Zachęta do miłości i dobrych uczynków
Hbr 10:24–25
„Baczmy jedni na drugich, aby się pobudzać do miłości i dobrych uczynków; nie opuszczając wspólnych zgromadzeń naszych, jak to u niektórych jest w zwyczaju, lecz napominając się nawzajem, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża.”
Chrześcijaństwo ma dwa wymiary: osobisty i wspólnotowy.
Z jednej strony nikt nie zostanie zbawiony „na czyjejś wierze”. Nie wchodzimy do Królestwa na plecach rodziców, małżonka czy pastora. Ewangelia Jana 3:16 mówi dosłownie: „ten, kto wierzy”. Wiara jest osobista. To ja muszę uchwycić się Chrystusa.
Ale z drugiej strony — gdy Bóg mnie zbawia, nie pozostawia mnie jako samotnej wyspy. Włączając mnie w Chrystusa, włącza mnie w Jego ciało. List do Efezjan 3:6 i List do Filipian 2:5–11 pokazują, że jesteśmy współdziedzicami, jednym ludem, wezwanym do wzajemnej pokory i troski. Łaska indywidualnie otrzymana wprowadza nas do wspólnoty.
Autor List do Hebrajczyków najpierw wzywa: zbliżaj się do Boga, trzymaj się wyznania, ufaj krwi Chrystusa (10:19–23). A potem mówi: spójrz wokół siebie. „Baczmy jedni na drugich”.
To niezwykle mocne słowo. Nie chodzi o bierne bycie obok siebie w ławce. Chodzi o uważność. O duchowe zainteresowanie. O celowe myślenie: jak mogę rozpalić w bracie miłość do Chrystusa? Jak mogę w siostrze obudzić odwagę do dobrych uczynków?
Chrześcijaństwo to nie prywatna duchowość zamknięta w czterech ścianach. Jesteśmy stworzeni do wspólnoty. Już na kartach Księga Nehemiasza 4 widzimy, że mur Jerozolimy nie powstał dzięki samotnym bohaterom. Budowali ramię w ramię — jeden z mieczem, drugi z kielnią. Gdy przyszło zagrożenie, wspólnota była tarczą.
Bez wspólnoty nasze serce stygnie. Zaczynamy przejmować rytm świata. Jeśli przez tydzień karmią nas wyłącznie media, praca, presja sukcesu i kultura samozadowolenia — a nie ma nikogo, kto przypomni nam wielkość Chrystusa — to powoli zaczynamy myśleć jak świat, pragnąć jak świat i lękać się jak świat.
Dlatego Psalmista woła w Psalm 133: „O jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!”. To nie jest romantyczny obrazek. To duchowa konieczność.
Autor Hebrajczyków dodaje coś jeszcze: „tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża”. Im bliżej powrotu Chrystusa, tym większa presja. Tym większe zmęczenie. Tym większa pokusa wycofania się. Właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy siebie nawzajem.
W List do Rzymian 1:11–12 Paweł mówi, że pragnie zobaczyć wierzących, aby „doznać wspólnej pociechy przez wiarę — waszą i moją”. Nawet apostoł potrzebował zachęty. A w List do Hebrajczyków 3:13 czytamy: „Napominajcie jedni drugich każdego dnia”. Każdego dnia — bo grzech oszukuje każdego dnia.
_______________________
Nie możemy iść samotnie. To pycha mówi: „Wystarczy mi moja osobista relacja z Bogiem”. To złudzenie. Bóg postanowił umacniać nas przez innych wierzących.
Jeśli nie jesteśmy zachęcani — osłabniemy.
Jeśli nie zachęcamy innych — zubożamy ciało Chrystusa.
Kościół to nie opcjonalny dodatek do wiary. To środowisko, w którym wiara oddycha.
Pytania do serca:
- Czy jestem obecny we wspólnocie tylko fizycznie, czy duchowo uważny na innych?
- Kogo w ostatnim tygodniu zachęciłem do miłości i dobrych uczynków?
- Czy moje nieobecności wynikają z konieczności — czy z duchowej oziębłości?
Nie zaniedbujmy wspólnych zgromadzeń.
Spotykajmy się.
Módlmy się razem.
Przypominajmy sobie nawzajem, że Jezus jest większy niż świat.
Bo dzień się przybliża.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz