sobota, 3 stycznia 2026

Psalm 100 - Radosne Uwielbienie w Chrystusie

 


Psalm 100 - Radosne Uwielbienie w Chrystusie


Pomyśl o chwili, kiedy naprawdę czułeś głęboką, niewytłumaczalną radość – nie dlatego, że wszystko układało się po twojej myśli, ale dlatego, że nagle zobaczyłeś, kim jest Bóg dla ciebie osobiście. 


Właśnie taką radość chce w tobie wzbudzić Psalm 100. To nie jest tylko fajna pieśń dla kogoś innego, nie jest tylko starożytnym tekstem – to bezpośrednie wezwanie do twojego serca: wołaj radośnie, służ z weselem, przyjdź przed Jego oblicze.


W tradycji żydowskiej ten psalm był śpiewany w Świątyni przy składaniu ofiary dziękczynnej – człowiek, który doświadczył ocalenia, przychodził z chlebem i zwierzęciem, by publicznie podziękować Bogu za Jego dobroć wobec ludu Izraela. 


To była piękna, radosna służba w ramach przymierza. Ale ty i ja żyjemy po drugiej stronie Krzyża. Dla nas Jezus stał się tą ostateczną, raz na zawsze złożoną ofiarą dziękczynną. On nie tylko dziękował Bogu – On otworzył tobie i mnie drogę do samego serca Ojca.


Wołajcie radośnie na cześć Pana, wszystkie ziemie! Służcie Panu z weselem!  

Czy służysz Bogu z prawdziwą radością, czy raczej z poczucia obowiązku? 

Ja znam to uczucie – dni, kiedy modlitwa jest ciężka, uwielbienie mechaniczne, a serce szuka zadowolenia gdzie indziej: w pracy, w relacjach, w rzeczach te bawią. Ale kiedy przypominam sobie, że Jezus zdjął ze mnie ciężar grzechu, że już nie muszę zarabiać na miłość Boga – wtedy coś we mnie pęka i chce wołać. Nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że mogę. Bo On sam mnie zaprosił do siebie.


Wiedzcie, że Pan jest Bogiem! On nas uczynił, a nie my sami siebie; my jesteśmy Jego ludem i owcami Jego pastwiska.  

To zdanie trafia prosto w moje serce. Ileż razy próbowałem sam siebie „uczynić” – lepszym, silniejszym, bardziej wartościowym? 

Budowałem własne królestwo, aż w końcu wszystko się sypało. 

A On mówi: „To Ja cię uczyniłem. Należysz do Mnie. Jesteś Moją owieczką”. 

W żydowskiej interpretacji była to przede wszystkim obietnica dana Izraelowi. 

Dla nas dzisiaj to Jezus – Dobry Pasterz, który zna nas po imieniu, który oddał za mnie życie. 

Kiedy ta prawda dociera do nie, nie tylko do głowy, ale i do serca – rodzi się pokora i jednocześnie ogromna radość: należę do Niego. Nie przez moje wysiłki, ale przez Jego łaskę.


Wchodźcie w bramy Jego z dziękczynieniem, w Jego przedsionki z pieśnią chwały!  

Dawniej, by wejść do Bożej obecności, trzeba było przejść przez bramy Świątyni, złożyć ofiarę, być rytualnie czystym. 


Ja nigdy bym nie przeszedł tej próby. Ale Jezus jest nie tylko bramą dla owiec, On rozdarł zasłonę do miejsca najświętszego. Dziś mogę przyjść taki, jaki jestem – z moimi słabościami, zmęczeniem, grzechem – i Bóg mnie przyjmuje... w Chrystusie. Moja ofiara dziękczynna to już nie jakieś zwierzę, ale moje usta, moje życie, moje codzienne „dziękuję”. Nawet kiedy dzień jest trudny, nawet kiedy czuję się daleko – mogę wejść z wdzięcznością, bo On już wszystko przygotował, zapłacił i dopracował do ostatniego szczegółu.


Bo dobry jest Pan: na wieki Jego łaskawość, a wierność Jego po wszystkie pokolenia.  

Ta dobroć nie jest abstrakcyjna. Dla mnie objawiła się na Krzyżu. Kiedy patrzę na Jezusa, widzę, jak daleko posunął się Bóg, jak daleko poszedł, by mnie odzyskać. I wiem, że ta sama wierność będzie przy mnie jutro, za dziesięć lat, w dniu mojej śmierci i po drugiej stronie.


Psalm 100 pokazuje piękny kontrast: żydowska interpretacja widzi tu radosną służbę w Świątyni i nadzieję na przyszłego Mesjasza; my widzimy Mesjasza, który już przyszedł, który już wszystko wykonał i który dziś zaprasza mnie i ciebie osobiście do wyrażania rodości i wdzięczności w Jego obecności.


Przykład na koniec: Wyobraź sobie człowieka, który przez lata praktykował judaizm – codziennie recytował Psalm 100 w porannej modlitwie, dziękując Bogu za przymierze i opiekę nad Izraelem. Pewnego dnia, czytając Nowy Testament, natrafia na słowa Jezusa: 

- Ja jestem chlebem życia (J 6,35).

- Ja jestem światłością świata (J 8,12).

- Ja jestem bramą (J 10,9).

- Ja jestem dobrym pasterzem (J 10,11).

- Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem (J 11,25).

- Ja jestem drogą i prawdą, i życiem (J 14,6).

- Ja jestem prawdziwym krzewem winnym (J 15,1). 


Nagle wersety, które znał na pamięć, ożywają w nowy sposób. Owce pastwiska to nie tylko Izrael, ale wszyscy, którzy przychodzą przez Chrystusa. Bramy Świątyni stają się żywą drogą do Ojca. Radość, która kiedyś była związana z rytuałem, teraz płynie z osobistej relacji z Mesjaszem, który już złożył ostateczną ofiarę dziękczynną. Ten człowiek zaczyna wołać radośnie nie tylko w synagodze, ale w każdym momencie życia – bo wie, że dobroć Pana objawiła się w pełni na Golgocie i trwa na wieki.


Przyjdź dziś do Niego taki, jaki jesteś. Wołaj radośnie – nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że On już cię pokochał w Chrystusie. W Nim znajdziesz najgłębsze, najtrwalsze spełnienie swojego serca. Amen.


________

Dodatek:


Gdy Billy Graham miał 92 lata, zmagał się z chorobą Parkinsona. 

W styczniu, na miesiąc przed swoimi 93. urodzinami, władze miasta Charlotte w Karolinie Północnej zaprosiły swojego najsłynniejszego mieszkańca na uroczysty obiad wydany na jego cześć.

Początkowo Billy Graham wahał się, czy przyjąć zaproszenie — choroba coraz bardziej dawała mu się we znaki. Organizatorzy zapewnili jednak:

„Nie oczekujemy przemówienia. Chcemy jedynie, byś przyszedł i pozwolił nam okazać wdzięczność”.

Zgodził się więc.


Po wielu ciepłych słowach pod jego adresem, dr Graham podszedł do mównicy, spojrzał na zgromadzonych i powiedział:


„Przypomina mi się dzisiaj Albert Einstein — wybitny fizyk, którego magazyn Time uhonorował tytułem Człowieka Stulecia. Pewnego razu Einstein podróżował pociągiem z Princeton. Konduktor przechodził przez wagon, sprawdzając bilety pasażerów. Gdy dotarł do Einsteina, ten sięgnął do kieszeni kamizelki — biletu tam nie było. Sprawdził kieszenie spodni — też nic. Zajrzał do teczki, potem na siedzenie obok siebie. Bez skutku.

Konduktor powiedział wtedy:

— Panie profesorze, doskonale wiemy, kim pan jest. Jestem pewien, że kupił pan bilet. Proszę się nie martwić.

Einstein skinął głową z wdzięcznością. Konduktor ruszył dalej. Gdy miał przejść do następnego wagonu, odwrócił się i zobaczył wielkiego fizyka na kolanach, zaglądającego pod siedzenie.

Natychmiast wrócił i powiedział:

— Panie profesorze, naprawdę nie ma potrzeby. Wiem, kim pan jest. Bilet nie jest potrzebny.

Wtedy Einstein spojrzał na niego i odparł:

— Młody człowieku, ja również wiem, kim jestem. Nie wiem tylko… dokąd jadę”.


Po tej historii Billy Graham kontynuował:

„Spójrzcie na garnitur, który mam dziś na sobie. Jest zupełnie nowy. Moje dzieci i wnuki mówią, że na starość stałem się trochę niedbały, a kiedyś byłem bardziej pedantyczny. Kupiłem więc ten garnitur specjalnie na dzisiejszy obiad — i jeszcze na jedną okazję. 

Wiecie jaką? To garnitur, w którym zostanę pochowany.

Ale kiedy usłyszycie, że odszedłem, nie chcę, abyście zapamiętali tylko, co miałem na sobie. 

Chcę, abyście zapamiętali to jedno:

Nie tylko wiem, kim jestem. Wiem także, dokąd zmierzam”.


Pan Jezus zwraca się do swoich sług po zakończonej pracy:

- Wejdź do... radości Pana swego... sługo dobry...


Wejdź do radości Pana już dzisiaj, żeby zobaczyć jej wielki finał po opuszczeniu tego padołu łez...

Życie bez Boga jest jak niezaostrzony ołówek — nie ma sensu ani celu.

Oby każdy z nas żył taką pełną, sensowną radością już dziś, aby w chwili, gdy nasz bilet zostanie skasowany, nie musieć się zastanawiać, dokąd zmierzamy.




Brak komentarzy: