poniedziałek, 21 września 2026

Tripp | LEAD | Ograniczenia

 


Streszczenie

Główna myśl

Bóg stworzył nas z ograniczeniami — i te ograniczenia nie są błędem, lecz wyrazem Jego mądrości i miłości.

Problemem nie są same ograniczenia. Problemem jest nasze pragnienie życia tak, jakbyśmy ich nie mieli.

Autor przyznaje, że sam zmaga się z pragnieniem bycia „nieograniczonym”: mieć więcej czasu, więcej siły, więcej mądrości i możliwości. W gruncie rzeczy jest to pokusa, by funkcjonować jak Bóg.

W służbie problem staje się szczególnie poważny, ponieważ można łatwo usprawiedliwić przekraczanie granic „dobrą sprawą”: służbą Bogu, gorliwością o Ewangelię czy troską o Kościół. W rezultacie lider może zaniedbać własne zdrowie, małżeństwo, dzieci, przyjaźnie i życie duchowe.

Autor przedstawia cztery podstawowe ograniczenia.

1. Ograniczone dary

Nikt nie posiada wszystkich darów. Tak jak oko ma określoną funkcję w ciele, tak każdy lider ma określony zakres obdarowania.

Dlatego lider:

  • nie powinien próbować robić wszystkiego,

  • potrzebuje innych ludzi,

  • powinien uznawać własne słabości,

  • powinien słuchać ludzi obdarowanych inaczej niż on,

  • nie powinien dominować wspólnoty.

Dojrzały lider nie otacza się kopiami siebie, lecz ludźmi, którzy uzupełniają jego ograniczenia.

Dar nie jest również powodem do poczucia wyższości. Jest łaską, a więc powinien prowadzić do wdzięczności, pokory i odpowiedzialności.

2. Ograniczony czas

Każdy człowiek otrzymał tyle samo: 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu.

Jeżeli jeden obszar życia zaczyna zajmować coraz więcej miejsca, inne obszary muszą się skurczyć.

Autor wyróżnia trzy zasadnicze obszary:

życie duchowe → relacje → służba/praca.

Nie możemy powiększyć swojego czasu. Możemy jedynie przesuwać go z jednego obszaru do drugiego.

Dlatego nadmierna aktywność w służbie może być finansowana kosztem:

  • małżeństwa,

  • dzieci,

  • przyjaźni,

  • odpoczynku,

  • modlitwy,

  • studium Pisma,

  • zdrowia.

Autor podkreśla bardzo mocno: ograniczenia nie są więzieniem — są łaską.

3. Ograniczona energia

Nie jesteśmy nieskończeni ani samowystarczalni. Jesteśmy istotami duchowymi i fizycznymi.

Dlatego troska o ciało nie jest czymś zupełnie oddzielnym od życia duchowego. Autor wskazuje na konieczność odpowiedzialnego podejścia do:

  • odpoczynku,

  • snu,

  • odżywiania,

  • aktywności fizycznej,

  • własnych pragnień i nawyków.

Jego osobiste doświadczenie pokazuje, że problem fizyczny może mieć również wymiar duchowy, kiedy np. jedzenie staje się formą bałwochwalstwa.

4. Ograniczona dojrzałość

Każdy lider nadal znajduje się w procesie uświęcenia.

Nieważne, jak długo jest chrześcijaninem, jak długo służy, jak dobrze jest wykształcony teologicznie — nadal posiada:

  • martwe punkty,

  • słabości charakteru,

  • podatności na pokusę,

  • obszary niedojrzałości.

Dlatego lider potrzebuje innych ludzi, którzy będą go kochać na tyle, aby go zachęcić, skonfrontować, ostrzec i pomóc mu zobaczyć to, czego sam nie dostrzega.

Najważniejszy wniosek

Autor nie mówi: „Twoje ograniczenia przeszkadzają Bogu”.

Mówi coś przeciwnego:

Nasze ograniczenia nie przeszkadzają Bogu działać przez nas. Przeszkodą może być nasze zaprzeczanie ograniczeniom i złudzenie własnej niezależności.


Pytania do dyskusji w grupie

I. Pytania otwierające

  1. Które z czterech ograniczeń najbardziej mnie dotyka: dary, czas, energia czy dojrzałość? Dlaczego?

  2. Jak reaguję, kiedy ktoś mówi mi: „Nie jesteś w stanie zrobić wszystkiego”?

  3. Czy łatwiej jest mi przyznać się do braku czasu, czy do braku dojrzałości?

  4. Czy zdarza mi się traktować swoje ograniczenia jako problem, który trzeba pokonać, zamiast jako część Bożego zamysłu?


II. Dary — „Nie jestem potrzebny do wszystkiego”

  1. W czym jestem rzeczywiście obdarowany?

  2. A w czym próbuję być dobry, mimo że prawdopodobnie nie jest to mój obszar obdarowania?

  3. Czy potrafię szczerze powiedzieć: „Tego nie umiem i potrzebuję kogoś, kto zrobi to lepiej ode mnie”?

  4. Czy w moim przywództwie jest przestrzeń na dary innych?

  5. Czy czasami podejmuję decyzje tylko dlatego, że uważam siebie za najmądrzejszą osobę w pomieszczeniu?

  6. Czy otaczam się ludźmi, którzy mogą mnie uzupełnić, czy raczej ludźmi podobnymi do mnie?

  7. Jak reaguję, gdy ktoś posiada dar, którego ja nie mam, a jego wkład okazuje się ważniejszy od mojego?

Pytanie bardzo osobiste:

Czy moje obdarowanie prowadzi mnie bardziej do pokory czy do poczucia własnej wartości i znaczenia?


III. Czas — „Nie mogę mieć więcej niż 24 godziny”

  1. Na co faktycznie przeznaczam większość mojego czasu?

  2. Gdybym spojrzał na ostatnie 7 dni, co moje życie mówi o tym, co naprawdę uważam za ważne?

  3. Który obszar najczęściej finansuję czasem zabieranym z innego obszaru:

    • Bóg?

    • rodzina?

    • służba?

    • odpoczynek?

  4. Czy moja służba zaczyna zabierać czas, który powinien należeć do mojego małżeństwa lub dzieci?

  5. Czy moje „robię to dla Boga” może czasami być duchowym usprawiedliwieniem niezdrowego pracoholizmu?

  6. Czy w naszym zborze istnieje kultura: „rób więcej, staraj się bardziej”?

  7. Czy potrafimy powiedzieć liderowi: „To jest za dużo. Nie musisz tego robić”?

Pytanie kontrolne:

Gdybym niczego nie zmienił w swoim obecnym sposobie wykorzystywania czasu przez następne pięć lat, gdzie prawdopodobnie znalazłoby się moje małżeństwo, dzieci, życie duchowe i służba?


IV. Energia — „Nie jestem maszyną”

  1. Jak wygląda moje podejście do odpoczynku?

  2. Czy traktuję sen, zdrowie i aktywność fizyczną jako element odpowiedzialnego zarządzania tym, co Bóg mi powierzył?

  3. Co najczęściej odbiera mi energię?

  4. Czy istnieją w moim życiu nawyki, które regularnie osłabiają mnie fizycznie lub duchowo?

  5. Czy potrafię rozpoznać moment, w którym jestem zmęczony, zamiast tłumaczyć zmęczenie brakiem wiary albo brakiem gorliwości?

  6. Czy w naszej wspólnocie można otwarcie powiedzieć: „Jestem wyczerpany”, bez poczucia winy?

  7. Czy moje ciało jest narzędziem, o które troszczę się dla dobra powołania, czy czymś, co ignoruję, dopóki nie zacznie sprawiać problemów?


V. Dojrzałość — „Nadal jestem w procesie”

  1. Jakie są moje największe „martwe punkty”?

  2. Co inni ludzie widzą we mnie, czego ja sam mogę nie dostrzegać?

  3. Czy mam w swoim życiu człowieka, który może mi powiedzieć trudną prawdę?

  4. Jak reaguję na konfrontację?

  5. Czy bardziej potrzebuję w tej chwili zachęty, korekty czy ostrzeżenia?

  6. Czy jako lider pozwalam innym troszczyć się o moją duszę?

  7. Czy moja pozycja utrudnia innym powiedzenie mi: „Myślę, że idziesz w złym kierunku”?

  8. Czy dbamy o liderów przede wszystkim jako o pracowników wykonujących zadania, czy jako o ludzi, którzy sami potrzebują duszpasterskiej troski?


VI. Pytania dla całej wspólnoty liderów

Te pytania są chyba najważniejszą częścią całego materiału:

  1. Czy nasza wspólnota pomaga liderom żyć w granicach, które Bóg im wyznaczył, czy nieświadomie zachęca ich do ich przekraczania?

  2. Czy nagradzamy przede wszystkim tych, którzy robią najwięcej?

  3. Czy „gorliwość dla Boga” może być u nas mylona z niezdrowym przeciążeniem?

  4. Czy mamy mechanizm zauważania wypalenia, zanim ono nastąpi?

  5. Czy znamy sytuację małżeńską i rodzinną naszych liderów na tyle, aby wiedzieć, czy służba nie niszczy ich rodziny?

  6. Czy liderzy mają wystarczająco dużo czasu na modlitwę, Pismo i odpoczynek?

  7. Czy mamy kulturę wzajemnej odpowiedzialności, w której wolno powiedzieć sobie trudną prawdę?

  8. Czy nasza struktura służby jest zbudowana wokół ograniczeń ludzi, czy oczekujemy, że ludzie dostosują się do potrzeb struktury?

  9. Co w naszej wspólnocie powinno zostać zatrzymane, ograniczone, przekazane komuś innemu albo uproszczone?


Jedno pytanie na zakończenie


„Gdzie w moim życiu zachowuję się tak, jakbym był nieograniczony — i czego Bóg może mnie uczyć poprzez właśnie to ograniczenie?”

Jaki jeden konkretny krok podejmę w tym tygodniu, aby żyć bardziej pokornie w granicach, które Bóg mi wyznaczył?


Bóg nie boi się powoływać do służby ludzi ograniczonych. My również nie powinniśmy bać się swoich ograniczeń — lecz wnosić je przed Boga i przed wspólnotę z pokorą, szczerością i nadzieją.



OGRANICZENIA

To był moment, który odsłonił moje serce — bardziej, niż chciałem, żeby zostało ono odsłonięte. W chwili tego odkrycia czułem się trochę zawstydzony, ale dobrze zrobiło mi zmierzenie się z tym, co rzeczywiście znajdowało się w moim sercu. Przemawiałem na dużej konferencji dla mężczyzn i zapytano mnie, jaką supermoc wybrałbym, gdybym mógł ją mieć. Inni wybierali zdolność latania albo nadzwyczajną siłę, ale ja natychmiast odpowiedziałem: „Chciałbym mieć moc stworzenia dziesięciu dni w tygodniu”. W ten sposób po raz kolejny zostałem skonfrontowany z faktem, że nie znoszę ograniczeń. Chcę mieć więcej czasu, abym mógł zrobić więcej, niż pozwala na to czas. Chcę mieć więcej siły, abym mógł osiągnąć więcej. Chcę mieć więcej mądrości, abym nie musiał poświęcać tak wiele czasu na badanie i uczenie się. Chcę być nieskończony i wszechmocny. Tak, to prawda — wciąż zdarzają się w moim życiu chwile, kiedy chcę być Bogiem.

Chciałbym móc powiedzieć, że jestem wolny od frustracji związanej z ograniczeniami, które Bóg na mnie nałożył, ale nie mogę. Chciałbym powiedzieć, że nigdy nie jestem kuszony, aby działać poza tymi ograniczeniami, ale nie mogę. Chciałbym powiedzieć, że nie muszę już ponosić ceny za zaprzeczanie tym ograniczeniom, ale wciąż ją ponoszę. W służbie łatwo jest próbować robić więcej, niż jesteś w stanie realistycznie zrobić, stawiać ludziom wymagania, którym nie są w stanie zdrowo sprostać. Łatwo jest tworzyć dla innych zakresy obowiązków, których nie są w stanie odpowiedzialnie udźwignąć. Łatwo jest też pozwolić liderowi pracować daleko poza jego granicami, ponieważ jego praca wydaje się kluczowa dla powodzenia całej służby.

_______________________

Reprezentowała ona tysiące samotnych, sfrustrowanych i zniechęconych żon osób zaangażowanych w służbę, które patrzyły, jak ich mężowie poświęcają się służbie, jednocześnie ignorując ograniczenia, jakie Bóg na nich nałożył. Patrzyła, jak jej mąż stopniowo się wyczerpuje i wypala. Widziała, jak służba odbierała mu ćwiczenia fizyczne, sen, zdrowe relacje z ludźmi, spokojną, pełną skupienia modlitwę i rozmyślanie oraz właściwe odżywianie. Ale najbardziej zniechęcające było to, że obserwowała, jak stawał się nieobecnym ojcem oraz rozproszonym i zdystansowanym mężem. Żył i pracował tak, jakby nie miał żadnych ograniczeń, a jego rodzina płaciła za to cenę.

Próbowała z nim o tym rozmawiać, ale kiedy to robiła, stawał się defensywny. Uważał, że wykonuje dzieło Pańskie. Korzystał z darów, które dał mu Bóg. Żył miłością do Kościoła, gorliwością o Ewangelię i zaangażowaniem w Królestwo Boże. Jego zabieganie i gorliwość zaślepiały go na niebezpieczeństwo, w którym sam się znajdował, oraz na niebezpieczeństwo, w jakim stawiał swoje małżeństwo i rodzinę.

Kiedy próbowała z nim o tym rozmawiać, kończył te rozmowy rozgniewany, zraniony i zniechęcony. Jednak podczas tego wspólnego weekendu była zdecydowana, że muszą porozmawiać, ponieważ bała się tego, co się stanie, jeśli wszystko będzie dalej wyglądało tak jak dotąd. Tym razem nie mówiła o nim. Powiedziała mu natomiast, że ma już dość; po prostu nie może dłużej tak żyć. Jej wniosek był następujący: „Albo ja, albo twoja służba. Nie mogę już tak dalej”.

Chciałbym móc powiedzieć, że to jedyna taka historia, jaką słyszałem, ale tak nie jest. Obawiam się, że wśród ekscytacji, możliwości i zabiegania związanego z życiem służby wielu naszych liderów zapomina, zaprzecza lub ignoruje fakt, że mają ograniczenia.

Jedyną istotą bez ograniczeń w całym kosmosie jest jego Stwórca. Bóg stworzył każdą osobę i każdą rzecz z określonymi ograniczeniami i nigdy nie działa na naszą korzyść — nigdy nie prowadzi do niczego dobrego — próba życia, służenia i przewodzenia poza granicami ograniczeń, które Bóg ustanowił.

Rozpoznanie tych ograniczeń oraz zrozumienie, co oznaczają one dla sposobu, w jaki dana wspólnota podejmuje decyzje i wykonuje swoją pracę, jest niezwykle ważnym elementem zapewnienia, aby jej członkowie pozostawali zdrowi duchowo, fizycznie, emocjonalnie i psychicznie. Każdy lider jest połączeniem darów danych przez Boga oraz ograniczeń wyznaczonych przez Boga. Niebezpieczne jest skupianie się na jednym bez pokornego pamiętania o drugim.

Jeśli jesteś liderem, nie wiesz wszystkiego, nie możesz zrobić wszystkiego, nie jesteś całkowicie dojrzały i nie masz niewyczerpanej energii. Nie jesteś jedynie zbiorem mocnych stron, darów i doświadczeń; jesteś również zbiorem słabości i podatności na pokusę.

Właśnie tutaj Ewangelia jest tak słodką zachętą. Nie musimy bać się naszych ograniczeń, ponieważ Bóg nie posyła nas samych. Tam, dokąd nas posyła, On również idzie. Nie musimy przeklinać naszych słabości, ponieważ nasze słabości są warsztatem Jego łaski. Nie musimy ukrywać ani zaprzeczać naszym obszarom niedojrzałości, ponieważ Bóg jest zdolny działać.

Nasze ograniczenia i słabości nie stoją na drodze temu, co Bóg może przez nas uczynić. Na drodze stoją natomiast nasze zaprzeczanie ograniczeniom oraz złudzenie, że jesteśmy niezależni i silni sami z siebie.

Dlatego chcę razem z wami rozważyć cztery obszary ograniczeń, które Bóg w swojej stwórczej mądrości na nas nałożył, oraz to, jak nieustanne rozpoznawanie i pokorne przyznawanie się do tych ograniczeń pomaga wspólnocie liderów oceniać swoje plany, przydzielać zadania i oceniać własne zdrowie.

CZTERY OGRANICZENIA

1. MASZ OGRANICZONE DARY

W nauczaniu Pawła dotyczącym darów w ciele Chrystusa wyraźnie zawiera się zrozumienie, że dary są ograniczone (zob. Ef 4:1–16 oraz 1 Kor 12:4–31). Paweł bardzo mocno pokazuje to za pomocą obrazu ludzkiego ciała.

Oko zostało specjalnie stworzone do widzenia i właśnie dlatego nie ma zdolności do podnoszenia przedmiotów. To sposób zaprojektowania określa jego ograniczenia. To samo dotyczy każdego daru, który został dany członkom ciała Chrystusa, a z pewnością dotyczy również każdego lidera obdarowanego przez Boga do służby w Jego Kościele.

Żaden lider nie został stworzony po to, by wiedzieć wszystko ani robić wszystko. Żaden lider nie jest przeznaczony do wykonywania swojej pracy samotnie. Niebezpieczne jest, gdy lider staje się tak dominujący, że dary innych nie znajdują ujścia, a on sam zaczyna robić rzeczy, do których Bóg go nie obdarował.

Żaden lider, nawet posiadający niezwykle silne dary, nie powinien uważać się za najmądrzejszą osobę w pokoju. Inteligencja jest częścią obdarowania. Każdy lider musi polegać na wkładzie innych liderów, którzy są mądrzy w sposób, w jaki on sam nie jest.

Służba zawsze musi być wykonywana w pokornej, pełnej szacunku i poddania wspólnocie, ponieważ dary, które dał nam Bóg, przychodzą wraz z wbudowanymi ograniczeniami.

Z Bożej łaski jestem wpływowym liderem, ale każdego dnia wstaję i wykonuję pracę, którą wyznaczają mi ludzie pracujący ze mną — ludzie mądrzy w sposób, w jaki ja nie jestem, ponieważ wnoszą do naszej pracy dary, których ja nie posiadam. Byłoby głupotą i pychą z mojej strony, gdybym próbował zdominować każdą dyskusję, podjąć każdą decyzję i przydzielić każde zadanie.

Każdy lider powinien pokornie ocenić nie tylko to, w czym jest obdarowany, ale również — i to jest równie ważne — to, w czym nie jest obdarowany. Dopiero wtedy, gdy pokornie uznam ograniczenia swoich darów, mogę otoczyć się ludźmi obdarowanymi w sposób, w jaki ja nie jestem, mądrymi w dziedzinach, w których ja nigdy nie będę mądry, oraz silnymi w obszarach, w których jestem słaby.

Obawiam się, że jednym z powodów kryzysu wśród liderów służby jest to, że ubóstwiliśmy dominujących liderów, którzy nie dostrzegają ograniczeń swoich darów, lekceważą dary innych liderów i pozwolili sobie uwierzyć, że są mądrzy, obdarowani i silni w sposób, w jaki w rzeczywistości nie są.

Próbują więc robić to, do czego Bóg ich nie stworzył. Próbują zarządzać tym, czym nie zostali stworzeni zarządzać. Próbują indywidualnie robić to, co może być właściwie wykonane jedynie we wspólnocie z innymi, równie obdarowanymi liderami.

Pycha związana z własnym obdarowaniem połączona z umniejszaniem darów innych jest przepisem na katastrofę przywództwa. Niezależne, dominujące przywództwo jest praktycznym zaprzeczeniem tego, czego Biblia naucza zarówno o naturze ciała Chrystusa, jak i o obdarowaniu tych, których Bóg powołał do prowadzenia tego ciała.

Jeśli dary dane przez Boga mają swoje ograniczenia, owocna służba zawsze jest rezultatem rozpoznania i wykorzystania wspólnoty darów, które działają we wzajemnej współpracy. Żaden dar nie powinien być wywyższany ponad inny i żaden dar nie powinien dominować kosztem pozostałych.

Liderzy muszą pomagać rozwijać dary innych, będąc gotowi słuchać i poddawać się mądrości tych, którzy są obdarowani w sposób, w jaki oni sami nie są.

Pokorni liderzy nie otaczają się kopiami samych siebie, lecz liderami, którzy posiadają dary, których oni nie mają, i dlatego są mądrzy w sposób, w jaki oni nie są, oraz silni w obszarach, w których oni są słabi.

Taka wspólnota zawsze przyniesie jakość i trwałość owocu, którego dominujący lider nigdy sam nie będzie w stanie wyprodukować. Jest niebiblijne, aby jakikolwiek lider mówił sobie, że nie potrzebuje pełnego wyrażenia darów innych, aby wykonywać dzieło, do którego Bóg go obdarował.

Ale o darach przywódczych w służbie trzeba powiedzieć coś jeszcze. Zbyt często widzieliśmy wyjątkowo i potężnie obdarowanych liderów, którzy zaczynali uważać, że z powodu swoich darów należy im się poziom władzy, pozycji i stylu życia, którego inni nie posiadają.

Trzeba powiedzieć jasno: kiedy otrzymujemy wspaniały dar, jedynym, któremu należy się za niego chwała, jest jego Boski Dawca. To Jemu należy się nasz szacunek, wdzięczność i uwielbienie oraz nasze zobowiązanie, aby dobrze zarządzać powierzonym nam darem.

Otrzymanie daru mówi mi coś o mnie: nie jestem samowystarczalny, lecz potrzebujący i zależny. Mówi mi, że nie mam możliwości wykonywania dzieła Bożego bez darów od Boga.

Nie mogę przypisywać sobie zasługi za mój dar właśnie dlatego, że jest on darem. Moje obdarowanie nie czyni mnie godnym ludzkiego podporządkowania, uznania czy uległości, ponieważ mój dar nie wskazuje na mnie, lecz na Tego, który mi go dał.

Moje obdarowanie nie powinno prowadzić mnie do pychy ani przechwalania się. Nie powinno sprawiać, że uważam, iż coś mi się należy. A dary, które otrzymałem, nigdy nie zostały mi dane po to, abym działał w izolacji od darów innych.

Smutne jest obserwowanie liderów, którzy mają wpływ wyłącznie dzięki swoim darom i przypisują sobie zasługi za to, czego nigdy nie mogliby zrobić bez tych darów, hojnie udzielonych im przez Boga. Smutne jest obserwowanie liderów wykorzystujących swoje dary do gromadzenia władzy, uznania i bogatszego stylu życia.

Zamiast postrzegać nasze dary jako drzwi do uprzywilejowania, być może powinniśmy postrzegać je jako wezwanie do gotowości na cierpienie.

Pozwólcie, że wyjaśnię. Tak, jest ogromnym zaszczytem otrzymać dar głoszenia Ewangelii, uczniostwa Bożych dzieci i prowadzenia Jego Kościoła. Posłuchajmy jednak słów Jakuba: „Niech niewielu z was zostaje nauczycielami, moi bracia, gdyż wiecie, że my, którzy nauczamy, będziemy sądzeni surowiej” (Jk 3:1).

Albo posłuchajmy Łukasza: „Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będą wymagać” (Łk 12:48).

Z darami przywództwa w służbie wiąże się ciężki ciężar odpowiedzialności. Wielkość oczekiwań, jakie stawiasz sobie, wielkość twojej odpowiedzialności oraz surowość sprawiedliwego sądu Bożego są związane z wielkością darów, które On ci dał.

W rzeczywistości, kiedy Bóg daje ci dary do służby i przywództwa, wzywa cię do gotowości na cierpienie. Z powodu swoich darów będziesz doświadczał pewnego rodzaju pokus i ich intensywności, których inni nie doświadczają.

Ze względu na publiczny charakter twoich darów będziesz doświadczał niebezpiecznego uwielbienia ze strony ludzi oraz ostrej krytyki. Wymagania życia w służbie będą kusić cię, abyś zaniedbywał swoją osobistą pobożność.

Atrakcyjność publicznej służby będzie kusić cię, abyś zaniedbywał prywatną służbę małżeństwa, rodziny i przyjaźni. Twoje dary będą kusić cię do wymagania zbyt wiele od ludzi, drażliwości i niecierpliwości wobec tych, którzy mają mniejsze dary lub którzy przypadkiem znajdują się na drodze do tego, czego pragniesz.

Będziesz kuszony, aby pomylić swoje obdarowanie z poziomem duchowej dojrzałości.

Tak, to prawda: twoje dary oznaczają, że zostałeś powołany do cierpienia ze względu na Dawcę oraz ze względu na to, czego On zamierza dokonać przez ciebie (zob. 2 Kor 1:3–11).

Żaden lider nie jest obdarowany we wszystkim i każdy lider cierpi z powodu darów, które otrzymał. Rozpoznanie ograniczeń darów danych przez Boga, a także odpowiedzialności i cierpienia, które się z nimi wiążą, jest istotną częścią budowania i utrzymywania przez wspólnotę służby nie tylko owocności, ale również trwałego zdrowia duchowego.

Wspólnota liderów, która pokornie rozpoznaje ograniczenia darów danych przez Boga, stworzy kulturę pełnej szacunku, wdzięcznej i radosnej współpracy.

2. MASZ OGRANICZONY CZAS

Czas został dla nas wyznaczony. Nie mieliśmy w tej sprawie prawa głosu i nie mamy żadnej możliwości ucieczki. Struktura czasu, która kształtuje istnienie wszystkich stworzeń Bożych, wyraźnie pojawia się już na kartach Księgi Rodzaju 1.

W jednym ze swoich pierwszych i najważniejszych aktów jako Stwórca Bóg ustanawia strukturę siedmiu dni, wraz ze strukturą szabatu i odpoczynku.

Jako lider po prostu nie możesz ignorować ograniczeń nałożonych na ciebie przez ten Boży porządek i jednocześnie zachować zdrowie duchowe i relacyjne oraz skuteczność służby na długą metę.

Wydaje się absurdalnie oczywiste, że trzeba to powiedzieć, ale mimo wszystko jest to ważne: nigdy nie będziesz miał trzydziestu godzin w ciągu dnia i nigdy nie dostaniesz dziewięciu dni w tygodniu. I zawsze będziesz potrzebował szabatu i odpoczynku, niezależnie od tego, jak bardzo dojrzały się staniesz lub ilu liderów będzie pracowało obok ciebie.

Każde ograniczenie, które Bóg na nas nałożył, zostało ustanowione dlatego, że Bóg wie, kogo stworzył. Wie, jak zostaliśmy zaprojektowani do życia i z miłości nie wymaga od nas więcej, niż jesteśmy w stanie zrobić.

Ograniczenia nie tylko ujawniają Jego mądrość; wyrażają również Jego miłość. Ograniczenia nie są więzieniem — są łaską.

Nie możesz pozwolić, aby wspólnota liderów przydzielała liderowi więcej pracy, niż można wykonać w przeznaczonym na nią czasie. Nie możesz wymagać od człowieka, aby dokładał pracę do pracy, dzień po dniu, bez okresowych szabatów odpoczynku.

Niewiele jest rzeczy ważniejszych dla zdrowej duchowo wspólnoty liderów niż rozważenie ograniczeń czasowych, które Bóg od samego początku zaprojektował dla swojego stworzenia.

Jest jeszcze jedna obserwacja dotycząca ograniczeń czasowych, w których żyjemy. Były one częścią doskonałego planu Boga dla ludzi i świata, który nie został jeszcze zniszczony i skomplikowany przez grzech.

Jeżeli w doskonałym świecie ograniczenia te były koniecznością dla ludzi wolnych od grzechu i dla niezniszczonego świata, o ileż większe znaczenie mają one dla nas teraz, gdy zmagamy się z wyczerpującymi komplikacjami, zniechęceniem, zepsuciem i pokusami otaczającego nas świata oraz z naszym własnym podzielonym sercem i sprzecznymi motywacjami?

Grzech sprawia, że buntujemy się przeciwko mądrym i pełnym miłości granicom Boga. Grzech sprawia, że zaprzeczamy swojej podatności na słabość i przypisujemy sobie większą moc, niż rzeczywiście posiadamy. Grzech kusi nas, abyśmy myśleli, że wiemy lepiej i że nie potrzebujemy tego, o czym Bóg wiedział, że wszyscy będziemy potrzebować.

Pozwólcie jednak, że jeszcze bardziej praktycznie pokażę znaczenie tego, aby wspólnota liderów rozpoznawała i poddawała się ograniczeniom czasowym danym przez Boga.

Chcę stworzyć w waszym umyśle pewien obraz.

Wyobraźcie sobie trójkąt złożony z zachodzących na siebie okręgów: jeden okrąg znajduje się na górnym wierzchołku, a dwa zachodzące na siebie okręgi tworzą podstawę trójkąta. Są więc trzy zachodzące na siebie okręgi tej samej wielkości.

Okręgi te mają przedstawiać trzy podstawowe wymiary waszego życia.

Górny okrąg to wasze życie duchowe — wiem, że całe życie jest duchowe — czyli wasze osobiste uwielbienie, oddanie Bogu i dyscypliny duchowe.

Lewy dolny okrąg to wasze życie relacyjne: małżeństwo, rodzicielstwo, ciało Chrystusa, przyjaciele i sąsiedzi.

Prawy dolny okrąg to wasze życie zawodowe, czyli życie związane ze służbą Ewangelii oraz przywództwem w Kościele lub służbie.

Są to trzy główne obszary waszego życia, które Bóg zaprojektował tak, aby wypełniały wasze 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, wraz z szabatem, czasem wolnym i odpoczynkiem.

Nad, pod, po prawej i po lewej stronie tej piramidy zachodzących na siebie okręgów powołania i odpowiedzialności nie ma już nic, ponieważ nigdy nie będziecie mieli 29 godzin na dobę ani 10 dni w tygodniu.

Teraz skupcie się na tym. Oznacza to, że kiedy jeden z tych obszarów waszego życia rośnie, nie może rozszerzać się na zewnątrz, ponieważ nie ma żadnej przestrzeni na zewnątrz.

Bóg postanowił dać wam tylko dwadzieścia cztery godziny w ciągu dnia i siedem dni w tygodniu. Nigdy nie dostaniecie więcej.

Jeśli jeden z tych trzech okręgów rośnie, z konieczności spowoduje to zmniejszenie się innego okręgu.

Właśnie tutaj wspólnota liderów zaczyna mieć problemy. Kiedy nieświadomie zaprzeczacie ograniczeniom czasowym ustanowionym przez Boga, przydzielacie liderowi więcej pracy w służbie, niż może wykonać bez zmniejszenia ilości czasu, jaki może poświęcić innym ważnym i nieuniknionym obszarom powołania i odpowiedzialności.

Ile rodzin zaangażowanych w służbę zostało zniszczonych dlatego, że praca w służbie zaczęła zajmować czas przeznaczony dla rodziny?

Więcej służby oznacza więc, że lider poświęca mniej czasu, niż potrzeba, na inwestowanie w swoje małżeństwo, wychowywanie dzieci, społeczność z rodziną Kościoła i służenie swoim sąsiadom.

Jako liderzy w ciele Chrystusa musimy przestać zachowywać się tak, jakby godzenie obowiązków rodzinnych i obowiązków służby było nieuniknionym paradoksem życia w służbie.

Bóg jest zbyt mądry, zbyt pełen miłości, zbyt cierpliwy i zbyt dobry, aby kiedykolwiek postawić nas w takiej sytuacji.

Musimy przeciwstawić się kulturze przywództwa opartej na zasadzie „staraj się bardziej, rób więcej”, która prowadzi do nierealistycznych oczekiwań, bałwochwalstwa osiągnięć i całego kosza złych owoców.

Pisałem i mówiłem o tym wcześniej, ale muszę wspomnieć o tym również tutaj: w Nowym Testamencie nie ma długiej ani szczegółowej dyskusji na temat napięcia między służbą a rodziną, które my zdaje się uznajemy za oczywiste.

Takiej dyskusji tam nie ma, ponieważ Pan Kościoła nigdy nie powołałby nas do jednej dziedziny w taki sposób, który wymagałby od nas zaniedbania lub nieposłuszeństwa w innej dziedzinie.

Jednym z powodów, dla których to napięcie tak często występuje, jest to, że mamy tendencję do ignorowania lub zaprzeczania mądrym i pełnym miłości ograniczeniom czasowym, które Bóg nam wyznaczył.

Naprawdę możliwe jest posiadanie zdrowej duchowo i relacyjnie rodziny — wspólnoty, przyjaciół i więzi — oraz jednocześnie prowadzenie oddanego i owocnego życia w służbie.

Ograniczenia czasowe są kolejnym argumentem przemawiającym za tym, aby służba zawsze była wykonywana we wspólnocie, tak aby żaden pojedynczy lider nie próbował ani nie był zobowiązany robić więcej, niż jest w stanie odpowiedzialnie zrobić, jednocześnie właściwie poświęcając uwagę innym rzeczom, do których powołał go Bóg.

Czy wasi liderzy pracują zbyt długo i zbyt ciężko? Czy przydzielone im obowiązki powodują napięcie z innymi obszarami życia? Czy macie mechanizm, który pozwala to monitorować?

Czy wasi liderzy są wyczerpani? Czy obserwowaliście liderów wypalających się? Czy rozmawialiście z ich żonami lub przyjaciółmi, aby zobaczyć, jak wpłynęło to na te relacje?

Czy wasi liderzy są zbyt zajęci, aby poświęcać odpowiednią ilość czasu na pełne uwielbienia oddawanie się Bogu, medytacyjne studium Pisma i solidne życie modlitewne?

Czy jest to stałym elementem waszych rozmów jako wspólnoty liderów?

Czy zapewniacie swoim liderom szabaty odpoczynku?

Jak często kwestia czasu pojawia się podczas waszych wspólnych spotkań?

Czy służba i pragnienie osiągnięć w służbie są zrównoważone zobowiązaniem do zdrowia relacyjnego i duchowego każdego z waszych liderów?

Kiedy myślicie o ustanowionych przez Boga ograniczeniach czasowych, jakie zmiany są potrzebne w waszej wspólnocie liderów?

Duchowo zdrowa wspólnota liderów zawsze wykonuje swoją pracę, mając przed oczami ograniczenia czasowe zaprojektowane przez Boga.

3. MASZ OGRANICZONĄ ENERGIĘ

Powiedzmy to od razu: nikt z nas nie jest nieskończony, samowystarczalny, niezależny ani zdolny do nieograniczonego odnawiania własnych sił.

Wszyscy jesteśmy połączeniem ograniczonej energii i określonych słabości, utrzymywanym razem przez Bożą łaskę.

Dlatego duchowo zdrowa wspólnota liderów, która wydaje długotrwały owoc w służbie, jest świadoma tego, że każdy lider został stworzony przez Boga jako istota posiadająca dwa wymiary.

Nie jesteśmy wspólnotą bezcielesnych dusz. Wszystko, kim jesteś, i wszystko, co robisz, jest kształtowane przez fakt, że jesteś jednocześnie istotą duchową i fizyczną.

Kiedy słucham rozmów w Kościele i we wspólnotach liderów służby, słyszę wiele o zdrowiu duchowym, ale niewiele o zdrowiu fizycznym.

Zgodnie z Bożym zamysłem ty i ja mamy ograniczoną energię, a niewłaściwe zarządzanie własnym ciałem poważnie uszczupli nawet tę naturalną energię, którą posiadamy.

Zdrowie fizyczne musi być częścią rozmowy oraz wspólną odpowiedzialnością każdego członka wspólnoty liderów.

Tak jak troszczymy się o wzajemne zdrowie duchowe, powinniśmy troszczyć się również o swoje zdrowie fizyczne.

Nie powinien to być temat tabu. Nie powinien być postrzegany jako wtrącanie się w czyjeś życie.

Liderzy nie powinni reagować oporem ani defensywnością, gdy temat ten zostaje poruszony. Jest to jeden ze sposobów, w jaki jesteśmy powołani, aby wzajemnie się kochać i otaczać pasterską troską.

W tym miejscu interesujące są słowa Pawła z 1 Kor 9:24–27, gdzie jako część swojego powołania ewangelizacyjnego poddaje swoje ciało kontroli.

Możesz pomyśleć: kontroli — po co i dla czego?

Odpowiedź brzmi: kontroli Chrystusa Ewangelii, ze względu na szerzenie Ewangelii.

Paweł mówi, że dopóki Pan nie powróci, będziemy doświadczać w naszych sercach zderzających się pragnień.

Być może jest to moje pragnienie jedzenia zderzające się z moim pragnieniem inwestowania energii w służbę Ewangelii.

Być może moje pragnienie odpoczynku zderza się z kondycją fizyczną, której potrzebuję, aby każdego dnia wstać i prowadzić duchową walkę.

Aby ukończyć bieg i nie zostać zdyskwalifikowanym, wszyscy musimy powiedzieć „nie” pragnieniom ciała, aby móc biec w wyścigu służby lub przywództwa, do którego zostaliśmy powołani.

Podporządkowanie naszego ciała nie zaczyna się od diety i ćwiczeń, lecz od poszukiwania i wyznawania bożków serca, które przeszkadzają nam w dyscyplinie, do której zostaliśmy powołani i którą łaska czyni możliwą.

Widzicie więc, że zarządzanie własnym ciałem nie jest dodatkiem do naszego powołania do służby Ewangelii; jest jego istotną częścią.

Kilka lat temu spojrzałem na siebie i musiałem przyznać, że miałem nadwagę — i że nie była ona spowodowana czymś, co było dla mnie akceptowalne jako chrześcijanina: obżarstwem. I wiem, że nie jestem w tym sam.

Oto jak to się stało: jeśli przytyjesz pół kilograma miesięcznie, nie zauważysz tego. Ale to sześć kilogramów rocznie i trzydzieści kilogramów w ciągu pięciu lat.

Moje jedzenie stało się akceptowalną formą bałwochwalstwa, która nie przedstawiała mocy Ewangelii i pozbawiała mnie naturalnej energii.

Wiedziałem, że diety nie działają, ponieważ nie można wiecznie się głodzić. Dlatego wyznałem swój grzech, całkowicie zmieniłem swoją relację z jedzeniem i poważnie potraktowałem ćwiczenia.

W ciągu kilku miesięcy schudłem osiemnaście kilogramów i od wielu lat utrzymuję tę wagę.

Kiedy lider przechodzi przez trzydziestkę, czterdziestkę i pięćdziesiątkę, nie może nadal jeść tak jak wcześniej i z pewnością nie może podążać za każdym swoim pragnieniem dotyczącym jedzenia.

Wiem, że wchodzę komuś na odcisk, ale jestem przekonany, że powszechne obżarstwo wśród przywódców Kościoła i służby pozbawia nas zarówno zgodności życia z Ewangelią, jak i energii fizycznej.

Kościół jest niestety dotknięty chorobami związanymi ze stylem życia, takimi jak wysokie ciśnienie krwi, cukrzyca i stłuszczenie wątroby.

Pewien lider służby powiedział mi kiedyś, że jego lekarz powiedział mu, iż gdyby schudł dwadzieścia trzy kilogramy, nie potrzebowałby już leków na cukrzycę i ciśnienie krwi.

Regularne ćwiczenia zwiększają i budują energię.

Być może wielu z nas jest cały czas zmęczonych nie dlatego, że wymagania służby są tak wyczerpujące, ale dlatego, że w naszym codziennym życiu brakuje wymagającego wysiłku fizycznego.

To moja miłość do Zbawiciela i Jego Ewangelii sprawia, że jem w sposób zdyscyplinowany.

To moja miłość do Ewangelii sprawia, że rano wstaję i idę na siłownię albo wsiadam na rower szosowy.

Są poranki, kiedy jest to bardzo trudne, i są chwile, kiedy szukam dla siebie wymówek.

Ale dla mnie nie są to kwestie drugorzędne. Dotykają one samego serca tego, jak Ewangelia daje mi moc do życia, oraz samego serca ewangelicznego wyścigu, do którego zostałem powołany jako przywódca służby Ewangelii.

Wiem, że ta rozmowa jest trudna, ale musimy ją prowadzić.

Nigdy nie osądzałbym innych ze względu na ich wagę, ale uważam, że musimy rozmawiać o odpowiedzialnym troszczeniu się o zdrowie fizyczne w naszych rozmowach jako wspólnota liderów.

Ponieważ nasz Pan stworzył zarówno nasze duchowe, jak i fizyczne „ja”, ponieważ zna naszą walkę z własnymi pragnieniami i ponieważ Ewangelia pozwala nam nie bać się szczerych rozmów, powinniśmy cieszyć się, że możemy poruszać trudne tematy przed Bogiem pełnym chwalebnej miłości oraz we wspólnocie miłości, którą nas obdarzył.

Ta rozmowa nie dotyczy legalizmu ani osądzania, lecz radosnego życia w wolności Ewangelii, która jest nie tylko naszym głównym przesłaniem, ale również codzienną nadzieją każdego członka naszej wspólnoty liderów.

Duchowo zdrowa wspólnota liderów troszczy się nie tylko o duchowe zdrowie swoich liderów, lecz również o ich fizyczne dobre samopoczucie.

4. MASZ OGRANICZONĄ DOJRZAŁOŚĆ

Dużo pisałem o dojrzałości w książce Dangerous Calling, dlatego nie będę mówił tutaj wiele na ten temat. Jednak ograniczona dojrzałość duchowa każdego członka wspólnoty liderów powinna być założeniem wszystkich członków tej wspólnoty.

Mam na myśli to, że każdy lider jest człowiekiem znajdującym się w środku własnego procesu uświęcenia.

Niezależnie od tego, jak długo jesteśmy zaangażowani w przywództwo służby, jak dobrze jesteśmy wyszkoleni i jak dojrzali teologicznie jesteśmy, wszyscy nadal potrzebujemy dalszego rozwoju duchowego.

Wszyscy mamy martwe punkty. Wszyscy mamy obszary podatności na pokusę. Każdy z nas ma słabości charakteru.

Wszyscy nadal potrzebujemy ratunkowej, przekonującej o grzechu i przemieniającej mocy Ewangelii.

Dlatego wspólnota liderów nie może przyjmować założeń dotyczących swoich liderów, które uniemożliwiałyby jej otaczanie ich ewangeliczną troską oraz prowadzenie szczerych rozmów we wspólnocie.

Wspólnoty liderów muszą zobowiązać się do duszpasterskiej troski o każdego członka tej wspólnoty.

Nie możemy pozwolić, aby którykolwiek z członków żył w duchowej izolacji i oddzieleniu.

Bóg powołał nas nie tylko do zewnętrznego wykonywania dzieła Ewangelii, lecz także do wzajemnego prowadzenia i troszczenia się o siebie jako liderów.

Będę to powtarzał w całej tej książce: z mojego doświadczenia, kiedy miałem do czynienia z upadłymi lub odstępującymi od wiary pastorami, wokół nich znajdowała się słaba albo dysfunkcyjna wspólnota liderów, która nie potrafiła — poprzez duszpasterską miłość i troskę — ochronić tego lidera przed nim samym.

Każdy lider potrzebuje nieustannego uczniostwa. Każdy lider czasami potrzebuje konfrontacji. Każdy lider potrzebuje pocieszenia płynącego z Ewangelii.

Każdy lider potrzebuje pomocy w dostrzeżeniu tego, czego sam nie byłby w stanie zobaczyć.

Każdy lider potrzebuje miłości i zachęty, aby rozprawiać się z pozostałościami starego człowieka, które wciąż są w nim obecne.

Jeśli tak jest, nie możemy być tak zajęci wyobrażaniem sobie, projektowaniem, utrzymywaniem, ocenianiem i przeprojektowywaniem służby, że pozostaje nam niewiele czasu na troskę o dusze tych, którzy prowadzą to ewangeliczne dzieło.

Duchowo zdrowa wspólnota liderów uczestniczy w nieustannym osobistym wzroście duchowym każdego ze swoich członków.

Dopóki nie znajdziemy się po drugiej stronie, będziemy żyć, służyć i budować relacje z ograniczeniami.

Ograniczenia te nie stoją na drodze temu, co Bóg zamierza przez nas uczynić, ponieważ wszystkie są rezultatem Jego mądrego i pełnego miłości wyboru.

To, do czego nas powołuje, jest możliwe do wykonania w granicach, które Bóg ustanowił i których nie zdołamy skutecznie przekroczyć.

Dlatego częścią naszego ewangelicznego powołania jest mieć te ograniczenia przed oczami oraz uwzględniać je w rozmowach naszej wspólnoty liderów.

Musimy przeciwstawiać się pokusie życia poza tymi ograniczeniami oraz zakładania, że wszyscy radzimy sobie z nimi w sposób pokorny i mądry.

Bóg nie boi się powoływać ograniczonych ludzi do przywództwa w służbie Ewangelii.

Dlatego my również nie powinniśmy bać się — z ewangeliczną pokorą i nadzieją — stawiać tych ograniczeń na stole, nie tylko raz, lecz raz za razem, wiedząc, że będziemy musieli trwać w tym zobowiązaniu aż do chwili, gdy Boże dzieło w nas zostanie ukończone.







LIMITS


IT WAS A HEART-REVEALING moment, more revealing than I wanted it to be. I was a bit embarrassed at the moment of exposure, but it was good for me to face what was in my heart. I was speaking at a large men's conference and was asked that if I could choose a superpower, what would it be. Others had chosen the ability to fly or to be incredibly strong, but I immediately said, "I wish I had the power to create ten days in a week." In so doing, I was once again confronted with the fact that I hate limits. I want more time so I can do more than time allows. I want more strength so I can accomplish more. I want more wisdom so I don't have to invest so much time researching and learning. I want to be infinite and almighty. Yes, it is true; there are still moments in my life when I want to be God.


I wish I could say that I am free of the frustration of the limits God has set for me, but I can't. I wish I could say that I never am tempted to work outside those limits, but I can't. I wish I no longer had to pay the price for denying those limits, but I still do. In ministry it is tempting to try to do more than you can realistically  


that ask more of them than they can and healthily do. It is tempting to write job descriptions for others responsibly handle. And it is tempting to let a leader work way beyond his limits because his work seems essential to the success of the ministry enterprise.


She represented thousands of lonely, frustrated, and discouraged ministry wives who have watched their husbands give themselves to ministry while denying the limits that God had set for them. She had watched her husband progressively wear down and burn out. She had watched ministry rob him of exercise, sleep, healthy community, quiet devotional meditation, and good diet. But most discouraging, she had watched him become an absentee father and a distracted and distant husband. He lived and worked as if he had no limits, and his family paid the price. She tried to talk to him about it, but when she did, he was defensive. His view was that he was doing the Lord's work. He was using the gifts God had given him. He lived with love for the church, zeal for the gospel, and commitment to God's kingdom. His busyness and his zeal blinded his eyes to the danger he was in and that he had placed his marriage and family in. When she tried to talk to him, he would leave the conversations angry, hurt, and discouraged. But on this weekend together, she was determined that they had to talk because she was afraid of what would happen if things continued as they had been. This time she didn't talk about him but rather told him that she was done; she just couldn't live this way any longer. The conclusion for her was this: "It's me or your ministry. I can't do this anymore.”


I wish I could say this is the only such story that I've heard, but it isn't. I am afraid that in the excitement, opportunities, and busyness of ministry life, many of our leaders forget, deny, or ignore the fact that they have limits. The only limitless being in the cosmos is its Creator. Everyone and everything has been designed by God with limits, and it never works, never results in anything good, to attempt to live, minister, and lead outside the boundaries of the limits God has set. Identifying those limits and what it means for the way a community makes decisions and does its work is a vital aspect of what that community needs to do to assure that its members remain spiritually, physically, emotionally, and physically healthy. Every leader is a package of God-given gifts and God-assigned limits. It is dangerous to focus on the one without humbly remembering the other.


If you're a leader, you don't know everything, you can't do everything, you aren't completely mature, and you don't have inexhaustible energy. You are not just a package of strengths, gifts, and experiences; you are also a collection of weaknesses and susceptibilities. It is here that the gospel is such a sweet encouragement. We do not have to fear our limits because God doesn't send us out on our own; where he sends us, he goes too. We do not have to curse our weaknesses because our weaknesses are a workroom for his grace. We do not have to hide or deny our places of immaturity because God is able. Our limits and weaknesses are not in the way of what God can do through us, but our denial of limits and our delusions of independent strength are.


So I want to consider with you four areas of limits that God in his Creator wisdom has set for us and how constant recognition and humble admission of these limits help a leadership community assess its plans, assign its work, and evaluate its health.


FOUR LIMITS


1. You Have Limited Gifts


Embedded in Paul's teaching about gifts in the body of Christ is the clear understanding that gifts are limited (see Eph. 4:1-16 and 1 Cor.  


12:4-31). Paul's word picture of the human body argues this powerfully. The eye has been specifically designed for sight, and because it has, it has no ability to pick up objects. The design determines the limits. The same is true of every gift that has been given to members of the body of Christ and surely, therefore, is true of every leader gifted by God for ministry in his church.


No leader is designed to know or do everything. No leader is meant to do his work alone. It is dangerous for any leader to be so dominant that the gifts of others don't get expression, leaving that leader to do things he wasn't gifted by God to do. No leader, because he has powerful gifts, should view himself as the smartest person in the room. Smartness is a subset of giftedness. Every leader needs to rely on the contributions of other leaders who are smart in ways that he isn't. Ministry must always be done in humble, respectful, and submissive community because the gifts God has given us come to us with built-in limits. By God's grace I am an influential leader, but I get up every day and do the work that has been assigned to me by people who work with me and are smart in ways that I am not because they bring gifts to our work that I do not have. I would be silly and proud to dominate every discussion and make every decision and assign every task.


Every leader needs to humbly assess not only where he is gifted but also, and as important, where he is not. It is only when I humbly acknowledge the limits of my gifts that I can then surround myself with people who are gifted in ways I am not, smart in ways I will never be, and strong in areas where I am weak.


I am afraid that one of the reasons the ministry leadership community is broken is that we have idolized domineering leaders who fail to recognize the limits of their gifts, who disrespect the Godgiven gifts of fellow leaders, and who have been allowed to think that they are smart, gifted, and strong in ways that they are not. So They try to do what they were not designed by God to do, they try Limits


to manage what they were not designed to manage, and they try individually to do what will only ever be properly done in respectful community with other equally gifted leaders. Pride in one's own giftedness coupled with devaluing the gifts of others is a recipe for leadership disaster. Independent, domineering leadership is funcrional denial of what the Bible teaches about both the nature of the body of Christ and the gifting of those called by God to lead it.


If God-given gifts have limits, the fruit-producing ministry is always the result of the recognition and employment of a community of gifts operating in cooperation with one another. No gift should be esteemed over another, and no gift should dominate to the exclusion of others. Leaders must push the gifts of others forward, willing to listen and willing to submit to the wisdom of others who are gifted in ways that they are not. Humble leaders surround themselves not with ministry clones but with leaders who have gifts that they do not and are therefore smart in ways they are not and strong in areas they are weak. This kind of community will always produce a quality and longevity of fruit that won't ever be produced by a domineering leader. It is unbiblical for any leader to tell himself that he does not need the full expression of the gifts of others in order for him to do the work that God has gifted him to do.


as entitled to a level But there is more to be said about ministry leadership gifts. We have witnessed too many uniquely and powerfully gifted leaders begin to view themselves, because of their gifts, of power, position, and lifestyle that others are not. It needs to be said that when a wonderful gift is given, the only divine giver. He is entitled to our honor, gratitude, and worship and our commitment to steward that gift well. one entitled is the


ability Being given a gift tells me about me in that I am not self-sufficient but rather needy and dependent. It tells me I have no to do God's work without God's gifts. I can't take credit for my gift precisely because it is a gift. My giftedness doesn't make me worthy  


of human deference, affirmation, or submission, because my gift doesn't point to me but to the one who has given it to me. My gifting shouldn't make me arrogant and boastful. It shouldn't cause me deserving. And the gifts I have been given were never to think I am to function in isolation from the gifts of others. It is sad to designed see leaders who are influential only because of their gifts take credit for what they could never have done without these gifts, which have been graciously given to them by the hand of God. It's sad to see leaders use their gifts to accumulate power and acclaim and an enriched lifestyle.


Rather than view our gifts as a doorway to entitlement, perhaps we should view our gifts as a call to be willing to suffer. Permit me to explain. Yes, it is a huge honor to be gifted to speak the gospel, to disciple God's children, and to lead his church. But hear the words of James: "Not many of you should become teachers, my brothers, for you know that we who teach will be judged with greater strictness" (James 3:1). Or hear Luke: "Everyone to whom much was given, of him much will be required, and from him to whom they entrusted much, they will demand the more" (Luke 12:48). With ministry leadership gifts comes a weighty burden of responsibility. The size of your expectancy of yourself, the size of your responsibility, and the size of God's righteous judgment are connected to the size of the gifts he has given you.


In reality, when God gives you ministry and leadership gifts, he is calling you to be willing to suffer. Because of your gifts you will suffer a kind and severity of temptation that others don't face. Because of the public nature of your gifts, you will suffer dangerous adulation and harsh criticism. The demands of your ministry life will tempt you to neglect your personal devotional life. The attractiveness of public ministry will tempt you to neglect the private ministry of marriage, family, and friendship. Your gifts will tempt you to be demanding, irritable, and impatient with people of lesser gifts or who Limits


happen to be in the way of what you want. You will be tempted to confuse your giftedness with your level of spiritual maturity. Yes, it is true: your gifts mean you have been called to suffer for the sake of the giver and what he intends to do through you (see 2 Cor. 1:3-11). No one leader is gifted in every way, and every leader suffers because of the gifts he has been given. Recognizing the limits of Godgiven gifts and the responsibility and suffering that come with those gifts is an essential part of a ministry community establishing and maintaining not only its fruitfulness but also its ongoing spiritual health. A leadership community that humbly recognizes the limits of God-given gifts will establish a ministry culture of respectful, appreciative, and joyful cooperation.


2. You Have Limited Time


Time has been set for us; we didn't have a vote, and we have zero ability to escape. The time structure that shapes the existence of all God's creatures bursts off the page of Genesis 1. In one of his first and more significant acts as Creator, God lays down the structure of seven days, along with the structure of Sabbath rest. As a leader, you simply cannot ignore the limits placed on you by this plan and maintain spiritual and relational health and a life of long-term ministry effectiveness. It seems ridiculously obvious to say, but nonetheless important, that you will never get thirty hours in a day, and you will never grab nine days in a week. And you will always need Sabbath rest no matter how mature you become or how many leaders work alongside you.


Every limit that God has set for us has been set because God knows whom he's created; he knows how we were designed to live and in love does not require more of us than we are capable of doing. Limits not only reveal his wisdom; they also express his love. Limits are not a prison; they’re a grace. You cannot allow your leadership  


community to assign more work to a leader than can be done in the time allotted to him or her. You cannot ask a person to pile work upon work, day after day, without periodic Sabbaths of rest. There are few more important things for a spiritually healthy leadership community to consider than the time limits that God designed for his creation from the get-go.


One other observation about the time contraints we live within. These were part of God's perfect plan for people and for a world that had not yet been damaged and complicated by sin. If in a perfect world these were seen as a necessity for sin-free people in an undamaged world, how much more significant are they for us as we now grapple with the exhausting complications, discouragements, brokenness, and temptations of the surrounding world and with our own divided heart and its conflicting motives? Sin causes us to push against God's wise and loving boundaries. Sin causes us to deny our susceptibilities and to assign more power to ourselves than we have. Sin tempts us to think that we know better and that we do not need what God knew we would all need.


But let me make even more practical the importance of a leadership community recognizing and submitting to God-given limits of time. I want to paint a visual in your mind. Picture a triangle of interlocking circles, with one circle at the top point and two interlocking circles forming the bottom of the triangle. So there are three interlocking circles of the same size. Those circles are meant to represent the three vital dimensions of your life. The top circle is your spiritual life (I know that all of life is spiritual), that is, your life of personal worship, devotion, and spiritual discipline. The left bottom circle is your relational life, that is, marriage, parenting, body of Christ, friends, and neighbors. The right bottom circle is your labor life, that is, your life of gospel ministry and church or ministry leadership. These are the three major areas of your life that God has designed to fill your 24/7, along with the Sabbath of leisure and rest. Limits


Above, below, right, and left of this pyramid of interlocking circles of calling and responsibility, you have nothing, because you will never have 29/7 or 24/10.


more. So if Now, stay with me here. This means that as one of these areas of your life grows, it can't grow outward, because there is no outward. God chose to give you only twenty-four hours in a day and seven days in a week, and you will never get anything one of these three circles grows, it will of necessity cause another circle to shrink. This is where a leadership community gets into trouble. When you unwittingly deny God-given limits of time, you assign more ministry work than a leader can do without shrinking the amount of time he can invest in other vital and unavoidable areas of calling and responsibility. How many ministry families have been damaged because ministry work began to take up family time? So more ministry means the leader spends less than the needed time investing in his marriage, parenting his children, fellowshipping with his church family, and serving his neighbors.


As leaders in the body of Christ, we have to quit acting as if balancing family and ministry responsibilities is the inescapable catch22 of ministry life. God is too wise, loving, patient, and kind to ever do that to us. We have to resist a "try harder, do more” leadership culture that results in unrealistic expectations, achievement idolatry, and a whole basket of bad fruit. I've written and spoken about this before, but I must also mention it here: in the New Testament there is no lengthy or detailed discussion of the tension between ministry and family that we seem to take for granted. This discussion is not there, because the Lord of the church would never call us to one area that would necessitate our neglecting or disobeying another such area. One of the reasons that tension is so often there is that we tend to ignore or deny the wise and loving time limits God has se us. It really is possible to have a set for spiritually and relationally healthy  


family (circle of fellowship and friends) and have a dedicated and productive ministry life at the same time.


The limits of time is yet another argument for ministry always being done in community, so that no single leader attempts or is assigned to do more than he can responsibly do while also giving proper focus to the other things that God has called him to. Are your leaders working too long and too hard? Are their assigned responsibilities setting up tension with other areas of life? Do you have a mechanism for monitoring this? Are your leaders worn out? Have you watched leaders burn out? Have you talked to wives or friends to see how those relationships have been affected? Are your leaders too busy to give adequate time to worshipful devotions, meditative study of Scripture, and a robust life of prayer? Is this concern a regular part of your discussions together as a leadership community? Do you provide Sabbaths of rest for your leaders? How often does the issue of time come up when you gather together? Is ministry and the desire for ministry achievement balanced with a commitment to relational and spiritual health in each of your leaders? As you think about God-ordained limits of time, what changes are needed in your leadership community? A spiritually healthy leadership community always does its work with God-designed limits of time in view.


3. You Have Limited Energy


Let me just say it from the start here: none of us is infinite, self-sustaining, self-sufficient, or self-rejuvenating. We all are a package of limited energies coupled with certain weaknesses and held together by divine grace. So a spiritually healthy leadership community that produces long-term ministry fruit is aware that every leader is created by God as a duality. We are not a community of disembodied souls. Everything you are and everything you do is shaped by the fact that you are both spiritual and physical. As I listen to the conversa-Limits


tion of the church and ministry leadership community, I hear a lot about spiritual health but little about physical health. By God's plan, you and I have limited energy, and not stewarding our physical selves will seriously sap whatever natural energies we do have.


Physical health must be part of the conversation and the shared responsibility of every member of the leadership community. Just as we care about one another's spiritual health, we should have concern for and care for one another's physical health. This should not be a taboo topic. It should not be viewed as intrusive. Leaders should not be resistant or defensive when this issue is put on the table. It is one of the ways we are called to love and pastor one another. This is where Paul's words in 1 Corinthians 9:24-27 are interesting, in that as part of his gospel calling he keeps his body under control. You may be thinking, Control to what, for what? The answer is, control to the Christ of the gospel for the sake of the spread of the gospel. What Paul is saying is that until the Lord returns, we will have colliding passions in our hearts. Perhaps it is my passion for food colliding with my passion to invest my energies in gospel ministry. Perhaps my passion to chill out collides with the fitness I need to get up and do spiritual battle every day.


In order to finish the race and not be disqualified, we all must say no to passions of the body so that we can run the ministry or leadership race we have been called to run. Bringing our body under subjection doesn't begin with diet and exercise, but with searching for and confessing idols of the heart that interfere with the discipline to which we have been called and which grace makes possible. You see, the stewardship of our physical body is not an addition to our gospel ministry calling; it is a significant part of it.


Several years ago I looked at only was 1 overweight but I was myself and had to admit that not overweight because of acceptable to me (and I know I am Christian gluttony. Here's how it happened not alone). If you gain a half a pound a month, you will not notice  


it, but that's six pounds a year and thirty pounds in five years. My eating was an acceptable form of idolatry, which did not portray the power of the gospel and robbed me of natural energy. I knew that diets don't work, because you can't starve yourself forever. So I confessed my sin, completely changed my relationship to food, and got serious about exercise. Over several months I lost forty pounds and have maintained that weight now for many years.


As a leader moves through his thirties, forties, and fifties, he can't continue to eat as he once did, and he surely can't follow whatever food passions he has. I know I am stepping on toes here, but I am convinced that widespread church and ministry leadership gluttony is robbing us of both gospel consistency and physical energy. The church is sadly inflicted with lifestyle diseases such as high blood pressure, diabetes, and fatty liver. A ministry leader once told me that his physician told him that if he lost fifty pounds, he would no longer need his diabetes and blood pressure medication.


Regular exercise boosts and builds energy. Perhaps many of us are tired all the time not because of the rigorous demands of ministry but because of the lack of rigorous physical exercise in our normal routine. It is my love for my Savior and his gospel that causes me to eat with discipline. It is my love for the gospel that makes me get up and go to the gym or get on my road bike morning after morning. There are mornings when this is very hard to do, and there are times when I am self-excusing. But, for me, these are not ancillary issues; they get right to the heart of how the gospel empowers me to live and to the heart of the gospel race I have been called to run as a gospel leader.


I know this conversation is hard, but it is one we need to have. I would never judge others because of their weight, but I think we must talk about stewarding physical health in our leadership-community conversations. Because our Lord created both our spiritual and physical selves, because he knows our battle with our passions, Limits


and because the gospel permits us to be unafraid of candid conversations, we should be glad that we can put hard topics on the table before a God of glorious love and with the community of love that he has blessed us with. This conversation is not about being legalistic or judgmental but about joyfully living in the freedom of the gospel, which is not only our core message but the daily hope of everyone in our leadership community. A spiritually healthy leadership community cares not only for the spiritual health of its leaders but for their physical well-being as well.


4. You Have Limited Maturity


I have written extensively about maturity in Dangerous Calling, so I won't say much here, but limited spiritual maturity of every member of the leadership community needs to be the assumption of everyone in that community. What I mean by this is that every leader is a person in the middle of his own sanctification. No matter how long we've been in ministry leadership, no matter how well trained, no matter how theologically mature, we are all still in need of future spiritual development. We all have blind spots. We all have areas of susceptibility to temptation. Each of us has character weaknesses. We are all still in need of the rescuing, convicting, transforming power of the gospel.


So a leadership community must not make assumptions about its leaders that keep them from having gospel concern for one another and candid community conversations. Leadership communities need to commit to pastoring every member of that community. We cannot allow any member to live in spiritual isolation and separation. God has called us not just to the external work of gospel ministry but to leadership "one anothering" as well. I will repeat throughout this book: it is my experience, as I have dealt with fallen or lapsed pastors, that around them was a weak or dysfunctional leadership  


community that failed, in pastoral love and care, to protect that leader from himself.


Every leader needs to be the object of ongoing discipleship, every leader needs at moments to be confronted, every leader needs the comforts of the gospel, every leader needs help to see what he would not see on his own, and every leader needs to be granted the love and encouragement to deal with the artifacts of the old self that are still within him. If this is so, then we cannot be so busy envisioning, designing, maintaining, evaluating, and reengineering ministry that we have little time to care for the souls of the ones who are leading this gospel work. A spiritually healthy leadership community participates in the ongoing personal spiritual growth of each one of its members.


Until we are on the other side, we will live, minister, relate, and live with limits. Those limits are not in the way of what God intends to do through us, because they are all the product of his wise and loving choice. What he calls us to is possible to do inside the limits that God has set and that we will not successfully escape. So it is part of our gospel calling to have those limits before our eyes and in our leadership community conversations. We must resist the temptation to live outside those limits or to make the assumption that we are all dealing with our limits in ways that are humble and wise. God is not afraid to call limited people into gospel leadership, so we should not be afraid, with gospel humility and hope, to put those limits on the table, not just once, but again and again, knowing we will need to retain this commitment until God's work in us is complete.


Brak komentarzy: