Wieczór był chłodny, a w salonie paliło się tylko kilka małych lamp. Siedemnastoletni Kuba i jego młodszy brat, Bartek, siedzieli na kanapie, wpatrzeni w otwartą Biblię leżącą przed ich ojcem.
– Tato, to, co mówiliście o tej krwi na drzwiach w Egipcie… – zaczął Bartek, gniotąc w dłoniach róg poduszki. – Ja ciągle mam wrażenie, że to jest zbyt banalne. Jak to możliwe, że kilka plam krwi rozwiązuje problem Bożego gniewu? Przecież Bóg widzi wszystko, co zrobiliśmy, nie tylko w tym tygodniu. Widzi moje kłamstwa, lenistwo, to, jak potraktowałem mamę… Naprawdę wystarczy się „schować” za tymi drzwiami?
Ojciec odłożył kubek z herbatą i spojrzał na nich z łagodnością, która nie unikała trudnych pytań.
– Rozumiem twój lęk, Bartek. To lęk kogoś, kto traktuje Boga poważnie. Ale żebyś zrozumiał Paschę, musisz cofnąć się jeszcze dalej, do pewnej góry w krainie Moria. Pamiętacie Abrahama i Izaaka?
Chłopcy skinęli głowami. To była jedna z tych historii, które zawsze wydawały im się dziwne i przerażające.
– Izaak nie był głupi – kontynuował ojciec. – Kiedy szli na szczyt, widział ogień i drwa, ale nie widział ofiary. Dlatego zapytał: Tato, a „gdzie jest baranek na całopalenie?”. Abraham odpowiedział mu wtedy proroczo: „Bóg upatrzy sobie baranka”. I pomyślcie o tym: w ostatniej chwili, gdy nóż był już w górze, Bóg powstrzymał Abrahama. Ale czy Bóg po prostu zrezygnował z ofiary? Nie. W zaroślach zaplątał się baran. I ten baran został złożony w ofierze zamiast Izaaka. Jako substytut.
Kuba uniósł brwi. – Czyli to był pierwszy raz, kiedy zadziałał ten mechanizm „zastępstwa”?
– Nie. Jeszcze wcześniej Bóg zrobił to dla Adama i Ewy ale skupmy się na Izaaku i Izraelu. Tutaj widzimy jak zszedł z tej góry żywy tylko dlatego, że inny baranek zajął jego miejsce. W Egipcie stało się to samo na skalę całego narodu. Ale to wciąż był tylko szkic. Jak mówił Paweł z Tarsu, te wszystkie rzeczy... to były tylko „cienie rzeczywistości”. Paweł, który był posłanym od Boga apostołem, zrozumiał coś, co zwala z nóg: „Chrystus, nasza (ofiara) Pascha, został złożony w ofierze”.
– Ale co to zmienia dla mnie dzisiaj? – dopytywał Bartek. – Ja nie mieszkam w Egipcie, nie trzymam baranka w ogrodzie.
– Zmienia wszystko, jeśli chodzi o twoją wolność – ojciec pochylił się do przodu. – Paweł pisał do ludzi, którzy czuli się jak niewolnicy własnych błędów. Wyjaśnił im, że Jezus nie przyszedł tylko po to, żeby „wymazać nam mandaty karne”. On przyszedł, żeby zniszczyć sam system niewoli. W Liście do Rzymian Paweł mówi, że nie ma już żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie. Żadnego. Nie w 50%, nie w 99%. Zero.
Kuba włączył się do rozmowy: – Czyli w takim razie wolność polega na tym, że teraz mogę robić, co chcę, bo „mandat zapłacony”?
– Dokładnie NIE – odparł ojciec. – Prawdziwe uwolnienie w Chrystusie to nie jest prawo do grzeszenia, ale wolność od przymusu grzeszenia. Niewolnik w Egipcie musiał robić cegły, czy chciał, czy nie. My, bez Chrystusa, musimy karmić nasze ego, musimy kłamać, by dobrze wypaść, musimy się bać oceny. Ale kiedy wierzysz, że Jezus jest twoim Barankiem, stajesz się wolny od strachu przed Bożym sądem. A kiedy znika strach, pojawia się miłość.
– To znaczy, że nie muszę już „zarabiać” na akceptację Boga? – zapytał cicho Bartek.
– Nie musisz, bo Jezus zarobił ją dla ciebie – podsumował ojciec. – Paweł powiedziałby ci tak: „Zostałeś wykupiony za wysoką cenę”. Dlatego teraz nie żyjesz dla siebie, żeby udowodnić, jaki jesteś super. Żyjesz dla Niego, bo On cię kocha. Jeśli ta krew na drzwiach w Egipcie krzyczała: „Jesteś bezpieczny!” - To Krew Jezusa krzyczy jeszcze głośniej: „Jesteś bezpieczny, jesteś kochany i jesteś wolny, by w końcu być tym, kim cię stworzyłem”.
Obaj chłopcy zamilkli a także ojciec... niejako czekając aż ten obraz wsiąknie w ich serca.
Ojciec ciągnął dalej: Spróbujcie wczuć się w położenie dwóch przyjaciół z tamtych czasów z Egiptu. Są pierworodnymi synami.
_____________________
Ciemność nad Goszen była inna niż zwykle – gęsta, niemal namacalna. Siedemnastoletni Jakub i jego przyjaciel Natan siedzą na dachu niskiego domu, wpatrując się w krwawe ślady, które ojciec Jakuba naniósł przed chwilą na odrzwiach. Obaj byli pierworodnymi synami. Obaj wiedzą, co ma przynieść ta noc. Śmierć pierworodnych.
Natan zaciskał dłonie na krawędzi muru tak mocno, że zbielały mu kłykcie.
– Jakub, ja nie mogę przestać o tym myśleć – szepnął Natan, a jego głos drżał. – Czy ty naprawdę wierzysz, że to wystarczy? Ta odrobina krwi? A co, jeśli Baranek nie był dość doskonały? Co, jeśli ja wczoraj skłamałem ojcu i Bóg uzna, że moja wina jest większa niż moc tej ofiary?
Jakub spojrzał na przyjaciela. Widział w jego oczach paraliżujący strach – ten sam, który on sam czuł jeszcze niedawno.
– Natan, spójrz na mnie – powiedział spokojnie. – Pamiętasz historię Izaaka i Abrahama? Izaak też był pierworodnym. Stał na górze Moria, widząc nóż nad swoją głową. Czy on przeżył dlatego, że był idealnym synem? Nie. Przeżył, bo Bóg zatrzymał rękę jego ojca i wskazał na barana zaplątanego w cierniach. Ten baran zajął jego miejsce. To była zapowiedź tego, co dzieje się dzisiaj u nas.
– Ale Izaak był patriarchą! – żachnął się Natan. – Ja jestem tylko chłopakiem, który ma tysiąc brudnych myśli w głowie. Boję się, że ten „sąd”, który przejdzie nad Egiptem, znajdzie we mnie zbyt wiele zła.
– I z pewnością znajdzie! – Jakub niemal go przekrzyczał, ale zaraz ściszył głos. – Właśnie o to chodzi. Gdybyśmy byli sprawiedliwi, nie potrzebowalibyśmy baranka. Sąd polega na tym, że prawo musi zostać wypełnione. Zapłatą za grzech jest śmierć – to twarda zasada, o której zawsze mówią nasi ojcowie. Bez rozlania krwi nie ma przebaczenia. Śmierć musi nastąpić: albo twoja, albo Baranka. Bóg nie „przymyka oka” na twoje czy moje kłamstwa, Natan. On przenosi karę za nie na kogoś innego.
– Więc nie muszę się bać, że „nie jestem dość dobry”? – zapytał cicho Natan.
– Nie, bo twoje bezpieczeństwo nie zależy od wielkości twojej wiary, ale od jakości Baranka. A Baranek Boży jest doskonały. Każda religia ludzka kazałaby ci teraz biegać i naprawiać błędy, żebyś „zasłużył” na ocalenie. Ale Pascha mówi: „Wejdź do środka i zaufaj, że krew wystarczy”. To jest prawdziwa wolność – nie musisz już nic udowadniać Bogu. Jesteś wolny od przymusu bycia... swoim własnym zbawicielem.
Natan wziął głęboki oddech, pierwszy raz od wielu godzin.
– Czyli... tej nocy nie chroni mnie moja dobroć, ale Boża obietnica?
– Dokładnie tak. Jesteśmy dłużnikami, którym ktoś spłacił dług. Chodźmy do środka, Natan. Czas świętować wolność. Wolność, której nie daje nam faraon, ale sam Bóg... i dlatego jest to wolność, której nikt nam nie odbierze.
_____________________
W salonie między Kubą Bartkiem i ich tatą zapadła cisza, którą przerywał jedynie trzask ognia w kominku. Kuba i Bartek siedzieli w milczeniu, próbując ogarnąć ogrom tego, co usłyszeli o krwi i zastępstwie. Ojciec jednak nie zamknął jeszcze Biblii.
– Chłopcy, żebyście zrozumieli, dlaczego to wszystko było tak drastyczne, musimy spojrzeć na to, co działo się przed tą nocą. Te dziesięć plag to nie był tylko pokaz siły, jak w filmach o superbohaterach. To był sąd nad wszystkim, co Egipcjanie stawiali ponad Boga.
– Czyli.. sąd nad ich bogami? – zapytał Kuba.
– Dokładnie. Każda plaga uderzała w to, co dawało im fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Zamiana Nilu w krew? Uderzenie w ich boga rzeki. Ciemność przez trzy dni? To był policzek wymierzony ich bogu słońca, Ra. Bóg pokazywał: „Wasze bożki to tylko martwe przedmioty, ja panuję nad naturą, słońcem i życiem”. Ale jest w tym też lekcja dla nas. Jak uczy biblia, faraon to obraz ludzkiego serca bez łaski. Widział plagi, doświadczał cierpienia, ale jego serce tylko jeszcze bardziej twardniało. Bez Bożej interwencji nikt z nas nie potrafi się zmienić.
– A co z tym dziwnym posiłkiem? – wtrącił Bartek. – Po co te wszystkie szczegóły? Pieczony baranek, gorzkie zioła... To brzmi jak skomplikowany i nieapetyczny przepis kulinarny.
Ojciec uśmiechnął się i wskazał na tekst w Księdze Wyjścia.
– Te zioła miały być gorzkie, żeby Izraelici czuli na języku smak swojej niewoli. To lekcja dla nas: nie docenisz słodyczy wolności, dopóki nie poczujesz goryczy swojego grzechu. Jeśli myślisz, że „jesteś spoko”, krew Baranka nie będzie ci potrzebna. Dopiero gdy czujesz gorycz tego, jak bardzo zawiodłeś Boga, łaska zaczyna smakować jak najlepsza uczta.
– A to, że musieli zjeść baranka w całości!? To jest mega dziwne! – dopytywał Kuba.
– To klucz do zrozumienia naszej relacji z Jezusem – odpowiedział ojciec. – Nie możesz przyjąć Jezusa „na pół”, po części. Niektórzy chcą Go jako ratownika, który wyciągnie ich z kłopotów, ale nie chcą Go jako Pana, który mówi im, jak mają żyć. Zjadanie baranka w całości oznacza: „Przyjmuję Cię całego, Panie. Twoje przebaczenie i Twoje panowanie nade mną”. Karmienie się Nim daje siłę do wyjścia z niewoli.
Ojciec popatrzył na synów, a jego głos stał się poważniejszy.
– Pamiętacie, jak mówiłem o Pawle? On uczył, że chrześcijanin to człowiek, który zawsze ma sandały na nogach i laskę wędrowną w ręku. Izraelici jedli w pośpiechu, gotowi do drogi. Wyjście z Egiptu to nie była wycieczka, to ucieczka z królestwa ciemności do Królestwa Bożego. Jeśli chronisz się za krwią Jezusa, nie możesz zostać w Egipcie. Jesteś wolny, ale ta wolność ma kierunek – Ziemia Obiecana.
Bartek odruchowo spojrzał na drzwi, jakby wyobrażając sobie na nich krwawe znaki.
– Czyli Pascha to nie tylko historia o przeżyciu nocy – podsumował młodszy brat. – To historia o zmianie stron. Z bycia niewolnikiem bożków i samego siebie, na bycie dzieckiem Boga, które jest gotowe iść za Nim wszędzie.
– Właśnie tak – ojciec zamknął Biblię. – Jesteście bezpieczni nie dlatego, że Egipt przestał być groźny, ale dlatego, że Baranek zajął wasze miejsce, a Jego krew jest potężniejsza niż wszystkie plagi świata.
__________________________
Obaj chłopcy Kuba i Bartek pokręcili bezwiednie głowami, wciąż niepewni. – To brzmi bardzo radykalnie.
– Bo to jest radykalne – ojciec uśmiechnął się słabo. – Pamiętajcie słowa Apostoła Pawła: „Chrystus, nasza Pascha, został złożony w ofierze”. Paweł rozumiał, że te baranki w Egipcie to tylko cienie. Prawdziwe uwolnienie polega na tym, że Jezus – Ten ostateczny Pierworodny Syn Boga – weźmie na siebie cały gniew, który należy się nam.
To najpiękniejsza historia świata... czyż nie?











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz