wtorek, 15 września 2026

OSIĄGNIĘCIA (Tripp | The Danger of Achievement in Ministry Leadership)

 


OSIĄGNIĘCIA 

(Tripp | The Danger of Achievement in Ministry Leadership)

KAŻDY LIDER PRZEWODZI, samemu desperacko potrzebując pełnej miary zasobów Bożej łaski. Ta nieuchronna rzeczywistość musi mieć kluczowy wpływ na to, jak osoby we wspólnocie przywódczej postrzegają same siebie, jak się zachowują i jak wykonują pracę, do której powołał je Bóg. To nie tylko młody pastor potrzebuje łaski, czy też pastor zmagający się z problemami albo ten, który upadł; łaska jest niezbędnym składnikiem sukcesu służby każdego człowieka, w każdym czasie, w każdym wieku, w każdym miejscu i w każdym rodzaju służby.

Kolejny rozdział rozwinie temat tego, co to znaczy, by wspólnota przywódcza funkcjonowała jako wspólnota ewangelii, do której została zaprojektowana przez Boga. W tym rozdziale pragnę rozważyć, jak coś dobrego — osiągnięcia — może stać się dla przywództwa czymś złym, ponieważ stało się rzeczą władczą. Osiąganie celów jest nie tylko czymś wspaniałym, ale i niezwykle istotnym. Zbawienie zasadza się w całości na osiągnięciu. Nie byłoby nadziei na przebaczenie, na teraźniejszą pomoc ani na nowe niebiosa i nową ziemię, gdyby nie niepowstrzymana ambicja Pana panów, by osiągnąć to, co tylko On mógł osiągnąć, okazując łaskę swojemu ludowi oraz odkupując i odnawiając “jęczący” świat.

Boża łaska zbawcza rozpala w sercach wszystkich Jego dzieci radykalną przemianę w zakresie ambicji. Tam, gdzie niegdyś nasze myśli, pragnienia, słowa i czyny były motywowane i kierowane ambicją osiągnięcia tego, co sami definiowaliśmy jako osobiste szczęście, teraz – dzięki łasce – kształtuje je ambicja, by Królestwo Boże zrealizowało wszystko, co Bóg dla niego zaplanował. Tam, gdzie niegdyś dążyliśmy do tego, czego pragnęliśmy, teraz dążymy do wypełniania woli Bożej. Co więcej, Bóg wzywa nas, byśmy dążyli do wzrostu i rozszerzania Jego królestwa w okresie pomiędzy „już” naszego nawrócenia a „jeszcze nie” naszego powrotu do domu Ojca. Ludzie są istotami dążącymi do osiągnięć, przeznaczonymi do budowania i odbudowywania, do wzrostu i rozszerzania, do wyrywania z korzeniami i sadzenia, do burzenia i wznoszenia, do marzeń i ich realizacji. Jednak każda ambicja i każde osiągnięcie musi zgiąć kolano przed panowaniem i chwałą Pana Jezusa Chrystusa.

Należy zauważyć, że ratunek i przekierowanie pragnień naszych serc odnośnie do tego, co próbujemy osiągnąć, jest procesem wciąż trwającym. Chciałbym móc powiedzieć, że tym, co zawsze motywuje mnie do działania i mówienia, jest płynąca z serca ambicja dla chwały Bożej i powodzenia Jego królestwa, ale tak nie jest. Chciałbym, aby sposób, w jaki wydaję pieniądze i inwestuję czas, był zawsze motywowany ambicją wertykalną, ale tak nie jest. Chciałbym móc powiedzieć, że Bóg jest zawsze w centrum każdej ambicji zrodzonej w myśli mojego serca, ale tak nie jest. Chciałbym móc powiedzieć, że zawsze pragnę, aby każde osiągnięcie w moim życiu było palcem wskazującym na istnienie Boga i Jego chwałę, ale nie potrafię. Trzeba więc przyznać, że dla mnie — i jestem pewien, że także dla was — ambicja jest duchowym polem bitwy, a we wspólnocie przywódczej kościoła ambicja dla chwały Bożej i Jego królestwa łatwo i subiektywnie niezauważalnie przeradza się w coś zupełnie innego.


JAKA CHWAŁA: HISTORIA OSIĄGNIĘĆ

Byli młodzi i ambitni. Kochali ewangelię i swoje miasto. Naprawdę pragnęli osiągać wielkie rzeczy dla Boga. Nie chcieli być jedynie głosicielami ewangelii; chcieli być także jej wykonawcami. Wierzyli, że przemieniająca łaska Jezusa ma moc przekształcić każdy aspekt życia ludzi oraz społeczności, w których żyli. Byli zdeterminowani, by stać się wykonawcami wielkich dzieł Królestwa, których Bóg użyje do wyratowania tysięcy niewolników małych królestw. Nie byli pyszni; mieli pewność wynikającą z Bożej obecności, mocy i obietnic. Podczas swoich spotkań zwiastowali jasne, praktycznie zastosowane przesłanie ewangelii i zapraszali ludzi do uwielbienia wywyższającego Boga. Wychodzili też z ewangelią na ulice, nie tylko głosząc łaskę, ale i czyniąc dzieła miłosierdzia, które bezpośrednio odpowiadały na szczególne cierpienia ich społeczności. Ciężko pracowali, planowali z rozmachem i ufali, że to Bóg da owoc.

Oczywiście wciąż na nowo korygowali swój plan osiągnięć ewangelizacyjnych, a robiąc to, zaczęli dostrzegać rezultaty. Na początku były to pojedyncze przypadki, lecz wkrótce ludzie zaczęli przychodzić do Chrystusa, a ich służby społeczne zostały dostrzeżone i życzliwie przyjęte. Szybko wyrośli ze swojego budynku i zespołu pracowników. Poszukiwali znacznie większego obiektu, aby lepiej pomieścić to, co pragnęli osiągnąć, i zatrudniali ludzi, by mieć pewność, że zrealizują swoje cele. Nikt od wewnątrz by tego nie zauważył, ale następowała cicha zmiana. Wdzięczność Bogu za to, co uczynił, zaczęła konkurować z dumą z własnych osiągnięć. Coraz mniej czasu podczas spotkań przywódczych inwestowano we wspólnotę i uwielbienie, a coraz więcej spędzano na analizowaniu statystyk i planowaniu celów. Liderzy stopniowo odseparowywali się od Ciała Chrystusa, stając się mniej szczerymi, mniej dostępnymi i mniej odpowiedzialnymi przed innymi.

Tysiące ludzi uczęszczało w każdą niedzielę do wielu kampusów, a każdego roku zbierano miliony dolarów. Wspólnota przywódcza stała się kulturą zupełnie odmienną od tej pokornej, opartej na łasce społeczności, którą byli niegdyś. Starsi nie pełnili już roli pastorów dla pastorów ani duchowych przewodników i doradców zgromadzenia. Tydzień w tydzień funkcjonowali raczej jak zarząd korporacyjny instytucji religijnej. Jedyną rzeczą, która odróżniała ich posiedzenia zarządu od posiedzeń korporacji po drugiej stronie ulicy, było krótkie rozważanie i czas modlitwy przed każdym zebraniem. Diakoni nie tworzyli już rady służby miłosierdzia, lecz przypominali kadrowych księgowych i zarządców nieruchomości kościoła. Wzrost i pieniądze zdominowały teraz ich dyskusje oraz wizję.

Pracownicy coraz bardziej obawiali się zrobienia czegokolwiek, co stanęłoby na drodze korporacyjnym osiągnięciom. Tak niewielu pastorów i członków personelu miało odwagę przyznać się do osobistych zmagań lub porażki w służbie. Osoby, które nie osiągały wyników lub podważały decyzje bądź wartości, były szybko zwalniane. Znaczna część zespołu była zniechęcona i wyczerpana, lecz niewielu śmiało się do tego przyznać. Wypaleni pastorzy i pracownicy rezygnowali, nie mając niemal żadnego pragnienia kontynuowania służby. Nikt nie zadawał pytania, jak kościół może być kościołem opisanym w Nowym Testamencie, jeśli przywództwo nie funkcjonuje już jako wspólnota ewangeliczna, do której Kościół został odkupiony..

Nic z tego nie stało się z dnia na dzień i mało co było świadome czy zamierzone, ale subtelne zmiany radykalnie przekształciły kulturę, mentalność i wartości wspólnoty przywódczej. Wszystko to maskowały głodne tłumy, które wciąż przychodziły, oraz liczne służby, które nadal się rozwijały. Kościół nie był już po prostu znacznie większym wydaniem tego, czym był w swoich wczesnych dniach; stopniowo stawał się czymś zupełnie innym. Na poziomie serca liderzy ulegli zmianie, a wkrótce ta zmieniona wspólnota przywódcza, w dumie z osiągnięć i niedostępności ducha, zniszczy to, co Bóg tak łaskawie zbudował. Czy to możliwe, że w twojej wspólnocie przywódczej pojawiają się oznaki, iż chwała osiągnięć zaczęła zastępować chwałę Bożą jako najpotężniejszy motywator w sercach liderów oraz w sposobie, w jaki przywództwo planuje, ocenia i wykonuje swoją pracę?

Osiągnięcia ukierunkowane na ewangelię są piękną rzeczą, lecz pragnienie osiągania sukcesów staje się niebezpieczne, gdy urasta do rangi władcy panującego nad sercami wspólnoty przywódczej. Poniżej znajdują się znaki wskazujące, kiedy osiągnięcia stają się niebezpieczeństwem. Użyj ich do oceny swojej wspólnoty przywódczej oraz do szczerego samobadania lidera.


1. Osiągnięcia stają się niebezpieczne, gdy zdominują wspólnotę przywódczą.

Bóg powołał nas do służby, w której pieniądze są konieczną troską, w której istnieją niezbędne aspekty biznesowe, gdzie planowanie strategiczne jest ważne, a wzrost liczebny kościoła wymaga więcej nieruchomości, większych budynków, większej uwagi poświęconej utrzymaniu obiektów oraz sukcesywnie rosnącego zespołu pracowników. Żadna z tych rzeczy nie jest zła ani niebezpieczna; są one koniecznościami mądrego szafowania rozwijającą się służbą. Jednak rzeczy te nie mogą stać się tak dominujące, by zaczęły zmieniać nas samych oraz sposób, w jaki myślimy o sobie i o służbie, do której zostaliśmy powołani. Nie możemy pozwolić sobie na przejście od bycia pastorami i liderami służby do roli zarządu korporacyjnego przedsiębiorstwa religijnego. Nie możemy pozwolić sobie na zamianę z pokornych, przystępnych sług ewangelii w pysznych i raczej niedostępnych wykonawców celów instytucjonalnych.

Plany osiągnięć dla lokalnego kościoła nie muszą być wrogami pokornej służby ewangelicznej, jednak w miarę doświadczania sukcesu i wzrostu liczbowego niezwykle trudno utrzymać je we właściwej równowadze. Gdy pokorni, pałający pasją dla ewangelii pastorzy, kaznodzieje i liderzy z czasem przekształcają się w skoncentrowanych na instytucji administratorów czy kreatorów wizji, mają tendencję do utraty części swej ewangelicznej gorliwości, na czym cierpi kościół lub służba. Tak, powinniśmy być ambitni w dążeniu do rozszerzania Bożego królestwa chwały i łaski, ale musimy też pamiętać, że dopóki grzech zamieszkuje w naszych sercach, osiąganie sukcesów jest duchową strefą wojny — strefą, która nie tylko usłana jest ofiarami wśród pastorów i liderów, ale wielu pozostających w służbie zredukowała do szeregów „chodzących rannych”. Posłuchajmy ostrzeżeń płynących z historii duchowej Izraela, gdy skosztował on sukcesu i dostatku Ziemi Obiecanej:

„To Ja poznałem cię na pustyni, w ziemi posuchy; lecz gdy się napasły, nasyciły się, nasyciły się, a ich serce się uniosło; dlatego o Mnie zapomniały.” (Oz 13:5-6)

Czy w twojej wspólnocie służby dążenie do osiągnięć instytucjonalnych stało się dominujące? Nie odpowiadaj zbyt szybko.


2. Osiągnięcia stają się niebezpieczne, gdy kontrolują naszą definicję lidera.

Wymagania stawiane przywódcom w kościele Jezusa Chrystusa są radykalnie odmienne od tego, jak zazwyczaj myślimy o cechach prawdziwego lidera. Chciałbym posłuchać, co mówią ludzie w kościele lub służbie po ogłoszeniu, że ktoś posiada prawdziwe predyspozycje przywódcze. Chciałbym usłyszeć, jakie cechy mają na myśli. Czy ludziom powinno się powierzać stanowiska, autorytet lub przywództwo w służbie tylko dlatego, że odnieśli sukces, mają determinację do wykonania zadania, dobrze zarządzali finansami, są przekonującymi mówcami lub posiadają imponujące CV?

Rozważmy radykalną naturę cech, które według Słowa Bożego z 1 Listu do Tymoteusza 3:2-7 decydują o długofalowej, wiernej służbie lidera — takiego przywódcy, jakiego potrzebuje każdy wpływowy kościół czy służba:

  • Nienaganny

  • Mąż jednej żony

  • Umiarkowany (trzeźwy)

  • Opanowany

  • Przyzwoity

  • Gościnny

  • Zdatny do nauczania

  • Niepijący nieumiarkowanie

  • Niegwałtowny

  • Łagodny

  • Nieswarliwy

  • Niewiążący serca z pieniędzmi

  • Dobrze zarządzający własnym domem

  • Nie świeżo nawrócony

  • Cieszący się dobrym świadectwem u tych, którzy są na zewnątrz

Po pierwsze, Bóg pragnie, aby pastorzy i liderzy odnosili sukcesy, ponieważ kocha swoje królestwo i swoją oblubienicę — kościół, lecz w ocenie Boga długofalowa wierność przynosząca owoc w służbie jest zakorzeniona w pokornym, pobożnym charakterze

Po drugie, ta lista cech lidera uświadamia nam, że ostatecznie to Bóg jest Tym, który osiąga cele; naszym powołaniem jest być pożytecznymi narzędziami w Jego wszechmocnych rękach. Ponieważ nie jesteśmy suwerenni nad sytuacją, w której służymy, nie mamy mocy zmieniania serc ludzkich, często stoimy na drodze Bożego działania zamiast być jego częścią i nie potrafimy przewidzieć przyszłości, nie posiadamy własnej zdolności do wypracowania wzrostu czy sukcesu służby. Jesteśmy powołani do wierności charakteru — charakteru, który tylko Bóg może w nas ukształtować, a Bóg jest suwerenny nad cudem odkupieńczej łaski i ekspansją swojego królestwa. 

Gdzie w swojej wspólnocie przywódczej bardziej skoncentrowaliście się na działaniu niż na byciu?


3. Osiągnięcia stają się niebezpieczne, gdy kształtują nasze pojmowanie sukcesu i porażki.

Gdy nastawienie na osiągnięcia zdominuje wspólnotę przywódczą, ma ona tendencję do błędnego definiowania porażki. Porażka nie polega na braku zdolności do wyprodukowania pożądanych rezultatów. W służbie w tym upadłym świecie istnieje tak wiele czynników wpływających na wyniki, nad którymi nigdy nie będziemy mieli kontroli. Jeśli ciężka, zdyscyplinowana, wierna, dobrze zaplanowana, właściwie wykonana i pełna radości praca w służbie nie gwarantuje rezultatów, to brak oczekiwanych wyników nie powinien definiować porażki przywódcy. Pamiętajmy o słowach Pawła z 1 Listu do Koryntian 3:7: „A zatem ani ten, który sadzi, ani ten, który podlewa, nic nie znaczą, tylko Bóg, który daje wzrost.”

Prawdziwa porażka jest zawsze kwestią charakteru. Zakorzeniona jest w lenistwie, pysze, braku dyscypliny, usprawiedliwianiu samego siebie, złym planowaniu, braku radości z pracy i braku wytrwałości w trudach. 

Porażka nie jest w pierwszej kolejności sprawą rezultatów; porażka jest zawsze przede wszystkim sprawą serca. Porażką jest sytuacja, w której nie zainwestowałem danego mi przez Boga czasu, energii i darów w pracę, do której mnie powołał. Lenistwo w służbie i niewierność — oto prawdziwa porażka.

Jeśli jednak wspólnota przywódcza jest zbyt skoncentrowana na wynikach lub osiągnięciach, będzie miała tendencję do lekceważenia lidera, który nie osiągnął pożądanych rezultatów, mimo że był wiernym szafarzem darów i możliwości przekazanych mu przez Boga. 

Zamiast przypomnieć sobie po raz kolejny, że są całkowicie zależni od Boga w kwestii wzrostu zasianych i podlewanych ziaren, członkowie takiej wspólnoty pomyślą, że postawili na niewłaściwą osobę, odsuną tego lidera na bok i poszukają kogoś innego do wykonania zadania. Nie potrafię zliczyć, jak wielu wiernym pastorom i liderom doradzałem, gdy zaczęli uważać się za nieudaczników tylko dlatego, że ich praca nie przyniosła owoców, jakich oni i otaczająca ich społeczność się spodziewali.

W służbie sukces i porażka nie są kwestią wyników, lecz są definiowane przez wierność. Wierność jest tym, czego Bóg od nas żąda; cała reszta spoczywa całkowicie w Jego suwerenności i mocy Jego łaski. 

Jak twoja wspólnota przywódcza definiuje porażkę i jak to wpływa na sposób postrzegania lidera, którego praca nie przyniosła oczekiwanych rezultatów?


4. Osiągnięcia stają się niebezpieczne, gdy uciszają szczerą komunikację wśród liderów.

Dzięki temu, co Bóg uczynił dla nas w osobie i dziele Jezusa Chrystusa, nasze wspólnoty przywódcze zostały wyzwolone, by być najbardziej szczerymi społecznościami na ziemi. Możemy swobodnie wyznawać słabość, ponieważ Jezus jest naszą siłą. Możemy swobodnie przyznawać się do porażki, ponieważ wszystkie nasze upadki zostały zakryte Jego krwią. Jesteśmy wolni od przypisywania sobie zasług za to, co tylko Bóg może sprawić. Różniąc się w opiniach, możemy odnosić się do siebie z szacunkiem, gdyż naszą tożsamość i bezpieczeństwo czerpiemy od naszego Pana, a nie od siebie nawzajem. Możemy swobodnie wyznawać złe postawy i czyny popełnione przeciwko sobie, gdyż łaska pozwala nam na pojednanie. Jesteśmy wyzwoleni z uroku władzy i pozycji, ponieważ uwolniono nas od szukania horyzontalnie tego, co można znaleźć jedynie wertykalnie. I jesteśmy wolni, dzięki dziełu Chrystusa, by rozmawiać o tych sprawach i wyznawać, jak się z nimi zmagamy.

Jednak we wspólnotach przywódczych zdominowanych przez osiągnięcia ten rodzaj szczerej rozmowy zostaje zazwyczaj uciszony. Nie ucisza go plan konkretnej osoby, lecz wartości przyjęte przez tę wspólnotę. W zespołach zorientowanych na sukces liderzy boją się wyznawać słabości lub przyznawać do porażek. Mają skłonność do wypierania ich przed samym sobą i ukrywania przed współliderami. Boli mnie, gdy rozmawiam z liderami mającymi stały kontakt ze swoją wspólnotą przywódczą, którzy mówią mi, że nie mają nikogo, z kim mogliby porozmawiać o swoich słabościach lub wyznać lęk przed porażką w służbie.

To nie tak, że służyli samotnie, ale praktyczne wartości ich wspólnoty służby utrudniają im wiarę, że mogą być szczerzy w swoich zmaganiach i spotkać się ze zrozumieniem oraz łaską. 

Pomyślcie o niebezpieczeństwie grożącym liderowi służby, który czuje, że przed nikim nie może być autentyczny. Nikt z nas nie jest niezależnie silny. Każdy z nas wnosi do służby osobisty katalog słabości i będziemy to robić, dopóki nie znajdziemy się po drugiej stronie. 

Bóg oferuje nam swoją uzdalniającą łaskę, ponieważ wciąż jej potrzebujemy. Negowanie słabości nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Każdy z nas w jakiś sposób upada każdego dnia. Często porażka jest warsztatem, którego Bóg używa w naszym życiu, aby przekształcić nas w to, czym musimy być, by stać się skuteczniejszymi narzędziami w Jego rękach. A Pismo Święte nakazuje nam wyznawać sobie nawzajem nasze przewinienia.

Ukrywanie, negowanie i lęk powstrzymają wspólnotę służby przed duchowym zdrowiem, a brak duchowego zdrowia uniemożliwi długowieczność w służbie, która jest niezbędnym składnikiem osiągania długofalowych owoców. 

Czy twoi liderzy czują się swobodnie, wyznając osobiste słabości i porażki, wiedząc, że gdy to uczynią, zostaną przyjęci z łaską?


5. Osiągnięcia stają się niebezpieczne, gdy sprawiają, że liderzy postrzegają uczniów jako konsumentów.

W służbie kościoła lokalnego znacznie łatwiej jest budować „rzeczy kościelne” niż budować ludzi. Wznoszenie obiektów, mnożenie służb i planowanie corocznego kalendarza wydarzeń przynoszą o wiele bardziej natychmiastową satysfakcję niż długofalowa, często frustrująca i zniechęcająca praca przywództwa oddającego się ewangelicznemu dziełu budowania społeczności uczniów Jezusa Chrystusa. Istnieje więc pokusa, by definiować służbę poprzez kościelną strukturę, którą zbudowaliśmy, urządzaliśmy i utrzymywaliśmy, a nie poprzez liczbę ludzi, których życie jest wywracane do góry nogami przez postępujące działanie przemieniającej łaski.

Tak, istnieją obiekty, które trzeba zaprojektować i zbudować, programy, które należy stworzyć i obsadzić ludźmi, oraz wydarzenia, które trzeba zaplanować; jednak rzeczy te nie mogą być postrzegane jako serce pracy (służby), do której zostaliśmy powołani jako wspólnota przywódcza. Nie mogą one dominować naszej energii, wysiłków, rozmów i decyzji, a już z pewnością nie mogą definiować sposobu, w jaki oceniamy sukces służby. Nasze pasje i energie w służbie powinny koncentrować się na czynieniu wszystkiego, co w naszej mocy, by prowadzić powierzonych naszej opiece ludzi do głębszej miłości i służby Jezusowi. 

Gdy to centralne powołanie zostaje zastąpione budowaniem instytucji, potencjalni uczniowie zamieniają się w konsumentów

Zaczynają postrzegać kościół jako lokalizację z zapleczem budynków i ofertą wydarzeń, wybierając to, co według nich zaspokoi potrzeby ich lub ich rodziny. Kościół nie stanowi dla nich żywotnej części życia, jak narząd czy kończyna ciała. Zamiast tego staje się jedynie wydarzeniem, w którym uczestniczą. Uczeń nie ma takiego rozdzielenia w swoim myśleniu — dla niego bycie częścią Ciała Chrystusa to tożsamość, która definiuje i przekształca całe jego życie: relacje, pracę, czas i finanse.

Ta praca jest o wiele trudniejsza i wymaga znacznie więcej cierpliwości oraz łaski niż realizowanie celów budowlanych czy programowych, a ewangelia mówi nam dlaczego. Mamy moc budować strukturę kościelną, lecz nie mamy absolutnie żadnej mocy, by budować ludzi. W kwestii budowania ludzi jesteśmy całkowicie zależni od przemieniającej łaski. Zbawiciel jest Tym, który buduje ludzi, używając nas jako swoich narzędzi, lecz działa na swój własny sposób i w swoim własnym czasie. 

Co próbuje ukształtować twoja służba i skąd będziesz wiedzieć, że osiągnąłeś cele? 

Osiągnięcia w służbie stają się niebezpieczne, gdy zmieniają potencjalnych uczniów w konsumentów. 

Jak sposób budowania kościoła i podejście do roli liderów wpłynęły na to, jak wasza społeczność myśli o kościele i swojej relacji z nim?


6. Osiągnięcia stają się niebezpieczne, gdy kuszą nas, by widzieć w ludziach przeszkody.

Nie możemy pozwolić sobie na tak silne skupienie na osiąganiu wielkich rzeczy dla Boga, by wykształcić negatywną postawę wobec „nieuporządkowanych” ludzi Bożych, którzy mają być przecież celem służby, do której zostaliśmy powołani. Bóg wiedział, że jeśli umieści swój kościół w upadłym świecie, będzie to nieefektywne i nieco chaotyczne. Jednak ten nieporządek w służbie jest nieporządkiem Bożym — nieporządkiem, który wypycha liderów poza granice ich własnej mądrości i siły, by polegali na obecności, mocy i obietnicach Tego, który ich posłał.

Wykładałem na zajęciach ze służby duszpasterskiej i opowiadałem studentom historie o skomplikowanych i trudnych ludziach, których Bóg powołał mnie do prowadzenia, gdy jeden ze studentów przerwał mi słowami: „Dobrze, profesorze Tripp, wiemy, że będziemy mieli takie «projekty» w naszym kościele; niech Pan nam powie, co z nimi zrobić, abyśmy mogli wrócić do pracy w służbie.” W jego przekonaniu ci ludzie byli przeszkodami stojącymi na drodze służby, a nie jej centrum. Oczywiście, że służba jest skomplikowana! Kościół jest społecznością niedokończonych ludzi żyjących w złamanym świecie, którzy wciąż potrzebują przebaczającej i przemieniającej łaski Boga.

Ważne jest, abyśmy jako liderzy nie stracili z oczu faktu, że zostaliśmy powołani do ludzi potrzebujących fundamentalnej zmiany serca i życia, wyznając przy tym, że my sami, podobnie jak oni, często stoimy na drodze Bożego działania, zamiast być jego częścią. Kościół nigdy nie stanie się społecznością duchowo dojrzałych ludzi, jeśli liderzy będą tak zajęci osiąganiem celów, że nie potraktują niedojrzałych osób z cierpliwością i łaską. 

Przywództwo kościoła to służba budowania ludzi; funkcjonowanie w jakikolwiek inny sposób jest zarówno niebiblijne, jak i niebezpieczne. 

Czy sposób, w jaki zdefiniowaliście służbę, wpłynął negatywnie na to, jak postrzegacie, żyjecie i prowadzicie niedokończonych ludzi, którzy mają być odbiorcami tej służby?


7. Osiągnięcia stają się niebezpieczne, gdy sprawiają, że liderzy przypisują sobie zasługi za to, czego sami nigdy nie mogliby dokonać.

W przywództwie kościoła osiąganie celów może okazać się bardziej niebezpieczne duchowo niż mierzenie się z przeszkodami na drodze porażki. Gdy wspólnota przywódcza zdaje się odnosić pasmo sukcesów, przybywa ludzi, służby się rozwijają i mnożą, a ludzie rosną duchowo, liderzy łatwo ulegają pokusie przypisywania sobie zasług za to, co tylko Bóg w swojej obecności, mocy i łasce mógł sprawić. Pokusa ta przywodzi na myśl ostrzeżenie Boga dane dzieciom Izraela przy wejściu do Ziemi Obiecanej:

„A gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, o której przysiągł twoim ojcom, Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, że da ci miasta wielkie i dobre, których nie budowałeś, i domy pełne wszelkich dóbr, których nie napełniałeś, i wykopane cysterny, których nie kopałeś, winnice i oliwki, których nie sadziłeś — i gdy będziesz jadł i nasycisz się, strzeż się, abyś nie zapomniał o Panu, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli.” (Pwt 6:10-12)

Jeśli jako lider przypisujesz sobie chwałę zamiast oddać ją Temu, który cię posłał i który sam przynosi owoc z twoich prac, będziesz mniej uwielbiał, mniej się modlił, a więcej planował. Wspólnoty przywódcze mają kłopoty, gdy przypisują większą moc swojemu planowaniu niż swojej modlitwie. Kiedy przypisujesz sobie zasługi za to, czego nie mógłbyś sam dokonać, przypisujesz sobie mądrość, moc i sprawiedliwość, których nie posiadasz. Zaczynasz wtedy oceniać siebie jako zdolnego zamiast potrzebującego, silnego zamiast słabego i samowystarczalnego zamiast zależnego. Duma z osiągnięć nie tylko czyni cię pysznym liderem, ale też wysysa życie z twojej osobistej społeczności z Bogiem i więzi z Jego ludem.

Zbyt wiele wspólnot przywódczych w kościele Jezusa Chrystusa tworzą liderzy, którzy z powodu sukcesu w służbie stali się niedostępni i kontrolujący. To smutne, gdy głosiciele Bożej łaski przestają czuć się całkowicie zależni od tej łaski podczas wypełniania swojego powołania. Bóg użył słabości mojego schorowanego ciała, aby ujawnić mi, że znaczna część tego, co uważałem za wiarę w Chrystusa, wcale nią nie była — była dumą z doświadczenia, dumą z osiągnięć, dumą z siły fizycznej i zdolności produkcyjnych.

Jest to pokusa, przed którą staje każda wspólnota przywódcza, zwłaszcza gdy Bóg obdarza ją sukcesem. Należy tu zauważyć dwie rzeczy: 

Po pierwsze, Bóg nie powołuje nas do przywództwa dlatego, że my jesteśmy zdolni, ale dlatego, że On jest zdolny

Po drugie, jako liderzy nie powinniśmy bać się słabości, ponieważ Boża łaska jest dla nas wystarczająca; powinniśmy bać się naszych urojeń o własnej sile, gdyż to one powstrzymują nas przed szukaniem i uwielbianiem tej właśnie łaski.


8. Osiągnięcia są niebezpieczne, gdy stają się głównym pryzmatem samooceny lidera.

Każda istota ludzka nieustannie dokonuje samodiagnozy. Zawsze oceniamy, jak nam idzie, i szukamy wzorca pomagającego zmierzyć osobiste osiągnięcia. Osoby w przywództwie nie są wyjątkiem. Czasami dokonują formalnej oceny, ale najczęściej oceniają w sposób subtelny i niewerbalny. Liderzy nieustannie analizują swoje dotychczasowe osiągnięcia, oceniają bieżące wyniki i szacują swój potencjał. Jednak stawianie osiągnięć jako dominującej miary przywództwa jest niebezpiecznie jednokierunkowe i zachwiane, dając fałszywy obraz stanu osób we wspólnocie przywódczej.

Życie wypełnione długofalową owocnością w służbie jest zawsze rezultatem stanu serca lidera. Pobożni liderzy, dzięki pokorze serca połączonej z mocną wiarą w potęgę Bożej łaski i niezawodność Jego obietnic, są w stanie przetrwać burze, porażki i rozczarowania, które są nieuniknionym doświadczeniem każdego przywódcy.

Tak, powinniśmy oceniać, czy liderzy wykonują swoją pracę z dyscypliną, wiernością i radością. Ale nie wolno nam stawiać działania ponad byciem

Pomyślcie o cenionych liderach, których służba uległa ruinie — prawie nigdy nie zostali odsunięci dlatego, że nie udało im się czegoś osiągnąć; w życiu kolejnych upadłych liderów porażka była bardziej kwestią charakteru niż produktywności. 

Czy produktywność liderów nie sprawiła, że przestaliście zadawać pytania o ich głębsze zdrowie duchowe?


9. Osiągnięcia stają się niebezpieczne, gdy kuszą nas, by zastąpić modlitwę planowaniem.

Być może każda wspólnota przywódcza kościoła powinna umieścić List Jakuba 5:1-18 jako stałe przypomnienie i ostrzeżenie. Owoc w służbie nie jest wynikiem naszego mądrego planowania i gorliwego wykonania, lecz pełnego miłości działania Bożej, ratującej i przemieniającej łaski. To On przynosi owoc; my jesteśmy jedynie narzędziami w Jego odkupieńczych rękach.

Oczywiście powinniśmy planować i pracować nad tym, by być dobrymi szafarzami powierzonych nam ludzi i zasobów, ale nie wolno nam pozwolić, aby modlitwa stała się jedynie zdawkowym nawykiem doczepianym na początku i końcu zebrania przywódców. 

Brak modlitwy we wspólnocie przywódczej jest zawsze wynikiem przypisywania zasług tam, gdzie się one nie należą

Wasza wspólnota przywódcza jest w tarapatach, jeśli liderzy są bardziej podekscytowani spotkaniem dotyczącym planowania strategicznego niż spotkaniem modlitewnym.

Katalog osiągnięć w służbie powinien czynić nas jeszcze bardziej rozmodlonymi, ponieważ pragniemy uczcić Tego, który dał sukces naszej pracy, oraz rozeznać naszą potrzebę ochrony przed pokusami, jakie niesie ze sobą sukces. 

Czy sukces rodzi w waszej wspólnocie uwielbienie Boga, czy samouwielbienie? 

Czy w waszej wspólnocie przywódczej planowanie jest w centrum, a modlitwa na marginesie?

Powinniśmy ciężko pracować, dążąc do osiągania wielkich rzeczy w imię Boże. Powinniśmy być liderami ze stale rozwijającą się wizją szerzenia ewangelii Jezusa Chrystusa. W każdy możliwy sposób powinniśmy szukać Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości. Nigdy nie powinniśmy osiadać na laurach zadowolenia z osiągnięć, ponieważ pracy dla ewangelii zawsze jest więcej. 

Musimy jednak stale przypominać sobie nawzajem, że osiągnięcia są duchowym polem minowym. Niestety, osiągnięcia potrafią zamienić pokornych liderów-sług w pysznych, kontrolujących i niedostępnych „małych królów”. Ale w tej walce dostępna jest potężna, tu i teraz działająca łaska.

Ten, który nas powołał, idzie z nami. Ten, który nas powołał, umocni nas. Ten, który nas powołał, przekona nas o grzechu. Ten, który nas powołał, obroni nas. Otwiera oczy naszych serc na niebezpieczeństwa, których bez Niego byśmy nie dostrzegli — nie czyni tego jednak jako nasz sędzia, ale jako nasz Ojciec i Przyjaciel. Obyśmy przychodzili do Niego z ufnością, z wołaniem o pomoc, z wyznaniem win tam, gdzie zbłądziliśmy, oraz z pragnieniem bycia dobrymi żołnierzami w tej bitwie. I obyśmy pamiętali, że On walczy za nas nawet wtedy, gdy sami nie mamy dość rozumu, by walczyć o siebie.


💡 Zestaw pytań do dyskusji i samobadania dla zespołu przywódczego, opracowany na podstawie rozważań Paula Davida Trippa o niebezpieczeństwach związanych z osiągnięciami w służbie.


Część 1: Osobista refleksja nad łaską i ambicją

  1. Potrzeba łaski w służbie: Czy każdy z nas postrzega Bożą łaskę jako niezbędny składnik codziennego sukcesu w przywództwie, czy też niechcący rezerwujemy ją tylko dla młodych, zmagających się lub upadłych liderów?

  2. Nasz motywacyjny fundament: W jakich obszarach naszej służby (lub w sposobie inwestowania czasu i finansów) nasza ambicja dla Królestwa Bożego niepostrzeżenie miesza się z dążeniem do osobistego sukcesu i realizacji własnej definicji szczęścia?


Część 2: 9 Punktów Ostrzegawczych (Pytania Diagnostyczne)

1. Dominacja spraw instytucjonalnych

  • Czy wymogi biznesowe, nieruchomości, budżety i struktury personelu nie zaczęły w naszym zespole przysłaniać pokornego, ewangelicznego duszpasterstwa?

  • Czy w sposobie funkcjonowania nie przypominamy coraz bardziej zarządu korporacji religijnej zamiast wspólnoty ewangelii?

2. Kryteria oceny liderów

  • Czy przy powierzaniu odpowiedzialności w służbie nie ulegamy pokusie stawiania wyników, siły przebicia i cech biznesowych ponad pobożny charakter opisany w 1 List do Tymoteusza 3?

  • W jaki sposób przypominamy sobie nawzajem, że to Bóg jest jedynym wykonawcą dzieła, a naszym zadaniem jest być jedynie użytecznymi narzędziami w Jego rękach?

3. Definicja sukcesu i porażki

  • Czy porażkę w służbie definiujemy przez pryzmat braku oczekiwanych rezultatów liczbowych, czy raczej jako kwestię braku wierności i problemu serca (np. lenistwa, pychy, złego planowania)?

  • Jak traktujemy lidera, którego praca była wierna i zdyscyplinowana, ale nie przyniosła spodziewanych owoców w postaci wzrostu?

4. Kulturę szczerości i wolności w zespole

  • Czy w naszej wspólnocie przywódczej istnieje realna przestrzeń na swobodne wyznawanie osobistych słabości, lęków i porażek bez obawy przed odrzuceniem lub utratą pozycji?

  • Czy lęk przed okazaniem słabości nie zmusza nas do ukrywania problemów duchowych i wypalenia?

5. Uczniowie czy konsumenci?

  • Czy nasza energia w przywództwie jest bardziej skoncentrowana na „budowaniu rzeczy kościelnych” (obiektów, programów, wydarzeń), czy na długofalowym i trudnym budowaniu społeczności uczniów?

  • Czy sposób funkcjonowania naszego kościoła nie zachęca wiernych do bycia konsumentami oferty religijnej zamiast aktywnymi członkami Ciała Chrystusa?

6. Postawa wobec „trudnych” ludzi

  • Czy zmagających się i niedojrzałych ludzi w naszej społeczności traktujemy jako niepotrzebną przeszkodę w realizacji celów służby, czy jako właściwy cel i centrum ewangelicznego powołania?

  • Czy pamiętamy o okazaniu cierpliwości i łaski grzesznikom, mając świadomość, że sami stale potrzebujemy Bożej przemiany?

7. Przypisywanie sobie zasług

  • Czy w okresach wzrostu i sukcesów służby ulegamy pokusie przypisywania sobie mądrości i siły, które należą się wyłącznie Bogu?

  • Czy osiągnięcia rodzą w nas postawę większej wdzięczności i zależności od Boga, czy raczej pychę i roszczeniowość?

8. Główny pryzmat samooceny lidera

  • Czy w ocenie przydatności i zdrowia lidera nie stawiamy produktywności i działania ponad stan serca i charakter (bycie)?

  • Kiedy po raz ostatni pytaliśmy się nawzajem o głębokie zdrowie duchowe i relację z Bogiem, zamiast rozmawiać wyłącznie o zadaniach?

9. Relacja między modlitwą a planowaniem

  • Czy spotkania dotyczące planowania strategicznego budzą w nas większy entuzjazm i zaangażowanie niż wspólna modlitwa oraz uwielbienie?

  • Czy brak wielogodzinnej, głębokiej modlitwy w zespole nie wskazuje na to, że pokładamy większą ufność w własnych planach niż w działaniu Bożej łaski?


Część 3: Nadzieja i Odnowa

  • W jaki sposób obietnica, że Chrystus walczy za nas i udziela nam tu-i-teraz swojej wszechwystarczającej łaski, zachęca nas do przyznania się do grzechu i zmiany sposobu przywództwa?

Brak komentarzy: