wtorek, 13 grudnia 2016

Alzheimer, mózg i dusza



desiringGod.org


Na początku tego roku, World Magazine opublikował krótką aktualizację na temat życia Elisabeth Elliot, chrześcijańskiej kobiety powszechnie szanowanej za jej ofiarność w globalnej misji. W następną niedzielę skończy 88 lat.

Elisabeth jest dobrze znaną żoną Jima Elliota, misjonarza męczennika we wschodnim Ekwadorze (zginął w styczniu 1956). Po jego śmierci, Elizabeth pozostała w Ekwadorze jako misjonarka, usługująca tym samych ludziom, którzy zabili jej męża. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych uruchomiła imponującą służbę słowa mówionego i pisanego. W 1969 wyszła za mąż ponownie. Jej drugi mąż zmarł na raka zaledwie cztery lata później. W 1977 roku wyszła za mąż za jej obecnego męża, Larsa Grena.

Reporter Tiffany Owens udał się do Massachusetts, aby spotkać się z Elizabeth i Larsem, a następnie podzielić się relacją z tego spotkania w World Magazine:

Lars poprowadził mnie ciemnawym korytarzem do prostego, wspaniale oświetlonego pokoju. Okna sięgające od podłogi do sufitu wyglądały na Ocean Atlantycki. Zgrabna, starsza pani ubrana w czarne spodnie i kwiecistą koszulę – włosy zwinięte w kok – usiadła przy kominku. „Mamy gościa dzisiaj” powiedział Lars, pochylając się, by dotknąć jej dłoni.
Jego żona, Elisabeth Elliot, pokiwał głową, ale nie odpowiedziała.
Od momentu pojawienia się demencji, około dziesięć lat temu, bestsellerowa i powszechnie znana chrześcijańska autorka komunikuje się głównie za pośrednictwem drobnych gestów i mimiki. Na wszystko inne, jest Lars Gren, jej mąż od 36 lat. On i dwóch opiekunów pomagają jej w załatwianiu codziennych potrzeb…

Elizabeth przestała wygłaszać przemówienia w 2004 roku, w miarę jak jej zdrowie zaczęło się pogarszać.
Lars mówi, że Elizabeth poradziła sobie z demencją tak, jak ze śmiercią swoich mężów. „Przyjęła te rzeczy, wiedząc, że nie były one zaskoczeniem dla Boga”. „To było coś, czego wolałaby nie doświadczać, ale zaakceptowała to”.

Słysząc te słowa, Elizabeth podniosła wzrok i skinęła głową. Jej oczy były wyraźne i mocne. Wtedy odezwała się po raz pierwszy podczas tego dwugodzinnego wywiadu, potakując energicznie: „Tak”.

Życie Elisabeth Elliot przypomina nam o tym, że służba jest najlepiej wykonana w cieniu cierpienia, a nie w jego nieobecności. Tak samo jest z osobistą dojrzałością. „Wiele zgonów musimy przejść do osiągnięcia naszej dojrzałości w Chrystusie, wiele trzeba z rąk wypuścić”, pisała lata temu, a demencja jest teraz dla niej kolejnym krokiem codziennego wypuszczania sznurka z ręki.

Ale to, co intryguje mnie tutaj, to jej energiczne potaknięcie – to „Tak” – z głębi swej istoty. Przy tych wszystkich zmianach na gorsze w jej mózgu, w ciągu ostatniej dekady, nic nie zgasiło jej wiary.

Dlaczego?!

Dlaczego, w tym momencie, w którym może ona świadczyć o Bożej dobroci,.. dlaczego jej oczy rozjaśniają się, jej siła się odnawia, a jej serce przemawia? Innymi słowy, w jaki sposób solidna wiara przetrwa mimo nagłego pogorszenia w mózgu?

Poprosiłem doktora Benjamina Mast’a, licencjonowanego psychologa klinicznego, certyfikowanego geropsychologa, profesora nadzwyczajnego i wiceprzewodniczącego na Wydziale Nauk Psychologicznych i Mózgu na Uniwersytecie w Louisville (Psychological & Brain Sciences). Służy również jako starszy kościoła w Sojourn Community Church, a niedawno opisał swoje doświadczenie i wiedzę w swojej nowej książce, (Second Forgetting: Remembering the Power of the Gospel in Alzheimer’s Disease), Drugie Zapomnienie: Pamiętając o mocy Ewangelii w chorobie Alzheimera, opublikowanej przez Zondervan.

Poniżej znajduje się lekko edytowany zapis części naszej rozmowy.

Doktorze Mast, dziękuję za poświęcony czas. Co wiemy na temat tej tajemniczej choroby, która niszczy mózg?

Choroba Alzheimera jest postępującym stanem neurologicznym. Oznacza to, że jest to choroba, która rozpoczyna się w mózgu, w konkretnym, małym obszarze mózgu, a następnie rozprzestrzenia się na wskroś. Postępujący charakter oznacza, że robi się coraz gorzej. Nauka na obecnym etapie stwierdza, że nic nie może ani zmienić, ani zatrzymać tego procesu chorobowego.

Choroba Alzheimera charakteryzuje się bardzo mikroskopijnymi zmianami w mózgu, są tak małe, że nie da się ich zaobserwować na standardowym skanowaniu mózgu. Rozpoczyna się ona w określonym regionie mózgu, w płacie skroniowym, który jest odpowiedzialny za aspekty naszej pamięci. Stamtąd rozciąga się do ciemieniowych oraz czołowych płatów. W miarę postępu, odbiera coraz więcej zdolności danej osoby, jej pamięć, jej zdolność do poruszania się we własnym otoczeniu. W pewnym sensie, wydaje się nawet okradać nas z aspektów naszej osobowości, z tego, kim jesteśmy.

Jest to choroba wyniszczająca dla wielu ludzi; towarzyszy jej wielki strach.
Inną trudnością jest rosnąca częstość występowania tej choroby w naszym społeczeństwie. Szacuje się, że około 5 milionów osób w Stanach Zjednoczonych cierpi obecnie na chorobę Alzheimera. Przewiduje się, że do 2030 roku liczba ta co najmniej potroi się. Więc jest to coraz większy problem, problem, którym naprawdę musimy się zająć.

To są zdumiewające statystyki. Jeśli chodzi o te 5 milionów, czy możemy się wczuć, czy wiemy jak to jest żyć z chorobą Alzheimera? Czy istnieje powszechne odczucie wśród poszkodowanych?

Jedną z rzeczy, które możemy powiedzieć o chorobie Alzheimera i ludziach, którzy żyją z nią jest to: jeśli spotkałeś jedną z osób z chorobą Alzheimera, to spotkałeś naprawdę tylko jedną osobę. To oznacza, że ludzie mają różnorodne doświadczenia. Poznasz jedną osobę i możesz odnieść wrażenie, że oni są bardzo zadowoleni. Już inna osoba może czuć się jak na torturach.

Niektóre z typowych rzeczy, o których słyszę jak ludzie mówią, to odczucie samotności, strachu, zamieszania i dezorientacji.

Sposób, w jaki pamięć jest początkowo dotknięta chorobą Alzheimera, dotyczy ostatnich i nowych informacji. Każdy z nas, żeby pamiętać, co mówi teraz, musi przekształcić swoją rozmowę w pamięć długotrwałą. To musi być „zmagazynowane”. A ludzie z chorobą Alzheimera mają z tym wielkie trudności. Tak więc, w pewnym sensie, kiedy chodzą wokół swoich codziennych zajęć, wiele z tego co odczuwają w danym momencie szybko ulega zapomnieniu. Wyobraź sobie, że nie pamiętasz co wydarzyło się wcześniej w ciągu dnia, lub co się stało wczoraj, albo co ludzie ciągle próbują ci powiedzieć. Poczucie dezorientacji musi być bardzo duże.

Kiedy usługujesz komuś z chorobą Alzheimera, pomóż pociągnąć je z powrotem do przypomnienia im o Bogu.

W chorobie Alzheimera jest pewien poziom niepoznawalności. Oznacza to, że możemy znać pewne rzeczy o tym, co odczuwają i możemy rozmawiać z ludźmi, ale nie możemy w pełni zrozumieć, jak to jest żyć z chorobą Alzheimera. Nie rozumiemy w pełni, dopóki nie doświadczymy tego na sobie. I, niestety, kiedy już tego doświadczymy, nasza zdolność do skomunikowania tego doświadczenia znacznie się zmniejsza. Tak oto stajemy w trudnej sytuacji usiłowania okazywania miłości ludziom poprzez zrozumienie ich. Ale istnieją ograniczenia dotyczące tego, do czego będziemy w stanie uzyskać dostęp pod względem ich wewnętrznego doświadczenia.

Jesteś zarówno geropsychologiem i starszym w lokalnym kościele. W swojej książce dodajesz nieoceniony wymiar duszpasterski na ten temat. Moje najważniejsze pytanie do ciebie: Jak Alzheimer wpływa na życie duchowe odrodzonych chrześcijan? Jakie wyzwania rzuca? Czy ta choroba zmienia, a nawet osłabia, osobistą wiarę w Chrystusa?

„Jakie dyscypliny duchowe będą dla mnie na tyle regularne, że ‘przykleją się’ do mnie nawet gdy znajdę się w głębokim zapomnieniu?”

To pytanie jest zadawane nierzadko. Jeśli dana osoba była wierna Chrystusowi przez całe życie, a teraz cierpi na chorobę Alzheimera, co to będzie oznaczać dla niej pod względem jej drogi wiary i pamiętania o Bogu? Powtórzę, doświadczenia poszczególnych osób są bardzo różne.

Niektórzy ludzie dalej trzymają się wiary i są zaangażowani w praktykowanie jej. Poznałem pewnego człowieka, emerytowany pastor z chorobą Alzheimera, nadal odwiedzał chorych w szpitalu razem ze swoim synem. Jego syn brał go do szpitala, tego człowieka z chorobą Alzheimera, a on modlił się o innych ludzi, którzy byli chorzy i oferował im słowa zachęty. Najwyraźniej wciąż chodził wierze, tak jak to robił zawsze.

Pewna kobieta, którą badałem w celu ustalenia czy miała chorobę Alzheimera poprosiła, aby zatrzymał badanie. Dawałem jej różne testy pamięci, a ona przerwała i powiedziała mi: „Moja pamięć jest wystarczająco dobra do tego, co muszę zrobić”. Zapytałem jej trochę więcej o jej codzienne zwyczaje. Mieszkała w domu opieki, codziennie rano wstawała i udawała się do kaplicy, siadała, modliła się i czytała Pismo, potem wracała z powrotem do swojego pokoju. W pewnym sensie mówiła mi: „Pamiętam wystarczy dużo, żeby wiedzieć, co chcę robić każdego dnia”. Pamiętała o Bogu, nawet jeśli czasem wracając do swojego pokoju gubiła drogę.

Ale inni ludzie mają odmienne doświadczenia. Wydaje się, że droga wiary staje się dla nich o wiele trudniejsza, a oni wydają się być mniej skłonni do praktykowania jej. A to rodzi pytanie o pamięć i wiarę, i jak te dwie rzeczy idą w parze.

Kiedy mówimy o wierze w Boga, czy mówimy o pamiętaniu go? Czy mówimy o pamiętaniu, co zrobił w naszym życiu osobistym, a co zrobił w ogóle przez swego Syna Jezusa? Czy to chodzi o choć częściowe pamiętanie o Jego obecności przy nas, i pamiętanie, co obiecał nam w przyszłości? I tak, nawet w przypadku ludzi z Alzheimerem, których wiara wydaje się być słabsza czy mniej wyrazista, istnieją sposoby, dzięki którym możemy usługiwać im i wyciągać ich z powrotem do pamiętania Pana, pomimo ich poważnych problemów z zapominaniem.

Biorąc pod uwagę, że każde doświadczenie jest inne, czy są jakieś zwyczajne działania, które chrześcijanie mogą podjąć w duchowych dziedzinach, (uczenie się Biblii na pamięć, uczęszczanie do kościoła, śpiew hymnów, itp.), które by przygotowały nas do stawienia czoła chorobie Alzheimera? Jakieś narzędzia czy zwyczaje, które pomogą nam duchowo przetrwać?

Ta kwestia stała się dla mnie bardzo osobista w miarę jak pisałem moją książkę. Spędziłem sporo czasu na rozmowach z rodzinami i osobami, które zostały dotknięte. Byłem pod wielkim wrażeniem, w jaki sposób ci ludzie trzymają się swojej wiary pomimo bardzo trudnej sytuacji. Zobaczyłbyś ich angażujących się w uczynki wiary i praktyki religijne, nawet jeśli wszystkie inne rzeczy wokół nich zdawały się wymykać spod kontroli.

Dlatego pomyślałem sobie, wiesz, gdyby u mnie miała rozwinąć się choroba Alzheimera, chciałbym tak wyglądać jak oni, i chciałbym trzymać się takich praktyk w moim życiu. Ale potem pomyślałem: nie będę miał tych zachowań w chorobie Alzheimera, jeśli nie mam ich teraz. Rytm wiary, chcę, potrzebuję  go mieć w moim życiu teraz. Jakie duchowe dyscypliny są na tyle regularne w moim, że będą one „trzymały” się mnie, nawet gdy popadnę w głębokie zapomnienie?

W świecie badań choroby Alzheimera nazwalibyśmy tą duchową dyscyplinę wspomnieniami proceduralnymi i emocjonalnymi.

Powiedziałem wcześniej, że ludzie mają poważny problem z zapominaniem nowych informacji. Ale istnieją aspekty naszej pamięci, które są tak dobrze „znoszone”, tak „nawykowe”, że stają się tym, co nazywamy pamięcią proceduralną. Więc to nie jest rzadkością, aby zobaczyć kogoś, nawet w zamkniętym zakładzie opieki (z powodu pamięci) , którzy wydają się jakby byli zupełnie nieświadomi tego, co się dzieje wokoło nich. Ale kiedy słyszą starą pieśń, który znają i kochają, to zapalają się i śpiewają każde słowo. Jest to piękny obraz tego, jak hymn, prawda, zostaje osadzona głęboko w nich, a oni mają do tego dostęp, gdy tylko zostanie im to przypomniane.

A zatem, aby przygotować się do utraty pamięci, czytaj Biblię, módl się, śpiewaj codziennie samemu lub ze swoimi bliskimi.

To bardzo mądre rady. Wspomniałeś wcześniej o strachu. Dla chrześcijan, którzy są przerażeni perspektywą Alzheimera, którzy mają kogoś w rodzinie, jaką pociechę oferuje Ewangelia, która będzie większa niż ta choroba?

Jeden z moich ulubionych fragmentów, kiedy myślę o strachu i nadziei, pochodzi z historii Izraela, gdy przygotowują się do wejścia do Ziemi Obiecanej (5 Mojżeszowa 7). Parafrazując można by powiedzieć: „Można spojrzeć na te narody i powiedzieć: Są one znacznie większe niż my. Nigdy ich nie pokonamy”. Izraelici czuja się całkowicie przytłoczeni.

Myślę, że wielu ludzi stawiających czoła Alzheimerowi mogą czuć się podobnie. Całkowicie przytłoczeni.  
Bóg wzywa Izraela żeby pamiętali wszystko, co On uczynił dla nich w przeszłości. Wzywa ich, żeby sobie przypominali, jak On pokonał faraona. Mówi im, żeby pamiętali, jak wielki i niesamowity jest i jak wyzwolił ich z tak wielu niebezpieczeństw. On wzywa nas do zapamiętania, co zrobił dla nas, i że będzie nadal z nami w teraźniejszości. Będzie zapewniał nam wszystko, co potrzebujemy. On będzie z nami. I z pewnością pomoże nam stawić czoła nowym wyzwaniom, które przychodzą w życiu.

Czerpiemy pociechę wiedząc, że Chrystus wstawia się za nas, a my nigdy nie będziemy oddzieleni od Jego miłości (Rzymian 8:31-39).

Ale musimy też pamiętać o obietnicach na naszą przyszłość. Bóg nie zapomni. Bez względu na to, jak życie może wyglądać z chorobą Alzheimera, wiemy, że to nie jest koniec dla nas. Bóg był z nami w przeszłości, jest z nami w chwili obecnej, i będzie z nami w przyszłości. A nasza przyszłość z Nim będzie dużo lepsza niż jakiekolwiek cierpienie, którego możemy doświadczyć w chorobie Alzheimera.
Istnieje wiele osób, które żyją i prowadzą szczęśliwe, sensowne życie pomimo problemów kognitywnych. Choroba ta wygląda różnie dla różnych ludzi. W każdym przypadku, istnieje łaska do życia z chorobą Alzheimera. To nie musi być jedno wielkie cierpienie. Wiele osób z chorobą Alzheimera nie chcą być opisane jako cierpiące, ponieważ czują się dobrze. I choć mają poważne problemy, że znaleźli sposób, żeby być zadowolonymi.

Tu można posłuchać (w j.ang) całego wywiadu download w formacie (MP3).

czwartek, 8 grudnia 2016

R.Zacharias o potrzebie myślenia


 Filipian 4:8 W końcu, bracia, rozmyślajcie o tym, co prawdziwe,
O tym, co szlachetne, sprawiedliwe, 
czyste, miłe, godne polecenia,
O tym, co może uchodzić za wzór i zasługuje na uznanie.

Nie chodzi tylko o to żeby myśleć, ale myśleć w sposób prawy.
Ale w jaki sposób można poradzić sobie z tym, w kulturze, w której postęp jest sprowadzany do tempa i definiowany przez ilość?

Jeszcze bardziej destruktywne jest to, że największy popyt nie pochodzi ani z prędkości, ani ilości, ale raczej z założenia, że cisza jest nieprzyjazna dla życia.

Osoba siedząca przy biurku i patrząca przez okno nigdy nie będzie postrzegana jako pracująca. Myślenie nie jest zrównane z pracą.
Jednak, gdyby Newton pod swym drzewem lub Archimedes w wannie ulegli temu założeniu, niektóre naturalne prawa wciąż byłyby w powietrzu lub zakopane pod nieruchomą skałą.

Jedną z tragicznych ofiar naszych czasów jest życie kontemplacyjne, życie, które myśli, przemyśliwuje, a jeszcze bardziej konkretnie, myśli myślami Boga o nas samych.

T.S. Eliot - “Choruses from The Rock”:

Where is the Life 
we have lost in living?
Where is the wisdom 
we have lost in knowledge?
Where is the knowledge 
we have lost in information?
The cycles of Heaven in twenty centuries
Brings us farther from God 
and nearer to the Dust.



Gdzież jest życie zatracone w życiu?
Gdzie mądrość zagubiona w wiedzy?
Gdzie wiedza zatracona w informacji?
Dwadzieścia wieków cykli Niebios
Prowadzą nas dalej od Boga a bliżej Prochu.

Weź i czytaj… słowa, po których Augustyn chwycił za Biblię..
Dzisiaj trzeba by powiedzieć – wyłącz gadżety, poczytaj, pomyśl.. 

czwartek, 24 listopada 2016

Parafraza - List Jakuba 4

w.1
Dlaczego.. jesteś ciągle niespokojny i niezaspokojony? 

Ciągle szukasz zaczepki? Stajesz się perwersyjny?

Dlaczego tak często i tak łatwo dochodzi do konfliktów?

Myślisz, że powodem są warunki zewnętrze, okoliczności, inni, a nawet twoi najbliżsi?

Nie. To twoja chora miłość!

Największe spustoszenia w twoim sercu i dookoła ciebie powodują nieprawe pragnienia.

To twoje niepohamowane pragnienie własnych korzyści, racji,.. twojego świętego spokoju, twoich ambicji (łącznie z tymi „pobożnymi”).

w.2
Dajesz z siebie wszystko.



Jesteś gotowy poświęcić wszystko.. szczególnie.. innych .. dla sukcesu,.. ale nie potrafisz osiągnąć satysfakcji.


w.3-4
Szczyt bezczelności polega na tym, że potrafisz prosić świętego Boga o zaspokojenie tych zachcianek.

Żądasz od Boga zdrowia, powodzenia. Czekanie i odmowa nie wchodzą w rachubę.

Nawet nie zadasz sobie trudu, żeby zastanowić się nad swoimi motywacjami.

Myślisz, że skoro prosisz Boga, to jesteś jego przyjacielem?

Nie. Ta twoja „troska o życie, o rodzinę” – to nic innego jak troska o biznes, o związane z nim przyjemności, poczucie bezpieczeństwa i powód do przechwałek.

To właśnie cechuje nieprzyjaciół Boga.

w.5
Czy nie rozumiesz, że Bóg jest zazdrosny?

Każdy z was zna to uczucie, kiedy ktoś wam coś zabiera, kiedy ktoś niszczy coś, co kochacie.

To prawda, że podobieństwo Boga jest w każdej cząsteczce makro- i mikro-kosmosu.

Ale ty jesteś szczególny. W tobie umieścił swoje podobieństwo.

Myślisz. Czujesz. Przewidujesz. Wnioskujesz. Pamiętasz. Planujesz. Podejmujesz decyzje. Rodzisz potomstwo, które będzie żyło na wieki…


Czy rozumiesz dlaczego dał ci swojego Ducha?

Myślisz, że to takie oczywiste, że go masz, i skoro go masz, to już możesz robić co chcesz, jak chcesz?

Wyobraź sobie, masz ubogiego, słabego i chorego krewnego.

Posyłasz do niego najbliższą ci osobę. Np. syna. Ten syn ma wszelką moc, żeby mu pomóc.

Twój krewny jednak ubliża mu i odrzuca wszelką pomoc.

Czy będziesz myślał o nim jak o przyjacielu?

A jeśli sądzisz, że pomogą ci przyjaciele z podwórka z zestawem małego lekarza i z majątkiem z gry w monopol – to postradałeś rozum.

w.6
Czy wiesz, na czym polega wielkość przychylności Boga?

Bo po mimo wszystko, przy całym swoim majestacie, nieskazitelnym pięknie – lituje się nad tymi, którzy wybierają pokorę, którzy uniżają się i pozwalają na leczenie.

Ale nie łudź się, z pyszałkami pewnymi siebie, na pewno się rozprawi – pozbawi ich swojej obecności. Na wieki.

w.7
Zrozum, że cały ten świat łącznie z tak szlachetną rzeczą, jaką są bliscy – są w stanie dać ci tylko namiastkę Jego bliskości.

Ani muzyka, ani przyroda, ani najlepszy przy-ja-ciel nie są w stanie dać ci Jego bliskości.

Pierwsze słowa Jezusa, co do swojej misji: przybliżyło się królowanie Boga.

To ta bliskość, za którą rozpaczliwie tęskniliśmy, którą utracił nasz praojciec – ta bliskość jest teraz proklamowana.

Z tą bliskością związane jest nie tylko uzdrowienie, ale i ocalenie.

Powiedz Bogu – tak.

Powiedz diabłu – precz.

I patrz, co się będzie działo!

w.8
Ale to nie koniec – walka trwa. Walka o twoją czystość. O twoje relacje. Z Nim i jego dziećmi.

Królestwo Boże – to Jezus i jego bracia, przyjaciele.

Królewskie dzieci – to królewskie zachowanie. Nie jakieś sztuczne, wyuczone, narzucone…

To serdeczni ludzie umyci z brudnego myślenia o Bogu, o sobie, o swoim życiu.

w.9
Jeśli chcesz stać mocno na nogach – musisz najpierw paść na kolana.

Przestań się wygłupiać, błaznować przed Jego majestatem, przestań udawać – sprawa jest poważna.

Zapłacz nad swoim losem – i.. nie, nie chodzi o to, żebyś się nad sobą użalał, ale żebyś przeżył dzień swojego sądu.

w.10
Zapewne znasz to uczucie, kiedy jesteś np. dobrze ubrany, kiedy odniosłeś sukces, powodzenie – a tym samym uznanie w oczach innych.

Ale kim jesteś w oczach Boga? Przyjacielem, czy zdrajcą?

w.11
Jeśli wciąż jeszcze obwiniasz okoliczności lub innych – czy to oznacza, że jesteś lepszy?

.. Że zasługujesz na coś lepszego?

.. Że masz prawo osądzać, wydawać wyroki, opinie,.. a sam jesteś sędzią?

Pamiętaj, to Bóg ma ostatnie słowo. To On jest sędzią.

w.17
A zatem, przestań udawać, że nie wiesz, o co chodzi,.. jaka jest jego wola. To jest jawne i oczywiste.

Jeśli dalej będziesz upierać się przy swoim – to świadomie błądzisz i oddalasz się od Niego.

sobota, 5 listopada 2016

Ewangelia Ateizmu

Ewangelia Ateizmu:

Nie musisz przejmować się ani sensem życia, 
ani jego celowością!

Czyli: bez-nadzieja, bez-sensowność i bez-celowość

Czy ateizm oznacza wolność od religii?
A może sam ateizm jest religią?

Religia ateizmu?!

Jaka jest definicja religii?
Przyczyna, zasada, lub system wierzeń, których trzyma się z czcią z wiarą.

Ateizm to system wierzeń, których trzyma się ateista. Oto kilka założeń tego systemu.
Żaden z nich nie jest udowodniony naukowo, a nawet nieraz są sprzeczne z nauką. Tu wkracza wiara.
A jednak ateiści akceptują te aksjomaty jako pewniki i na nich opierają swoją wiarę sądząc, że są prawdziwe.

-Nie ma ani Boga ani bogów.
-Nie ma niczego ponadnaturalnego.
-Wszystko, co istnieje jest wynikiem naturalistycznego procesu w czasie.
-Życie ewoluowało z organizmu jednokomórkowego.
-Śmierć jest końcem wszystkiego.

Ateizm — czy to dobra alternatywa?
Czy ateizm jest dobrą alternatywą dla religii?
Czy niesie swoim wyznawcom nadzieję, znaczenie, cel, coś, za czym tak bardzo tęsknimy?
Lub też.. jest to religia pozbawiona nadziei, znaczenia i celowości?

Nadzieja?

Według religii ateizmu NIE MA BOGA a ŚMIERĆ JEST KOŃCEM WSZYSTKIEGO. Ponieważ nie jesteśmy niczym więcej niż zwierzęta, nasz los jest taki sam jak ich – po prostu wracamy do prochu. Jeżeli mamy 80 lat na tej planecie, to mamy niezwykłe szczęście, jeśli mniej, to nie jesteśmy aż tak szczęśliwi – tak czy inaczej, wszystko się kończy. Może gdzieś, ktoś, kiedyś będzie pamiętał, że żyliśmy, ale i tak nie będzie to miało znaczenia.

Jeżeli spojrzymy na kosmos, wszystko wygląda równie ponuro. Według idei ewolucyjnych, wszechświat będzie się nadal rozszerzać w nieskończoność, cała nadająca się do użycia energia we wszechświecie zostanie przekształcona na formę bezużyteczną, a życie będzie niemożliwe. Nie tylko każda ludzka istota pędzi na oślep w stronę grobu, podobnie jest z naszym wszechświatem.

Nasz gatunek, podobnie jak każdy inny, jest skazany na wyginięcie. Żadne z naszych osiągnięć, postępów, przełomów, triumfów czy też uniesień serca – ostatecznie nie będzie miało znaczenia w obliczu wymarcia wraz z naszym wszechświatem. Jest to z pewnością perspektywa ponura i beznadziejna.

Znaczenie?

„Dlaczego tu jestem?” To jedno z tych pytań, na które chyba każdy człowiek chce odpowiedzi. Gdzieś jest to w nas zakodowane, że nasze życie ma (albo powinno mieć) jakiś sens. Ale skąd to pochodzi i co to jest? Czy ateizm daje odpowiedź?

Cóż, niektórzy ateiści może powiedzą: sens życia znajduje się w pomaganiu innym lub usprawnieniu ludzkości. Wydaje się to godne podziwu, w końcu, któż nie chciałby skończyć z głodem na świecie, wyleczyć raka albo ubrać osierocone dzieci? – aż ktoś zapyta: „Ale po co?!”

W ateistycznym światopoglądzie, jesteśmy zwierzętami zmierzającymi do grobu, a nasz wszechświat obraca się codziennie w kierunku końca. Dlaczego ma to mieć znaczenie czy pomożemy komukolwiek? Dlaczego ma to mieć znaczenie czy polepszymy los drugiego człowieka? Przecież i my umrzemy i oni umrą!

Inni ateiści, zdaje się, uczynili to swoim osobistym celem (a zarazem znaczeniem) w życiu, żeby atakować religie (z wyjątkiem własnej) – a szczególnie biblijne chrześcijaństwo. Twierdzą oni, że religia (ale nie ich własna) jest odpowiedzialna za wojny, nienawiść i ignorancję. Ale znowu, dlaczego to ma mieć znaczenie? Jeśli chrześcijanie i ci wszyscy, na których oni mają wpływ – po prostu umrą, i będzie po wszystkim, to czemu ma to mieć znaczenie w co oni sobie wierzą? Jeśli to ostatecznie nie ma znaczenia, to dlaczego tak zawzięcie walczą przeciwko chrześcijaństwu? (Biblia mówi nam, że walczą tak zaciekle, ponieważ swoją nieprawością chcą uciszyć prawdę [Rzymian 1:18], ponieważ kochają ciemność i grzech [Jan 3:19], podobnie jak wszyscy ludzie zanim uznają Chrystusa jako swego Zbawiciela [1 Koryntian 2:14; 6:11]).

Z ateistycznego punktu widzenia, nasze życie nie ma żadnego realnego znaczenia. Jesteśmy po prostu wynikiem losowych procesów zachodzących od milionów lat. To tylko czysty przypadek w naturze, który sprawił, że tu jesteśmy. Jakie to na znaczenie dla życia?

Cel?

Czy ateizm oferuje jakiś cel dla naszego krótkiego życia? Mówiąc krótko, NIE! W ateistycznym światopoglądzie nie ma znaczenia, jak żyjemy i co robimy, ponieważ nie istnieje żadna ostateczna norma dla dobra i zła, a także dlatego, że los każdego jest taki sam – śmierć.

W tym światopoglądzie nie ma miejsca na DOBRO i ZŁO. Skoro nie ma Boga, nie może być ostatecznego fundamentu moralności. Więc kto decyduje, co jest dobre i złe? Czy jest to jednostka, społeczeństwo, konkretny rząd, ktokolwiek, kto ma największą władzę lub największe armaty?!

Z ateistycznego punktu widzenia, jesteśmy po prostu zwierzętami robiącymi to, co normalnie robią, zwierzęta. Zwierzęta zabijają, kradną, porzucają swoje potomstwo, praktykują rozwiązłość i, ogólnie rzecz biorąc, po prostu zwracają uwagę na siebie. Jeśli jesteśmy tylko zwierzętami, to te rzeczy nie mogą być złe dla nas bardziej, niż są złe dla innych zwierząt.

A zatem, licząc się z takim poglądem, dlaczego ma mieć znaczenie to, co robimy?
Nic nie jest dobre, ani złe. Dlaczego po prostu nie żyć tak jak nam się podoba i robić to, na co mamy ochotę?

Jeśli nie ma ostatecznego dobra i zła, jeśli nie ma ostatecznej sprawiedliwości – to nie ma znaczenia, w jaki sposób żyjemy. Nie ma znaczenia, czy żyjemy jak Matka Teresa czy też Hitler. Kto ma orzec, że jeden jest lepszy od drugiego? Rzeczy, które Matka Teresa zrobiła mogą wywołać u nas uśmiech i dobre uczucie, a to, co Hitler zrobił może wywołać u nas dreszcz przerażenia, ale tak naprawdę, może to być tylko osobista opinia na temat tego, co jest godne podziwu, a co jest obrzydliwością.

W ateistycznym światopoglądzie, nie ma ostatecznego autorytetu, który by pochwalił lub potępił te działania; ponieważ nie istnieje żadna ostateczna sprawiedliwość, nie ma znaczenia, jak któraś z tych osób żyje. Tak naprawdę, jeśli śmierć jest końcem wszystkiego, to najlepszą rzeczą jaką można zrobić, to tak żyć, żeby czuć się dobrze; jeśli żyje się tylko raz, to trzeba żyć na całego! (1Koryntian 15.32)

Ateizm nie oferuje celu życia, ponieważ bez względu na to, jak żyjesz i co robisz, twój los jest taki sam: śmierć.



„Wszystko marność”

Czy wiesz, że Biblia zgadza się z tą ponurą wizją życia bez Boga? Starotestamentowa Księga Koheleta (lub Kaznodziei), (filozoficzne spojrzenie na sens życia), wyraża beznadziejność życia pozbawionego Boga stałym refrenem: „wszystko marność” (Kaznodziei 1:2, 14, 2:17). Autor, król Salomon, pisze o pozornej beznadziejności i bezcelowości życia, kiedy mówi:

Bo los synów ludzkich jest taki, jak los zwierząt, jednaki jest los obojga. Jak one umierają, tak umierają tamci i wszyscy mają to samo tchnienie, Człowiek nie ma żadnej przewagi nad zwierzęciem. Bo wszystko jest marnością. Wszystko idzie na jedno miejsce; wszystko powstało z prochu i wszystko znowu w proch się obraca. Kazn. 3:19-20

Salomon próbuje wszystkich typowych sposobów, aby znaleźć sens i cel – pieniądze, relacje, przyjemności, władza, ale raz po raz stwierdza, że „wszystko to marność” (Kaznodziei 12: 8). Bez Boga, życie jest po prostu marnością – pozbawione sensu.

Apostoł Jakub mówi o tym w ten sposób: (Jak. 4:14) „…nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika”.

Psalmista pisze:
„Człowiek podobny jest do tchnienia,
Dni jego są jak cień, co mija” (Psalm 144:4).
Człowiek żyje, umiera, i.. już nie ma. Gdzie jest ta nadzieja, znaczenie czy cel, za którym każdy tęskni?

Wnioski

Jeśli patrzymy wyłącznie na ten świat i analizujemy pomysły człowieka z przeszłości oraz te dotyczące przyszłości, to jedynym logicznym i spójnym wnioskiem będą słowa Salomona: „wszystko jest marnością”. Jeśli jesteśmy tylko zwierzętami a śmierć kończy wszystko, to jaki jest sens naszego istnienia? Czy powinniśmy po prostu rozłożyć ręce i zawołać: „marność!”, a następnie iść dalej i udawać, że nasze krótkie życie ma sens? Nie!

Na samym końcu swoich poszukiwań Salomon oświadcza: (Kazn. 12:13-14)
Wysłuchaj końcowej nauki całości:
Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań, bo to jest obowiązek każdego człowieka.
Bóg bowiem odbędzie sąd nad każdym czynem, nad każdą rzeczą tajną czy dobrą, czy złą.

Życie nie ma sensu… bez Boga. Ale Bóg jest. Nie jesteśmy zwierzętami, którym przydarzyło się żyć i myśleć (nawiasem: czy informacja, myśl ma pochodzenie wyłącznie materialne?):

1 Moj. 1:27
I stworzył Bóg człowieka na obraz swój.
Na obraz Boga stworzył go.
Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich.

Ps. 139:13-16
Bo Ty stworzyłeś nerki moje,
Ukształtowałeś mnie w łonie matki mojej.
Wysławiam cię za to, że cudownie mnie stworzyłeś.
Cudowne są dzieła twoje
I duszę moją znasz dokładnie.
Żadna kość moja nie była ukryta przed tobą,
Choć powstałem w ukryciu,
Utkany w głębiach ziemi.
Oczy twoje widziały czyny moje,
W księdze twej zapisane były wszystkie dni przyszłe,
Gdy jeszcze żadnego z nich nie było.

Jer. 1:5
Wybrałem cię sobie, zanim cię utworzyłem w łonie matki,
zanim się urodziłeś, poświęciłem cię, na proroka narodów przeznaczyłem cię.

Zostaliśmy niepowtarzalnie stworzeni i ukształtowani przez Stwórcę wszechświata. Nie jesteśmy przypadkowi.

Jak pisze Salomon, rzeczy, które robimy w tym życiu, a nawet samo nasze życie, ma cel:
„mamy bać się Boga i przestrzegać Jego przykazań”.
My nie słuchamy Boga wyłącznie jako dziwacy wypuszczeni z jakiegoś kosmicznego więzienia, jak wielu ateistów wnioskuje. Nasze posłuszeństwo nie jest też próbą nadania sensu naszym działaniom i życiu. Nie, jesteśmy posłuszni Bogu, ponieważ jest to znak tych, którzy Go kochają. „Jeżeli Mnie kochacie, będziecie zachowywać moje przykazania” (Jana 14:15).

Jednakże w posłuszeństwie rzeczywiście znajdujemy cel i sens, którego tak rozpaczliwie potrzebujemy. Bóg stworzył ludzi, żeby pragnęli sensu i celu w swoim życiu, ponieważ można je znaleźć tylko w Nim!

CZY i JAK SĄD może kojarzyć się z nadzieją?
„Bóg bowiem odbędzie sąd nad każdym czynem,
nad każdą rzeczą tajną czy dobrą, czy złą”.
(Kaznodziei 12:14).

Każda rzecz dokonana w tym świecie, dobra czy zła, nawet te rzeczy, które zrobiono w tajemnicy, zostaną ostatecznie osądzone przez doskonałego Sędziego. Jest ostateczna sprawiedliwość dla każdego. A zatem, nie możemy po prostu żyć jak nam się podoba, bez uwzględniania dobra i zła. Dobro i zło są nam dane w Słowie Bożym, a nasze wybory mają swoją wagę i znaczenie na więcej niż tylko „dzisiaj”. Nawet w środku zła i chaosu, możemy mieć nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość.

“Żywa nadzieja”
Możemy też mieć nadzieję, dzięki komuś, kto pochodził z rodu ojca Salomona, króla Dawida. Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek, wszedł do historii, kiedy urodził się z dziewicy i został położony w skromnym żłobie. Prowadził bezgrzeszne życie, był doskonale posłuszny swojemu niebiańskiemu Ojcu i wybrał śmierć na krzyżu. Dzięki swojej ofiarnej śmierci wziął na siebie karę, na którą my zasługiwaliśmy (1 Kor 5:21). Ale On nie pozostał martwy. Powstał z martwych, pokonał śmierć. Teraz oferuje życie wieczne wszystkim tym, którzy złożą swą wiarę i ufność w Nim (Rzymian 10:9).

Ze względu na to, co Chrystus uczynił, śmierć nie jest końcem dla tych, którzy wierzą. Jego śmierć i zmartwychwstanie usunęły „żądło śmierci” (1 Koryntian 15:56-57). Teraz, „życie to Chrystus, a umrzeć to zysk” (Filipian 1:21). Dla chrześcijan, śmierć oznacza wprowadzenie w obecność Pana (2 Kor 5, 8) i zamieszkanie z Nim na wieki w miejscu wolnym od śmierci, cierpienia, bólu i łez (Objawienie 21:4). Możemy mieć nadzieję na wieczność dzięki ofierze naszego Pana.

Czy masz taką nadzieję? Jeśli nie, zachęcam cię, żeby oddać swoje życie Chrystusowi dziś, wierząc w skuteczność i sensowność Jego śmierci i zmartwychwstania, a dzięki temu otrzymać „żywą nadzieję” (1 Piotra 1: 3) na całą wieczność.