Są sytuacje w życiu, które budzą niemal paniczny lęk. Szczególnie wtedy, gdy człowiek czuje się uwięziony w relacji. Jedni uciekają. Inni walczą tak długo, aż napięcie staje się codziennością. Ale Ewangelia pokazuje jeszcze inną drogę — drogę przebaczenia.
W 13 rozdziale Ewangelii Jana widzimy scenę niezwykłą. Wieczór przed krzyżem. Jezus wie wszystko. Wie, że Judasz Go zdradzi. Wie, że Piotr się Go zaprze. Wie, że pozostali uczniowie uciekną. A jednak właśnie wtedy bierze ręcznik i misę z wodą.
To szokujące odwrócenie ról. W tamtym świecie mycie nóg należało do najniższego sługi. Tymczasem klęczy Syn Boży. Król wszechświata dotyka brudnych nóg swoich uczniów.
Ale właśnie tutaj Ewangelia uderza najmocniej: Jezus myje także nogi Judasza.
Nie dlatego, że Judasz zasługiwał na łaskę. Nie dlatego, że za chwilę okaże skruchę. Chrystus okazuje dobroć człowiekowi, który już nosi zdradę w sercu.
To pokazuje coś bardzo głębokiego o Bożej łasce. Biblijna teologia zawsze podkreślała, że miłość Boga nie jest reakcją na dobro człowieka. Ona wypływa z charakteru samego Boga. Bóg nie kocha nas dlatego, że jesteśmy godni miłości. Kocha dlatego, że jest miłosierny.
Apostoł Paweł mówi w Liście do Rzymian, że „Chrystus umarł za nas, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami”. Nie po naszej przemianie. Nie po naprawieniu życia. W samym środku naszej winy.
Właśnie dlatego chrześcijańskie przebaczenie nie jest tanim zapomnieniem krzywdy. Ono rodzi się pod krzyżem. Człowiek naprawdę przebacza dopiero wtedy, gdy widzi, ile jemu przebaczono.
To szczególnie ważne w małżeństwie i bliskich relacjach. Kiedy pojawia się zdrada, rozczarowanie albo chłód serca, naturalnym odruchem jest albo ucieczka, albo nieustanna walka o własną rację. Ale Ewangelia prowadzi nas głębiej. Nie mówi, że grzech jest mały. Jezus wiedział dokładnie, co zrobią uczniowie. A mimo to pochylił się nad nimi.
Czasem człowiek mówi: „Nie potrafię już kochać”. I często to prawda — o własnych siłach nie potrafi. Dlatego chrześcijaństwo nie zaczyna się od siły człowieka, ale od łaski Chrystusa. Tylko ten, kto sam codziennie żyje przebaczeniem Boga, może stopniowo uczyć się przebaczać innym.
Piotr zapewne nigdy nie zapomniał chwili, gdy Jezus umywał mu nogi. Dopiero później zrozumiał: Chrystus okazał mu łaskę jeszcze przed jego upadkiem.
I dokładnie tak działa Ewangelia wobec nas. Jezus nie czekał, aż się naprawimy. On zniżył się do nas pierwszy. Dlatego chrześcijańskie przebaczenie nie jest oznaką słabości. Jest owocem serca, które samo zostało obmyte przez Chrystusa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz