
„Pożyczanie kłopotów”
Wieczór był cichy. Deszcz uderzał o parapet, a w pokoju paliła się tylko jedna lampka.
Młody człowiek siedział przy stole z Biblią otwartą przed sobą, ale od dłuższego czasu nie przeczytał ani jednego wersetu.
Starszy pastor spojrzał na niego uważnie.
— Czytasz czy walczysz? — zapytał łagodnie.
Młody człowiek westchnął ciężko.
— Boję się tego, co może przynieść przyszłość. O dzieci. O żonę. O zdrowie. O pracę. O to, co będzie za kilka lat. Czasem budzę się w nocy i czuję, jakby moje serce już teraz przeżywało tragedie, które jeszcze się nie wydarzyły.
Pastor milczał chwilę.
— Czyli pożyczasz kłopoty.
— Pożyczam, możesz wytłumaczyć?
— Tak. Człowiek bierze cierpienia z jutra, z przyszłego roku, może nawet z wydarzeń, które nigdy nie nadejdą… i wkłada je na swoje barki już dziś.
Młody człowiek spuścił wzrok.
— Ale przecież trzeba myśleć o przyszłości.
— Tak. Lecz czym innym jest odpowiedzialność, a czym innym niewiara ubrana w ostrożność.
Za oknem zawiał wiatr.
Pastor otworzył Ewangelię Mateusza.
— Posłuchaj słów Chrystusa:
„Nie zamartwiajcie się więc o jutro, gdyż jutro będzie troszczyć się o swoje sprawy. Dosyć ma dzień swego utrapienia.” — Mt 6:34
— Jezus nie mówi, że życie będzie łatwe — ciągnął pastor. — On mówi, że każdy dzień ma własny ciężar. Ale my próbujemy nieść ciężary całego życia naraz.
Młody człowiek pokręcił głową.
— Ale co, jeśli naprawdę nadejdzie cierpienie?
Pastor uśmiechnął się smutno.
— Nadejdzie i to na pewno... Na tym świecie nikt nie pporusza się bez bólu.
Ale problem polega na tym, że chcesz dziś otrzymać siłę na znoszenie cierpienia, którego dziś jeszcze nie ma.
Po chwili dodał:
— Bóg nigdy tak nie działa.
— Co masz na myśli?
— (Pwt 33:25) Mojżesz przekazując słowa błogosławieństwa pokoleniu Aszera mówi: „Jak twoje dni, tak niech będzie twoja siła” lub inaczej: „Twoje dni będą trwały tak długo, jak twoja siła”. Jest to obietnica wsparcia na każdy dzień: Bóg zapewnia, że w każdym momencie życia da człowiekowi dokładnie tyle siły, ile będzie w danym momencie potrzebował. Nie oznacza to braku trudności, ale gwarancję, że na każdy dzień przyjdzie odpowiednia łaska.
— Zatem łaska przychodzi razem z godziną próby? Nie wcześniej.. — zastanowił się na głos.
Pastor pochylił się lekko.
— Człowiek zdrowy nie potrzebuje jeszcze łaski umierania.
Ojciec, który jeszcze nie stracił dziecka, nie ma jeszcze łaski na taki ból.
Męczennik przed uwięzieniem często drży ze strachu. A potem gdy przychodzi chwila próby — Bóg daje siłę, której wcześniej nie było.
Młody człowiek podniósł wzrok.
— Czyli moje lęki są próbą życia bez łaski na dzisiejszy dzień?
— Właśnie tak. Próbujesz żyć jutrem bez jutrzejszej pomocy Boga.
Zapadła cisza.
W końcu młody człowiek spytał cicho:
— Dlaczego Bóg ukrywa przed nami przyszłość?
Pastor zamknął Biblię.
— Z miłosierdzia.
— Z miłosierdzia?
— Gdybyś dziś zobaczył całe swoje przyszłe cierpienie naraz, najprawdopodobniej byś się załamał. Bóg daje człowiekowi światło tylko na tyle drogi, ile trzeba do następnego kroku.
Potem spojrzał w okno.
— My chcielibyśmy mapy całego życia. Bóg daje lampę na dzisiejszą noc.
Znów zapadła długa cisza.
— Ale ja ciągle analizuję przyszłość — przyznał młody człowiek. — W głowie układam scenariusze. Katastrofy. Rozmowy. Straty. Wszystko.
— No i cierpisz dwa razy.
— Dwa razy?
— Tak. Najpierw w wyobraźni. Potem — jeśli naprawdę coś nadejdzie — w rzeczywistości.
A często cierpisz ten pierwszy raz za coś, co nigdy się nie wydarzy.
Pastor otworzył list do Koryntian.
„Gdyż w wierze chodzimy (pielgrzymujemy), a nie w oglądaniu.” — 2 Kor 5:7
— Widzisz — powiedział — człowiek cielesny chce kontrolować przyszłość, bo ufa temu, co widzi. Człowiek wierzący uczy się iść za Bogiem nawet wtedy, gdy droga tonie w ciemności.
Po chwili dodał spokojnie:
— Dawni chrześcijanie śpiewali: „Wolę kroczyć z Bogiem w ciemności, niż iść samemu w światłości.”
Młody człowiek zamyślił się głęboko.
— Jak więc walczyć z tym lękiem praktycznie?
Pastor odpowiedział powoli:
— Rób wiernie obowiązki dzisiejszego dnia.
Módl się o dzisiejszy chleb.
Dźwigaj dzisiejszy krzyż.
Okaż skruchę z dzisiejszego grzechu.
Kochaj ludzi, którzy są dziś obok ciebie.
Potem uniósł palec.
— A gdy przyjdą myśli o przyszłości, pytaj siebie:
„Jakie znaczenie będzie miało to wydarzenie za tysiąc lat?”
Młody człowiek milczał.
— W wieczności — ciągnął pastor — większość naszych dzisiejszych lęków okaże się cieniem, mgłą, parą wodną.
Po chwili dodał coś jeszcze.. ciszej:
— Jest jeszcze jedna rzecz.
— Jaka?
— Martwisz się, jak będziesz żył jutro.
A może powinieneś bardziej pytać, czy jesteś gotowy umrzeć jutro.
Pokój ucichł całkowicie.
— Chrześcijanin nie tylko przygotowuje się na kolejny dzień pracy.
On przygotowuje się na spotkanie z Bogiem.
Pastor otworzył Ewangelię Jana.
„Niech się nie trwoży serce wasze; jak wierzycie w Boga, tak wierzcie i we mnie.” — J 14:1
— Ostatecznym lekarstwem na lęk nie jest pewność jutra. Jest nim pewność, pełne zaufanie Chrystusowi.
Młody człowiek siedział długo bez słowa.
Deszcz nadal padał.
Ale ciężar w jego oczach był już trochę mniejszy.
Jakby zrozumiał, że nie został powołany do niesienia całego życia naraz.
Tylko do wiernego przejścia z Bogiem przez dzisiejszy dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz