Jezus powiedział:
„Beze Mnie nic uczynić nie możecie.” (J 15:5)
To zdanie może wydawać się przesadzone. Ktoś może przecież powiedzieć: „Jak to nic? Przecież do tej pory radziłem sobie bez Boga. Pracowałem, wychowywałem dzieci, prowadziłem firmę, pomagałem ludziom, podejmowałem decyzje. Wszystko jakoś robiłem bez Niego.”
I właśnie tutaj potrzebujemy zrozumieć, co Jezus ma na myśli.
Nie mówi, że człowiek bez Niego nie potrafi niczego zrobić w sensie fizycznym czy społecznym. Człowiek może żyć, pracować, budować, planować, a nawet czynić wiele rzeczy, które z zewnątrz wyglądają dobrze. Biblia jednak mówi, że bez Chrystusa nie możemy wydać owocu, który ma wartość przed Bogiem.
Możesz coś zrobić bez Chrystusa, ale nie możesz bez Chrystusa uczynić tego, do czego zostałeś stworzony — żyć dla Boga, podobać Mu się, kochać Go ponad wszystko i przynosić duchowy owoc.
To dlatego słowa Kalwina tak dobrze uzupełniają słowa Jezusa: nie ma w nas ani kropli prawdziwego dobra, którą moglibyśmy ostatecznie przypisać sobie. Jeśli pojawia się w nas dobro podobające się Bogu, jest ono owocem Jego łaski.
Nie możemy stanąć przed Bogiem i powiedzieć: „To osiągnąłem sam... to moja krwawica..”. Nawet dobro, które czynimy, jest możliwe dlatego, że Bóg wcześniej działał w nas swoją łaską.
A jednak pozostaje pytanie: co z naszymi niedoskonałymi uczynkami? Przecież nawet wtedy, gdy czynimy dobro, nasze motywacje bywają pomieszane, a nasze czyny niedoskonałe.
Tutaj objawia się piękno Ewangelii. Chrystus nie tylko przebacza nasze grzechy — On również okrywa nas swoją sprawiedliwością. Gdy stajemy przed Bogiem, nie jesteśmy przyjęci dlatego, że nasze życie jest wystarczająco dobre. Jesteśmy przyjęci w Chrystusie.
Kalwin pięknie to ujmuje, że niedoskonałość naszych uczynków zostaje przykryta doskonałością Chrystusa, a ich skażenie zostaje oczyszczone Jego czystością.
To oznacza, że chrześcijanin może służyć Bogu bez pychy, ale także bez rozpaczy.
Bez pychy — bo wszystko jest łaską.
Bez rozpaczy — bo nasze niedoskonałości nie są ostatnim słowem.
Dlatego dzisiaj, kiedy czynisz dobro, nie skupiaj się na swojej dobroci. Powiedz raczej: „Panie, dziękuję Ci, że nawet dobro, które we mnie widzisz, jest owocem Twojej łaski. Przyjmij je przez Chrystusa i dla Jego chwały”.
Wyobraź sobie gałązkę odciętą od winorośli. Może jeszcze przez chwilę wyglądać tak, jakby wszystko było w porządku. Liście nie uschną natychmiast. Można ją nawet postawić w pięknym miejscu. Ale nie będzie już czerpała życia z krzewu. Nie chodzi o to, że odcięta gałąź nie może przez chwilę „coś zrobić”. Chodzi o to, że nie może wydawać życia z siebie.
Tak samo człowiek może wiele osiągnąć bez świadomego polegania na Chrystusie. Ale nie może sam z siebie wydać owocu, który trwa na wieki.
Dlatego odpowiedzią na zdanie: „Przecież do tej pory jakoś sobie radziłem bez Niego” jest:
„OK. Ale pytanie NIE brzmi tylko: czy potrafisz żyć bez Chrystusa? Pytanie brzmi: czy potrafisz bez Chrystusa żyć życiem, które podoba się Bogu i przynosi owoc na wieczność?”
A wtedy słowa Jezusa stają się jasne:
„Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze Mnie nic uczynić nie możecie.” (J 15:5)
Jeszcze raz to podkreślmy... Ewangelia odbiera nam zarówno pychę, jak i rozpacz.
Pycha znika, ponieważ bez Chrystusa nic nie możemy.
Rozpacz znika, ponieważ w Chrystusie możemy przynosić owoc.
Nie chodzi więc o to, by powiedzieć: „Muszę bardziej się postarać”.
Chodzi o coś głębszego:
„Panie Jezu, bez Ciebie nic nie mogę. Dlatego chcę chodzić w Twoim Duchu, trwać w Tobie i Twoim Słowie.”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz