Współczesna rozrywka worshipowa – złoty cielec
Cieszący się uznaniem teolog R.C. Sproul stwierdził niegdyś, że najbardziej ekscytujące nabożeństwo opisane na kartach Biblii odnajdujemy w trzydziestym drugim rozdziale Księgi Wyjścia. Teza ta może zdumiewać, jako że owa „posługa” była w rzeczywistości aktem buntu przeciwko Bogu, a nie czystym uwielbieniem.
Podczas gdy Mojżesz przebywał na górze, by rozmawiać z Bogiem i przyjąć boskie objawienie, Izraelici oddali się świętowaniu. Mieli powody do radości: Bóg niedawno wywiódł ich z niewoli faraona i bezpiecznie przeprowadził przez Morze Czerwone.
Wychodząc z Egiptu, otrzymali od swych ciemiężców dary ze złota. Jednak widok „nabożeństwa”, które rozegrało się u stóp góry, doprowadził Mojżesza do furii, sprawiając, że roztrzaskał tablice Prawa. Lud złamał pierwsze dwa przykazania, czcząc martwego, złotego cielca – przedmiot, który nie słyszał modlitw i nie mógł działać tak potężnie, jak Pan. Aaron uległ presji tłumu pragnącego czegoś ekscytującego, głośnego i lśniącego.
Zamienili Boga chwały na niemy, nieruchomy posąg; oddanie Wybawicielowi porzucili dla chwilowej euforii tańca i śpiewu.
Dlaczego Bóg zapłonął gniewem?
Incydenty takie jak ten pod górą Synaj, taniec proroków Baala (1 Król. 18) czy występy orkiestry Nabuchodonozora (Dan. 3) łączy jedno: były one odrażającym kłamstwem i bałwochwalstwem. Choć towarzyszyła im ekscytacja i „zabawa”, były godne pogardy.
Gniew Mojżesza odzwierciedlał święte oburzenie Boga, którego gniew „zapłonął”, gdyż lud szybko zboczył z wyznaczonej drogi. Izraelici zlekceważyli fakt, że to Bóg określa sposób, w jaki chce być czczony: wyznacza dzień, miejsce, ofiary i sługi.
Współczesny Kościół często ocenia jakość nabożeństwa przez pryzmat ludzkich preferencji, a nie Bożych standardów. Wiele wspólnot i całych denominacji „wymyśla” formy kultu, które – jak sądzą – Bóg mógłby zaakceptować, a które są dla nich samych atrakcyjne i przyjemne. Choć przepełnione energią i szczerością, nabożeństwa te opierają się na efektach, których Pismo nie nakazuje: światłach, laserach czy dramaturgii.
Jeśli forma uwielbienia nie jest nakazana w Biblii, nie powinniśmy jej stosować, bez względu na jej atrakcyjność dla zmysłów. Standardem nie jest to, co przyciągnie niewiernych, lecz to, czego wymaga od nas Bóg, który sam najlepiej wie, co Mu się podoba.
„Worshiptainment” – Złoty cielec dzisiejszych czasów
Zjawisko to można określić mianem worshiptainmentu – terminem powstałym z połączenia słów „uwielbienie” (worship) oraz „rozrywka” (entertainment). Współcześni liderzy próbują nas przekonać, że solidna dawka rozrywki sprawi, iż wiara stanie się bardziej przystępna i atrakcyjna. Zakłada się, że tradycyjne nabożeństwo jest nudne i przestarzałe, więc należy je „uatrakcyjnić”.
W efekcie kościelne sceny przypominają studia programów typu Mam Talent, narteksy (przedsionki) wyglądają jak kawiarnie Starbucks, a liderzy uwielbienia upodabniają się do uczestników Idola. Usuwa się Biblie i śpiewniki, a w ich miejsce wprowadza profesjonalne klipy wideo, maszyny do dymu, stroboskopy i lasery.
Wszystko to ma służyć zadowoleniu tzw. „poszukujących”, choć w rzeczywistości schlebia niedojrzałości wiernych. Aby zrobić miejsce dla rozrywki, wycina się elementy kluczowe: publiczne wyznanie grzechów, czytanie Pisma Świętego czy modlitwy za prześladowany Kościół. Kazania ekspozycyjne zastępuje się cyklami łagodnych „pogadanek”, które nie mają już w sobie proroczej mocy Boźego Słowa.
Powrót do fundamentów
W niniejszej publikacji poddamy analizie kilka kategorii, które uległy korozji przez naszą żądzę rozrywki:
- Zwiastowanie Słowa Bożego – jak jest realizowane, a jak być powinno.
- Muzyka kościelna – która stała się centrum sporów, wykraczając daleko poza dawne debaty o hymnach i pieśniach.
- Liturgia – czyli sama struktura nabożeństwa.
- Sakramenty – chrzest i Wieczerza Pańska, które w swej prostocie ukazują Ewangelię lepiej niż maszyny do dymu.
- Liderzy – kogo decydujemy się naśladować i ordynować.
Autor nie kryje swoich przekonań – wyrastają one z teologii reformowanej i praktyki prezbiteriańskiej. Celem nie jest zachowanie tradycji dla niej samej, lecz wezwanie do czystszej formy biblijnego uwielbienia, które raduje serce Boga, a nie zaspokaja zmienne gusta ludzi.
Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie: czy nie przyczyniamy się do odlewania złotego cielca worshiptainmentu, domagając się go od swoich pasterzy?.
Najwyższym celem jest chwała Boża i oddawanie Mu czci „w duchu i w prawdzie” (J 4,24). Jeśli w wyniku tej lektury nasze „złote cielce” zostaną rozbite i starte na proch, niech Bóg będzie uwielbiony, a nasz kult lepiej odzwierciedla Jego wielkość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz