Na podstawie: A. PINK
Są chwile, kiedy wszystko, co widzimy, zdaje się zaprzeczać temu, w co wierzymy — gdy rzeczywistość krzyczy głośniej niż obietnice, a doświadczenie wydaje się podważać każde słowo nadziei.
To momenty, w których wiara przestaje być teorią, a staje się wyborem: czy oprę się na tym, co chwilowe i widzialne, czy na tym, co niewidzialne, lecz trwałe.
Wyobraź sobie ucznia, który jeszcze kilka dni wcześniej widział swojego Mistrza uzdrawiającego chorych, wskrzeszającego umarłych, przemawiającego z mocą. A teraz stoi i patrzy na krzyż. Nic się nie zgadza. To nie tak miało być. Jeśli On miał być Zbawicielem — to dlaczego umiera? Jeśli miał zwyciężyć — dlaczego wygląda na pokonanego?
Oczy mówią jedno: „to koniec”. Wiara szepcze coś zupełnie innego: „to jeszcze nie jest Jego ostatnie słowo”.
Albo bliżej nas: człowiek modli się o ratunek dla swojej rodziny, o uzdrowienie, o zmianę sytuacji. Mijają dni, potem tygodnie — i nic się nie zmienia. Wręcz przeciwnie, wszystko zdaje się pogarszać. Fakty mówią: „Bóg nie działa”. A jednak gdzieś głęboko pozostaje ciche przekonanie: „On nadal jest wierny i prawdziwy, nawet jeśli jeszcze Go nie widzę”.
Właśnie w takich chwilach wiara przestaje być tylko przekonaniem — a staje się zaufaniem wbrew temu, co widać.
Krzyż był właśnie takim momentem.
Dla tłumu – porażka.
Dla uczniów – koniec nadziei.
Dla wrogów – triumf.
A jednak właśnie tam, w cieniu hańby i cierpienia, objawiła się najpotężniejsza rzeczywistość: łaska Boga.
Zwróć uwagę na niezwykły szczegół: jeden z ukrzyżowanych obok Jezusa złoczyńców został zbawiony w najbardziej niesprzyjających warunkach, jakie można sobie wyobrazić.
Nie widział cudów.
Nie słyszał kazań na górze.
Nie był świadkiem wskrzeszenia Łazarza.
Nie znał nauki Jezusa tak jak uczniowie.
A jednak uwierzył.
Ewangelia według Ewangelia Łukasza zapisuje jego słowa:
„Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do swego królestwa”
(Łk 23,42)
Zatrzymajmy się tutaj. Co ten człowiek widział?
Widział człowieka pobitego, krwawiącego, przybitego do krzyża.
Widział kogoś, kto – po ludzku mówiąc – nie był w stanie ocalić nawet samego siebie.
Widział Jezusa odrzuconego przez religijnych przywódców, wyśmianego przez tłum, opuszczonego przez większość uczniów.
A jednak doszedł do przekonania: „Ty jesteś królem... masz królestwo”.
To nie była wiara oparta na widzeniu.
To była wiara dana z góry.
Apostoł Paweł pisze:
„Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę,
i to nie z was — Boży to dar” (Ef 2,8)
Złoczyńca na krzyżu jest żywym dowodem tych słów. Nic w jego sytuacji nie sprzyjało wierze. Wszystko raczej ją podważało. A jednak on widzi więcej niż tłum. Widzi Króla tam, gdzie inni widzą tylko skazańca.
Jak to możliwe?
To działanie Ducha Świętego.
Nowe Narodzenie (Narodzenie z Góry) nie jest wynikiem ludzkiej decyzji, ale Bożego działania. Człowiek duchowo martwy nie może sam z siebie zobaczyć chwały Chrystusa — musi ona zostać mu objawiona.
I właśnie to wydarzyło się na krzyżu.
W chwili, gdy wszystko wyglądało na klęskę, Bóg otworzył oczy jednego człowieka. W chwili, gdy Syn Boży umierał w słabości, objawił swoją moc zbawienia. W chwili, gdy nikt nie wołał: „Oto Baranek Boży”, jeden złoczyńca rozpoznał Go jako Pana.
A odpowiedź Jezusa była natychmiastowa:
„Zaprawdę, powiadam ci: dziś będziesz ze mną w raju” (Łk 23,43)
To zdanie burzy wszelkie ludzkie zapędy do poczucia dumy.
Ten człowiek nie miał czasu na dobre uczynki.
Nie mógł naprawić swojego życia.
Nie mógł nic udowodnić.
Miał tylko wiarę.
I to wystarczyło.
Bóg często działa w taki sposób, aby całkowicie wykluczyć ludzką chlubę. Ten złoczyńca został zbawiony w taki sposób, aby nikt nigdy nie mógł powiedzieć: „to było dzięki okolicznościom”, „to była zasługa człowieka”, „to był efekt dobrej decyzji”.
Nie.
To była łaska.
„Zbawienie należy do Pana” (Jon 2,10).
To rozważanie prowadzi nas do kilku głębokich wniosków:
Po pierwsze — nie ma sytuacji beznadziejnej.
Jeśli Bóg mógł zbawić człowieka w ostatnich chwilach życia, wśród bólu, hańby i ciemności — może zbawić każdego.
Po drugie — nie polegaj na tym, co widzisz.
Czasem Bóg działa właśnie wtedy, gdy wszystko wygląda na porażkę.
Po trzecie — nie przeceniaj ludzkich środków.
Kazania, świadectwa, okoliczności — to narzędzia. Dobre i potrzebne. Ale życie daje tylko Bóg.
Po czwarte — każde prawdziwe nawrócenie jest cudem.
Nie mniej spektakularnym niż wskrzeszenie umarłego.
Na końcu zostaje jedno pytanie — bardzo osobiste:
Czy widzisz w Chrystusie tylko ukrzyżowanego człowieka…
czy rozpoznajesz w Nim Króla?
Bo różnica między tłumem a złoczyńcą nie polegała na tym, co widzieli oczami.
Polegała na tym, co zostało im objawione w sercu.
I to właśnie jest cud łaski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz