piątek, 5 września 2025

Opowiadanie: Słowa, które ranią lub leczą...

183,800+ Teenager On Phone Stock Photos, Pictures & Royalty-Free Images -  iStock | Family teenager on phone, Teenager on phone walking, Teenager on  phone studio

 Słowa, które ranią lub leczą

W sercu tętniącego życiem miasta szesnastoletnia Mia przemierzała zatłoczone korytarze swojego liceum, ściskając telefon, który wibrował od powiadomień. Media społecznościowe były jej światem — posty, polubienia i komentarze kształtowały jej dni. Ale odkąd w szkole pojawiła się nowa aplikacja „PrawdaBezKagańca”, rozmowy online przestały być niewinne. Grupowy czat stał się polem bitwy, gdzie słowa fruwały jak strzały — niektóre ostre od prawdy, inne zatrute kłamstwem.

Mia znała ten świat aż za dobrze. Widziała, jak posty niszczą jej najlepszego przyjaciela, Samuela, za jego cichą wiarę i nietypowy styl — skórzana kurtka, stare trampki i wieczny szkicownik w ręku. „Dziwak”, „hipokryta” — takie epitety pojawiały się pod jego adresem niemal codziennie. Początkowo Mia tylko przewijała te komentarze, czując ukłucie w sercu, ale milcząc.

Pewnego dnia jednak jeden post trafił ją jak cios. Anonimowy użytkownik napisał: „Samuel ściągał na teście z matmy. Widziałem, jak zerkał na kartkę Kuby.” Kłamstwo było jak granat — sekcja komentarzy eksplodowała. „Zawsze wiedziałem, że jest oszustem!” — pisał ktoś. „Taki świętoszek, a jednak kantuje” — dodawał inny. Imię Sama zostało zdeptane w błocie plotek, a Mia wiedziała, że to kłamstwo może kosztować go zawieszenie w prawach ucznia.

W stołówce, gdzie zwykle gwar rozmów wypełniał powietrze, Mia dostrzegła Samuela siedzącego samotnie przy oknie. Jego szkicownik leżał zamknięty, a zwykły uśmiech zniknął z jego twarzy. Podeszła i usiadła naprzeciwko, próbując brzmieć naturalnie i swobodnie.

— Hej, Sam, co u ciebie? Trzymasz się? — zapytała, choć w środku czuła, że to głupie pytanie.

Samuel wzruszył ramionami, nie podnosząc wzroku.
— Wiesz, jak jest. Wszyscy wierzą w to kłamstwo. Mia, znasz mnie chyba… Nie ściągałem... Nie zrobiłbym tego. — Jego głos był cichy, ale pełen bólu.

— Wiem — odpowiedziała stanowczo, ściskając telefon w dłoni. — I nie pozwolę, by to przeszło bez echa.

— Łatwo ci mówić — mruknął, spoglądając na nią z mieszanką nadziei i zwątpienia. — Ale co możesz zrobić? To jak walka z wiatrakami.

— Może i wiatraki, ale mam w rękach coś więcej niż kij — odparła, unosząc lekko telefon. — Słowa, Sam. Mogą rozwalić albo naprawić. Zobaczymy.

Tego wieczoru Mia długo wpatrywała się w ekran „PrawdaBezKagańca”. Serce waliło jej jak młot, gdy pisała post: „Znam Sama. Jest uczciwy, dobry i nie zasługuje na to. Ktokolwiek opublikował to kłamstwo o ściąganiu, niech się przyzna. Słowa ranią. Używajcie ich, by ludzi podnosić, a nie dołować.” Palce jej drżały, gdy wcisnęła „wyślij”.

— Co ja najlepszego zrobiłam? — szepnęła do siebie, odkładając telefon. A co, jeśli tłum teraz obróci się przeciwko mnie?!

Rano jej post miał setki polubień. W sekcji komentarzy pojawiły się przeprosiny. „Sory, dałem się ponieść” — napisał Kuba, ten sam, którego kartkę Sam miał rzekomo podglądać. „Sam nigdy by nie ściągał, przesadziłem” — przyznał inny uczeń. Niektórzy dzielili się swoimi historiami o byciu celem ataków. Ale nie wszyscy byli zachwyceni. Nowy post, podpisany „BezCenzury99”, nazwał Mię „kaznodziejką” i „fałszywą świętą”.

— Super, teraz ja jestem celem — mruknęła Mia, czując, jak żołądek jej się ściska.

W szkole Sam znalazł ją przy szafkach. Jego oczy błyszczały, jakby walczył z łzami.
— Nie musiałaś tego robić, Mia — powiedział cicho. — Wiesz, jak to działa. Teraz to ty oberwiesz.

— Może i oberwę — odparła, siląc się na uśmiech. — Ale warto było. Nie mogłam patrzeć, jak cię niszczą.

— Dzięki — powiedział, a jego głos zadrżał. — Naprawdę. To… to wiele dla mnie znaczy.

Tego wieczoru Mia siedziała przy stole w kuchni, opowiadając o wszystkim dziadkowi. Jego pomarszczone dłonie ściskały kubek herbaty, a oczy patrzyły na nią z uwagą.

— I co teraz, dziadku? — zapytała, bawiąc się łyżeczką. — Obrywam za to, że się odezwałam. Może powinnam była siedzieć cicho?

Dziadek odstawił kubek i uśmiechnął się łagodnie.
— Słowa pokazują, co jest w naszych sercach, Mia. Dzisiaj wybrałaś niebezpieczną drogę. Nie po to, by chronić siebie, ale kogoś innego. To nie słabość — to odwaga.

— Ale co, jeśli to nic nie zmieni? — zapytała, czując ciężar wątpliwości. — Co, jeśli tylko pogorszyłam sprawę?

— Pamiętasz Jezusa? — odpowiedział dziadek, pochylając się bliżej. — Jego słowa uspokajały burze, leczyły złamanych, rzucały wyzwanie pysznym. Mówił prawdę z miłością, bez względu na cenę. A przecież wiesz jak drogo Go to kosztowało. Ty też wybrałaś miłość, Mia. To zawsze ma znaczenie. Pamiętaj, prawda bez miłości jest bezwartościowa i może prowadzić do brutalności, podczas gdy miłość bez prawdy staje się hipokryzją. Zatem wybrałaś dobrą drogę…

Mia przytaknęła, myśląc o historiach o Jezusie. Jego słowa nigdy nie niszczyły, nawet gdy mógł użyć ich jak broni. Chciała być taka jak On — ugryźć się w język, gdy trzeba, ale mówić odważnie, gdy prawda tego wymaga.

Przez kolejny tydzień Mia kontynuowała publikowanie na „PrawdaBezKagańca”. Nie rzucała obelg, „nie odpowiadała głupotą na głupoty”. Zamiast tego np. pochwaliła rysunki nieśmiałej Zosi, która nigdy nie pokazywała swoich prac. „Twoja sztuka pobudza pozytywnie wyobraźnię, Zośka! Pokazuj ją częściej!” — napisała. Broniła też Arka, wyśmiewanego za akcent. „Arek mówi w dwóch językach, a wy? Szacun dla niego!” — rzuciła w poście. Nawet wezwała do porządku Kubę, popularnego prześladowcę, pisząc: „Kuba, jesteś liderem w tej szkole. Użyj tego, by budować, a nie burzyć.”

Każdy post był jak wejście do jaskini lwa. W klasie słyszała szepty.
— Myślisz, że jest taka święta? — rzuciła Ola, przewracając oczami.
— Nie święta, tylko odważna — odparła Zosia cicho, ściskając swój szkicownik. — Dzięki, Mia. Teraz czuję się… widziana.

Pewnego dnia Mia dostała prywatną wiadomość na „PrawdaBezKagańca”. „Wprowadzasz zmiany, dziewczyno!… To ja opublikowałem to kłamstwo o Samie. Przepraszam.” Podpisano: „Anonimowy99”. Mia wpatrywała się w ekran, oszołomiona.

— Serio? — szepnęła, a potem odpisała: — Dzięki, że się przyznałeś. Zmieńmy tę aplikację.. na lepsze.. razem.

Samuel, widząc jej posty, podszedł do niej na przerwie.
— Wiesz, że to, co robisz, to jak mała rewolucja? — powiedział, uśmiechając się po raz pierwszy od tygodni. — Ludzie zaczynają myśleć, zanim coś napiszą.

— Mam nadzieję — odparła Mia, ale w jej głosie było wahanie. — Ale czasem się boję, że to za dużo. Że nie dam rady.

— Dajesz radę — powiedział stanowczo. — I nie jesteś sama. Ja też zacznę pisać. Może nie tak dobrze jak ty, ale… spróbuję.

Pod koniec miesiąca „PrawdaBezKagańca” nie była już tylko miejscem plotek. Uczniowie zaczęli dzielić się historiami o życzliwości, wierze i uczciwości. Zosia opublikowała zdjęcie swojego obrazu z podpisem: „Dzięki, Mia, za odwagę.” Arek napisał: „Mój akcent to moja historia. Proszę, uszanujcie to.” Nawet Kuba, ku zdumieniu wszystkich, opublikował: „Mia ma rację. Czas na coś lepszego.”

Mia zdała sobie sprawę, że jej telefon to nie tylko ekran do zabijania czasu. To narzędzie, to broń.. ale nie tylko ku złemu. Wybrała, by używać go dla ratowania i budowania życia. A każde słowo, które pisała, było jak mały krok w stronę świata, który był wzorem dla radości, nadziei, miłości…  Zmiany, których doświadczała były dla niej potwierdzeniem, że istnieje królestwo nie z tego świata…


Brak komentarzy: