Święta ziemia pośród okruchów
Stara Anna siedziała przy kuchennym stole, kontemplując swój wyszczerbiony kubek z taką powagą, jakby był on co najmniej kielichem przymierza. Za oknem świt nieśmiało zaglądał na podwórko, a dom trwał w tej rzadkiej, błogiej ciszy, którą matki cenią bardziej niż złoto.
Ciszę przerwało złowieszcze skrzypnięcie drzwi. Do kuchni wtoczyła się Marta. Gdyby istniał konkurs na najbardziej „duchowy” wygląd, Marta zajęłaby w nim ostatnie miejsce — włosy w artystycznym nieładzie (efekt „gniazda”), pod oczami cienie wielkości półksiężyców, a na ramieniu Lucy, która marudziła z determinacją godną lepszej sprawy.
— Mamuś, nie śpisz? — zapytała Marta głosem, który sugerował, że jej struny głosowe również potrzebują kawy. — Matki rzadko śpią głęboko, nawet gdy ich dzieci mają już własne dzieci — uśmiechnęła się Anna, przesuwając w stronę córki herbatę.
Marta opadła na krzesło, jakby właśnie przebiegła maraton z wózkiem pod górę. — Mamo, czuję się jak duchowy bankrut. Moja relacja z Bogiem leży pod stertą prania, które kisi się w pralce od wtorku. Kiedyś miałam system: Biblia, notatnik, godzina świętego spokoju. Byłam „duchową Marią”. Teraz? Modlę się, ścierając kaszkę ze ściany, a moje rozważania kończą się na trzecim słowie, bo Lucy postanawia sprawdzić wytrzymałość moich bębenków. Czuję się winna, że zamiast u stóp Jezusa, ciągle biegam jak ta „zrzędliwa Marta”.
Anna zachichotała, co nieco uraziło tragizm sytuacji Marty. — Myślisz, że Bóg jest zaskoczony twoim zmęczeniem? — zapytała starsza kobieta. — Ja też kiedyś chciałam być „perfekcyjną chrześcijanką”. Wyobrażałam sobie świętość jako klasztorną ciszę, a dostałam ciebie z kolkami o drugiej nad ranem i twojego brata, który postanowił, że Księga Izajasza będzie wyglądać lepiej, jeśli pomaluje ją niebieską kredką świecową.
Marta prychnęła herbatą. — Serio? Izajasza?! — Całego „Cierpiącego Sługę” przejechał na niebiesko — potwierdziła Anna. — Wtedy zrozumiałam, że próbowałam składać Bogu ofiarę z mojej „perfekcyjnej duchowości”. Chciałam Go kontrolować poprzez mój porządek. Ale Bóg przypomniał mi słowa: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary” (Mt 9,13). On nie chce twojego idealnego grafiku modlitewnego, On chce ciebie w tym, co robisz.
Anna położyła dłoń na ręce córki. — Marto, to jest właśnie Coram Deo — życie przed obliczem Boga. Czy naprawdę sądzisz, że Chrystus stoi z obrzydzeniem nad twoim chaosem? On, który urodził się w stajni, pośród zapachu siana i zwierząt? On nie czeka, aż się „ogarniesz”, żeby z tobą być. Twoje kapłaństwo realizuje się teraz w tym, że nie rzucasz klockiem w ścianę, gdy Lucy znów płacze.
Marta spojrzała na podłogę. Dywan prezentował się tragicznie: okruszki, zagubiona skarpetka i armia drewnianych klocków czekająca na bose stopy nieostrożnych domowników. — Czyli to pobojowisko… to świątynia? — zapytała niepewnie. — Tak — przytaknęła Anna. — To jest „święta ziemia”, bo tutaj codziennie umierasz dla siebie, służąc tym małym ludziom. Jezus nie był twoim Zbawicielem tylko wtedy, gdy miałaś czas na kawę i Biblię. On jest Zbawicielem zmęczonych matek, które płaczą w łazience, bo nie mają już siły.
Marta odetchnęła głębiej. Anna otworzyła swoją starą Biblię (właśnie tę z niebieską kredką) i przeczytała: — „Gdy ciało moje i serce ustaje, Bóg jest skałą serca mego” (Ps 73:26). On nie prosi o idealne warunki, Marto. On prosi, byś pozwoliła Mu być Twoją siłą, gdy Twoja własna się kończy.
Z góry dobiegały głośne rozmowy Liwii i Matiego. Marta wstała, ale tym razem bez tego ciężkiego westchnienia rozpaczy. — Idź, „Mario” — mrugnęła do niej Anna. — Mario? Przecież idę sprzątać katastrofę w sypialni. — Właśnie tak wygląda siedzenie u stóp Jezusa w twoim powołaniu: podnoszenie dziecka i ufanie, że On tam jest, pośród hałasu i okruchów.
Marta zatrzymała się w drzwiach. — Dzięki, mamo. Chyba pierwszy raz od dawna czuję, że nie muszę mieć idealnie posprzątanego domu i duszy, żeby Bóg chciał ze mną pobyć. — On już tam jest, Marto — odpowiedziała Anna, wracając do swojej herbaty. — Pewnie właśnie siedzi na twojej wymiętej kanapie... :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz