać, gromadzić i traktować jako zabezpieczenie na przyszłość.

Psalmista mówi jednak, że Boże przykazania są dla niego cenniejsze.

Nie twierdzi, że złoto jest bezwartościowe. Twierdzi, że istnieje coś, czego nie można kupić za żadne pieniądze: życie zgodne z prawdą Boga.

To prowadzi nas do pytania, które szczególnie mocno wybrzmiewa w nauczaniu Timothy’ego Kellera o bożkach serca: co kocham tak bardzo, że jestem gotów naruszyć Boże Słowo, aby to zachować?

Nie zawsze chodzi o pieniądze.

Dla jednej osoby będzie to pozycja zawodowa. Dla innej — opinia ludzi. Dla kogoś jeszcze — poczucie kontroli, komfort, niezależność albo przekonanie, że zawsze musi mieć rację.

Można nawet tak bardzo pragnąć uratowania małżeństwa, że zaczyna się manipulować współmałżonkiem. Można tak bardzo pragnąć jedności rodziny, że przemilcza się poważny grzech. Można tak bardzo pragnąć uznania za osobę wierną Bogu, że ukrywa się własne słabości.

Dobre pragnienie może stać się bożkiem, kiedy staje się ważniejsze niż posłuszeństwo Bogu.

Psalmista pokazuje nam inne uporządkowanie miłości. Boże Słowo nie jest dla niego jedynie narzędziem do osiągnięcia innych celów. Jest cenne, ponieważ pochodzi od Boga, którego kocha.

To również ważna korekta dla naszego chrześcijaństwa. Czy szukamy Boga tylko dlatego, że chcemy Jego błogosławieństw? Czy kochamy Jego drogę również wtedy, gdy posłuszeństwo kosztuje nas pieniądze, wygodę, uznanie albo możliwość postawienia na swoim?

Chrystus — nasz największy skarb

Tutaj warto pójść jeszcze głębiej.

Psalmista kocha Boże przykazania. Chrześcijanin nie powinien jednak zatrzymać się na samym podziwie dla przykazań. W całym Piśmie Świętym prowadzą nas one do Boga, a Ewangelia pokazuje, jak bardzo potrzebujemy Zbawiciela.

Jezus powiedział:

„Gdzie jest skarb twój — tam będzie i serce twoje” (Mt 6:21).

Chrystus nie przyszedł jedynie po to, aby nauczyć nas lepszego zarządzania naszymi skarbami. Przyszedł, aby pojednać nas z Bogiem i stać się fundamentem nowego życia.

Na krzyżu widzimy, jak kosztowne jest nasze zbawienie. Nie kupujemy go posłuszeństwem. Otrzymujemy je z łaski, dzięki dziełu Chrystusa. A kiedy zaczynamy rozumieć, jak wielki skarb otrzymaliśmy w Nim, nasze wartości stopniowo się zmieniają.

Nie jesteśmy posłuszni, żeby kupić Bożą miłość. Uczymy się posłuszeństwa dlatego, że w Chrystusie zostaliśmy przez Boga umiłowani.

To różnica między religijnym wysiłkiem a życiem wypływającym z Ewangelii.

7. „Nienawidzę wszelkiej drogi kłamstwa” — wierność, która obejmuje całe życie

„Dlatego uznaję słuszność wszystkich Twoich nakazów i nienawidzę wszelkiej drogi kłamstwa” (w. 128).

Psalmista kończy tę strofę mocnym wyznaniem. Nie mówi, że wybiera sobie te przykazania, które odpowiadają jego osobowości, doświadczeniom czy aktualnym poglądom. Uznaje słuszność wszystkich Bożych nakazów.

To nie znaczy, że rozumie każdy tekst bez trudności albo że jego posłuszeństwo jest doskonałe. Oznacza, że nie przyznaje sobie prawa do uznawania własnych pragnień za ostateczną miarę dobra.

Zwróćmy uwagę na ostatnie słowa: „nienawidzę wszelkiej drogi kłamstwa”.

Psalmista nie mówi wyłącznie o pojedynczych kłamstwach. Mówi o drodze — o sposobie życia, który oddala człowieka od prawdy Boga.

Kłamstwo może przybierać różne formy:

- Mówię, że chcę prawdy, ale szukam tylko argumentów potwierdzających moje zdanie.

- Mówię, że przebaczyłem, ale wciąż wykorzystuję dawną winę, aby kontrolować drugą osobę.

- Mówię, że bronię Bożych zasad, ale w rzeczywistości bronię własnej dumy.

- Mówię, że ufam Bogu, ale zachowuję się tak, jakby wszystko zależało wyłącznie ode mnie.

Najbardziej niebezpieczne kłamstwa to czasem te, które opowiadamy samym sobie.

Dlatego potrzebujemy nie tylko odrzucić kłamstwo świata, ale także pozwolić, by Słowo Boże obnażało kłamstwa naszego własnego serca.

Przykład: Piłat i Jezus

W Ewangelii Jana Piłat pyta Jezusa: „Cóż to jest prawda?” (J 18:38). Stoi przed nim Ten, który przyszedł dać świadectwo prawdzie, a mimo to Piłat nie postępuje zgodnie z rozpoznaną sprawiedliwością.

Zna okoliczności sprawy, widzi brak podstaw do skazania Jezusa, a jednak ostatecznie wydaje Go na ukrzyżowanie.

To przejmujący obraz człowieka, który może rozpoznać prawdę, a mimo to nie podporządkować jej swojego działania.

Dlaczego? Ponieważ prawda może okazać się kosztowna.

Podobnie my możemy wiedzieć, co mówi Biblia, ale nie chcieć tego zastosować, jeśli oznaczałoby to utratę twarzy, zmianę planów albo konieczność przyznania się do winy.

Chrystus jest jednak nie tylko wzorem wierności prawdzie. Jest także naszym Zbawicielem, gdy sami okazaliśmy się niewierni. W Nim znajdujemy przebaczenie, a przez Jego Słowo uczymy się chodzić drogą prawdy.

Nie chodzi więc o to, byśmy wyszli z tego rozważania z przekonaniem: Od dziś będę doskonały. Chodzi o to, byśmy z pokorą powiedzieli: Panie, pokaż mi, gdzie odszedłem od Twojej drogi, i prowadź mnie z powrotem do Chrystusa.

Kiedy świat się zmienia, Słowo Boga pozostaje

Ktoś zauważył, że ta strofa Psalmu 119 prowadzi nas przez siedem doświadczeń: niesprawiedliwość, potrzebę Bożej obrony, oczekiwanie, pragnienie poznania Boga, oburzenie na bezprawie, miłość do Bożych przykazań i odrzucenie kłamstwa.

Wszystkie łączy jedno: psalmista nie chce, aby świat, który odrzuca Bożą prawdę, odebrał mu miłość do Boga.

Pomyśl o człowieku, który idzie przez ciemną drogę, trzymając w ręku lampę. Lampa nie sprawia, że wszystkie przeszkody znikają. Nie pokazuje mu też całej trasy aż do samego końca. Daje jednak wystarczająco dużo światła, by mógł zrobić następny krok.

Tak działa Słowo Boże w naszym życiu. Nie zawsze odpowiada natychmiast na każde pytanie. Nie zawsze wyjaśnia, dlaczego spotkała nas niesprawiedliwość. Nie zawsze pokazuje, kiedy zmienią się trudne okoliczności. Ale wskazuje drogę, którą mamy iść.

A Ewangelia mówi nam coś jeszcze większego: Bóg nie pozostawił nas samych w ciemności. Posłał swojego Syna.

Jezus przeszedł drogę doskonałego posłuszeństwa, został odrzucony przez ludzi, poniósł karę za grzechy swojego ludu i zmartwychwstał. Dlatego nasza nadzieja nie opiera się na tym, że sami zdołamy zachować wierność za wszelką cenę. Opiera się na Chrystusie, który zbawia, przebacza i prowadzi swoich ludzi.

Niech więc świat zmienia swoje definicje dobra i zła. Niech ludzie odrzucają Boże zasady. Niech czasem zwycięża niesprawiedliwość. Nie oddawajmy jednak za cenę chwilowej ulgi tego, co jest cenniejsze niż złoto — prawdy Boga i wierności Chrystusowi.

Wierność nie oznacza, że zawsze rozumiemy Boże drogi. Oznacza, że nawet pośród niesprawiedliwości nie przestajemy ufać Bogu, kochać Jego prawdy i iść za Chrystusem.


Brak komentarzy: