Potrzeba krzyża – gdy sprawiedliwość spotyka miłosierdzie
Abraham nie prowadzi tej rozmowy z Bogiem z dystansu. Stoi przed Nim jako człowiek obietnicy. Dopiero co usłyszał, że z jego potomstwa powstanie wielki naród, że przez niego będą błogosławione wszystkie ludy ziemi. Zna Boga jako wiernego, łaskawego i bliskiego. A teraz ten sam Bóg objawia mu zamiar zniszczenia Sodomy i Gomory.
To nie jest teologiczna debata przy stole. To moment głębokiego napięcia duchowego.
Abraham wie, jak zepsute są te miasta. Wie też, że Bóg jest święty. A jednak pojawia się pytanie, które nie daje mu spokoju: czy sprawiedliwość Boża może pochłonąć także sprawiedliwych? Czy sąd nie zmiecie razem winnych i niewinnych?
Dlatego Abraham zaczyna się targować. Nie zuchwale, lecz z drżeniem. Każde kolejne pytanie wypowiada coraz ciszej, jakby sprawdzał granice własnej odwagi. Nie broni Sodomy — broni charakteru Boga, którego poznał.
I wtedy pada zdanie, które odsłania serce całej historii:
„Czyż Ten, który jest sędzią całej ziemi, nie postąpi sprawiedliwie?” (Rdz 18:25)
To nie jest próba poprawiania Boga. To akt wiary. Abraham zakłada, że Bóg musi być wierny samemu sobie, nawet jeśli konsekwencje Jego sprawiedliwości są przerażające.
2. Sprawiedliwość Boga – problem czy nadzieja?
Pismo Święte nie pozostawia wątpliwości: Bóg jest doskonale sprawiedliwy.
„Wszystkie Jego drogi są sprawiedliwe” (Pwt 32:4).
Nie uniewinnia bezbożnych (Wj 23:7).
A my wszyscy zgrzeszyliśmy (Rz 3:23).
To stawia nas w dramatycznej sytuacji. Jeśli Bóg jest naprawdę sprawiedliwy, nie może po prostu „przymknąć oka” na grzech. Gdyby to zrobił, zaprzeczyłby własnej naturze. Sprawiedliwość wymaga, by zło zostało osądzone.
I właśnie tutaj rodzi się największy problem Ewangelii:
Jak Bóg może być sprawiedliwy i jednocześnie zbawić winnych?
Gdyby Biblia mówiła tylko o sprawiedliwości, nasz los byłby przesądzony. Ale objawia nam także Boga miłosiernego. I nie jest to miłosierdzie kosztem sprawiedliwości, lecz miłosierdzie, które spełnia jej wymagania.
3. Krzyż – jedyna odpowiedź na pytanie Abrahama
Abraham nie zna jeszcze tej odpowiedzi w pełni. Widzi jedynie cień przyszłego rozwiązania. My znamy je po imieniu: krzyż Chrystusa.
Na krzyżu Bóg nie oszczędza grzechu — osądza go. Ale nie niszczy grzesznika — bierze karę na siebie. Sprawiedliwość zostaje w pełni zaspokojona, a miłosierdzie w pełni objawione.
Krzyż jest dowodem, że Sędzia całej ziemi zawsze postępuje sprawiedliwie. I właśnie dlatego możemy Mu zaufać.
To nie jest tanie przebaczenie. To nie jest „pokój, pokój”, gdy pokoju nie ma. To zbawienie, które kosztowało Boga wszystko.
4. Zastosowanie – życie w cieniu krzyża
Po pierwsze: krzyż demaskuje naszą iluzję bycia „w porządku”.
Jeśli zbawienie wymagało śmierci Syna Bożego, to znaczy, że nasz grzech jest znacznie poważniejszy, niż chcemy przyznać. Krzyż niszczy duchową pychę i wygodne chrześcijaństwo bez pokuty.
Po drugie: krzyż uwalnia nas od lęku przed sądem.
Jak pisał Keller, Ewangelia mówi jednocześnie dwie rzeczy: jesteś bardziej grzeszny, niż sądziłeś, i bardziej kochany, niż kiedykolwiek miałeś odwagę wierzyć. Jeśli sprawiedliwość została już wypełniona w Chrystusie, nie musimy żyć w ciągłym strachu przed potępieniem.
Po trzecie: krzyż staje się źródłem naszej radości w Bogu.
W duchu Johna Pipera: Bóg jest najbardziej uwielbiony w nas wtedy, gdy jesteśmy najbardziej zadowoleni w Nim. A nic nie rozpala tej radości bardziej niż świadomość, że sprawiedliwy Bóg stał się naszym Zbawicielem.
Po czwarte: krzyż kształtuje naszą codzienną wierność.
Jeśli Bóg nie ominął „trudnej drogi”, nie obiecuje nam życia bez kosztu. Prawdziwe uczniostwo oznacza zaparcie się siebie, rezygnację z wygodnego kompromisu i gotowość do posłuszeństwa nawet wtedy, gdy jest ono niewygodne.
Krzyż nie tylko zbawia — krzyż wychowuje.
Uczy nas ufać Bogu wtedy, gdy Jego drogi są dla nas niezrozumiałe.
I pozwala nam z przekonaniem powtarzać za Abrahamem:
Sędzia całej ziemi zawsze postąpi sprawiedliwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz