środa, 15 lipca 2026

Skupieni na priorytetach - „Pójdźmy gdzie indziej” – Mk 1:38


 

Skupieni na priorytetach

„Pójdźmy gdzie indziej”

„I rzekł im: Pójdźmy gdzie indziej, do pobliskich miasteczek, abym i tam kazał; bo po to przyszedłem.” (Marka 1:38)

Wyobraźmy sobie tę scenę.

Dzień wcześniej Pan Jezus uzdrowił wielu chorych w Kafarnaum. Wieść o Nim rozeszła się błyskawicznie. Tłumy napływały z każdej strony. Chorzy byli uzdrawiani, demony wypędzane, ludzie zachwyceni.

Po ludzku patrząc, Jezus osiągnął ogromny sukces.

Gdyby dzisiaj działał specjalista od marketingu, powiedziałby:

— „Panie, nie wyjeżdżaj stąd! To idealny moment. Ludzie cię kochają. Tłumy przychodzą. Zbuduj tutaj centrum swojej działalności.”

Tymczasem rano Jezus znika. Udaje się na miejsce odosobnione, aby się modlić (Mk 1:35).

Uczniowie szukają Go gorączkowo. Kiedy Go znajdują, mówią:

„Wszyscy Cię szukają!” (Mk 1:37).

To zdanie brzmi jak dobra wiadomość.

Wszyscy Cię szukają.
Wszyscy Cię potrzebują.
Wszyscy chcą, żebyś wrócił.

Ale odpowiedź Jezusa zaskakuje:

„Pójdźmy gdzie indziej.”

Sukces nie wyznaczał kierunku Jezusowi

To jedna z najbardziej niezwykłych cech Chrystusa.

On nie kierował się popularnością.

Nie pytał:

  • Gdzie jest największy tłum?

  • Gdzie będę najbardziej podziwiany?

  • Gdzie osiągnę największy rozgłos?

Pytał:

  • Jaka jest wola Ojca?

  • W jakim celu zostałem posłany?

Dlatego dodaje:

„Bo po to przyszedłem.”

Jezus miał jasność swojej misji.

Cuda były ważne.
Uzdrowienia były ważne.
Pomoc cierpiącym była ważna.

Ale nie były najważniejsze.

Najważniejsze było głoszenie Królestwa Bożego.

W Ewangelii Marka Jezus nie mówi: „Przyszedłem uzdrawiać”, lecz: „Przyszedłem głosić”.

Cuda miały wskazywać na Ewangelię. Nie mogły jej zastąpić.

Lekcja o priorytetach

Teologia biblijna zawsze podkreślała centralność Słowa Bożego.

Dlatego reformatorzy nie budowali życia Kościoła wokół emocji, widowisk czy doświadczeń, lecz wokół wiernego zwiastowania Ewangelii.

Dlaczego?

Ponieważ Jezus sam tak postępował.

Ciało może zostać uzdrowione, a później i tak umrze.

Można rozwiązać czyjś problem, a on nadal pozostanie oddzielony od Boga.

Można nakarmić tłumy, a one następnego dnia znów będą głodne.

Jedynie Ewangelia przynosi życie wieczne.

Jak pisał Jan Kalwin:

„Największym dobrem, jakie Chrystus przyniósł ludziom, nie jest zdrowie ciała, lecz pojednanie, uzdrowienie relacji z Bogiem.”

Nie wszystko, co pilne, jest najważniejsze

Uczniowie przyszli do Jezusa z pilną sprawą.

„Wszyscy Cię szukają!”

Brzmi rozsądnie.

Ale Jezus odróżniał rzeczy pilne od rzeczy najważniejszych.

To problem również naszego pokolenia.

Telefony dzwonią.
Powiadomienia przychodzą.
Ludzie czegoś potrzebują.
Obowiązki się mnożą.

Przez cały dzień możemy gasić pożary.

A wieczorem odkryć, że nie zrobiliśmy tego, do czego naprawdę powołał nas Bóg.

Są rodzice, którzy troszczą się o wszystko dla swoich dzieci oprócz ich duszy.

Są chrześcijanie, którzy znajdują czas na wiadomości, media społecznościowe i hobby, ale nie znajdują czasu na modlitwę i Biblię.

Są kościoły zajęte setkami działań, lecz zaniedbujące zwiastowanie Ewangelii.

Jezus przypomina: „Pójdźmy gdzie indziej.”

Innymi słowy: „Nie pozwól, aby presja ludzi odciągnęła cię od Bożego powołania.”

Modlitwa poprzedza właściwe priorytety

Nieprzypadkowo ten fragment zaczyna się od modlitwy Jezusa.

Najpierw samotność. Najpierw społeczność z Ojcem i modlitwa. 

Dopiero potem decyzje.

To właśnie podczas modlitwy Jezus odnawia świadomość swojej misji.

My często robimy odwrotnie.

Najpierw działamy.
Najpierw odpowiadamy na wszystkie oczekiwania.
Najpierw biegniemy za potrzebami.

A potem próbujemy znaleźć chwilę dla Boga.

Chrystus pokazuje lepszą drogę.

Priorytety rodzą się w obecności Ojca.

„Po to przyszedłem”

To zdanie warto usłyszeć osobiście.

Każdy wierzący powinien czasami zatrzymać się i zapytać:

— Do czego Bóg mnie powołał?
— Jakie są najważniejsze obowiązki mojego życia?
— Czy nie zamieniłem rzeczy wiecznych na pilne?
— Czy moje decyzje wynikają z Bożej woli czy z oczekiwań ludzi?

Największą tragedią nie jest porażka.

Największą tragedią jest sukces w rzeczach drugorzędnych przy zaniedbaniu rzeczy najważniejszych.

Jezus nie pozwolił, aby tłumy odciągnęły Go od misji Ojca.

I dlatego szedł dalej — od miasta do miasta, od wioski do wioski — głosząc dobrą nowinę, aż w końcu poszedł do Jerozolimy, na krzyż.

Tam najpełniej objawił swoje priorytety.

Nie szukał własnej chwały. Nie szukał wygody ani popularności.

Szedł drogą wyznaczoną przez Ojca.

A dziś wzywa swoich uczniów, by czynili to samo.

„Pójdźmy gdzie indziej” – czasem są to najtrudniejsze słowa posłuszeństwa, ale właśnie one prowadzą do życia, które naprawdę realizuje Boże powołanie.




Brak komentarzy: