Horyzont, który nie ma końca
Pozwól, ze jeszcze raz zabiorę cię na brzegu oceanu.
Słońce powoli chyli się ku zachodowi, malując niebo odcieniami purpury i złota. Fale spokojnie uderzają o brzeg. Patrzysz w dal, jak daleko sięga twój wzrok, i myślisz sobie: „To niesamowite. Nareszcie widzę coś nieograniczonego”.
Ale czy naprawdę?
Gdybyś wsiadł do łodzi i płynął przed siebie przez wiele dni, w końcu przybiłbyś do innego brzegu. Widok, który wydawał ci się bezkresny, w rzeczywistości miał swój koniec. Piaszczystą plażę. Skalistą linię brzegową. Horyzont okazał się tylko iluzją bezgraniczności.
Spójrzmy prawdzie w oczy. Żyjemy w świecie, w którym wszystko – absolutnie wszystko – ma swoje granice.
Zbudujesz piękny, wymarzony dom... Zasadzisz ogród, pomalujesz ściany na idealny odcień i usiądziesz w fotelu z kubkiem gorącej kawy... Jest wspaniale. Ale minie parę lat i dach zacznie przeciekać, a elewacja straci swój blask.
Zdobędziesz prestiżowe wykształcenie, przeczytasz setki mądrych książek, ale pewnego dnia trafisz na pytanie, na które żaden profesor nie zna odpowiedzi.
Osiągniesz sukces zawodowy, odbierzesz statuetkę, usłyszysz brawa... a po powrocie do cichego mieszkania zapytasz sam siebie: „I co teraz? Czy to już wszystko?..”.
Autor Psalmu 119 pewnego dnia stanął na takim właśnie brzegu ludzkich możliwości. Rozejrzał się wokół siebie – na królestwa, na architekturę, na ludzką mądrość, na największe osiągnięcia swojej epoki – i zapisał zdanie, które brzmi jak ciche westchnienie:
„Wszelkiej doskonałości widzę kres, lecz przykazanie twoje sięga bardzo szeroko.” (Ps 119:96)
W języku hebrajskim użyto tu niezwykłego słowa na określenie „kresu” – qēṣ. Oznacza ono granicę, krawędź, płot, za którym nie ma już nic. Drugie słowo, tiklāh, opisuje to, co wykończone, pełne, zrobione do końca.
Psalmista nie był cynikiem. Nie napisał: „Sztuka jest bezwartościowa, a ludzka praca to śmieć”. Nie. On doceniał piękno. Mówił po prostu: „Pojąłem coś niezwykle ważnego. Widziałem granicę wszystkiego, co człowiek nazywa doskonałym”.
Nawet to, co najlepsze na tej ziemi, ma swoją datę ważności. Sam człowiek przypomina źdźbło trawy, które rano zielenieje, a wieczorem więdnie, albo tchnienie, które znika w chłodnym powietrzu.
Iluzja „jeszcze jednej rzeczy”
Dlaczego więc tak często czujemy się rozczarowani?
Ponieważ dajemy się złapać w pułapkę jednej z największych iluzji naszego świata: mylimy rzeczy wielkie z rzeczami ostatecznymi.
Mówimy sobie:
- „Jeszcze tylko ten jeden awans...”
- „Jeszcze tylko ten jeden zakup...”
- „Jeszcze tylko ten jeden projekt, ta jedna relacja, to jedno doświadczenie...”
I kiedy wreszcie wchodzimy na ten wymarzony szczyt, odkrywamy ze zdumieniem, że tam też stoi tabliczka z napisem: Koniec. Coś może być zachwycające, ale nie może stać się twoim Bogiem. Coś może dać ci chwilową radość, ale nie stanie się źródłem wiecznego życia.
Psalmista doskonale to rozumiał. Werset 96 nie pojawił się w Biblii przez przypadek. Kończy on całą strofę Psalmu 119, zwaną Lamed. Przypatrz się tej mozaice: psalmista patrzy na przemijające królestwa i zauważa, że tylko Słowo Boga trwa niewzruszenie w niebie.
Widzi, że Boża wierność przechodzi z pokolenia na pokolenie.
Widzi, jak całe stworzenie służy Bożemu porządkowi. Odkrywa, że gdy przychodzi ucisk, jedyną rzeczą, która ratuje go przed zatonięciem, jest obietnica Boga. A gdy bezbożni zastawiają na niego sidła, on przestaje patrzeć na zagrożenia, a zaczyna rozważać Boże świadectwa.
I na sam koniec tej refleksji wyciąga wniosek: wszystko inne ma swój kres. Tylko Boże Słowo granic nie posiada.
Szerokość, która nie zna brzegów
Słowo użyte na określenie Bożego przykazania to miṣwāh. A to, co psalmista o nim mówi, wywołuje zdumienie: „twoje przykazanie sięga bardzo szeroko”.
Nie chodzi tu o matematyczną nieskończoność. Chodzi o niezmierzoną głębię i zasięg.
Możesz znać jeden werset z Biblii przez wiele lat. Możesz go cytować z pamięci, mieć go na kubku do kawy i wydrukowanego na koszulce. A potem przychodzi cichy, ciemny wtorek – moment kryzysu – otwierasz ten sam werset i nagle zaczynasz płakać, bo odkrywasz w nim pokłady pocieszenia, o których nie miałeś pojęcia.
Co się zmieniło? Biblia się nie zmieniła. To ty zacząłeś odkrywać jej niezmierzoną szerokość.
Boże Słowo sięga bardzo szeroko na dwa niesamowite sposoby:
Po pierwsze – dotyczy całego twojego życia.
Nie ma w twoim domu ani jednego pokoju, do którego Bóg zapukałby i powiedział: „Przepraszam, tu nie mam nic do powiedzenia”.
Twoja rodzina? Słowo. Pieniądze i praca? Słowo. Twoja seksualność? Słowo. Twój paraliżujący lęk, twój ukryty gniew, twoje nieprzebaczenie? Słowo. Twoje cierpienie, moment śmierci i twoja nadzieja na wieczność? Słowo jest obecne w każdym z tych miejsc.
Po drugie – sięga głębiej niż twoje zewnętrzne zachowanie.
Ludzkie prawo pyta: „Co zrobiłeś?”. Boże Słowo schodzi piętro niżej i pyta: „Dlaczego to zrobiłeś?”.
Jezus przypomniał o tym w Kazaniu na Górze. Powiedział, że przykazanie „Nie zabijaj” nie kończy się na odrzuceniu miecza – ono sięga aż do gniewu w twoim sercu. Przykazanie „Nie cudzołóż” nie zatrzymuje się na czynach – ono przenika aż do ukrytych pożądań. Boże Słowo jest tak szerokie, że prześwietla nas od stóp do głów, od intencji aż po motywacje.
Kiedy Słowo staje się Ciałem
I właśnie w tym miejscu – gdy zaczynamy czuć się nieco przytłoczeni szerokością Bożego prawa – wchodzi Ewangelia.
Bo kiedy widzisz, jak szerokie jest Boże przykazanie, uświadamiasz sobie prostą prawdę: nie dasz rady. Nie wystarczy być „w miarę dobrym człowiekiem”. Potrzebujesz kogoś, kto cię uratuje, kto zakryje twój grzech. Potrzebujesz Zbawiciela.
I wtedy Ewangelia wg św. Jana przynosi niezwykłą wiadomość: „Na początku było Słowo... a Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1:1, 14).
Słowo Boga to nie tylko czarny druk na białym papierze. W Jezusie Chrystusie Słowo przyszło do nas osobiście. Jezus nie tylko przyniósł prawa – On je wypełnił. Nie tylko wskazał prawdę – On był Prawdą. Nie tylko opowiedział o życiu – On stał się Życiem.
Apostoł Paweł ujął to w listach w sposób zachwycający: „W Nim bowiem mieszka cieleśnie cała pełnia boskości” (Kol 2:9).
Pomyśl o tym kontrascie.
Każda ludzka doskonałość ma kres. Chrystus nie ma kresu.
Każda ziemska mądrość w końcu trafia na ścianę. Mądrość Chrystusa nie ma granic.
Każda ludzka siła kiedyś opadnie. Jego siła nigdy nie ulega wyczerpaniu.
Każda ziemska nadzieja może zostać ci odebrana w pięć minut. Nadzieja w Chrystusie jest nietykalna.
Nadzieja w czasie czekania
Może czytasz te słowa w momencie, gdy na coś czekasz? Czekasz na poprawę sytuacji w pracy. Czekasz na wyniki badań lekarza. Czekasz na naprawienie relacji, która rozsypała się jak domki z kart.
Bądźmy ze sobą szczerzy: poprawa sytuacji jest dobra, ale ona też ma swoją granicę. Rozwiązanie jednego problemu nie sprawi, że na zawsze znikną wszystkie inne trudności. Zdrowie, stabilność finansowa, lepsze czasy – to wszystko są dobre dary, ale pozostają ograniczone.
Psalm 119:96 chce cię dziś delikatnie przesunąć. Chce cię poprowadzić od pytania: „Kiedy wreszcie zmieni się moja sytuacja?” do pytania: „Na czym naprawdę opieram swoje serce, swoje życie..?”.
Jeśli twoja nadzieja jest przywiązana do rzeczy, które mają swój kres, twoj pokój serca również będzie miał swój kres. Ale jeśli uchwycisz się Boga i Jego Słowa, zyskujesz nadzieję, która sięga daleko poza granice tego przemijającego świata.
Księga Objawienia przypomina nam przecież, że wszystko, co dziś niszczeje, zostanie poddane ostatecznej odnowie, a Słowo Boga okaże się prawdziwe aż do samego końca.
Wszystko, co stworzone – nawet w swoim największym blasku – ma swoją granicę. Tylko Bóg i Jego Słowo mają zasięg, którego nigdy nie wyczerpiesz.
Nie szukaj bezgraniczności tam, gdzie postawiono płot. Zwróć oczy na Tego, którego miłość nie ma brzegów.
Modlitwa na koniec
Panie Boże, Otwórz moje oczy, abym przestał szukać rzeczy bezgranicznych w świecie, który na każdym kroku ma swoje granice. Przebacz mi, gdy próbuję ugasić pragnienie serca tym, co przemija. Naucz mnie szukać pełni w Tobie. Kiedy moja własna siła i mądrość dochodzą do kresu, przypominaj mi, że Twoja łaska, Twoje Słowo i Twoja miłość w Chrystusie sięgają niezmierzenie szeroko. Dziękuję Ci, że mogę należeć do Ciebie. Amen.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz