piątek, 4 września 2026

Flp 1:15–18 | cz.5 „..byle tylko Chrystus był zwiastowany..”

 

zaktualizowana wersja rozważania, wzbogacona o bardzo życiowytByle tylko Chrystus był zwiastowany…



Tekst: List do Filipian 1:15–18

Są w Piśmie Świętym fragmenty, które potrafią nas zaszokować. Przełamują one nasze ludzkie schematy myślenia o religii, sprawiedliwości i moralności. Jedno z takich najbardziej zdumiewających wyznań znajdujemy w pierwszym rozdziale Listu do Filipian.
Wyobraźmy sobie jeszcze raz apostoła Pawła. Siedzi w rzymskim więzieniu. Jest skuty łańcuchem, odcięty od świata, a jego przyszłość wisi na włosku. W tym samym czasie, na wolności, trwają pewne działania misyjne, ewangelizacyjne. Ludzie głoszą Chrystusa. Mogłoby się wydawać, że Paweł, słysząc o tym, powinien się tylko cieszyć. Jednak rzeczywistość była o wiele bardziej skomplikowana i bolesna.
Paweł pisze wprost:
„Niektórzy wprawdzie głoszą Chrystusa z zazdrości i przekory, inni zaś z dobrej woli […] tamci z partyjniactwa, nieszczerze, sądząc, że utrudnią mi pobyt w więzieniu”.
Ludzie głoszą Ewangelię z zazdrości, z przekory, z partyjniactwa i z chęci dokuczenia więźniowi! Jak reaguje Paweł? Czy z ambony rzuca na nich anatemy? Czy żąda ich uciszenia? Nie. Jego odpowiedź brzmi:
„Lecz cóż z tego? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerym sercem, i z tego się raduję i radować będę”.
Profesor Moisés Silva, wybitny reformowany biblista, w swoim komentarzu do Listu do Filipian zwraca uwagę na kluczowy szczegół. Paweł nie mówi tutaj o heretykach. Gdyby ci ludzie głosili fałszywą ewangelię, Paweł zareagowałby tak jak w Liście do Galatów, gdzie pisał: „Choćbyśmy my albo anioł z nieba głosił wam ewangelię odmienną... niech będzie przeklęty!”.
Nie, treść ich zwiastowania była ortodoksyjna. Mówili prawdę o Chrystusie. Problem leżał zupełnie gdzie indziej – w ich sercach. Ich motywacja była skażona grzechem.
Jak zauważa Silva, ci kaznodzieje prawdopodobnie czuli zazdrość wobec autorytetu Pawła. Gdy apostoł został zamknięty w więzieniu, oni zobaczyli w tym swoją szansę. Chcieli przejąć przywództwo, zyskać poklask, zbudować własną pozycję kosztem uwięzionego lidera. Chcieli pokazać: „Zobaczcie, Paweł siedzi w więzieniu, jego misja się kończy, ale to my teraz robimy to lepiej!”. To była czysta, ludzka rywalizacja. Chcieli, mówiąc potocznie, „wbić szpilkę” cierpiącemu apostołowi.
Łatwo jest nam oceniać rzymskich kaznodziejów sprzed dwóch tysięcy lat. Łatwo też przenieść ten tekst na poziom wielkiej polityki kościelnej. Ale duchowość duszpasterska zawsze pyta: Jak to wygląda w twoim prywatnym życiu? Połączmy ten tekst z naszą codziennością – z życiem rodzinnym, z naszymi małżeństwami i domami.
Co jest naszym problemem w takich momentach? Dokładnie to, co Paweł nazywa „partyjniactwem” i „przekorą”. W naszych relacjach (np.rodzinnych) częściej zależy nam na tym, by „moja racja była na wierzchu”, by zachować kontrolę i udowodnić swoją wyższość, niż realne dobro drugiego człowieka i zachowanie pokoju w domu.
Jan Kalwin w swoim komentarzu do tego fragmentu napisał: „Ewangelia, choćby była głoszona przez złych ludzi, nie przestaje być ewangelią”. Kalwin przypomina, że moc prawdy nie bierze się z czystości naczynia, które ją niesie, ale z samego Boga.
Bóg jest suwerenny. On potrafi posłużyć się niedoskonałymi ludźmi w naszej rodzinie, aby nas czegoś nauczyć. Czasami Pan Bóg używa niezdarnej uwagi naszego współmałżonka, by pokazać nam naszą własną pychę. Czasami posługuje się prostym pytaniem dziecka, by obnażyć nasz egoizm. Narzędzie może być ułomne, ale jeśli niesie dobro i prawdę, to Bóg za tym stoi.
Dla Pawła najwyższą wartością nie był jego własny komfort psychiczny czy uznanie jego osobistej racji w dyskusji. Najwyższą wartością był Chrystus. A jak to jest z nami przy rodzinnym stole?
To prowadzi nas do duszpasterskiego pytania, które ten tekst stawia przed nami dzisiaj. Pytania, które uderza w nasze religijne i rodzinne ego:
Czy bardziej zależy mi na tym, żeby Chrystus był wywyższony, czy żeby to moja grupa, mój kościół, mój nauczyciel albo ja sam miał rację?
W kontekście rodziny to pytanie brzmi tak: Czy ważniejsze jest dla mnie to, żeby w moim domu panowała miłość Chrystusa, czy to, żebym ja zawsze wygrywał każdą kłótnię?
Charles Spurgeon powiedział kiedyś, że jeśli ktoś niesie Chrystusa, powinniśmy rzucić mu pod nogi nasz własny płaszcz, byle tylko ułatwić mu drogę. O ileż bardziej powinniśmy rzucać pod nogi nasze płaszcze pychy i ambicji w naszych domach! Powinniśmy ułatwiać naszym bliskim drogę do Boga, nawet jeśli idą nią potykając się i robiąc rzeczy inaczej niż my byśmy chcieli.
Paweł uczy nas niesamowitej wolności od samych siebie. Potrafił powiedzieć: „Mogę być zapomniany w tym więzieniu, moi wrogowie mogą zbierać oklaski na ulicach Rzymu. To bez znaczenia. Ważne, że grzesznicy słyszą o Jezusie”. Czy potrafisz powiedzieć w swoim małżeństwie: „Mogę zostać niedoceniony, moja zasługa może zostać niezauważona, byleby tylko w tym domu objawiła się Boża miłość”?
Ewangelia wyzwala nas z egocentryzmu. Przebaczenie, które sami otrzymaliśmy od Chrystusa na krzyżu, sprawia, że nie musimy już kurczowo walczyć o własną pozycję – ani w ławce kościelnej, ani przy rodzinnym stole. Nie musimy budować sobie pomników.
Sprawdź dzisiaj swoje motywacje. Dlaczego służysz? Dlaczego budujemy nasze rodziny? Czy robimy to z miłości do Chrystusa, czy po to, by udowodnić swoją wyższość nad innymi?
Uczmy się od Pawła tej świętej wielkoduszności. Kiedy widzimy, że Bóg działa – przez innych kaznodziejów, przez inny kościół, albo przez tego domownika, z którym akurat najtrudniej nam się dogadać – ucieszmy się. Wznieśmy się ponad osobiste urazy i dumę. Wybierzmy radość z tego, że Chrystus jest zwiastowany i uwielbiony. Bo to On, a nie nasza racja, jest Panem naszego życia i naszych domów.
Nie porzucajmy też nadziei, że Bóg będzie zmieniał serca tych... inaczej myślących.. ze złymi motywacjami... :)










Brak komentarzy: