Septuaginta powstawała od III do I wieku p.n.e. w Aleksandrii, na długo przed czasami Jezusa).
Słońce nad Aleksandrią chyliło się ku zachodowi, rzucając długie cienie na marmurowe kolumny Biblioteki. Baruch i Nikodemos wciąż siedzieli nad zwojami, ale tym razem przed nimi leżała pieśń o miłości – słynny hebrajski Psalm 136, w którym jak dzwon powracało jedno i to samo zdanie.
– Posłuchaj tego rytmu, Nikodemosie – zaczął Baruch, cicho podśpiewując pod nosem starożytną melodię. – „Chwalcie Pana, bo jest dobry... Ki le-olam chasdo”. I tak przez dwadzieścia sześć wersetów.
Młody lekarz spojrzał na grecki przekład, który sam pomagał redagować.
– W naszym języku zapisaliśmy to jako: „Hoti eis ton aiona to eleos autou”. Ponieważ Jego miłosierdzie trwa na wieki. Ale czuję, Baruchu, że znowu zgubiliśmy coś potężnego w tłumaczeniu. Dla nas, Greków, eleos to litość. To uderzenie współczucia, które czujesz w żołądku, gdy widzisz żebraka na ulicy lub aktora płaczącego w teatrze. To emocja. Chwilowe wzruszenie.
Baruch westchnął głęboko i potrząsnął głową.
– Widzisz, przyjacielu, nasze hebrajskie חֶסֶד (Chesed) to zupełnie inna glina. Gdyby król Dawid usłyszał, że chesed Boga to tylko „chwilowe wzruszenie”, przeraziłby się. Chesed nie rodzi się w żołądku ani w emocjach. Chesed rodzi się z paktu.
– Z paktu? – Nikodemos uniósł brwi. – Mówimy o miłości czy o traktatach państwowych?
– O jednym i drugim naraz – uśmiechnął się stary mędrzec. – Wyobraź sobie dwóch królów lub dwóch braci, którzy zawierają przymierze. Podają sobie ręce, składają przysięgę. Od tego momentu są związani. Chesed to lojalność, która każe ci biec z pomocą sprzymierzeńcowi, nawet jeśli ci się to nie opłaca, nawet jeśli jesteś zmęczony, a on sam zawinił. To miłość uparta. Miłość, która podjęła decyzję i nie wycofuje się z niej, choćby walił się świat. Kiedy mówimy, że Bóg ma chesed, oznacza to: On podpisał z nami cyrograf (dekret) miłości i choćbyśmy upadli sto razy, Jego lojalność nas nie opuści. On związał się z nami aktem niezłomnej miłości... To nie jest litość nad słabeuszem. To wierność twarda jak skała.
Nikodemos zamyślił się, wodząc palcem po pergaminie.
– Rozumiem. Nasze eleos użala się nad nieszczęściem, a wasze chesed po prostu przychodzi i naprawia sytuację, bo tak obiecało. Ale Baruchu, w grece mamy przecież inne słowa na miłość. Dlaczego nie użyliśmy na przykład Eros? To potężna, namiętna siła, która pcha ludzi ku sobie!
– Ponieważ Eros chce posiadać – odpowiedział natychmiast Baruch. – Eros płonie, pożera i szuka własnej przyjemności w tym, co piękne. A Bóg kocha nas także wtedy, gdy jesteśmy brzydcy, powalani grzechem i uciskiem.
– No tak... – mruknął Grek. – A co z Philia? To czysta, piękna miłość przyjacielska, oparta na wzajemności.
– Klucz tkwi w słowie „wzajemność” – przerwał mu stary Żyd. – Przyjaźń istnieje tak długo, jak długo obie strony dają coś z siebie. Jeśli ty przestaniesz być moim przyjacielem, nasza philia umrze. A Boże chesed nie zależy od naszej odpowiedzi. Ono trwa, nawet gdy Izrael błąka się po pustyni i szemrze przeciwko swojemu Wywolicielowi.
Nikodemos wstał i zaczął chodzić nerwowo po tarasie.
– Skoro tak, to tłumaczom w Aleksandrii zabrakło języka w gębie. Skoro eleos to za mało, a eros i philia nie pasują... to zrobiliśmy z Boga bezdusznego urzędnika, który wypełnia warunki umowy!
Baruch zaśmiał się cicho, patrząc na zapał młodego przyjaciela.
– Spokojnie, Nikodemosie. Duch Święty Ruach Ha-Kodesz, który prowadzi nasze pióra, ma niesamowite poczucie humoru. Czy zauważyłeś, jakiego słowa zaczęliśmy używać w innych fragmentach zwojów, tam gdzie mowa o głębokim, darmowym i suwerennym wyborze Boga? Słowa, które w waszej klasycznej grece było tak rzadkie i pospolite, że niemal nikt nie zwracał na nie uwagi?
Nikodemos zatrzymał się.
– Masz na myśli... ἀγάπη (Agape)? Zawsze uważałem je za bezbarwne. To po prostu „szacunek”, „życzliwość”, jak wtedy, gdy witasz gościa w domu. Nie ma w tym ognia Homera.
– Właśnie dlatego zostało wybrane! – wykrzyknął Baruch, uderzając dłonią w stół. – Eros był zbyt splamiony pożądaniem bogów z Olimpu. Philia była zbyt ludzka. A Agape? Było jak puste naczynie, czyste płótno. Poprzez Septuagintę Bóg bierze to skromne, greckie słowo i napełnia je całkowicie nową treścią. Agape staje się miłością, która nie szuka niczego dla siebie. To miłość ofiarna, bezinteresowna, która kocha nie dlatego, że ktoś na to zasługuje, ale dlatego, że kochać chce.
Stary mędrzec wstał, podszedł do młodego lekarza i położył mu rękę na ramieniu.
– Zobacz, co zrobiliśmy w tym mieście, Nikodemosie. Wzięliśmy wasze medyczne Soteria (uzdrowienie) i wasze skromne Agape (ofiarne oddanie). Połączyliśmy je z naszym wojennym Tshu'ah (szeroką przestrzenią) i niezłomnym Chesed (wiernością paktu). Tworzymy nowy język. Język dla świata, który jest śmiertelnie chory z braku miłości i zamknięty w ciasnocie własnego lęku.
Nikodemos spojrzał na zachodzące słońce, którego czerwone promienie odbijały się w wodach portu. Poczuł, że ta nowa definicja miłości – wierna jak pakt, darmowa jak powietrze i lecząca jak najlepszy balsam – zaczyna rozpalać w nim ogień, jakiego nie znalazł w żadnej księdze Platona.
Ta zmiana pojęciowa przygotowała grunt pod teksty Nowego Testamentu, gdzie Agape stało się wręcz definicją Boga...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz