Piękno nietolerancji
Wyobraź sobie małego chłopca stojącego na chodniku.
Jest z tatą.
Nagle chłopiec zauważa coś po drugiej stronie ulicy. Może piłkę. Może kolegę.
Wyrywa rękę z dłoni ojca i biegnie.
Wprost na jezdnię.
Samochód jest już blisko.
Ojciec krzyczy:
— Stój!
Chłopiec biegnie dalej.
— Zatrzymaj się!
Ojciec rzuca się za nim, chwyta go i gwałtownie przyciąga do siebie.
Chłopiec zaczyna płakać:
— Tato! Puść mnie!
Ojciec trzyma go mocno.
— Nie puszczę cię.
— Ale ja chcę tam iść!
— Wiem. Ale nie pozwolę ci.
Chłopiec jest zły. Tupie nogami. Nie rozumie.
Dla niego ojciec właśnie ograniczył jego wolność.
Ale ojciec wie coś, czego dziecko jeszcze nie rozumie.
Ten zakaz jest wyrazem miłości.
Ojciec nie jest przeciwko dziecku.
Jest przeciwko temu, co może je zabić.
I właśnie tutaj zaczynamy rozumieć coś ważnego o Bogu.
Bo współczesny świat często mówi:
„Jeśli kochasz człowieka, musisz zaakceptować jego wybory.”
„Nie oceniaj.”
„Nie mów mi, co jest dobre, a co złe.”
"Każdy ma swoją prawdę."
A czasami ten sposób myślenia idzie jeszcze dalej.
"Skoro każdy człowiek ma swoją prawdę, to może właściwie nie istnieje jedna prawda dla wszystkich.
Skoro każdy ma swoją drogę, to może każda droga prowadzi ostatecznie do Boga.
Skoro Bóg jest miłością, to może ostatecznie wszyscy zostaną zbawieni, niezależnie od tego, czy uwierzyli w Chrystusa."
Brzmi pięknie. Bardzo pocieszająco.
Ale pojawia się pytanie:
Czy jest to rzeczywiście przesłanie Ewangelii?
Bóg jest miłością — ale miłość nie oznacza obojętności
Biblia rzeczywiście mówi:
„Bóg jest miłością” (1 J 4:8).
Ale ten sam Bóg mówi:
„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem” (Iz 5:20).
Dlaczego? Jeszcze raz...
Ponieważ Boża miłość nie jest obojętnością.
Bóg nie patrzy na człowieka, który zmierza ku śmierci, i nie mówi:
„To jego droga. Szanuję jego wybór.”
Jeżeli dziecko biegnie pod samochód, kochający ojciec nie mówi:
„Każdy ma prawo wybrać własną drogę.”
Nie! Ratuje je.
I właśnie dlatego Bóg nie mówi człowiekowi tylko: „Żyj, jak chcesz.”
Bóg mówi: „Wróć do mnie.”
Pamiętamy pierwszą pokusę.
Wąż mówi:
„Będziecie jak Bóg, znający dobro i zło”.
To jest początek problemu.
Człowiek chce sam decydować, co jest dobre.
„Ja wiem”.
„Ja wybieram”.
„Moja prawda”.
„Moja moralność”.
Ale jeśli człowiek sam staje się źródłem prawdy, to rzeczywiście trudno później powiedzieć komukolwiek:
„Mylisz się.”
A jeśli nikt się nie myli, wtedy wszystkie drogi zaczynają wyglądać podobnie.
I tutaj bardzo łatwo przejść od: „Każdy ma swoją prawdę”
do: „Każdy ma swoją drogę do Boga.”
A stąd już tylko krok do: „Ostatecznie wszyscy będą zbawieni.”
Problem polega na tym, że Jezus nie mówi:
„Każda droga prowadzi do życia.”
Mówi:
„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” (J 14:6).
To nie jest język wielu równorzędnych dróg.
To jest język jednej drogi. Chrystusa.
Jezus nie mówi, że wszystkie drogi prowadzą do życia..
Opowiada o dwóch drogach.
Jedna jest szeroka. Druga wąska.
I mówi:
„Szeroka jest brama i przestronna droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota, i niewielu jest tych, którzy ją znajdują” (Mt 7:13–14).
Zauważmy: dwie drogi.
Nie: sto.
Nie: „każda droga jest dobra”.
Nie: „wszyscy ostatecznie trafią w to samo miejsce”.
Dwie drogi. Jedna, to życie. Druga, to zguba.
Dlatego Ewangelia nie jest tylko przesłaniem:
„Bóg cię akceptuje takim jakim jesteś.”
Ewangelia mówi coś znacznie głębszego:
„Bóg cię kocha i dlatego wzywa cię do opamiętania i wiary w osobę i dzieło Chrystusa.”
Ale czy Bóg nie chce zbawić wszystkich?!
Tutaj pojawia się ważna prawda.
Owszem, Biblia mówi o Bożym pragnieniu zbawienia ludzi.
Piotr pisze:
„Pan (…) nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania” (2 P 3:9).
To jest piękne. Boga nie cieszy śmierć grzesznika.
Nie patrzy z satysfakcją na człowieka idącego ku zagładzie.
Woła: „Nawróćcie się! Zawróćcie ze swoich dróg do Mnie.”.
Ewangelia jest głoszona wszystkim.
Prawdziwe zaproszenie jest skierowane do każdego człowieka.
Chrystus jest wystarczającym Zbawicielem.
Ale z tego nie wynika, że wszyscy automatycznie zostaną zbawieni.
Biblia mówi również:
„Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży ciąży na nim” (J 3:36).
To są bardzo mocne słowa.
Ale właśnie dlatego Ewangelia jest tak pilna.
Jeżeli wszyscy zostaną zbawieni niezależnie od wiary, po co Jezus mówi:
„Upamiętajcie się i wierzcie w ewangelię”?
Po co apostołowie głoszą?
Po co misje?
Po co ewangelizacja?
Po co krzyż?
Po co wezwanie do wiary?
Jeżeli wszystkie drogi prowadzą do Boga, wtedy krzyż staje się jedynie pięknym symbolem miłości.
Ale Biblia przedstawia krzyż jako konieczne dzieło odkupienia.
Dlaczego Jezus musiał umrzeć?
Bo problem człowieka nie polega tylko na tym, że nie wie, którą drogą ma iść.
Problem jest głębszy.
Jesteśmy grzesznikami (błądzącymi buntownikami).
Potrzebujemy nie tylko wskazówek.
Potrzebujemy Zbawiciela.
Dlatego Paweł pisze:
„Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5:8).
Zauważ:
Chrystus nie przyszedł powiedzieć: „Wszystkie wasze drogi są dobre.”
Przyszedł powiedzieć:
„Zginiecie bez mojej łaski. Dlatego przyszedłem was zbawić.”
To jest znacznie większa miłość.
Wyobraź sobie jeszcze raz tego chłopca.
Ojciec trzyma go na chodniku.
Chłopiec płacze:
— Ale ja chcę tam iść!
Ojciec odpowiada:
— Wiem.
— Ale dlaczego mi nie pozwalasz?
— Bo widzę coś, czego ty nie widzisz.
Samochód.
Dziecko widzi wolność.
Ojciec widzi niebezpieczeństwo śmierci.
I właśnie tak często wygląda nasza relacja z Bogiem.
My widzimy:
„Bóg mnie ogranicza”.
Bóg widzi: „Próbuję cię ocalić.”
My mówimy: „Dlaczego nie mogę żyć po swojemu?”
Bóg odpowiada: „Ponieważ twoja własna droga nie prowadzi do życia.”
My pytamy: „Czy wszystkie drogi nie prowadzą ostatecznie do Ciebie?”
A Jezus odpowiada: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.”
A teraz najpiękniejsza część
Kiedy Jezus spotkał kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, nie powiedział:
„Twój grzech jest nieważny.”
Ale też nie powiedział:
„Nie ma dla ciebie nadziei.”
Powiedział: „I Ja cię nie potępiam”.
A następnie: „Idź i odtąd już nie grzesz”.
Łaska i prawda.
Miłość i świętość.
Razem.
To jest Jezus.
I dokładnie to samo widzimy na krzyżu.
Bóg nie powiedział: „Grzech nie ma znaczenia.”
Krzyż mówi: „Grzech ma ogromne znaczenie.”
Ale Bóg nie powiedział również: „Grzesznik nie ma dla mnie znaczenia.”
Krzyż mówi: „Grzesznik jest tak cenny, że Syn Boży oddał za niego życie.”
To jest różnica między Ewangelią a uniwersalizmem.
Uniwersalizm mówi: „Ostatecznie wszyscy dojdziemy do Boga.”
Ewangelia mówi:
„Bóg otworzył drogę do siebie przez Chrystusa i wzywa każdego człowieka, aby nią poszedł.”
Uniwersalizm mówi:
„Nie musisz się nawracać, bo wszystko skończy się dobrze.”
Ewangelia mówi:
„Nawróć się, ponieważ Chrystus przyszedł cię zbawić.”
Uniwersalizm usuwa pilną potrzebę opamiętania i ratunku.
Ewangelia ją przywraca.
Dlatego prawdziwa miłość nie mówi: „Wszystko jest w porządku.”
Prawdziwa miłość mówi:
„To nie jest w porządku — ale jest dla ciebie nadzieja.”
Nie mówi: „Każda droga prowadzi do Boga.”
Mówi: „Jest tylko jedna droga — Jezus Chrystus.”
Nie mówi: „Twój grzech nie ma znaczenia.”
Mówi: „Twój grzech jest poważny, ale Boża łaska jest większa.”
I dlatego możemy powiedzieć:
Nie zgadzam się z tobą, ale cię nie odrzucam.
Widzę twój grzech, ale pamiętam o swoim.
Mówię prawdę, ale nie mówię jej z wyższością.
Nie chcę wygrać z tobą dyskusji. Chcę, żebyś poznał Chrystusa.
Bo Jezus nie przyszedł po ludzi, którzy byli wystarczająco dobrzy.
Przyszedł po grzeszników. Po takich jak ja i ty.
I dlatego Ewangelia jest jednocześnie najbardziej wymagającym i najbardziej pocieszającym przesłaniem świata.
Bóg mówi: „Nie.” Nie dla grzechu. Nie - dla kłamstwa, pychy, samozbawienia.
Ale Bóg mówi też: „Tak.” Tak - dla przebaczenia. Dla łaski. Dla nowego życia. Tak - dla każdego, kto przychodzi do Chrystusa.
Jan mówi:
„Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas… pełne łaski i prawdy”.
I pełne łaski i pełne prawdy. Jedno i drugie.
Prawda, która nie kłamie.
Łaska, która nie potępia skruszonego grzesznika.
Miłość, która nie pozwala nam spokojnie biec w stronę śmierci.
I może właśnie dzisiaj Chrystus mówi do któregoś z nas:
„Zatrzymaj się.”
„Nie idź dalej tą drogą.”
„Wróć do mnie.”
Nie dlatego, że Bóg jest przeciwko tobie.
Właśnie dlatego, że cię kocha.
A Jego wyciągnięta ręka nie jest ograniczeniem twojej wolności.
Jest ratunkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz