Psalm 119:113–120 — Gdy serce potrzebuje oparcia
MSG: Nienawidzę ludzi dwulicowych,
ale kocham Twoje jasne objawienie.
Jesteś dla mnie oazą spokoju i wytchnienia;
czekam, aż Twoje Słowo mnie odnowi.
Precz z mojego życia, wy, którzy czynicie zło,
bym mógł zachować przykazania mojego Boga.
Stań po mojej stronie, jak obiecałeś; wtedy na pewno będę żył.
Nie zawiedź wszystkich moich wielkich nadziei.
Bądź przy mnie, a wszystko będzie dobrze;
całkowicie oddam się Twoim zasadom życia.
Odrzucasz niegodziwych ziemi niczym bezużyteczne śmieci;
dlatego z miłością przyjmuję wszystko, co mówisz.
Odrzuć wszystkich, którzy odchodzą od Twoich słów;
ich lekkomyślne bałwochwalstwo niesie śmierć.
Drżę przed Tobą z podziwu i głębokiej czci;
Twoje wyroki wprawiają mnie w pełne szacunku milczenie.
BW:
Ps 119:113-120:
113 Ludzi chwiejnych nienawidzę,
Ale zakon twój miłuję.
114 Tyś obroną moją i tarczą moją,
W słowie twoim mam nadzieję.
115 Odstąpcie ode mnie, złośnicy,
Bo chcę przestrzegać przykazań Boga mego.
116 Wesprzyj mnie według obietnicy swojej, abym żył,
A nie dopuść, bym doznał zawodu w nadziei mojej.
117 Podtrzymaj mię, abym był zbawiony,
A zawsze wpatrywać się będę w ustawy twoje!
118 Gardzisz wszystkimi, którzy odstępują od ustaw twoich,
Bo myśli ich są fałszywe.
119 Uważasz za żużel wszystkich bezbożnych na ziemi,
Dlatego kocham świadectwa twoje.
120 Ciało moje drży ze strachu przed tobą,
Bo lękam się twoich sądów.
Psalm 119:113–120 — Gdy serce potrzebuje oparcia
Wewnętrzny paraliż
Znasz to uczucie, gdy musisz podjąć decyzję, ale każda opcja wydaje się równie trudna? Wyobraź sobie kogoś na rozdrożu. Szeroka, bezpieczna droga kusi wygodą, choć prowadzi w ślepy zaułek. Wąska ścieżka wymaga wysiłku i ginie w mgle, ale to ona wiedzie do celu. Zewsząd słychać sprzeczne głosy doradców. Ale prawdziwym problemem nie jest jednak brak drogowskazów, ale serce, które próbuje iść w dwóch kierunkach jednocześnie. To bolesne pęknięcie i brak zdecydowania stanowią punkt wyjścia dla kolejnej strofy Psalmu 119.
Część pierwsza — Dwa kierunki serca (w. 113–115)
„Ludzi chwiejnych nienawidzę, ale zakon twój miłuję. Tyś obroną moją i tarczą moją, w słowie twoim mam nadzieję. Odstąpcie ode mnie, złośnicy, bo chcę przestrzegać przykazań Boga mego”.
Psalmista mówi o ludziach chwiejnych — dosłownie o tych, których myśli są podzielone, którzy nie potrafią zdecydowanie opowiedzieć się za jedną drogą. Nie chodzi o człowieka, który szczerze zmaga się z wątpliwościami i szuka odpowiedzi. Chodzi o postawę, która chce zachować sobie możliwość nieposłuszeństwa Bogu.
Chcemy, żeby Bóg nas pocieszał, ale nie zawsze chcemy, żeby nas korygował. Chcemy Jego obietnic, lecz nie do końca nie chcemy Jego przykazań. Pragniemy spokoju sumienia, ale niekoniecznie chcemy porzucić to, co ten pokój niszczy.
Psalmista dokonuje wyboru: „Kocham Twoje Słowo”.
Zwróćmy jednak uwagę, że jego pewność nie wynika z przekonania o własnej sile. Nie mówi: „Moja stanowczość jest moją tarczą”. Mówi: „Tyś obroną moją i tarczą moją”.
To ważna lekcja. Człowiek może mieć mocne postanowienia, a jednak pozostać słaby. Może znać właściwą drogę, a mimo to potrzebować pomocy, żeby nią iść.
Dlatego psalmista odsuwa od siebie wpływy, które prowadzą do zła. Nie chce pielęgnować tego, co niszczy jego wierność Bogu.
Nie oznacza to jednak pogardy dla ludzi. Możemy kochać człowieka, a jednocześnie odrzucać kłamstwo, w które wierzy, lub zło, do którego nas nakłania. Jezus sam nakazuje miłować nieprzyjaciół. Miłość nie wymaga jednak nazywania ciemności światłem.
Czy są obszary życia, w których próbujesz iść dwiema drogami?
Czy tolerujesz coś, co stopniowo osłabia twoją miłość do Boga?
Może nie potrzebujesz kolejnego postanowienia, lecz szczerego powrotu do Pana i konkretnej decyzji o zerwaniu ze złem.
2. Część druga — Nie tylko chcę wytrwać, ale potrzebuję, żeby Bóg mnie podtrzymał (w. 116–117)
Małe dziecko uczy się chodzić. Robi kilka kroków, chwieje się i upada. Nie potrafi jeszcze utrzymać równowagi. Kiedy ojciec wyciąga rękę, dziecko nie musi udowadniać, że jest silne. Może pozwolić się podtrzymać.
„Wesprzyj mnie według obietnicy swojej, abym żył, a nie dopuść, bym doznał zawodu w nadziei mojej. Podtrzymaj mię, abym był zbawiony, a zawsze wpatrywać się będę w ustawy twoje!”
Po zdecydowanych słowach z poprzednich wersetów pojawia się pokorna prośba: „Wesprzyj mnie”.
Psalmista wie, że miłość do Bożego prawa nie oznacza niezależności od Boga. Właśnie dlatego, że chce wytrwać, prosi o podtrzymanie.
To jeden z ważniejszych paradoksów chrześcijańskiego życia: im lepiej rozumiemy świętość Boga, tym wyraźniej widzimy własną słabość. Im bardziej pragniemy być wierni, tym mniej ufamy własnej samowystarczalności.
Zwróćmy uwagę na słowa: „Według obietnicy swojej”. Psalmista nie opiera nadziei na swoich osiągnięciach, lecz na Bożej wierności.
Nie mówi: „Podtrzymaj mnie, bo jestem wystarczająco dobry”. Mówi: „Podtrzymaj mnie, bo Ty jesteś wierny temu, co obiecałeś”.
Następnie prosi: „Podtrzymaj mię, abym był zbawiony”. Jego życie zależy od Boga. Potrzebuje Bożej pomocy nie tylko na początku drogi, lecz również po drodze i u jej kresu.
Także my potrzebujemy Bożej łaski każdego dnia. Potrzebujemy przebaczenia, kiedy upadamy, mądrości, kiedy nie wiemy, co zrobić, i siły, kiedy pokusa wydaje się zbyt mocna.
Bóg nie zachowuje nas w wierze po to, żebyśmy stali się bierni. Psalmista od razu dodaje, że chce wpatrywać się w Boże ustawy. Boża łaska nie zastępuje posłuszeństwa — umożliwia życie w posłuszeństwie.
Czy próbujesz udowodnić Bogu, że poradzisz sobie sam?
Czy może uczysz się codziennie mówić: „Panie, chcę być Ci wierny, ale potrzebuję, żebyś mnie podtrzymywał”?
Wiara nie polega na przekonaniu, że nigdy się nie zachwiejesz. Polega na tym, że w swojej słabości zwracasz się do Boga.
3. Część trzecia — Bóg widzi to, czego człowiek często nie dostrzega (w. 118–119)
Kiedy wytapia się metal, wysoka temperatura pozwala oddzielić to, co wartościowe, od zanieczyszczeń. Z zewnątrz wszystko może wyglądać podobnie. Dopiero próba ujawnia różnicę.
„Gardzisz wszystkimi, którzy odstępują od ustaw twoich, bo myśli ich są fałszywe. Uważasz za żużel wszystkich bezbożnych na ziemi, dlatego kocham świadectwa twoje”.
Psalmista mówi o Bożym sądzie. To trudne słowa, ale nie możemy ich złagodzić tak, by utraciły swoje znaczenie. Bóg nie jest obojętny wobec zła. Widzi ludzkie postępowanie i sprawiedliwie je osądza.
Świat często ocenia ludzi według ich osiągnięć, majątku, popularności i wpływów. Człowiek może być podziwiany przez tysiące, a jednocześnie żyć w buncie przeciwko Bogu.
Bóg patrzy głębiej.
Obraz żużlu nie oznacza, że człowiek przestaje mieć godność jako stworzenie uczynione na obraz Boga. Pokazuje natomiast, jak bezwartościowe w perspektywie wieczności staje się życie oparte na odrzuceniu Stwórcy.
Dlaczego psalmista w odpowiedzi mówi: „Dlatego kocham świadectwa twoje”?
Ponieważ Boże Słowo pozwala mu widzieć świat w prawdzie. Nie wszystko, co błyszczy, jest cenne. Nie wszystko, co popularne, jest dobre. Nie wszystko, co przynosi chwilową przyjemność, prowadzi do życia.
To ostrzeżenie również dla nas. Możemy kochać Biblię wtedy, gdy pociesza nas w cierpieniu, ale czy kochamy ją również wtedy, gdy ujawnia nasz egoizm, pychę i nieposłuszeństwo?
Prawdziwa miłość do Słowa nie polega na tym, że zawsze znajdujemy w nim potwierdzenie własnych przekonań. Polega również na gotowości, by pozwolić Bogu nas skorygować.
Nie powinniśmy jednak patrzeć na ludzi bezbożnych z wyższością. Sami nie zostaliśmy zbawieni dzięki własnej mądrości. Potrzebowaliśmy łaski tak samo jak oni.
Co w twoim życiu wydaje się cenne, ale może odciągać cię od Boga? Uznanie innych? Sukces? Własna racja? Wygoda?
Boże Słowo nie tylko pokazuje, co jest złe. Uczy również, co naprawdę ma wartość.
4. Część czwarta — Bojaźń, która prowadzi do Chrystusa (w. 120)
Wyobraź sobie człowieka, który staje przed królem mającym władzę nad jego życiem. Nie przychodzi z lekceważeniem ani z przekonaniem, że może dyktować warunki. Wie, przed kim stoi. Jego postawa odzwierciedla powagę tej chwili.
„Ciało moje drży ze strachu przed tobą, bo lękam się twoich sądów”.
Psalm kończy się obrazem drżącego człowieka.
To ważne: ten, który kocha Boże prawo, ufa Jego obietnicom i pragnie wytrwać, nie traktuje Boga lekko. Wie, że Bóg jest święty, a Jego sąd jest rzeczywisty.
Bojaźń Boża nie oznacza, że chrześcijanin ma żyć w przekonaniu, iż Bóg z przyjemnością chce go zniszczyć. Oznacza, że poważnie traktuje Bożą świętość, własny grzech i odpowiedzialność przed Stwórcą.
Ale tutaj pojawia się pytanie: jak grzeszny człowiek może stanąć przed świętym Bogiem i nie popaść w rozpacz?
Odpowiedzią nie jest pomniejszenie Bożej świętości ani udawanie, że grzech nie ma znaczenia. Odpowiedzią jest Jezus Chrystus.
Na krzyżu widzimy, jak poważny jest grzech, skoro Syn Boży oddał za nas życie. Widzimy też, jak wielka jest Boża miłość, skoro Chrystus przyszedł ratować grzeszników.
Jezus był wierny tam, gdzie my byliśmy chwiejni. Był posłuszny Ojcu aż do śmierci. Poniósł sąd należny grzesznikom, aby ci, którzy w Niego wierzą, mogli otrzymać przebaczenie i pojednanie z Bogiem.
Dlatego chrześcijanin nie musi wybierać między bojaźnią a nadzieją. Może traktować Boga z głęboką czcią, a jednocześnie zbliżać się do Niego z ufnością przez Chrystusa.
Łaska nie oznacza, że grzech stał się nieważny. Oznacza, że Chrystus zapłacił za grzech, a teraz prowadzi swoich ludzi do nowego życia.
Kto podtrzyma cię na drodze?
Cała strofa prowadzi nas od podzielonego serca do bojaźni przed świętym Bogiem. Po drodze odkrywamy, że potrzebujemy prawdy, ochrony, podtrzymania i przebaczenia.
Nie wystarczy wiedzieć, którą drogą powinniśmy iść. Nie wystarczy nawet szczerze pragnąć nią iść. Potrzebujemy Zbawiciela, który przebacza nasze odejścia, odnawia nasze serca i podtrzymuje nas w wierze.
Psalmista mówi: „Tyś obroną moją i tarczą moją”. W pełni chrześcijańskiego objawienia widzimy tę nadzieję w Jezusie Chrystusie. On nie tylko pokazuje nam drogę do Boga. Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie otwiera nam do Niego drogę.
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy jestem wystarczająco silny, by nigdy się nie zachwiać?”.
Brzmi ono: Czy moja nadzieja spoczywa w Jezusie Chrystusie — Tym, który jest wierny, przebacza grzesznikom i podtrzymuje swoich ludzi aż do końca?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz