Jana 4:48–50
W rozdziałach 3–4 Ewangelii Jana Jezus podróżuje z Jerozolimy przez Samarię do Galilei. Każde z tych miejsc naznaczone jest spotkaniem, które pozwala nam lepiej poznać Jego osobę i moc: spotkanie z żydowskim przywódcą Nikodemem, wielokrotnie zamężną Samarytanką i zdesperowanym ojcem.
W rozdziale 4 Ewangelii Jana Jezus spotyka szlachcica z Kafarnaum. Będąc urzędnikiem w małym galilejskim miasteczku, szlachcic ten z pewnością słyszał o tym, jak Jezus zamienił wodę w wino podczas wesela w Kanie. Teraz jednak wino i wesela były ostatnią rzeczą, o której myślał ten człowiek. Jego syn był bliski śmierci, więc ojciec błagał Jezusa, aby szybko przyszedł i uratował jego dziecko.
Wiele lat temu mój syn prawie umarł. Byłem przy nim na oddziale ratunkowym przez cały ten bolesny czas. Sekundy wydawały się minutami, a minuty upływały jak godziny, zanim udało mu się przeżyć. Dlatego doskonale rozumiem instynktowną, desperacką i niecierpliwą prośbę, z jaką ten ojciec zwrócił się do Jezusa.
Jezus rzekł do niego: „Jeśli nie ujrzysz znaków i cudów, nie uwierzysz”. Urzędnik odpowiedział: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”. Jezus rzekł do niego: „Idź, syn twój będzie żył”. Człowiek uwierzył słowu, które Jezus mu powiedział, i poszedł swoją drogą (wersety 48–50).
Szlachcic nie mógł zadzwonić do domu i sprawdzić, jak czuje się jego syn, i nie widział żadnej zmiany sytuacji; musiał działać w oparciu o wiarę, a nie o to, co widział. Ojciec dwukrotnie prosił Jezusa, aby poszedł z nim do jego domu, ale Pan nie zrobił tego, o co go proszono. Zrobił jednak coś znacznie lepszego.
Szlachcic wkrótce przekonał się, że autorytet i miłosierdzie Jezusa nie są ograniczone przestrzenią ani czasem, co skłoniło go nie tylko do uwierzenia, że Jezus uzdrowi jego syna, ale także do uwierzenia w Jezusa: „On sam uwierzył, i cała jego rodzina” (w. 53). Chociaż Chrystus nie przyszedł fizycznie do jego domu, mężczyzna był posłuszny słowu Jezusa, widział Jego dzieło i czuł Jego obecność. To zmieniło go na zawsze.
Świadomość, że Bóg jest Bogiem, a my nie, daje nam zarówno poczucie komfortu, jak i pewności w modlitwie. Gdyby Bóg po prostu zawsze odpowiadał na nasze modlitwy zgodnie z naszymi upodobaniami i w wybranym przez nas czasie, byłby jedynie bogiem stworzonym na nasze podobieństwo.
Jednak suwerenna moc i czas Boga oraz Jego niezachwiana miłość idą w parze z otwartym zaproszeniem dla Jego dzieci, aby Go wzywały. Nawet w trudnych okolicznościach i bolesnej ciszy możemy wierzyć Jego słowom i podążać swoją drogą, ufając Temu, „który nie oszczędził własnego Syna, ale Go za nas wszystkich wydał”, ponieważ „jakże miałby nam wraz z Nim nie darować wszystkiego?”. (Rz 8:32).
Ta perspektywa skoncentrowana na krzyżu sprawiła, że pionier misjonarski Hudson Taylor mógł przypominać swoim współpracownikom w obliczu wszelkiego rodzaju prób: „Tak często byliśmy rozczarowani, że nie możemy być pewni niczego, z wyjątkiem pomocy i obecności Boga, których On nigdy nam nie odmówi”.




