Kiedy moje „ja” chce mieć ostatnie słowo
Wyobraź sobie zwyczajną sytuację.
Ktoś mówi do ciebie coś, co ci się nie podoba.
Słyszysz pierwsze zdanie i już wiesz, co odpowiesz.
Jeszcze nie skończył mówić, a ty już układasz w głowie swoją odpowiedź.
— Ale przecież ja mam rację.
Druga osoba mówi dalej.
I wtedy pojawia się pokusa:
„Muszę mu udowodnić, że mam rację.”
Czasami nawet nie chodzi już o prawdę. Chodzi o to, żeby wygrać.
I właśnie tutaj Biblia dotyka bardzo głębokiej rzeczywistości ludzkiego serca.
Paweł pisze:
„Bądźcie poddani jedni drugim w bojaźni Chrystusowej.”
Ef 5:21
To zdanie brzmi prosto, ale uderza w samo centrum naszego „ja”.
Bo naturalnie chcemy czegoś przeciwnego:
„Niech inni dostosują się do mnie.”
Chcę, żeby mnie słuchano.
Chcę, żeby doceniano moje zdanie.
Chcę, żeby było po mojemu.
A Paweł mówi:
„Poddawajcie się jedni drugim.”
Nie chodzi o słabość ani o brak własnego zdania. Chodzi o to, że chrześcijanin nie może być niewolnikiem własnego „ja”.
Dawid miał powód, żeby się gniewać
W 1 Księdze Samuela znajdujemy bardzo ciekawą historię.
Dawid i jego ludzie chronili pasterzy Nabala. Kiedy nadszedł czas święta, Dawid wysłał swoich ludzi z prostą prośbą o żywność.
Posłańcy przychodzą do Nabala.
— Pokój tobie. Byliśmy z twoimi pasterzami i niczego im nie zabraliśmy. Prosimy, podziel się teraz tym, co masz.
Nabal odpowiada:
„Kim jest Dawid? I kim jest syn Isajego?”
1 Sm 25:10
A potem odmawia. Nie tylko odmawia. Robi to w sposób obraźliwy.
Kiedy Dawid się o tym dowiaduje, jego reakcja jest natychmiastowa:
„To była prawdziwa strata czasu – pilnować wszystkiego, co ten człowiek miał na pustkowiu, żeby niczego nie stracił – a teraz on mi się odwdzięcza obelgami. To prawdziwa zniewaga! Niech Bóg mnie dotknie najgorszym, jeśli Nabal i każdy łajdak z jego zepsutego rodu nie będą martwi do rana!”
1 Sm 25:22
Dawid rusza.
Teraz już nie chodzi tylko o jedzenie. Chodzi o jego honor.
„On mnie obraził. Muszę mu odpowiedzieć.”
I wtedy pojawia się Abigail.
Jedzie naprzeciw Dawida. Kiedy go spotyka, pada przed nim i mówi:
„Niech pan mój nie zważa na tego nikczemnego człowieka, na Nabala.”
1 Sm 25:25
A potem wypowiada słowa, które zatrzymują Dawida.
„Pan zachował cię od przelania krwi i od pomszczenia się własną ręką.”
1 Sm 25:26
To jest przełomowy moment.
Abigail NIE mówi Dawidowi: „Nie masz prawa być zły.”
Ona mówi: „Nie pozwól, żeby twój gniew zdecydował za ciebie.”
Dawid mógł powiedzieć:
— Nie rozumiesz. On mnie obraził!
Mógł powiedzieć:
— Jestem królem, którego Bóg namaścił. Mam prawo!
Ale Dawid zatrzymuje się.
I mówi:
„Powiedział wtedy Dawid do Abigail: Niech będzie błogosławiony Jahwe, Bóg Izraela, za to, że wysłał cię dziś na moje spotkanie. Niech będzie błogosławiona twoja mądrość; i ty sama bądź błogosławiona za to, żeś mnie powstrzymała od rozlewu krwi i od zbrukania moich rąk [krwią] zemsty. W przeciwnym bowiem razie, na życie Jahwe, Boga Izraela, który mnie powstrzymał od wyrządzenia ci jakiejkolwiek krzywdy - gdybyś nie pośpieszyła się i nie przybyła do mnie [na czas], dziś o wschodzie słońca nikt by nie pozostał z ludzi Nabala; nie ocalałoby nawet najnędzniejsze chłopię.”. 1 Sm 25:32–33 bwp
To jest obraz człowieka, który potrafi zatrzymać swoje „ja”.
Czy Dawid miał powód do gniewu? Tak.
Ale zrozumiał coś ważniejszego:
Nie wszystko, do czego mam prawo, muszę zrobić.
Mądrość potrafi się zatrzymać
Biblia mówi:
„Każdy człowiek niech będzie skory do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do gniewu.” (szybki, powolny)
Jk 1:19
To wymaga myślenia.
Człowiek kierowany przez swoje „ja” nie umie sie oprzeć pokusie aby zareagować.
Człowiek prowadzony przez Boga potrafi się zatrzymać.
Zanim odpowie, pyta:
„Co tutaj jest właściwe się dzieje?”
Zanim oceni:
„Czy naprawdę dobrze to rozumiem?”
Zanim zaatakuje:
„Czy moje słowa przyniosą pokój, czy tylko udowodnią, że JA mam rację?”
To właśnie jest biblijna mądrość.
Nie polega na tym, że człowiek zawsze milczy.
Polega na tym, że nie każda myśl musi natychmiast stać się słowem, a nie każda emocja musi stać się akcją.
Można mieć rację i jednocześnie grzeszyć
To jest szczególnie ważne dla chrześcijanina.
Możemy znać prawdę.
Możemy mieć właściwe przekonania.
Możemy nawet bronić dobrej sprawy.
A mimo to robić to z pychy.
Paweł mówi:
„Wiedza nadyma, lecz miłość buduje.”
1 Kor 8:1
Pomyśl o dwóch chrześcijanach prowadzących rozmowę.
— Ale przecież Biblia mówi wyraźnie!
— Wiem, ale chciałem tylko powiedzieć ...
— Nie, nie, właśnie dlatego, że Biblia mówi wyraźnie, nie ma o czym dyskutować.
Może ten pierwszy rzeczywiście zna tekst lepiej.
Ale powinien zadać sobie pytanie:
„Czy bardziej zależy mi na samej prawdzie, czy tylko na tym, żeby tamten zobaczył, że to ja mam rację?”
To jest różnica bo można kochać prawdę, a jednocześnie być dumnym z własnej wiedzy. Można mieć rację i nie mieć miłości. Można wygrać argument (sprzeczkę) i przegrać człowieka.
Dlatego Paweł mówi:
„...mówiąc prawdę z miłością, wzrastajmy pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa.”
"Bóg pragnie, abyśmy dojrzewali, poznawali całą prawdę i głosili ją z miłością – we wszystkim naśladując Chrystusa. Kierujemy się przykładem Chrystusa, który jest źródłem wszystkiego, co czynimy. On sprawia, że idziemy dalej w zgodzie ze sobą. Jego tchnienie i życie płyną przez nas, odżywiając nas, abyśmy dojrzewali w Bogu, silni w miłości." -msg
Ef 4:15
Prawda — tak! ... ale prawda z miłością.
Chrystus pokazuje nam inną drogę
Największym przykładem nie jest jednak Dawid.
Jest nim Jezus.
Paweł pisze:
„Takiego bądźcie względem siebie usposobienia (take postawa niech was cechuje), jakie było w Chrystusie Jezusie.”
Flp 2:5
A następnie pokazuje Chrystusa, który:
„...uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej.”
Flp 2:8
Jezus miał wszelkie prawa. Był Synem Bożym. Był bez grzechu. Był sprawiedliwy.
A jednak nie przyszedł na ziemię, żeby powiedzieć: „Teraz wszyscy musicie mi służyć...”
Przyszedł jako Sługa. Na krzyżu nie broni swojego honoru. Nie odpowiada przemocą. Nie wzywa zastępów anielskich. Oddaje siebie.
Dlatego chrześcijańska pokora nie zaczyna się od patrzenia na siebie i powtarzania: „Muszę być bardziej pokorny”.
Zaczyna się od patrzenia na Chrystusa.
Kiedy patrzę na Tego, który uniżył się dla mnie, moje własne „ja” zaczyna tracić władzę.
To dotyczy również przywództwa
Piotr pisze do starszych Kościoła:
„Paście trzodę Bożą [...] nie jako panujący nad tymi, którzy są wam poruczeni, lecz jako wzór dla trzody.”
1 P 5:2–3
Biblijne przywództwo nie brzmi:
— Masz mnie słuchać, bo ja tutaj jestem odpowiedzialny.
Brzmi raczej:
— Patrz na moje życie. Naśladuj mnie, gdy naśladuję Chrystusa.
To dotyczy pastora. Ale także ojca. Męża. Matki. Nauczyciela.
Każdego, komu Bóg powierzył wpływ na innych.
Najłatwiej jest używać autorytetu, żeby inni robili to, czego chcę.
Trudniej jest używać autorytetu, żeby służyć ich dobru.
Co robimy, kiedy ktoś "nie robi po naszemu"?
Wyobraź sobie męża, który wraca do domu.
Widzi coś, co nie zostało zrobione.
Pierwsza myśl:
— Znowu muszę wszystko robić sam.
Już otwiera usta.
Ale zatrzymuje się.
Patrzy na żonę.
— Miałaś dzisiaj trudny dzień?
— Tak. Dzieci były cały dzień niespokojne.
I nagle sytuacja wygląda inaczej.
Nie dlatego, że problem zniknął.
Ale dlatego, że zamiast najpierw bronić swojego „ja”, zaczął słuchać.
Albo... dziecko przychodzi do ojca:
— Tato, dlaczego nie mogę...?
Ojciec jest zmęczony.
Najłatwiejsza odpowiedź:
— Bo ja tak powiedziałem.
Ale może zatrzymać się i powiedzieć:
— Posłuchaj, wyjaśnię ci dlaczego.
To nie odbiera ojcu autorytetu. Przeciwnie. Pokazuje dziecku autorytet, który nie musi krzyczeć, żeby być autorytetem.
„Niech Chrystus będzie większy”
W końcu pytanie nie brzmi: „Czy mogę mieć swoje zdanie?”
Oczywiście, że możesz je mieć.
Nie brzmi też: „Czy mam/mogę bronić prawdy?”
Tak, chrześcijanin może i powinien bronić prawdy.
Pytanie brzmi: „Kto jest centrum mojego życia — Chrystus czy ja?”
Jan Chrzciciel wypowiedział kiedyś niezwykle proste zdanie:
„On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym. (To jest ten moment, w którym on ma wkroczyć na środek, a ja zniknę na uboczu. -msg)”
J 3:30
To jest droga dojrzałości.
Nie chodzi o to, żeby człowiek przestał istnieć.
Chodzi o to, żeby jego „ja” przestało być królem.
Dlatego dzisiaj, zanim odpowiesz komuś ostrym słowem, zatrzymaj się.
Zanim wyślesz wiadomość, której później będziesz żałować — zatrzymaj się.
Zanim zaczniesz udowadniać, że masz rację — zatrzymaj się.
I zadaj sobie jedno pytanie: „Co zrobiłby tutaj Chrystus?”
Może odkryjesz, że trzeba powiedzieć prawdę.
Może trzeba przeprosić.
Może trzeba postawić granicę albo przebaczyć.
A może po prostu trzeba posłuchać.
Ale niech decyzją nie kieruje twoje urażone „ja”.
Niech kieruje nią Chrystus.
Na drodze Dawida stanęła Abigail... Chrystus daje nam swojego Ducha, Świętego Ducha aby z nami był nieustannie. Aby wprowadził nas we wszelką prawdę Chrystusową...
Bo dojrzały chrześcijanin nie jest człowiekiem bez własnego zdania.
Jest człowiekiem, którego własne „ja” nie jest już jego panem.
„Bądźcie poddani jedni drugim w bojaźni Chrystusowej.”
Ef 5:21
To nie jest wezwanie do słabości.
To jest wezwanie do wolności... wolności od potrzeby wygrywania.
Od potrzeby bycia podziwianym.
Od potrzeby posiadania ostatniego słowa.
Wolności od życia, które kręci wokół mnie.
I jest to możliwe dlatego, że Chrystus najpierw uniżył siebie dla nas.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz