Jeszcze nie wzeszło dobrze słońce nad Jerozolimą. Ulice są wilgotne po chłodnej nocy, a miasto dopiero budzi się do życia. Kupcy rozstawiają stragany, kapłani przygotowują się do porannych czynności w świątyni.
I wtedy następuje poruszenie.
Rzymscy żołnierze prowadzą skazańców. Tłum zaczyna się zbierać – jedni z ciekawości, inni z pogardy. Niektórzy rozpoznają Jezusa ale większość nie. Jeszcze niedawno nauczał na tych samych ulicach.
Idą w stronę bramy.
Nie wiemy dokładnie której. Ważne jest to, że prowadzą Go na zewnątrz.
Kroki są ciężkie. Krzyż wbija się w plecy. Każdy metr oddala Go od miejsca, które dla wielu było symbolem bezpieczeństwa – od świątyni, od murów, od religijnego porządku.
Brama się otwiera.
Na chwilę wszystko zwalnia.
Za Nim zostaje miasto – jego rytuały, jego struktury, jego „bezpieczeństwo” przewidywalności. Przed Nim – wzgórze hańby. Miejsce Trupiej Czaszki. Golgota.
Nikt nie chce tam iść. To miejsce śmierci. Odrzucenia. Końca.
A jednak Jezus idzie właśnie tam.
Nie dlatego, że musi.
Ale dlatego, że tam spotka tych, których przyszedł zbawić.
I od tamtej chwili wszystko się odwraca.
Bo prawdziwe bezpieczeństwo nie jest już w murach miasta.
Nie jest w systemie, w systemie religijnym...
Nie jest w tym, co znane i szanowane...
Jest tam, gdzie jest On.
Poza bramą.
_______________
(10) Z naszego ołtarza nie mogą jeść ci, którzy służą w świątyni ziemskiej. (11) Zgodnie z Prawem, arcykapłan przynosił do świątyni krew zwierząt składanych jako ofiara za grzechy, podczas gdy ich ciała palono poza obozem. (12) Dlatego również Jezus cierpiał i umarł na zewnątrz - by własną krwią uświęcić lud. (13) Wyjdźmy więc i my do Niego na zewnątrz, by dzielić Jego pohańbienie. (14) Bo ten świat nie jest naszym domem - czekamy na ten, który nadejdzie, z nieba. (Hbr 13:10–14) PSZ
I teraz widzisz siebie – stoisz przy tej bramie.
Za tobą „obóz” czy wręcz całe bezpieczne miasto:
- znane schematy,
- religijność, która daje poczucie kontroli,
- akceptacja ludzi,
- coś, co wydaje się bezpieczne.
Przed tobą – Chrystus. Odrzucony. Sam.
I pytanie nie brzmi: co jest wygodne?
Ale: gdzie jest prawdziwe bezpieczeństwo?
1. Fałszywe bezpieczeństwo „obozu”
Autor Listu do Hebrajczyków pisał do ludzi, którzy chcieli wrócić do starego systemu. To było zrozumiałe.
„Obóz” dawał im: strukturę, tożsamość, społeczne uznanie.
Ale to bezpieczeństwo było tylko pozorne.
Bo można być:
- w centrum religii,
- w środku tradycji,
- otoczonym przez „święte rzeczy”... na środku sceny, a nawet za pulpitem...
— i jednocześnie być daleko od Chrystusa.
To jest najbardziej niebezpieczne miejsce:
miejsce, które wygląda bezpiecznie, ale oddziela od Zbawiciela.
2. Prawdziwe bezpieczeństwo jest poza obozem
Autor mówi coś radykalnego:
„Wyjdźmy więc do Niego poza obóz, znosząc Jego hańbę.”
To brzmi jak zaproszenie do... utraty bezpieczeństwa.
Ale w rzeczywistości to zaproszenie do jego odnalezienia.
Bo prawdziwe bezpieczeństwo nie polega na: unikaniu odrzucenia, trzymaniu się kontroli, budowaniu stabilności na tym świecie.
Prawdziwe bezpieczeństwo jest w osobie.
Chrystus wyszedł poza obóz nie dlatego, że przegrał – ale dlatego, że tam dokonał ostatecznego zbawienia.
Tam zapłacił za grzech. Tam otworzył drogę do Boga.
Dlatego lepiej być z Nim w miejscu hańby niż bez Niego w miejscu pozornego bezpieczeństwa.
3. Koszt, którego nie da się ominąć
To wyjście jest realne ale ma swoją cenę.
Dla pierwszych chrześcijan oznaczało:
- utratę pozycji,
- odrzucenie przez wspólnotę,
- zerwanie z dawnym systemem.
Dziś może to wyglądać inaczej, ale zasada jest ta sama.
Zaczyna się od:
- przyznania się do winy,
- odrzucenia grzechu, który dawał „komfort”,
- bycia niezrozumianym,
- rezygnacja z bycia zawsze „po właściwej stronie” w oczach ludzi.
To boli.
Ale tylko to prowadzi do życia.
4. Nie mamy tu trwałego miasta
Autor dodaje:
„Nie mamy tutaj trwałego miasta, ale tego przyszłego szukamy.”
To zdanie rozbija iluzję.
Nie zbudujesz tutaj trwałego bezpieczeństwa:
- na relacjach,
- na reputacji,
- na strukturach,
- nawet na religijności.
Wszystko tutaj jest tymczasowe.
Dlatego trzymanie się „obozu” za wszelką cenę jest próbą ocalenia czegoś, co i tak przeminie.
Chrystus prowadzi nas dalej — do miasta, które jest trwałe.
5. Zastosowanie – gdzie dziś jest twój „obóz”?
Może to:
- stary grzech, do którego wracasz,
- sposób myślenia, który daje kontrolę,
- religijność bez skruchy,
- potrzeba bycia uznanym.
To są miejsca, które wydają się bezpieczne.
Ale jeśli nie ma tam Chrystusa — to nie są.
6. Słowo dla małżonków myślących o separacji
Są momenty, kiedy małżeństwo staje się miejscem bólu, napięcia i zmęczenia. Wtedy separacja zaczyna wyglądać jak „bezpieczne wyjście”.
Jak własny „obóz”: mniej konfliktów, więcej kontroli, chwilowa ulga...
Ale warto zadać głębsze pytanie: czy to jest prawdziwe bezpieczeństwo — czy tylko ucieczka od krzyża?
„Wyjście poza obóz” w małżeństwie często nie oznacza odejścia od współmałżonka,
ale odejście od: dumy, potrzeby wygrania, prawa do odwetu.
Czasem prawdziwe „poza obozem” to: przeprosić jako pierwszy, zostać, choć jest trudno, szukać pojednania, gdy wszystko w tobie chce się wycofać.
To nie znaczy, że każda sytuacja jest prosta ani że nie ma wyjątków wymagających ochrony i mądrych granic.
Ale często to, co wygląda jak bezpieczeństwo (ucieczka), oddala od miejsca, gdzie działa Chrystus.
Bo On bardzo często spotyka nas właśnie tam: w miejscu, gdzie umieramy dla siebie, żeby ratować to, co On ustanowił.
Podsumowanie
Stoisz przy bramie. Za tobą: to, co znane przewidywalne i wygodne.
Przed tobą: Chrystus – poza obozem.
I prawda jest prosta, choć trudna: bezpieczeństwo nie jest tam, gdzie jest łatwo. Bezpieczeństwo jest tam, gdzie jest On.
- Co dziś nazywasz „bezpieczeństwem”, choć oddala cię od Chrystusa?
- Czy jesteś gotów wyjść poza obóz — nawet jeśli to kosztuje?
- Czy w twoim małżeństwie szukasz ulgi czy przemiany?
Panie, pokaż mi fałszywe miejsca bezpieczeństwa w moim życiu.
Daj mi odwagę wyjść do Ciebie — nawet jeśli to oznacza koszt.
Naucz mnie znajdować pokój nie w kontroli, ale w Twojej obecności.
I prowadź mnie do miasta, które naprawdę jest trwałe. Amen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz