
Matka — cichy filar domu i świadek Ewangelii
„Kobieta, która tworzy słodki, piękny dom, napełniając go miłością, modlitwą i czystością, czyni coś większego niż wszystko inne, co mogłyby znaleźć jej ręce pod niebem.” J.R.Miller
Wieczór był cichy. Deszcz uderzał delikatnie o parapet starego domu. Nikomu to specjalnie nie przeszkadzało ponieważ zapach świeżo upieczonego chleba i herbata z lipy tworzyły cudowną atmosferę. Na stole stała mała lampka, której światło miękko padało na zmęczone twarze dwóch kobiet. Jedna bardzo młoda trzydziesto-paro-latka oraz jej babcia. Babcia Halinka miała już wprawdzie swoje lata ale umysł i dusza jakby wcale się nie starzały.
Marta siedziała bez ruchu, z dłońmi owiniętymi wokół kubka. W pokoju obok wreszcie ucichły głosy i gmeranie się dzieci. Czwórka małych serc zasnęła po całym dniu wołania, biegania, sporów i pytań bez końca.
— Babciu… — powiedziała cicho. — Ja już czasem nie wiem, czy robię cokolwiek dobrze.
Starsza kobieta spojrzała na nią łagodnie znad otwartej Biblii.
— Co ci chodzi po głowie moje dziecko?
— Wszystko naraz. Dom ciągle w nieładzie. Dzieci się kłócą, bałaganią i wybrzydzają... Jestem zmęczona. Modlę się już tylko z dziećmi przy stole i przed snem. Mam wrażenie, że inne kobiety lepiej sobie radzą. Właściwie, to nie tylko wrażenie, bo znajdują się ciągle tacy, którzy mi uprzejmie wypominają raz to, raz tamto... A ja ledwo nadążam z gaszeniem pożarów i.. ratowaniem świata od rana do nocy...
Babcia uśmiechnęła się smutno, jak ktoś, kto zna tę drogę bardzo dobrze.
— Wiesz… kiedy byłam młoda, myślałam, że święta matka to taka, która nigdy się nie męczy i zawsze ma spokojny głos.
Marta prychnęła cicho śmiechem.
— Chcesz powiedzieć, że te wszystkie zakończenia bajek.. “i żyli długo i szczęśliwie”... nie istnieją?
— To zależy jak definiujesz szczęście i z czym je wiążesz — odpowiedziała babcia. — Dlatego Bóg nie daje w Biblii bajek ale Ewangelię... i nie dla doskonałych kobiet, ale dla zmęczonych grzeszników. Dobra Nowina nie jest potrzebna księżniczkom, które żyją w bajkach...
Przez chwilę wsłuchiwały się w krople deszczu za oknem.
— Opowiem ci o Annie, matce Samuela.
Marta poprawiła koc na ramionach.
— Znam tę historię.
— Wiem, że nasz wydarzenia, ale może dziś Pan pokaże ci jej serce.
Babcia przesunęła delikatnie palcami po kartkach Biblii.
— Anna długo była bezdzietna. Każdego roku chodziła ze swoją pokręconą rodzinką do przybytku Pańskiego, żeby złożyć ofiarę i cieszyć się przed Bogiem. Ale Anna zamiast radości niosła tam.. ból. Druga żona jej męża kobieta szydziła z niej przy każdej okazji. Każda uczta przypominała jej o jej pustym łonie. A pamiętasz, puste łono, to nie tylko kobieca fanaberia, to było odbierane jako przekleństwo...
Babcia czytała cicho:
„Ona zaś z goryczą w duszy modliła się do Pana i bardzo płakała.” — 1 Samuela 1:10
— Widzisz sama... Biblia nie ukrywa łez świętych ludzi. Anna nie była obojętna, zimna ani niezniszczalna. Była kobietą, której serce pękało z żalu.
— Ale ona nie miała dzieci… — wyszeptała Marta. — A ja mam ich aż czworo...
...No i też nie raz jesteś cała rozżalona na swój los, czyż nie? — wtrąciła babcia.
Marta tylko skinęła głową.
— I właśnie dlatego musisz dobrze zrozumieć tę historię. Bo problemem Anny nie był tylko brak dziecka. Problemem było pytanie: „Czy Bóg naprawdę mnie widzi? Czy moje życie ma sens?”
Marta spuściła wzrok.
— No tak... czasem dokładnie tak się czuję.
Babcia nachyliła się lekko.
— Wiesz, co zrobiła Anna? Nie uciekła od Boga... wręcz pobiegła do Niego... ze swoim zmęczeniem, wstydem i wybełkotanymi pytaniami.
Potem dodała ciszej:
— I to jest wiara.
W kuchni zapanowała cisza. Babcia odkroiła świeżą piętkę chleba posmarowała masłem, podała Marcie i ciągnęła dalej...
— A kiedy Bóg dał jej Samuela… mogła uczynić z niego bożka. Wymodlone dzieci łatwo stają się naszymi idolami. Można kochać dzieci bardziej niż Boga i wtedy zaczynamy żyć lękiem, lękiem który wszystko psuje jak nadmiar soli w dobrej zupie.
— Lękiem?
— Tak. Że coś im się stanie. Że źle je wychowamy. Że nie będą wierzące. Że stracimy kontrolę...
Babcia aż odsunęła Biblię na chwilę na bok, żeby pokazać gest otwartych dłoni.
— Ale Anna zrobiła coś niezwykłego. Oddała Samuela Panu. Wypuściła go ze swojej dłoni... Jako małego chłopca oddała na służbę Panu.
Marta aż westchnęła.
— Zawsze mnie to przerażało. Jak ona mogła go tak oddać?
— Bo zrozumiała coś, czego wiele matek nigdy nie pojmuje — odpowiedziała babcia. — Dzieci należą bardziej do Boga niż do nas.
W oczach Marty pojawiły się łzy.
— Ale ja tak bardzo chcę je ochronić…
— Ja wiem. Znam to uczucie...
Babcia sięgnęła przez stół i ścisnęła jej dłoń.
— Każda matka chce. Ale ty nie jesteś ich zbawicielem.
Te słowa zawisły ciężko w powietrzu.
— Posłuchaj mnie uważnie — powiedziała Babcia Halinka. — Twoje dzieci nie zostaną uratowane dlatego, że zawsze będziesz spokojna, idealna i wszystko zrobisz dobrze.
— Więc co mam robić?
Babcia przysunęła Biblię i otworzyła na 2 Liście do Koryntian.
„(Bóg Ojciec) Tego, który nie znał grzechu (czyli Jezusa),
za nas grzechem uczynił, abyśmy w Nim (w Jezusie) stali się sprawiedliwością Bożą.” — 2 Kor 5:21
— Twoją nadzieją nie jest doskonałe macierzyństwo. Twoją nadzieją jest doskonały Chrystus.
Marta zaczęła płakać cicho.
— Ale ja tyle razy zawodzę…
— Oczywiście. Anna też była tylko kobietą. Ja też zawodziłam. Ty także będziesz zawodzić. Ale Chrystus nie zawodzi.
Deszcz za oknem przybrał na sile.
Babcia mówiła dalej spokojnym głosem:
— Wiesz, co pamiętam najmocniej z mojego domu rodzinnego?
Marta pokręciła głową.
— Nie porządek. Nie idealne obiady. Pamiętam matkę... obecną przy nas, modlącą się wieczorami, śpiewającą pieśni. Tak, czasami biła nas ścierką... ale dobrze wiedzieliśmy, że to z miłości...
Po chwili dodała:
— Dzieci nie potrzebują domu doskonałego jak pałac. Potrzebują domu, w którym mieszka Ewangelia Łaski.
— Czyli...?
— Czyli, że kiedy mama czy tata zgrzeszy, umie powiedzieć: „Przepraszam.” Że w domu jest modlitwa. Że jest przebaczenie. Że Chrystus jest większy niż chaos.
W pokoju obok zapłakało jedno z dzieci.
Marta odruchowo chciała wstać, ale babcia zatrzymała ją delikatnie.
— Jeszcze chwilę.
Potem spojrzała jej głęboko w oczy.
— Marto… Samuel wyrósł nie tylko z modlitwy Anny. On wyrósł także z jej oddania Bogu własnego lęku.
— Jak to rozumiesz babciu?
— Każda matka codziennie przynosi coś na ołtarz: potrzebę kontroli, strach, swoje ambicje wobec dzieci, no i poczucie winy.
I mówi:
„Panie, one należą do Ciebie bardziej niż do mnie.”
Marta milczała z lekkim uśmiechem na twarzy.
W końcu wyszeptała:
— Chciałabym tak umieć.
Babcia uśmiechnęła się łagodnie.
— Tego uczymy się całe życie.
Potem spojrzała na drzwi pokoju dziecięcego.
— Ale powiem ci coś jeszcze. Być może właśnie teraz, w tym zmęczeniu, Bóg wykonuje w twoim domu najpiękniejszą pracę.
— Nie wygląda mi to pięknie.
— Krzyż też nie wyglądał pięknie.
Marta podniosła wzrok na babcię..
— A jednak tam objawiła się największa miłość.
Znów zapadła cisza.
W końcu babcia powiedziała cicho:
— Idź teraz do dzieci. Przykryj je. Pomódl się nad nimi, nawet jeśli jesteś zmęczona. I pamiętaj jeszcze raz: Bóg bardziej troszczy się o twoje dzieci niż ty sama.
Marta wstała powoli.
Przy drzwiach zatrzymała się jeszcze.
— Babciu?
— Tak?
— A jeśli jutro znowu coś zawalę?
Babcia Halinka uśmiechnęła się ciepło.
— Wtedy jutro znowu wrócisz do Chrystusa. Dokładnie tak samo jak dziś.
________________
Świat podziwia wielkie sceny i wielkich ludzi. A Bóg często działa przy kuchennym stole, przez cichą modlitwę, przez kobietę, która pomimo zmęczenia nadal otacza miłością.
Być może matka nigdy nie napisze książki, nie stanie na scenie, nie będzie znana.
A jednak może wychować dzieci, które będą znały Boga. Może stworzyć dom, do którego ludzie wracają jak do bezpiecznej przystani. Może być obrazem cierpliwej miłości Chrystusa.
I to też jest święte powołanie.
Dom wydaje się być oczywistym banałem... dopóki go masz i nie jesteś wystawiony na żywioły tego świata... Wyobraź sobie taki dom podczas burzy. Na zewnątrz wiatr, ciemność i niepokój. Ale w środku pali się światło. Pachnie chlebem. Dziecko słyszy modlitwę matki. Słyszy spokojny głos. Czuje bezpieczeństwo.
Tak właśnie często działa Bóg przez matki.
Nie przez spektakularność, ale przez wierną obecność.
Mężczyzno... szanuj matkę swoją i matkę swoich dzieci. Nie traktuj jej pracy jako czegoś oczywistego. Dom pełen pokoju nie powstaje sam. Bardzo często stoi za nim kobieta, która codziennie umiera dla siebie, aby inni mogli wzrastać.
Wdzięczność dzieci wobec matki jest formą posłuszeństwa wobec Boga. Nawet jeśli dopiero po latach zrozumiesz jej trud, nie lekceważ miłości, która cię nosiła, karmiła i modliła się za ciebie.
Wielu ludzi chce zmieniać dzieci przez kontrolę, wywieranie presji lub zastraszanie. Anna pokazuje inną drogę — duchową walkę w modlitwie.
Największą siłą matki nie jest manipulacja emocjonalna, ale dostęp do tronu łaski.
_______________________
Po otrzymaniu syna Anna wypowiada jedną z najpiękniejszych modlitw uwielbienia w Biblii (1 Sm 2). Jej pieśń jest pełna Bożej wielkości, łaski i suwerenności.
Ale uwaga!! Centrum jej pieśni nie stanowi Samuel, ale Bóg.
Dojrzałe macierzyństwo prowadzi przez dziecko do większej miłości wobec Boga.
_______________________
Anna jest także obrazem wierzącego człowieka, który przychodzi do Boga pusty i bezsilny, a odchodzi napełniony łaską.
Jej historia przypomina, że Bóg często buduje największe rzeczy przez ludzi złamanych.
Pamiętaj: nawet najlepsza matka nie zbawia swojego dziecka.
Zbawia Chrystus. Dlatego nadzieją Anny nie była jej doskonałość, ale wierność Boga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz