Wyobraź sobie, że siedzisz wieczorem w swoim pokoju. Jest cicho, ale w Twojej głowie trwa prawdziwy hałas. To ten moment, kiedy przypominasz sobie każdą głupią rzecz, którą dzisiaj powiedziałeś, i każdy błąd, który popełniłeś.
Nagle słyszysz ten znajomy głos – nazwijmy go „strażnik moralności”.
– „Znowu to zrobiłeś?” – szepcze głos. – „Myślisz, że Bóg w ogóle chce cię słuchać po tym wszystkim? Nigdy się nie zmienisz”.
– „Przecież się starałem...” – odpowiadasz w myślach, czując narastający ciężar w klatce piersiowej.
– „Starania nic nie dają. Jesteś porażką. Spójrz na siebie” – głos staje się coraz głośniejszy, a Ty czujesz, jak nadzieja z Ciebie ulatuje.
Ten wewnętrzny oskarżyciel to nie Twoje sumienie. To ktoś znacznie bardziej bezwzględny. W źródłach czytamy, że Szatan nigdy się nie zamyka i uczynił sobie karierę z oskarżania nas. Biblia mówi o tym wprost:
„Zrzucony bowiem został oskarżyciel braci naszych, który dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym” (Apokalipsa 12:10).
On nie potrzebuje przerwy. Wystawia Ci mandat przy każdym potknięciu, próbując przekonać Cię, że Twoja relacja z Bogiem jest skończona.
Ale tutaj historia nabiera zupełnie innego obrotu. Kiedy Ty kuliłeś się pod ciężarem tych słów, Jezus postanowił działać. On nie stał z boku z założonymi rękami. On się schylił. Schylił się tak nisko, by Go opluwano, przybijano do krzyża i przebijano włócznią. Zszedł aż do grobu.
A potem? Potem wstał.
Wyobraź sobie teraz salę sądową. Oskarżyciel wylicza Twoje błędy, a Ty nie masz nic na swoją obronę. Nagle Jezus wstaje obok Ciebie. Nie po to, by dołożyć Ci kary, ale by pokazać Twoje nowe, czyste konto. List do Rzymian zapewnia nas o tym:
„Kto potępi? Jezus Chrystus, który umarł, co więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Bożej i wstawia się za nami” (Rzymian 8:34).
Dzięki temu, co zrobił Jezus, Twój rekord jest czysty. Masz czyste sumienie, bo to On wziął na siebie każde Twoje „potknięcie”. Jesteś wolny od potępienia i masz nowe życie w Chrystusie. To jest właśnie łaska – coś, czego nie da się wypracować, ale co ucisza każdego oskarżyciela.
Jak żyć z tym na co dzień?
1. Rozpoznaj głos oskarżyciela: Jeśli głos w Twojej głowie mówi Ci, że „jesteś do niczego” i „nie ma dla Ciebie nadziei”, to nie jest głos Boga. Bóg koryguje z miłością, Szatan oskarża, by zniszczyć.
2. Przypomnij sobie o „stojącym” Jezusie: Kiedy czujesz się winny, wyobraź sobie Jezusa, który stoi teraz przed Bogiem i mówi: „Ten młody człowiek należy do Mnie. Jego dług jest spłacony”.
3. Zacznij od nowa bez wstydu: Nie pozwól, by błędy z przeszłości definiowały Twój dzisiejszy dzień. Skoro Bóg darował Ci czyste konto, przestań sam siebie karać za rzeczy, za które Jezus już zapłacił.
Pamiętaj: oskarżyciel może być nieustępliwy i głośny, ale to Jezus ma ostatnie słowo. Możesz dziś zasnąć w pokoju, wiedząc, że w niebie masz kogoś, kto zawsze trzyma Twoją stronę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz