Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
Wyobraź sobie człowieka, który siedzi w poczekalni szpitala. Za drzwiami leży ktoś, kogo kocha. Lekarze nie potrafią jeszcze powiedzieć, co przyniosą najbliższe godziny. Zegar tyka. Każda minuta wydaje się coraz dłuższa.
Ten człowiek widzi tylko to, co znajduje się przed nim: zamknięte drzwi. Towarzyszy mu niepewność, która droczy się z jego własnym strachem.
A teraz wyobraź sobie, że ktoś mógłby pokazać mu całą historię — nie tylko tę jedną godzinę, lecz także to, czego jeszcze nie widać, a także Tego, który pozostaje Panem nawet wtedy, gdy człowiek nie rozumie, co się dzieje.
Czy okoliczności natychmiast by się zmieniły? Niekoniecznie. Ale zmieniłoby się coś bardzo ważnego: sposób, w jaki ten człowiek patrzy na swoją sytuację.
Czasami nie potrzebujemy najpierw nowych okoliczności. Potrzebujemy zobaczyć te, w których jesteśmy, z innej perspektywy.
Właśnie coś takiego Bóg uczynił z apostołem Janem.
1. Kiedy ziemia zasłania niebo
Jan nie pisał Objawienia z wygodnego fotela, w zacisznym domu. Przebywał na wyspie Patmos, z dala od tego, co znał i kochał. Był świadkiem prześladowań, a Kościół, który kochał, zmagał się z cierpieniem, pokusami i naciskiem potężnego imperium.
Z ludzkiej perspektywy Rzym wyglądał imponująco. Cesarz miał wojsko, pieniądze, władzę i możliwość decydowania o ludzkim życiu. Chrześcijanie wydawali się mali, bezbronni i pozbawieni wpływu.
Gdyby Jan oceniał rzeczywistość wyłącznie na podstawie tego, co widział na ziemi, mógłby pomyśleć: Czy naprawdę Chrystus zwycięża? Czy Jego Kościół przetrwa? Czy zło nie okaże się silniejsze?
Wtedy usłyszał głos:
„Wstąp tutaj, a pokażę ci, co się ma stać potem”. (Obj. 4:1)
Bóg nie zaczyna od wyjaśnienia każdego szczegółu przyszłości. Nie przedstawia Janowi wykresu, na którym można prześledzić losy kolejnych imperiów. Zaprasza go, by zobaczył rzeczywistość z perspektywy nieba.
I co Jan widzi jako pierwsze?
„A oto w niebie stał tron, a na tronie siedział ktoś”. (Obj. 4:2)
Zauważ: niebo zaczyna się dla Jana od tronu.
Nie od aniołów. Nie od odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie od obietnicy, że od tej chwili nie będzie już cierpiał.
Od tronu.
To właśnie musiał zobaczyć: nad tronami ziemskich władców znajduje się tron Boga.
Cesarze przychodzą i odchodzą. Imperia rosną, a potem upadają. Ludzkie plany rozpadają się w jednej chwili. Ale Bóg nie wstaje nerwowo ze swojego miejsca, jakby właśnie wydarzyło się coś, czego nie przewidział.
On siedzi na tronie.
Nie dlatego, że wszystko na ziemi jest dobre. Nie dlatego, że cierpienie jest pozorne. Lecz dlatego, że nawet cierpienie nie odbiera Mu panowania.
Być może właśnie tego potrzebujesz dzisiaj usłyszeć. Twoje życie może przypominać Patmos. Nie rozumiesz zachowania bliskiej osoby. Martwisz się o dzieci. W twoim małżeństwie pojawił się dystans, którego nie potrafisz pokonać. Przyszłość zawodowa stała się niepewna. Modlisz się, ale odpowiedź nie przychodzi tak szybko, jak byś chciał.
Nie musisz udawać, że wszystko jest dobrze. Biblia nigdy nie wymaga od ciebie nazywania ciemności światłem.
Ale zaprasza cię, byś nie oceniał całej rzeczywistości wyłącznie z miejsca, w którym teraz siedzisz.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A wiara uczy nas patrzeć na ziemię, pamiętając o tronie w niebie.
2. Kiedy przestajemy być centrum świata
Wokół tronu Jan widzi oddających Bogu cześć dwudziestu czterech starców. Słyszy ich pieśń:
„Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, przyjąć chwałę i cześć, i moc, ponieważ Ty stworzyłeś wszystko, i z woli twojej zostało stworzone, i zaistniało”. (Obj. 4:11)
Dlaczego Bóg jest godzien chwały? Ponieważ wszystko pochodzi od Niego.
To brzmi prosto, dopóki nie spróbujemy zastosować tej prawdy do własnego życia.
Współczesny człowiek często mówi: „To moje życie. Moje ciało. Moje pieniądze. Moja przyszłość. Sam zdecyduję, co jest dla mnie dobre”.
Nie zawsze wypowiadamy te słowa na głos. Czasami pokazujemy je naszymi decyzjami. Chcemy, by Bóg nam pomagał, ale niekoniecznie by nami kierował. Chcemy Jego pocieszenia, ale nie zawsze Jego korekty. Chcemy, żeby błogosławił nasze plany, lecz niekoniecznie, żeby je zmieniał.
To tak, jakbyśmy zaprosili Boga do naszego domu, ale od razu wyjaśnili Mu, w których pokojach może przebywać.
Tymczasem Objawienie przypomina nam, że nie jesteśmy właścicielami wszechświata. Jesteśmy stworzeniami. Wszystko, co mamy, otrzymaliśmy. Nasze życie nie zaczęło się od nas i nie należy ostatecznie do nas.
A zatem pytanie nie brzmi tylko: „Czego chcę od życia?”.
Brzmi również: „Do czego Bóg przeznaczył życie, które mi dał?”.
Ta zmiana perspektywy może odmienić zwyczajny wtorek.
Mąż wraca do domu zmęczony. Żona nie okazuje mu tyle ciepła, ile oczekiwał. Z ziemskiej perspektywy pierwszą myślą może być: „Dlaczego ona nie potrafi docenić tego, co dla niej robię?”.
Żona patrzy na męża, który znów jest niecierpliwy. Myśli: „Dlaczego on zawsze musi mieć rację?”.
I tak oboje zaczynają prowadzić wewnętrzny rachunek krzywd. Każde chce otrzymać to, na co — jego zdaniem — zasłużyło.
Ale co się stanie, jeśli oboje przypomną sobie o tronie?
Nie oznacza to, że przestaną dostrzegać grzech, niesprawiedliwość czy potrzebę stawiania granic. Oznacza, że przestaną traktować własne zadowolenie jako najwyższy cel.
Mąż może wtedy zadać sobie pytanie: „Jak mogę dzisiaj okazać żonie miłość tak, by odzwierciedlać charakter Chrystusa?”.
Żona może zapytać: „Jak mogę mówić prawdę bez pogardy i szukać dobra, a nie tylko zwycięstwa w sporze?”.
Nie dlatego, że współmałżonek zawsze na to zasługuje. Lecz dlatego, że Bóg jest godzien, abyśmy byli Mu posłuszni także wtedy, gdy nie dostajemy tego, czego oczekujemy od innych.
Małżeństwo przestaje wtedy być jedynie miejscem, w którym próbujemy zaspokoić własne potrzeby. Staje się również miejscem, w którym uczymy się oddawać chwałę Bogu.
3. Największym zaskoczeniem nie jest tron. Jest nim Baranek.
W piątym rozdziale Objawienia Jan dostrzega w ręce Zasiadającego na tronie zwój zapieczętowany siedmioma pieczęciami. Pojawia się pytanie: kto jest godzien otworzyć zwój?
Nikt w niebie ani na ziemi nie może tego uczynić.
I Jan płacze.
To ważna scena. Apostoł, który właśnie oglądał majestat nieba, zaczyna płakać, ponieważ nie pojawia się nikt zdolny otworzyć zwój. Historia pozostaje jakby zamknięta. Ktoś musi być godzien, by wykonać Boży zamysł, a nikt się nie zgłasza.
Wtedy jeden ze starców mówi:
„Nie płacz! Zwyciężył lew z pokolenia Judy, korzeń Dawidowy”. (Obj. 5:5)
Jan słyszy o Lwie. Spodziewa się zwycięskiego Króla.
Ale kiedy patrzy, widzi Baranka.
„Stał jakby zabity”. (Obj. 5:6)
Czy potrafisz wyobrazić sobie to zaskoczenie?
Jan słyszy o Lwie, a widzi Baranka. Słyszy o zwycięstwie, a dostrzega ślady śmierci. Oczekuje potęgi, a widzi Tego, który został zabity.
A jednak właśnie ten Baranek jest godzien.
Dlaczego?
Ponieważ Jezus Chrystus nie tylko stworzył świat — On również odkupił swój lud.
Nie zdobył zwycięstwa tak, jak zdobywają je ziemscy władcy: przez niszczenie przeciwników i gromadzenie własnej chwały. Zwyciężył przez swoją ofiarną śmierć i zmartwychwstanie. Oddał życie za grzeszników, aby pojednać ich z Bogiem.
W rozdziale czwartym niebo wielbi Stwórcę. W rozdziale piątym rozbrzmiewa pieśń ku czci Odkupiciela:
„Godzien jesteś wziąć księgę i zdjąć jej pieczęcie, ponieważ zostałeś zabity i odkupiłeś dla Boga krwią swoją ludzi z każdego plemienia i języka, i ludu, i narodu”. (Obj. 5:9)
Oto serce chrześcijańskiej nadziei.
Nie mówi jedynie: „Bóg jest potężny, więc jakoś sobie poradzę”.
Mówi: „Bóg objawił swoją miłość w Jezusie Chrystusie. Baranek został zabity. Grzech został osądzony, cena odkupienia została zapłacona, a śmierć nie ma ostatniego słowa”.
To dlatego chrześcijanin może patrzeć na cierpienie bez udawania, że go nie ma. Może płakać, nie tracąc nadziei. Może wyznawać grzech, nie uciekając przed Bogiem. Może prosić o przebaczenie, ponieważ jego zbawienie nie opiera się na doskonałości jego charakteru, lecz na doskonałym dziele Chrystusa.
A kiedy zawodzi w miłości do współmałżonka, nie musi wybierać między usprawiedliwianiem siebie a rozpaczą. Może przyjść do Chrystusa, wyznać grzech, przyjąć Boże przebaczenie i podjąć konkretne kroki ku zmianie.
Baranek nie jest godzien dlatego, że nasze życie stało się łatwe. Jest godzien dlatego, że przez swoją krew odkupił grzeszników dla Boga.
I to On, a nie nasze uczucia, osiągnięcia czy powodzenie, stanowi fundament naszej nadziei.
4. Kto naprawdę jest godzien?
W Objawieniu 4–5 powraca jedno zasadnicze pytanie: kto jest godzien?
To pytanie stało również w centrum konfliktu pierwszych chrześcijan z cesarstwem rzymskim. Władcy domagali się czci, która należała się Bogu. Chrześcijanie nie mogli uznać cesarza za najwyższego Pana, ponieważ ich Panem był Jezus Chrystus.
Ziemia mogła wołać: „Godzien jest cesarz!”.
Niebo odpowiadało: „Godzien jest Baranek!”.
Ten konflikt wciąż trwa, choć nie zawsze przybiera postać otwartego prześladowania.
Kultura mówi: „Godzien jest ten, kto ma władzę”.
Reklama podpowiada: „Godzien jesteś podziwu, jeśli dobrze wyglądasz i osiągasz sukces”.
Nasza duma szepcze: „Godzien jesteś, by zawsze mieć rację”.
Zranione serce mówi: „Nie przebaczę, dopóki druga osoba nie udowodni, że na to zasługuje”.
A Ewangelia kieruje nasz wzrok na Jezusa.
On jest godzien chwały, czci, mądrości, mocy i błogosławieństwa. Nie dlatego, że ludzie przyznali Mu ten tytuł, lecz dlatego, że należy Mu się on ze względu na to, kim jest i czego dokonał.
Niebo nie nadaje Chrystusowi godności. Niebo ją uznaje.
Podobnie nie musimy czekać, aż wszyscy wokół nas uznają panowanie Jezusa, aby zacząć Mu być posłuszni. Nie musimy czekać, aż nasza sytuacja stanie się wygodna, aby oddawać Mu chwałę.
Możemy to robić już teraz — w rozmowie, w pracy, w sposobie wydawania pieniędzy, w traktowaniu dzieci, w wierności małżeńskiej, w reagowaniu na krzywdę i w pokornym przyznawaniu się do własnych błędów.
Nie dlatego, że wszystko kręci się wokół nas.
Dlatego, że wszystko należy do Niego.
5. Wróć na ziemię, ale nie wracaj do dawnej perspektywy
Jan nie pozostaje na zawsze w wizji. Musiał wrócić do świata, w którym chrześcijanie cierpieli, w którym cesarz wciąż sprawował władzę, a przyszłość nie była łatwa.
Ale Jan zobaczył coś, czego nie mógł już zapomnieć: tron nie jest pusty, a Baranek nie przegrał.
Być może właśnie takiej zmiany potrzebujemy.
Nie zawsze Bóg natychmiast zmieni naszą sytuację. Czasami jednak przez swoje Słowo zmienia sposób, w jaki na nią patrzymy.
Kiedy w małżeństwie pojawia się konflikt, zapytaj nie tylko: „Jak mam doprowadzić do tego, żeby było po mojemu?”, lecz także: „Jak mogę pozostać wierny Chrystusowi?”.
Kiedy praca przynosi rozczarowanie, zapytaj nie tylko: „Dlaczego nie otrzymuję tego, na co zasługuję?”, lecz także: „Jak mogę służyć Bogu tam, gdzie postawił mnie dzisiaj?”.
Kiedy przychodzi cierpienie, nie zmuszaj się do udawania, że nie boli. Przynieś swój ból Bogu i pamiętaj, że twoje ograniczone spojrzenie nie obejmuje całej rzeczywistości.
A kiedy grzech podpowiada ci, że sam najlepiej wiesz, jak żyć, spójrz na Baranka. Ten, który ma wszelką władzę, jest zarazem Tym, który umiłował swój lud i wydał za niego samego siebie.
Może więc najważniejsza zmiana nie polega na tym, że wreszcie otrzymamy odpowiedzi na wszystkie pytania.
Może polega na tym, że przestaniemy stawiać siebie w centrum i na nowo zobaczymy Tego, który jest w centrum wszystkiego.
Wtedy nie każda trudność zniknie. Nie każdy konflikt zostanie od razu rozwiązany. Nie każda modlitwa otrzyma odpowiedź w oczekiwanym przez nas czasie.
Ale będziemy mogli przejść przez te rzeczywistości z inną nadzieją.
Bo nasza nadzieja nie opiera się na tym, że świat wygląda tak, jak chcielibyśmy go widzieć.
Opiera się na tym, że Bóg zasiada na tronie, a Jezus Chrystus, Baranek zabity i zmartwychwstały, jest godzien.
Na zakończenie
Zatrzymaj się dziś na chwilę i zadaj sobie trzy pytania:
1. Z jakiego miejsca patrzę? Czy oceniam swoje życie wyłącznie przez pryzmat tego, co mnie boli, czego mi brakuje i czego nie mogę kontrolować?
2. Kto siedzi na tronie mojego serca? Czy w praktyce najważniejsze jest dla mnie to, czego chcę, czy to, czego pragnie ode mnie Bóg?
3. Co zmieniłoby się dzisiaj, gdybym naprawdę pamiętał, że godzien jest Baranek? W mojej rozmowie z żoną lub mężem? W moim podejściu do pieniędzy? W reakcji na rozczarowanie? W decyzji, którą odkładam?
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Objawienie zaprasza nas, byśmy nie patrzyli na Boga wyłącznie z perspektywy naszych ziemskich okoliczności, lecz uczyli się patrzeć na te okoliczności w świetle Bożego tronu.
Nie wiemy wszystkiego, co przyniesie jutro. Ale wiemy, kto trzyma historię w swoich rękach. I wiemy, kto oddał za nas swoje życie.
Tron należy do Boga. Chwała należy do Boga. A Baranek jest godzien.
I właśnie od tej prawdy zaczyna się życie, które nie krąży już wokół nas samych, lecz wokół Jezusa Chrystusa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz