niedziela, 24 maja 2026

„Wyrywając z ognia” — czyli gdy rana staje się bramą do piekła Rozważanie - List Judy 1:23



Jest to rozważanie "po kazaniu". Nie zdążyłem wszystkiego ująć w niedzielnym kazaniu... zatem.. :)

„Wyrywając z ognia” — czyli gdy rana staje się bramą do piekła



Drzwi zamknęły się cicho. Było już późno. Andrzej wszedł do gabinetu pastora i.. nie zdjemujac nawet kurtki ciężko usiadł na krześle.


Pastor spojrzał na niego uważnie.


— Widze, że coś cię trapi... się dzieje?


Młody człowiek milczał przez chwilę, zastanawiając się od czego zacząć.


— Spotkałem się dziś z Anią.


— O! No i co tam u niej... Jak się trzyma?


Westchnienie.


— Chyba źle… tylko, że ona już tego tak nie nazywa.


Pastor nic nie odpowiedział czekając na ciąg dalszy.


— Pamiętasz, jaka była jeszcze nie tak dawno temu? Kochała Słowo. Modliła się. Chciała służyć ludziom. A teraz… wszystko zdaje się kręcić wokół niej samej.


— Co takiego mówi?


— Że przez lata „gubiła siebie”. Że była tłamszona przez trudne relacje. Że teraz chce „odzyskać własny głos”. Mówi, że Bóg chce jej szczęścia i w związku z tym musi nauczyć się stawiać siebie na pierwszym miejscu. Walczyć o swoje.


Pastor zamyślił się na moment...


— I?


— No wie pastor... zaczęła słuchać różnych ludzi w internecie. Takich od „uzdrawiania swojej duszy”, „odnajdywania energii”, „życia bez poczucia winy”. Mówi, że chrześcijaństwo za długo kazało jej umierać dla siebie. Teraz chce żyć „autentycznie”.


Zapadła dłuższa cisza.


— A jej przyjaciele..? — zapytał pastor.


— To prawda, że bywają trudni. Chłodni. Czasem egoistyczni. Myślę, że naprawdę ją zranili wtedy. I chyba dlatego tak trudno mi coś powiedzieć… bo część jej bólu jest prawdziwa.


Pastor skinął głową.


— Juda w swoim liście mówi właśnie o takich ludziach i takich chwilach.


Młody człowiek podniósł wzrok z zaciekawieniem.


— To znaczy?


Pastor otworzył Biblię.


 „(21)  Trwajcie w Bożej miłości. Polegajcie na miłosierdziu naszego Pana, Jezusa Chrystusa, bo ono prowadzi do życia wiecznego. (22)  Sami z kolei okazujcie miłosierdzie wątpiącym. (23)  Ratujcie innych, wyrywając ich z ognia. Dla jeszcze innych miejcie współczucie przeniknięte respektem dla świętości, brzydząc się nawet tuniką splamioną przez ciało.” (Jud 1:21-23).


— Widzisz — powiedział cicho — człowiek zwykle nie odchodzi od Boga jednym krokiem. Najpierw pojawia się zranienie. Potem zmęczenie, rozczarowanie. A wreszcie przychodzi pokusa, by się wyrwać z bólu i zadbać o siebie... czytaj: uczynić samego siebie “pępkiem świata”.



— Ale przecież ona naprawdę się nacierpiała — powiedział Andrzej.


— Oczywiście. I właśnie dlatego trzeba mieć współczucie.


Pastor odłożył otwartą Biblię tak, żeby Andrzej mógł widzieć.


— Błędna droga bardzo często zaczyna się od prawdziwego bólu. Problem polega na tym, gdzie człowiek szuka ratunku.


— Czyli?


— No zobacz, Ania zaczęła od pragnienia ulgi. To zrozumiałe. Ale powoli zamiast szukać Chrystusa, zaczęła szukać siebie, swego szczęścia, po swojemu. Dopasowując do tego przerobiony obraz Boga ...


Pastor spojrzał przez okno.


— Świat mówi dziś: „Znajdź, zadbaj o prawdziwego siebie”.

Ewangelia mówi: „Zaprzyj się siebie i idź za prawdziwym Chrystusem”. I podkreślam to słowo “prawdziwy”, ponieważ tak łatwo tworzyć Boga według własnego wyobrażenia, np. Chrystusa terapeutę... A to są dwie zupełnie różne drogi.



— Ale ona nie wygląda jak ktoś.. „bliski zguby” — powiedział młody człowiek. — Jest spokojna. Uśmiechnięta. Mówi o wolności i zdrowiu psychicznym.


— Właśnie dlatego ten ogień jest tak niebezpieczny.


Pastor mówił powoli.


— Juda nie opisuje ludzi wygrażających pięścią i krzyczących przeciw Bogu. Czasem ogień przychodzi jako piękna obietnica:

„W końcu będziesz sobą”.

„W końcu nikt nie będzie cię ograniczał”.

„W końcu zaczniesz żyć dla siebie”.


Potem pastor otworzył Ewangelię. Pamiętasz te słowa?: 


 „Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, żeby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja” (Łk 22:31–32).


— Widzisz? — powiedział cicho. — Pan Jezus nie mówi Piotrowi, że próba nie będzie dotyczyć jego czy innych uczniów. Nie mówi, że szatan nie będzie miał do niego dostępu, albo że nie będzie atakował. Mówi coś innego: „Ja modliłem się za tobą”.


Andrzej milczał wpatrując się wnikliwie w słowa Jezusa.


— Czasem człowiek przechodzi przez cierpienie, rozczarowanie, samotność i właśnie wtedy szatan zaczyna przesiewać jego serce. Nie zawsze przez jawny bunt. Czasem przez subtelne pytanie:

„Czy naprawdę możesz całkowicie ufać Bogu?... przecież pozwolił na twoje cierpienie..?”

„Czy życie dla Chrystusa nie kosztowało cię zbyt wiele?”

„Czy nie powinieneś w końcu zacząć żyć dla siebie?”



— Czyli... można powiedzieć, że Ania jest “rozgrywana” przez szatana? — spytał cicho Andrzej.


Pastor odpowiedział ostrożnie:


— Nie wiem, co dzieje się w jej sercu do końca. Ale wiem jedno: nawet wierzący człowiek nie utrzyma się sam, o własnych siłach...


Spojrzał znów na tekst i przeczytał powoli akcentując każde słowo: „Ja prosiłem za tobą”.


— To jest nasza nadzieja i siła Kościoła. Tu nie chodzi siłę Piotra. Ani o jego charakter. To nie jego odwaga go ocaliła. To Chrystus!


— No, ale przecież Piotr w końcu upadł…


— Tak. Ale nie został porzucony i pozostawiony samemu sobie aż sobie poradzi ze sobą..


Pastor mówił coraz ciszej.


— Juda mówi: „ratujcie ich... wyrywajcie z ognia”...

Ale ostatecznie tylko Chrystus potrafi naprawdę zachować człowieka od całkowitego upadku.


Dlatego zwróć uwagę na końcówkę listu Judy. Komu należy się chwała?:


 „Temu zaś, który może was ustrzec od upadku… ” (Jud 1:24).


— A co znaczy: „miejcie litość połączoną z obawą”? — zapytał młody człowiek.


Pastor zamknął Biblię i przez chwilę milczał.


— To znaczy: pamiętaj, że ty sam bez Chrystusa też byś się nie ostał.


Spojrzał na Andrzeja uważnie.


— Juda mówi o miłosierdziu, ale także o obawie, bojaźni przed niemoralnością. O współczuciu, ale i czujności. To oznacza, że pomagając komuś, kto zaczyna odchodzić od Boga, musisz jednocześnie stawiać granice… i być gotowym przekraczać je.


— Nie bardzo rozumiem — odpowiedział Andrzej.


Pastor skinął głową.


— Granice trzeba stawiać grzechowi. Nie możesz schlebiać temu, co niszczy człowieka. Nie możesz usprawiedliwiać niemoralności tylko dlatego, że ktoś cierpiał. Nie możesz wejść w emocjonalną zależność, która zacznie wciągać także twoje serce.


Na chwilę umilkł.


— Ale są też granice, które trzeba przekraczać. Granice wygody. Granice obojętności. Granice zmęczenia cudzym chaosem.


Andrzej słuchał teraz bardzo uważnie.


— Możesz modlić się za nią, choć nikt tego nie widzi. Możesz odebrać telefon albo zadzwonić samemu z troską. Możesz spokojnie rozmawiać, gdy inni już machnęli ręką i okazali wzgardę. Możesz być obecny, nie będąc dwuznacznie blisko. Możesz okazać ciepło, nie przekraczając świętości.



— Jeszcze raz... Jezus nie powiedział Piotrowi:

„Jesteś wystarczająco silny... poradzisz sobie”.


Powiedział: „Ja modliłem się za tobą”.


— No tak, to ogromna różnica — wyszeptał Andrzej.


Pastor skinął głową.


— Pamiętaj, nie utrzymuje nas siła charakteru, ale wstawiennictwo Chrystusa.


W pokoju zapadła cisza.


— Co zatem mam zrobić? — spytał w końcu Andrzej.


Pastor odpowiedział spokojnie:


— Kochaj ją na tyle, by mówić prawdę. I bój się Boga na tyle, by samemu nie igrać z ogniem. A potem powierz ją Chrystusowi.


Spojrzał w okno, za którym powoli robiło się ciemno.


— Wiesz, jak czasem wygląda ratowanie człowieka? ... Nie jak bohaterstwo gromiącego palca wskazującego zza kazalnicy - powiedział lekko sarastycznie jakby do siebie. Bardziej przypomina kogoś stojącego nocą przy brzegu głębokiej rzeki.


— Rzeki?


— Tak. Nie wskakujesz lekkomyślnie w nurt, bo wtedy utoniecie oboje. Ale też nie odchodzisz, mówiąc: „To nie moja sprawa”. Szukasz mocnego oparcia. Związujesz się liną. Wołasz o pomoc. I wyciągasz rękę tak daleko, jak możesz — uważając, by tonący nie pociągnął cię w dół, ale byście razem mogli zostać wyciągnięci ku brzegowi.


Pastor spojrzał znów na Biblię.


— Czasem człowiek, którego dziś próbujesz wyrwać z ognia, jutro będzie stał tylko dlatego, że Chrystus nadal modlił się za niego w ciemności jego przesiewania... ale także dlatego, że ty odpowiedziałeś na polecenie Jezusa: “Innych ratujcie z ognia potępienia. A dla jeszcze innych bądźcie powściągliwie wyrozumiali, byście się nie splamili ich grzechami.”... 





Brak komentarzy: