niedziela, 1 lutego 2026

Łukasza 8 Sekretny dotyk | Matthew Henry



„Dotknąć i zniknąć” — historia jednej wiary


Tłum był gęsty. Ludzie napierali, wołali, popychali się nawzajem. Jezus szedł powoli, a każdy chciał być jak najbliżej.

A ona…

ona nie chciała być blisko.

Ona chciała być niewidzialna.


„Tylko dotknę… tylko rąbek. 

Nie twarz. 

Nie spojrzenie. 

Nie słowa. 

Tylko skraj szaty.”


Dwanaście lat krwotoku.

Dwanaście lat bólu.

Dwanaście lat lekarzy, obietnic i rachunków.

Portfel pusty. Ciało wyczerpane. Dusza zawstydzona.

— Nie mogę mówić o tym głośno — powtarzała w myślach.

— Nie dziś. Nie przy wszystkich. Nie takiej sprawy.

Tłum był jej schronieniem. Paradoksalnie: im więcej ludzi, tym większa nadzieja, że nikt jej nie zauważy.


„Jeśli On jest tym, za kogo Go uważają…

jeśli w Nim naprawdę jest życie…

to wystarczy rąbek.”


I wystarczyło.


Dotyk, który zmienia wszystko

W jednej chwili poczuła, że coś się skończyło.

Jakby ciało westchnęło po raz pierwszy od lat.


„To… to już?”

„Czy naprawdę?”


W tym samym momencie Jezus się zatrzymał.

— „Kto Mnie dotknął?”

Uczniowie spojrzeli po sobie z niedowierzaniem.

— Panie… wszyscy Cię dotykają. Tłum Cię napiera.

Ale On nie pytał z irytacją.

Nie pytał ze znużeniem.

Pytał z radością.

— „Moc wyszła ze Mnie.”

Jakby mówił: „Stało się coś pięknego.”

Nie był osłabiony.

Nie był okradziony.

Był jak źródło, które cieszy się, że ktoś wreszcie przyszedł napić się wody.

Sekret wychodzi na światło

Ona wiedziała, że nie ucieknie.

Drżała.

Nie dlatego, że przestała wierzyć.

Ale dlatego, że prawdziwa wiara często drży, gdy staje w świetle.

Upadła przed Nim.

— „Panie… to ja. Dotknęłam Cię. Bo wierzyłam, że jeśli tylko dotknę… będę zdrowa. I stało się.”

I opowiedziała wszystko.

Przy wszystkich.

To, czego nie mówiła przez dwanaście lat.


Czy zauważyłeś?

Chrystus nie pozwala jej odejść tylko z uzdrowionym ciałem.

On chce uleczyć także jej wstyd.

Potwierdzenie Wielkiego Lekarza

Jezus nie zawstydza.

Nie gani.

Nie demaskuje.

— „Córko…”

Jedno słowo, które mówi: „Należysz.”

— „Bądź dobrej myśli. Twoja wiara cię uzdrowiła. Idź w pokoju.”

Jakby mówił:

„To, co przyszło do ciebie potajemnie, teraz potwierdzam publicznie.”

„To, co otrzymałaś w tłumie, zabezpieczam na wieczność.”

Tak — uzdrowienie przyszło ukradkiem.

Ale nie było kradzieżą.

Było wiarą, która sięgnęła po Chrystusa.


Pytania, które trzeba sobie zadać 


  • Ilu z nas chce tylko „dotknąć i zniknąć”?
  • Ilu liczy na łaskę, ale bez spotkania?
  • Ilu chce uzdrowienia, ale bez wyznania, bez światła, bez relacji?


A jednak Chrystus wciąż pozwala się dotknąć.

I wciąż mówi: „Moc wyszła ze Mnie” — nie ze stratą, lecz z radością.


Bo jest tryskającym źródłem.

I nie żałuje swojej mocy nawet najbardziej poranionym.


Jeśli dziś jesteś w tłumie — dotknij.

Ale nie uciekaj.

On nie tylko uzdrawia.

On woła po imieniu.











Brak komentarzy: