środa, 4 listopada 2026

O kuropatwie | Jeremiasza 17:11



Kuropatwa i skradziony skarb

— Dziadku, pamiętasz ten werset o kuropatwie, który mi ostatnio czytałeś? Ten z Księgi Jeremiasza (17:11)?

Dziadek poprawił okulary i uśmiechnął się, odkładając kubek z kawą na stół.

— Pamiętam, wnusiu. O kuropatwie, która wysiaduje jaja, których sama nie zniosła. Jeremiasz porównuje ją do człowieka, który nieuczciwie gromadzi bogactwo. A dlaczego o to pytasz?

— Rozmawiałem dzisiaj z chłopakami w szkole. Jeden z nich opowiadał, jak jego starszy brat „zakombinował” w internecie. Kupił fałszywe boty, oszukał system w grze i sprzedał konto za niezłą kasę. Wszyscy mu zazdrościli. Mówili, że jest sprytny. Przypomniały mi się twoje słowa, ale... przez chwilę sam poczułem ukłucie zazdrości. Pomyślałem: „Może ten Jeremiasz się myli? Przecież tamten chłopak ma teraz pieniądze i wszyscy uważają go za zwycięzcę”.

Dziadek pokiwał powoli głową. Przez chwilę patrzył przez okno na jesienne liście opadające z drzew.

— To całkiem ludzkie, mój drogi. Kiedy patrzymy na czyjś sukces, często widzimy tylko jego błyszczącą stronę. Nie widzimy ceny, jaką ktoś za niego zapłacił, ani tego, co może się wydarzyć później. Ale żebyś lepiej zrozumiał, o co chodziło Jeremiaszowi, musisz poznać pewną starożytną opowieść o kuropatwie.

W dawnych czasach ludzie wierzyli, że ten ptak potrafi podkradać jaja z gniazd innych ptaków i wysiadywać je tak, jakby były jego własnymi.

— Naprawdę? — zapytał wnuk.

— Tak opowiadano. Wyobraź sobie taką sytuację: kuropatwa zdobywa cudze jaja, umieszcza je w swoim gnieździe i zaczyna je wysiadywać. Poświęca im czas, ogrzewa je własnym ciałem i wkłada w to mnóstwo energii. Wydaje jej się, że zdobyła coś cennego. Ma przecież gniazdo pełne jaj, a wkrótce będzie miała całą gromadkę piskląt!

— I co się z nimi dzieje?

— Według starożytnego wyjaśnienia, kiedy pisklęta dorastają, rozpoznają głos swojej prawdziwej matki i podążają za nią, opuszczając tę, która je wysiadywała. Kuropatwa zostaje wtedy z pustym gniazdem. Cały jej wysiłek nie przynosi tego, czego się spodziewała.

— Czyli straciła wszystko?

— Właśnie. I teraz zaczynasz rozumieć, dlaczego Jeremiasz posłużył się takim obrazem. Pomyśl o bracie twojego kolegi. On również poświęcił czas i energię na swój plan. Wykorzystał spryt, oszukał system i zdobył coś, co uważa za wielki sukces. Może nawet jest z siebie dumny. Ale Jeremiasz przypomina nam, że nie wszystko, co człowiek potrafi zdobyć, naprawdę będzie dla niego trwałym zyskiem.

Nieuczciwie zdobyte pieniądze mogą dawać poczucie bezpieczeństwa, ale to bezpieczeństwo jest złudne. Człowiek może przez jakiś czas cieszyć się swoim sukcesem, lecz nie ma nad nim pełnej kontroli. Może stracić majątek, może zostać zdemaskowany, może ponieść konsekwencje swoich czynów. A nawet jeśli zachowa wszystko do końca życia, nie zabierze tego ze sobą przed Boży sąd.

Dlatego Jeremiasz kończy swoją myśl bardzo mocnymi słowami: człowiek taki „u swego kresu okazuje się głupcem” (Jr 17:11).

— Ale dlaczego głupcem? Przecież może być bardzo sprytny. Umie oszukać innych, zarobić pieniądze i nie dać się złapać.

— I właśnie tutaj kryje się pułapka. Można być sprytnym w interesach, a jednocześnie zupełnie nierozsądnym w najważniejszych sprawach życia. Można wiedzieć, jak zdobyć pieniądze, ale nie wiedzieć, jak dobrze przeżyć życie. Można oszukać ludzi, ominąć przepisy, a nawet przez jakiś czas oszukiwać samego siebie. Ale Boga nie oszukasz.

— Czyli to, co zdobyte nieuczciwie, nigdy tak naprawdę nie staje się nasze?

— Możesz wejść w jego posiadanie, możesz nawet przez lata z niego korzystać. Ale nie możesz sprawić, żeby kłamstwo stało się prawdą, a kradzież uczciwym zyskiem. Nie da się zbudować trwałego życia na czymś, co od początku jest złe.

Dziadek na chwilę zamilkł, po czym zadał wnukowi kolejne pytanie:

— A teraz wyobraź sobie kogoś zupełnie innego. Człowiek ciężko pracuje, zakłada firmę, uczciwie zarabia pieniądze i po latach zostaje milionerem. Nikogo nie oszukał, nikomu niczego nie ukradł. Czy jego bogactwo jest już gwarancją, że wygrał życie?

— No... chyba tak? Przecież wszystko zdobył uczciwie.

Dziadek uśmiechnął się.

— Uczciwa praca jest dobra. Bogactwo samo w sobie nie jest grzechem. Ale nawet jeśli zarobisz miliardy najuczciwiej na świecie, przyjdzie dzień, w którym zostawisz je tutaj. Ani jednej monety nie zabierzesz ze sobą do wieczności.

— Czyli bogaty i biedny kończą tak samo?

— Jeśli chodzi o pieniądze, obaj zostawią je na ziemi. Ale jest coś znacznie ważniejszego. Zwróć uwagę, co Jeremiasz napisał kilka wersetów wcześniej. W piątym wersecie mówi o człowieku, który pokłada ufność w drugim człowieku i polega na własnej sile, a w siódmym o tym, który ufa Panu. To dwa zupełnie różne sposoby życia.

Jeden myśli: „Sam sobie poradzę. Zabezpieczę przyszłość, zgromadzę wystarczająco dużo i będę panem własnego losu”. Drugi wie, że jego życie zależy od Boga. Może mieć dużo pieniędzy albo niewiele, ale jego nadzieja nie opiera się na tym, co posiada.

— Czyli problemem nie jest to, ile ktoś ma pieniędzy, ale na czym polega?

— Dokładnie. Pieniądze mogą być dobrym narzędziem, ale fatalnym panem. Kiedy zaczynasz im ufać bardziej niż Bogu, stają się czymś w rodzaju bożka. Obiecują ci bezpieczeństwo, którego nigdy nie będą w stanie zagwarantować.

Dziadek spojrzał na wnuka i po chwili dodał:

— Wiesz, co jest w tym wszystkim najbardziej niebezpieczne? Człowiek może przez całe życie biegać za czymś, co uważa za największy skarb, a na końcu odkryć, że pomylił skarb z jego imitacją.

— Jak to?

— Wyobraź sobie, że ktoś znajduje mapę prowadzącą do ukrytego skarbu. Przez lata szuka, pokonuje przeszkody, poświęca wszystko, żeby dotrzeć do celu. W końcu znajduje skrzynię. Otwiera ją i widzi złoto. Jest zachwycony! Tyle wysiłku, tyle lat czekania i wreszcie sukces! Tylko że nie zauważył jednej rzeczy: złoto nie należy do niego. A nawet gdyby należało, nie mógłby zatrzymać go na zawsze.

— Czyli może zdobyć coś wielkiego, a mimo to przegrać?

— Właśnie. Nie wszystko, co błyszczy, jest prawdziwym skarbem. I nie wszystko, co uda ci się zdobyć, jest warte ceny, jaką za to płacisz.

Dziadek na chwilę zamilkł.

— Wiesz, co jest prawdziwym skarbem? Życie pojednane z Bogiem. Serce, które nie musi ukrywać się za kłamstwem. Czyste sumienie. A przede wszystkim Chrystus. Bo przyjdzie taki dzień, kiedy wszystkie rzeczy, o które ludzie tak bardzo walczyli, zostaną tutaj. Pieniądze, sława, stanowisko, popularność — niczego z tego nie zabierzemy ze sobą.

— A co wtedy zostanie? — zapytał wnuk.

— To, co Bóg uczynił w nas przez Chrystusa. Dlatego Jezus powiedział: „Gromadźcie sobie skarby w niebie” (Mt 6:20). Nie chodzi o to, żebyś był biedny albo nie chciał niczego osiągnąć. Chodzi o to, żebyś nie sprzedał tego, co najcenniejsze, za coś, co i tak kiedyś stracisz.

Wnuk przez chwilę utkwił wzrok w ziemię.

— Czyli można wygrać wyścig, a mimo to przegrać życie?

Dziadek uśmiechnął się lekko.

— Właśnie tak. Jezus zadał kiedyś pytanie, nad którym warto się długo zastanowić: „Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł?” (Mk 8:36).

— Chyba rozumiem. Można zdobyć wszystko, czego się pragnie, i dopiero wtedy odkryć, że zabrakło tego, czego naprawdę potrzebowało się najbardziej.

Dziadek spojrzał na wnuka z uznaniem.

— Dobrze to ująłeś. Widzisz, człowiek często przypomina kogoś, kto przez całe życie zbiera kamienie, bo myśli, że są złotem. Gromadzi je, pilnuje, porównuje z kamieniami innych i martwi się, żeby nie stracić ani jednego. Aż pewnego dnia spotyka Kogoś, kto pokazuje mu prawdziwy skarb. I dopiero wtedy rozumie, jak bardzo się pomylił.

— I... tym skarbem jest.. Jezus?

— Tak. I wiesz, co jest w Nim najpiękniejsze? Nie musisz Go zdobywać sprytem, kupować ani na Niego zasługiwać. On przyszedł szukać takich ludzi jak my. Na krzyżu zapłacił za nasze grzechy, a przez swoje zmartwychwstanie otworzył nam drogę do życia, którego nie odbierze nam ani czas, ani śmierć.

Dziadek dopił kawę i odstawił kubek.

— Dlatego nie zazdrość człowiekowi, który ma pełne gniazdo cudzych jaj. Lepiej zastanów się, czy nie przegapiasz prawdziwego skarbu, patrząc na to, co błyszczy w gniazdach innych ludzi.

Wnuk uśmiechnął się.

— Chyba już rozumiem, dziadku.

— Mam nadzieję, wnusiu. Bo na końcu życia nie będzie najważniejsze, jak wiele udało ci się zgromadzić, ale komu zaufałeś. Niebo nie jest nagrodą dla tych, którzy zgromadzili najwięcej. Jest darem Boga dla tych, którzy znaleźli swoje życie w Chrystusie.  

Brak komentarzy: